Jako Polka potwierdzam tę tezę. Kocham, uwielbiam. Już lata temu mówiłam Wam, że kocham patrzeć na ludzi uprawiających seks, m.in. na tym wideo z Karo Akabal, na którym postulowałyśmy otworzenie Świątyń Miłości w każdej gminie.

Potwierdzają ją też raporty największego portalu porno za lata 2018 i 2019, które czytałam – Polacy (i Polki) w oglądaniu filmów dla dorosłych są w pierwszej dwudziestce krajów z całego świata (na 14 miejscu).

Jest tylko jedna rzecz, która mnie smuci: skoro już wszyscy wiemy, że uwielbiamy patrzyć na seks (i robią to też dwulicowi księża, którzy kochają porno [1], i także zakłamani politycy, którzy przedstawiają seks, a już szczególnie porno jako kolejną plagę, z którą oficjalnie walczą, a prywatnie ją hołubią), to dlaczego wyrugowaliśmy seks z naszego życia i zepchnęliśmy go do internetu, do filmów porno ze streamingu, do oglądania go ukradkiem, w trybie incognito, „w domu po kryjomu”, z niewyszukanych, często nieetycznych źródeł [2] i równie często ze wstydem i poczuciem winy? Co nas blokuje, żeby stanąć murem za swoimi potrzebami i powiedzieć: żądamy seksklubów i świątyń miłości, żądamy wyznaczonych stref we wspólnej przestrzeni i w naturze, w których można się kochać – przecież ludzie i tak to robią w lasach i parkach, a czasem gdzieś pod murem w swojej miejscowości i potem nagranie z miejskiego monitoringu trafia do internetu, gdzie są wyśmiewani i potępiani, tak jakby seks był czymś złym i wstrętnym. No, chyba nie jest, skoro Polacy tak ochoczo oglądają porno?

Ale może właśnie porno jest gwoździem do trumny polskiego wyzwolenia seksualnego? Jednak teraz, gdy nie trzeba kupować kaset wideo ani filmów dvd w kioskach czy sexshopach, nie trzeba ich nigdzie składować i nawet trzymać na dysku, na który ktoś może zajrzeć, a wszystko jest bezpiecznie schowane w internecie, to okoliczności naszego życia sprzyjają dwulicowości i pruderii? „Oczywiście, że ten obrzydliwy temat mnie nie interesuje” – mówią ci sami księża i politycy, którzy potem w domu po kryjomu… Że już nie wspomnę o przeciętnych ludziach, którzy kryją się z oglądaniem porno, bo Polska, ten pełen hipokryzji kraj, potępia każdą widoczną formę seksu. Ale jednak oglądamy, lubimy, może czasem nawet mówimy o tym – lub wiemy o tym z rankingów serwisów internetowych, że „jesteśmy w czołówce”.

I co z tego?
Mam wrażenie, że właśnie marnujemy szansę wprowadzenia w życie tej kultury seksualnej, którą lata temu Lew-Starowicz przeciwstawiał pornografii. I czuję rozczarowanie, że coraz więcej osób sięga po materiały dla dorosłych, ale nie przekłada się to na zmianę myślenia i tworzenie przestrzeni dla tej seksualnej kultury, która mogłaby się składać z edukacji seksualnej, respektowania praw człowieka w zakresie seksualności i praw osób LGBTQIA+, akceptacji dla nagości i seksu.

Mimo olbrzymiej konsumpcji porno wciąż jesteśmy zaściankiem Europy – z brakiem dostępu do aborcji, czy nawet antykoncepcji! Ruchanie na ekranie – owszem – i jeśli to mamy, to na tym się kończą nasze marzenia i wymagania?

