Czułam, że robię coś zakazanego. Wolałabym oglądać swoją pochwę w jaśniejszym pomieszczeniu, na przykład w gabinecie, ale bałam się, że ktoś mnie zobaczy (moja ulica jest wąska i okna sąsiadów są bardzo blisko).

Zostawałam więc w ciemnej, osłoniętej łazience. Czułam, że nie powinnam badać tego tak szczegółowo – a naprawdę w ogóle. Ale robiłam to. Wytężałam wzrok i grzebałam tam, i rozchylałam zewnętrzne i wewnętrzne wargi sromowe.

O książce:

Aparat, który dała mi matka autorstwa Susanny Kaysen (autorki Przerwanej lekcji muzyki) opowiada o chorobie. W niezwykle szczery, otwarty, a zarazem dowcipny sposób Kaysen opisuje tu swoje zmagania z przeróżnymi lekarzami: internistami, ginekologami, lekarzami medycyny naturalnej, zielarzami, u których bezskutecznie szukała pomocy, gdy coś zaczęło być nie tak z jej pochwą.

Tytuł powieści nawiązuje do sceny z filmu Luisa Bunuela Viridiana, w której grupa wieśniaków, zgromadzonych na wspólnym obiedzie, prosi młodą dziewczynę o zrobienie im zdjęcia, na co ona, podnosząc do góry spódnicę, mówi, że użyje „aparatu, który dostała od swojej matki”. Książka Susanny Kaysen opowiada o ogromnej roli, jaką seksualność odgrywa w naszym życiu. Autorka pokazuje, co dzieje się, gdy miejsce erotyki zajmuje ból i cierpienie. Opisuje, w jaki sposób choroba wpłynęła na jej relacje z najbliższymi – z chłopakiem i przyjaciółmi oraz na jej stosunek do samej siebie. Mówi o bezradności swojej i lekarzy, którzy w żaden sposób nie potrafili jej pomóc. Zastanawia się, czy nieustanny ból pochwy, który odczuwała, nie miał podłoża psychosomatycznego. Próbuje zrozumieć, co jej ciało chce jej powiedzieć. „Moja pochwa wciąż próbuje zwrócić na siebie moją uwagę. Ma mi do powiedzenia coś ważnego. A ja słucham.”

Fragment powieści:

Jeśli masz pochwę, to wiesz, że przez większość czasu nic w niej nie odczuwasz. Jak czuje się twoja śledziona? A twoje nerki? Jak się czuje twoja trzustka? Na szczęście nie mamy o tym pojęcia. Pochwa jest zazwyczaj jak trzustka i nic nie czuje. Jeśli coś czuje, to jest albo zaangażowana erotycznie albo chora.

To wszystko jest oczywiste, jeśli masz pochwę. Jednak połowa z nas jej nie ma.

Ja mam. I coś się jej stało.

Czasem czułam się tak, jakby umieszczono w niej tarkę do sera i skrobano. Czasem wydawało mi się, że ktoś wlał do środka amoniak. W pewne dni miałam wrażenie, że malutki dentysta wierci w niej dziurę. Najdziwniejsze było to, że te wszystkie odczucia płynęły z jednej kilkucentymetrowej części po lewej stronie. Reszta była w porządku.

Ginekologia: grzyby

To drożdżyca, powiedział w czerwcu mój ginekolog.

Po jednej stronie?, spytałam.

Sądzę, że to miejscowe, odparł. Spróbuj tego.

To był jakiś krem antygrzybiczny. Nie zadziałał.

Hm, powiedział, gdy wróciłam po tygodniu. Spróbuj tego.

To była trzydniowa kuracja. Lekarstwo w małym naboju wrzucałam do aplikatora i wieczorem umieszczałam w pochwie. Nie zadziałało.

Jest mocniejsza wersja, powiedział. Spróbuj jej.

To był krem w tubie. Napełniłam nim aplikator i wprowadziłam do środka. Nie spodobało się to mojej pochwie. Zaczerwieniła się i spuchła, i przez cztery dni bolała jeszcze bardziej.

Spróbujmy tego w formie tabletek, powiedział mój ginekolog.

Wzięłam tabletki. Na dwa dni przyprawiły mnie o mdłości, ale moja pochwa od nich nie bolała.

Zróbmy posiew, powiedział. Wynurzył się ze swojego laboratorium uśmiechając się od ucha do ucha. Ani śladu drożdży.

Dlaczego wciąż boli? spytałam. Dlaczego są tu te czerwone plamki, o, tu i tu? Wskazałam dwa miejsca, jedno pod moją łechtaczką i jedno na wewnętrznej wardze sromowej. One szczególnie bolą, powiedziałam.

Podrażnienie, powiedział. Spróbujmy kremu z estrogenem. Przez dziesięć dni. Poprawia ukrwienie i pomoże w gojeniu się.

Krem z estrogenem kapał ze mnie całymi dniami, ale na tydzień moja pochwa wróciła do normalnego stanu – nie czułam jej. A potem znów zaczęła kłuć.

To się może zdarzyć, powiedział mój ginekolog.

Co?

