Kościół od wieków profanuje świątynie kobiecych ciał.

Teraz, gdy kobiety weszły do kościoła z transparentami „Moje ciało, moja sprawa” słyszę, że dochodzi do profanacji kościoła. Słyszałam, że księża zaczęli się bać.

I nachodzi mnie taka oto refleksja:

Ja jako kobieta boję się całe życie. Gdy wracam wieczorem do domu, na wszelki wypadek trzymam klucz w dłoni. Boję się, gdy dziwny typ w metrze molestuje mnie spojrzeniem. Boję się, że może mam za krótką spódnicę, że być może „prowokuję”. Boję się, gdy jestem nazywana „łatwą” , „dziwką”, czy „szmatą”. Boję się, gdy słyszę wypowiedzi polityków typu: „Każda kobieta lubi być gwałcona” czy „Prostytutki nie da się zgwałcić” .

Po napaści na tle seksualnym, gdy policja i prokuratura mnie wyśmiała, również się bałam. Bałam się i zostałam z tym strachem sama. Żaden policjant i żaden ksiądz się nad moim strachem nie pochylał. Bałam się, bo sprawca nie został ukarany, bałam się, że napaść się powtórzy, bałam się, gdy wspominałam zajście.

Boję się żyć w kraju, w którym gwałciciele są bezkarni, bo udowodnić gwałtu praktycznie się nie da. Bo policjant uznał, że partner, dusząc mnie przedramieniem od tyłu, powalając na podłogę i usiłując zakneblować usta dwiema mandarynkami sklejonymi plastrem medycznym „chciał mi zrobić dobrze”.

Boję się żyć w kraju, w którym musiałam przez rok walczyć z prokuraturą, by zrobiła cokolwiek. Po czym ostatecznie sprawa została umorzona. Wyniki obdukcji i oświadczenie psychologa o mojej wiarygodności zostały zignorowane. Ostatecznie usłyszałam od prokuratury, że źle zinterpretowałam sytuację. Prokuratura oświadczyła, że zostałam jedynie przytulona (tak przytulona, że miałam posiniaczoną żuchwę), a tłem zajścia była moja relacja uczuciowa z tym człowiekiem. Z człowiekiem, który tak naprawdę usiłował mnie brutalnie zgwałcić, a któremu ufałam i wpuściłam do własnego domu.

Boję się szczególnie teraz, gdy państwo chce zmuszać mnie do rodzenia.

Choć twierdzi, że jeśli zostanę zgwałcona, będę mogła dokonać aborcji, to pytam w jaki sposób? W jaki sposób, jeśli udowodnienie gwałtu w tym kraju graniczy z cudem?

I wracając do księży – pomyślałam, że czują teraz namiastkę tego, co kobiety czuły przez wieki. Przez wieki byłyśmy zagrożone na ulicach, w kościołach, w barach, w lasach, u kolegów, w parkach, i nawet we własnych rodzinnych czy małżeńskich domach. Byłyśmy zagrożone tam, gdzie pojawiałyśmy się wraz ze swoim „prowokującym, nieczystym, wszystkiemu winnym” ciałem.

Przez wieki bezkarnie byłyśmy gwałcone, napadane, poniżane z cichym, a często jawnym przyzwoleniem władz i kościoła. To kościół zapoczątkował tę trwającą przez wieki pogardę względem kobiet. To kościół palił nas na stosach. To kościół twierdził, że nie mamy duszy, że można używać nas jak rzeczy, że żyjemy, by służyć mężczyźnie. To kościół powiedział, że nasze ciała są nieczyste, więc można je maltretować i bezcześcić w każdy bestialski sposób.

Więc księża… ten strach, który teraz czujecie, jest niczym przy tym, co my kolektywnie, z pokolenia na pokolenie czujemy podskórnie i podświadomie od wieków.

Oto doświadczacie namiastki bycia kobietą.

Drodzy księża. Jesteście członkami instytucji, która przez lata wzbudzała w kobietach strach.

I choć pewnie niektórzy z was nie mają z tym aż tak wiele wspólnego, to zbieracie teraz żniwo tego, co kościół wyprawiał przez wieki. W końcu musiał przyjść taki czas, kiedy wszystkie cierpienia, jakie kościół wyrządził niewinnym ludziom, odbiją się czkawką wszystkim jego członkom.

I właśnie to się zaczęło.

Fot. Kultura Równości

Aleksandra Nowikow