A te same raporty o popularności pornografii mogłyby stać się bodźcem do tego, aby mieć nie tylko więcej niskiej jakości seksu z porno z sieci, ale naprawdę piękne i udane życie seksualne! Kto nie marzy o tym, aby być kochanym i akceptowanym? Aby mieć rozkosz w łóżku i spełnienie w życiu? Gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy zmienić Polskę. Ale wydaje się, że po zaspokojeniu instynktownych potrzeb, po prostu usypiamy – bo tego oczekuje od nas ten turbokapitalistyczny świat. To porno nas usypia. Moglibyśmy być pokoleniem rewolucji, a jesteśmy potulnymi konsumentami tetrabajtów udawanego seksu – i to nam wystarcza?

Niestety, gdy bazujemy na porno, nie oglądamy prawdziwego seksu, bo film to film – zawsze iluzja. I choćby kogoś to podniecało i zachwycało, nigdy nie ma pewności, czy grający w filmie aktorzy naprawdę przeżywają przyjemność, czy tylko ją odgrywają, czy seks dzieje się za zgodą, czy jednak jest wymuszony, czy performerka krzycząca w trakcie penetracji analnej krzyczy z rozkoszy, czy z bólu i czy jej odbyt posmarowany jest żelem znieczulającym (jak w przypadku filmów tej skompromitowanej firmy, której aktorki kończyły z problemami zdrowotnymi po nagraniach) czy nie. Nie wiemy. To film. Ale gdy patrzymy codziennie tylko na to, to może nam się wydawać, że to jest rzeczywistość.

Jest mi smutno. Bo jeśli oglądamy porno, to dla tej wielomilionowej branży oznacza, że chcemy tego jeszcze mocniej zanurzać się w iluzji. Każde nasze kliknięcie „play” na serwisie z porno jest trochę takim potwierdzeniem zgody na bezwzględny przemysł z wszystkimi konsekwencjami, jakie przynosi naszej seksualności i życiu na planecie – od problemów z podgrzewaniem atmosfery [3] po problemy w życiu seksualnym, jeśli ktoś zaczyna przedkładać porno nad obcowanie z żywą osobą czy problemy nastolatków zaprogramowanych przez nie na nierealistyczny seks. Nie chcę powiedzieć, że każdy film porno jest z gruntu zły, bo jest porno, więc na pewno powstał w nieetycznych warunkach, a aktor tam występujący zszedł na zawał przez długotrwałe zażywanie pigułek na potencję [4] zaś aktorka cierpi teraz na wypadanie odbytu lub leczy pęknięcie pochwy, nie. Wierzę, że wciąż mamy etyczne porno. Chcę po prostu powiedzieć, że odnoszę wrażenie, że im więcej seksu w internecie, tym miej seksu w życiu. Jeśli ktoś ogląda porno, bo chce urozmaicić swoje życie seksualne, podpatrzyć nowe pozycje, z ciekawości czy też dlatego że nigdy nie miał edukacji seksualnej a potrzebuje się czegoś dowiedzieć – to czy nie skorzystałby bardziej, gdyby w swojej okolicy mógł pójść w jakieś miejsce, w którym mógłby ten seks zobaczyć na żywo? I może jeszcze na dodatek o tym porozmawiać? Poznać różne niuanse i sztukę miłości? A może oprócz seksklubów, klubów dla swingersów, świątyń miłości i różnych wyznaczonych miejsc do seksu, możemy stworzyć teatry seksu, które będą podgrzewać atmosferę, ale nie atmosferę Ziemi? Nie wiem, rzucam pomysł. I mam nadzieję, że jednak dożyję czasów, w których edukacja seksualna w szkołach i domach będzie bardziej popularna niż edukacja z porno, a ludzie poczują się na tyle OK z seksem, że nie będą czuli, że jedną akceptowalną formą patrzenia na seks jest oglądanie go w porno, gdzie udają go anonimowi ludzie z drugiego końca świata; tylko że będzie można pójść do klubu czy do świątyni, gdzie za zgodą i kulturalnych warunkach będziemy sobie mogli popatrzeć na seks ludzi z naszego miasta, czy naszej ulicy (lub nawet się do niego przyłączyć) i nikt nie będzie tych ludzi ani nas następnego dnia wytykał palcami.