Krem z estrogenem powoduje infekcję grzybiczą.

O nie! powiedziałam. Wracałam do punktu wyjścia.

Nie można go stosować codziennie, wyjaśnił. Dwa razy na tydzień – ale myślałem, że to załatwi sprawę.

Tak, na chwilę, odparłam.

Wyleczmy infekcję drożdżycową i zobaczmy co dalej.

Wróciłam do naboju w aplikatorze.

Lubię mojego ginekologa. Jest krzepkim dżentelmenem włoskiego pochodzenia, o donośnym głosie i dużych miękkich rękach. Poczekalnię jego gabinetu kiedyś zdobiły zdjęcia noworodków, które przyjął. Teraz udekorowana jest broszurkami o menopauzie. Pewnie stawki ubezpieczeń od błędów lekarskich dla położników są bardzo wysokie.

Poznałam mojego ginekologa dwadzieścia lat temu, gdy miałam torbiel jednego z gruczołów pochwy. To wtedy odkryłam jak parszywie może się ona czuć. Usunął tę torbiel. Zabieg nazywa się marsupializacją, tworzy się małą kieszonkę w ścianie pochwy, tam gdzie zaczyna się przewód wiodący do gruczołu. W ten sposób gruczoł już się nie zablokuje.

Wie pan, powiedziałam do niego, gdy nabój w aplikaturze nie zadziałał po raz drugi, boli w tym samym miejscu co Guz, albo bardzo blisko.

W tym, że chodzi się do tego samego doktora od dwudziestu lat, dobre jest też wytworzenie wspólnego języka. „Tym Guzem” nazywamy wyciętą torbiel. Przyzwyczaiłam się też do rozmów z nim, gdy ma on głowę między moimi nogami.

W pewnym sensie, kontynuowałam, wydaje mi się, że Guz wrócił. To duch Guza!

Guz nie może wrócić, odpowiedział. Ale rozumiem, co ma pani na myśli. Jest tam zapalenie. Jednak te czerwone plamki zniknęły.

Co teraz? spytałam.

Nie leczmy infekcji grzybiczej. Zwykle zanika sama. Dwa razy na tydzień proszę stosować krem estrogenowy. Pomoże usunąć zapalenie i poprawi nawilżenie. Może jest to związane z mniejszym nawilżeniem.

Nie, powiedziałam. Jest takie samo. I poziom estrogenu był normalny, prawda?

Był, powiedział. Tak było trzy miesiące temu.

Czasem boli, kiedy uprawiam seks, powiedziałam. To mnie martwi. Można się od tego nabawić problemów psychicznych – od kojarzenia seksu z bólem.

Proszę używać estrogenu, powtórzył. I proszę nie unikać seksu. Wie pani – nachylił się poufale – twierdzi się, że im więcej używa się pochwy, tym jest ona zdrowsza.

Mój ginekolog mówił mi o tym już przedtem. To też w nim lubię. Jest wielkim zwolennikiem seksu. Ja też, pod warunkiem, że nie boli.

Wróciłam do domu z kremem estrogenowym i postanowieniem, by uprawiać seks i podtrzymywać zdrowie pochwy.

Jednak zdrowie mojej pochwy pogarszało się.

Pojawiły się nowe złe objawy. Ostre serie mocnego bólu, podobnego do bólu zęba, zaczęły promieniować z miejsca, gdzie kiedyś był Guz i sprawiały, że bardzo źle się czułam. Dwie rzeczy to pogarszały: jazda samochodem i noszenie spodni. A potem, we wrześniu, wróciły czerwone plamki. Wróciłam do ginekologa.

To rak, powiedziałam.

Nie, to nie rak, odparł. Zeskrobał trochę skóry i poszedł do swego laboratorium. To nie jest rak, powtórzył po powrocie.

Czy to opryszczka? Nie przypomina opryszczki.

To nie opryszczka.

Skąd pan wie, że to nie rak?, spytałam.

Rak nie przychodzi i nie znika, powiedział. Z rakiem po prostu jest coraz gorzej.

A więc co to jest?, zapytałam.

Nie wiem, odparł.

Niech pan posłucha, powiedziałam, jest coraz gorzej. Mam duże kłopoty z seksem. Pochwa boli mnie teraz cały czas. Jeśli uprawiam seks, to boli mnie bardziej, ale nigdy nie ma chwili, w której n i e b o l i.

Wiem, powiedział mój ginekolog, ale nie wiem dlaczego. Podszedł do okna i wyjrzał. Zachodnia medycyna nie wie wszystkiego, powiedział. Odwrócił się do mnie. Uważam, że powinna pani pójść do ośrodka medycyny alternatywnej.

Byłam zdumiona. Wysyłał mnie do zielarza!

Jest tu jeden bardzo dobry, mówił dalej. To nie są szajbusy. To prawdziwi lekarze – znam niektórych. Specjalizują się w problemach kobiecych. Nie będą machać nad panią kryształami czy coś. Uważam, że powinna pani spróbować.

Umywał ręce! Po dwudziestu latach.

Ale co to jest? spytałam. Co jest ze mną nie tak?

