Ile razy całowałam Drissa tej nocy, kiedy po raz pierwszy uciekłam od ciotki Selmy? (…) Najpierw nie chciałam, aby wkładał język w moje krocze, zszokowana jego bezwstydem. Ale kiedy przez jeden ułamek sekundy jego usta dotknęły mojego wzgórka Wenus, poczułam, jak wszechświat wariuje, morza wylewają, a planety wybuchają. W jednej chwili poddał sobie moje ciało i głowę, podkładając ogień pod wszystko to, co przeżyłam dotychczas. Nie wiedziałam, że ta pieszczota może być taka intensywna ani że mężczyzna może mi ją dać. Ponieważ Driss włożył język w moje krocze, postanowiłam się wydepilować. Obnażyć się przed samą sobą, zanim obnażę się przed nim. Chciałam dokładnie obejrzeć tę bestię, która śliniła się na jego widok i tak skandalicznie go pragnęła, pod osłoną kręconych zalotnych włosów, i która była gotowa na wszystko, żeby znów przyjąć jego roześmiane, doświadczone, usta i ponownie przeżyć tę szaloną rozkosz, którą przeżyła dzień wcześniej. Ciężka sprawa. Trzeba było pilnować cukrowego karmelu, urabiać go długo, tak aby był miękki, ale nie spływał. Wydepilować krocze to nie to samo, co depilować nogi czy pachy. Bałam się tego twardego runa, które spało pomiędzy moimi udami, spokojne i sekretne, od czasu mojego małżeństwa, kiedy mój mąż zagłębiał się we mnie, jak noga od krzesła zagłębia się w dywanie. Egoistycznie i nie wiedząc nic o tajemnych zakątkach mojego ciała, o moich pragnieniach, które okazały się płomienne i nieokiełznane.

Ból jest nie do zniesienia, kiedy karmel przykleja się do ciała w tym właśnie miejscu. Nienawidzę fizycznego bólu. Odważnie rozsmarowuję karmel po zewnętrznej stronie warg sromowych i odkrywam, zbita z tropu, że włosy rosną także po ich wewnętrznej, pokrytej delikatnym ciałem stronie. Jedno pociągnięcie. Drugie. Ból mija szybko, potem następuje coś w rodzaju przyjemności. Sama nie wiem dlaczego. Zamiast zesztywnieć i skurczyć się, ciało staje się połyskliwe, otwiera się, a wejście do pochwy robi się wilgotne. Ciało staje się gładkie i nie ma już do czego przylepić karmelu, który wilgotnieje. Moja kobiecość odczuwa przyjemność w tej torturze. Kulka karmelu nabiera mojego zapachu po każdym przyłożeniu. Pożądanie wybucha we mnie. Bałam się bólu, a tu moje krocze doznaje rozkoszy, budzi się. Moje wnętrze bije jak serce pod dotykiem umazanej w karmelu ręki. Nie daję rady. Pod strugami cieplej wody, która rozpuszcza grudki przyklejonego do skóry cukru, odkrywam moją kobiecość, jedwabną i pełną, nabrzmiałą i podobną do tej, której dotykałam pod kołdrą, kiedy byłam małą dziewczynką, a która dziś jest dojrzała i pełna jak owoc. Ostrożnie, potem coraz bardziej gorączkowo, odkrywam ją na nowo dziewiczą i piękną. Chce tego, a ja nie mam pod ręką ani Drissa, ani marchewki, z którą tańczyła Bornia. Ściskam ją. A ona chce jeszcze i jeszcze. Łechtaczka wystawia nos, gorąca jak język ognia. Skusiłam się. Ja też tego chcę. Pragnę siebie samej. Kciukiem prowokuję, że delikatnie się unosi. Przytula się do mojego łaskawego, wyrozumiałego kciuka, który podtrzymuje jej sztywność. Jej upojenie. Ściskam ją, tę masę wody i ognia, jakbym chciała ją ukarać. Moja kobiecość wygrała ze mną samą, ona jest szczęśliwa, a ja drżę aż do ostatniej cząstki ciała. Bardziej niż cokolwiek wzrusza mnie jej biała, delikatna powierzchnia. Odczuwam przyjemność z jej powodu i przez nią samą. Jest tak piękna, że rozumiem, że ktoś chce włożyć w nią język. Nie masturbuję się, kocham się z tą bestią, która bezczelnie pręży się pod moimi palcami. Ona się ślini, a ja jej powtarzam:

– Jeszcze… Jeszcze…

Można umrzeć ze śmiechu. Zakochałam się w swojej własnej cipce! Przez jedną noc zrobiłam krok tak wielki, jakbym posiadała siedmiomilowe buty. Przeszłam przez lustro na spotkanie z samą sobą.

Fragment tekstu pochodzi z powieści Migdał autorstwa Nedjmy.

Ilustracja: Adrian RA, unsplash.com