I mimo że z najnowszych badań, do których dotarłam (z 2018 roku [5]), wynika, że to nowe porno z serwisów internetowych nie jest gorsze, czy nie zawiera więcej przemocy niż porno sprzed 10 lat (a może jednak jest i wszystko rozbija się o próbę czy metodologię badań), to nadal postuluję więcej seksu na żywo (i szykuję się do zrobienia dużej seks imprezy). Może dlatego, że jestem nieprzyzwoita i nienasycona. A może dlatego że gdzieś tam w głębi serca uważam, że chociaż mamy do dyspozycji obfity posiłek – jakim jest seks na żywo i rewolucja seksualna, która zmieni życie na Ziemi – to zadowalamy się nędznymi okruchami i utrzymywaniem status quo. I podtrzymujemy przy życiu internetowy biznes, który trochę przyczynia się do wyzwolenia seksualnego i zmiany sposobu myślenia o seksualności (typu wpływ kariery byłej aktorki porno Sunny Leone na pruderyjne Indie pokazany w filmie Mostly Sunny [6]), a trochę żeruje na seksie, stereotypach i koniec końców niszczy życie i seksualność: dzieciakom pozbawionym edukacji seksualnej zniekształca obraz seksu, nieśmiałych wbija w kompleksy i zatrzymuje przy laptopach a innych rozleniwia i pozbawia wyobraźni, bo masturbowanie się przy komputerze nie wymaga wysiłku, ale wymaga go zorganizowanie i przeżycie seksu na żywo.

Co więcej porno z internetu – trzyma nas w domach, w czterech ścianach, gdzie nasze mózgi zalewane są dopaminą i uzależniane od treści dla dorosłych – czy po to, abyśmy nie zrobili tej seksualnej rewolucji i umarli jako niewolnice i niewolnicy firmy mindgeek?

.

  1. Pornografia, zwłaszcza gejowska, jest w Watykanie tak częstym zjawiskiem, że moi informatorzy mówią o „poważnych problemach z uzależnieniem wśród duchownych pracujących w kurii”. F. Martel, Sodoma, s. 592.
  2. Zobacz np. artykuły: https://fightthenewdrug.org/these-performers-expose-abuse-consent-issues-on-porn-set/; https://wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-odnaleziono-zaginiona-15-latke-zostala-rozpoznana-na-filmach-pornograficznych/ehdt4mw ; https://www.dobreprogramy.pl/Surowa-kara-za-revenge-porn.-Mezczyzna-spedzi-44-miesiace-w-wiezieniu,News,113147.html;
  3. https://wyborcza.pl/7,75400,25011753,porno-dymi-bardziej-niz-belchatow-ogladanie-pornografii-online.html; Seks i Ziemia, czyli o tym, jak się (nie) masturbować w XXI wieku;
  4. O swoich problemach kardiologicznych mówił m.in. aktor Tyler Knight w 4 odcinku dokumentu Hot girls wanted.
  5. Eran Shor & Kimberly Seida (2018): “Harder and Harder”? Is Mainstream Pornography Becoming Increasingly Violent and Do Viewers Prefer Violent Content?, The Journal of Sex Research;
  6. https://www.chron.com/entertainment/movies_tv/article/Porn-star-Sunny-Leone-changing-Bollywood-s-views-9192619.php; https://en.wikipedia.org/wiki/Mostly_Sunny;

Zdjęcie na górze: https://unsplash.com/ We-Vibe WOW Tech

Voca Ilnicka
Przewodniczka po kobiecej seksualności, feministka-waginistka, aktywistka, ekstatyczna rebeliantka, edukatorka, trenerka, twórczyni portalu Seksualnosc-Kobiet.pl; autorka sprzedanej w ponad tysiącu egzemplarzy książki Uniesienie spódnicy, popularnego ebooka Sekretnik kobiecej waginy i współautorka książki 7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki. Zajmuje się przywracaniem seksualności należnego jej miejsca i odkłamywaniem krzywdzących przekonań na temat kobiecej i męskiej seksualności.