Nie wiem, powiedział. Proszę spróbować medycyny niekonwencjonalnej. Umysł i ciało – wywijał rękami. To nie jest infekcja bakteryjna, ani grzybicza. Nie ma pani opryszczki. Nie ma pani raka. Nie potrafię powiedzieć, co się dzieje, może oni potrafią.

Samodzielne badania

Oto rzeczy, które przez następne dwa miesiące umieszczałam w pochwie: płukanki z octu, przymoczki ze słonej wody, galaretkę o odpowiednim pH i krem estrogenowy. Próbowałam środka nawilżającego o nazwie Astroglide, który raczej sklejał niż ułatwiał poślizg. Z moim chłopakiem próbowaliśmy rozmaitych rodzajów aktywności seksualnej: bardzo szybko, tak by nie zdążyło zaboleć; bez poruszania się, po prostu bycie w środku; tylko palce; nic w środku, jedynie na zewnątrz. Cokolwiek robiliśmy, bolało. Przestałam nosić spodnie i rzadziej jeździłam samochodem. Stałam w dziale zdrowia w księgarni na Harvard Square i straszyłam się czytaniem o raku sromu. Spędzałam mnóstwo czasu siedząc na podłodze w łazience i przy pomocy lusterka i latarki oglądając moje czerwone plamki.

To ostatnie było ciekawe. Czułam, że robię coś zakazanego. Wolałabym oglądać swoją pochwę w jaśniejszym pomieszczeniu, na przykład w gabinecie, ale bałam się, że ktoś mnie zobaczy (moja ulica jest wąska i okna sąsiadów są bardzo blisko). Zostawałam więc w ciemnej, osłoniętej łazience. Czułam, że nie powinnam badać tego tak szczegółowo – a naprawdę w ogóle. Ale robiłam to. Wytężałam wzrok i grzebałam tam, i rozchylałam zewnętrzne i wewnętrzne wargi sromowe. Zaglądałam do tego tunelu i próbowałam rozszyfrować, co jest normalne, a co nie jest. Oczywiście nie miałam pojęcia. Jednak im częściej to robiłam, tym lepiej poznawałam moją pochwę. A ponieważ bolała w określonym miejscu, mogłam porównywać do niego resztę. Miałam miejsca kontrolne i miejsce chore. Kłopot w tym, że poza lekkim zaczerwienieniem, nie było między nimi wielkiej różnicy.

Próbowałam wytłumaczyć mojemu chłopakowi, jakie to uczucie. Mam tam petardę, mówiłam. To jak chore gardło – uważałam, że to pomocny obraz. Tak czy inaczej przypomina gardło, więc to naprawdę chore gardło. Tak obolałe, że nie masz ochoty przełykać, znasz to uczucie?

Patrzył na mnie pytająco, gdy snułam te porównania.

Nie mam jej, odpowiedział, więc naprawdę nie mogę sobie wyobrazić.

Masz gardło, zwracałam uwagę.

Próbuję to sobie wyobrazić, odpowiadał.

Byliśmy strasznie nieszczęśliwi. […]

Nauka o sromie

[…] Co mi jest?, spytałam.

Ma pani bolesne miejsce, powiedział sromolog. Potem, raczej na odczepnego, dodał, mógłbym je wyciąć.

Wyciąć?

Taa.

A na czym polega problem?, spytałam ponownie.

Niektórzy uważają, że to nieprawidłowości mięśni dna miednicy, odparł. Niektórzy, że jest to związane ze szczawianami w moczu podrażniającymi srom. Piętro wyżej są ludzie, którzy zajmują się mięśniami dna miednicy. Mogłaby pani tego spróbować.

Czy to działa?, spytałam go.

E…, powiedział. Niektórzy, by zmniejszyć ból, stosują trójcykliczne leki antydepresyjne.

Czy to działa?

E…

Czułam, że nie mogę się przebić. Ta operacja, na czym polega?

Jednodniowy zabieg, powiedział sromolog.

To mi niewiele dało. Ostatnio mówi się tak o operacjach na otwartym sercu. Spróbowałam jeszcze raz.

Czy można to porównać do wycięcia cysty na gruczole Bartholina?

Hmm, powiedział. E…

Uznałam to za „tak”.

Niektórzy nigdy nie wracają, powtórzył. Dam pani receptę na nowokainę i jeszcze jeden środek znieczulający, który nie jest taki mocny. Może ich pani spróbować. Proszę wrócić, jeśli będzie pani chciała operacji. […]


Kaysen Susanna

Redakcja
Przewodniczka po kobiecej seksualności, feministka-waginistka, aktywistka, ekstatyczna rebeliantka, edukatorka, trenerka, twórczyni portalu Seksualnosc-Kobiet.pl; autorka sprzedanej w ponad tysiącu egzemplarzy książki Uniesienie spódnicy, popularnego ebooka Sekretnik kobiecej waginy i współautorka książki 7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki. Zajmuje się przywracaniem seksualności należnego jej miejsca i odkłamywaniem krzywdzących przekonań na temat kobiecej i męskiej seksualności.