Jebana presja. „Męska” rozmowa o emocjach
Wyszłam z kina z mnóstwem energii i w dobrym humorze po seansie “męskiego” filmu „F1”. Tutaj moja ulubiona scena:
I zostałam z pytaniem, dlaczego facetom tak trudno znieść porażkę. Myślę, że odpowiedzią jest samotność.
Główny bohater filmu, kierowca rajdowy Sonny Hayes, mówi swojej dyrektorce technicznej o wypadku na torze, który ledwo przeżył: “Miałem być mistrzem świata. Lepszym od każdego. Ścigałem się z moimi idolami. A potem wszystko mi odebrano [przez wypadek]. Straciłem pracę, pieniądze, zdrowie psychiczne, siebie samego. Stałem się wściekłym dupkiem”.
W pierwszej scenie filmu widzimy koszmar Sonny’ego: moment na chwilę przed wypadkiem. Śni mu się to nadal po 30 latach. Trauma go nie opuściła. Opuściły go za to 3 byłe żony. On sam jest koczownikiem żyjącym w vanie.
To, co w wieku dojrzałym potrafi dobrze robić, to ścigać się na torze. A czego nie umie? Tego, co część mężczyzn – tworzyć więzi, relacji, bliskich związków z ludźmi. Często się mówi, że zadaniem mężczyzny jest utrzymanie rodziny, zarabianie pieniędzy. Ale to kobieta ma się opiekować “domowym ogniskiem”, czyli sprawiać, żeby więzi były trwałe, a rodzina czuła się scalona i kochana.
Niestety, taki podział sprawia, że tylko jedną płeć – dziewczynki – uczymy tworzenia więzi, wyrażania uczuć, czułości i troski o innych. Wielu chłopców nie ma o tym pojęcia (i nawet nie chce mieć, bo to “niemęskie”, “babskie” i “ckliwe”). Tak więc rosną oni na mężczyzn samodzielnych, niezależnych i samotnych. Nie potrafią w więzi i emocje – są więc odcięci od innych. Ludziom wolą imponować osiągnięciami, niż po prostu z nimi być jako przyjaciele, koledzy, bliscy. Wielu chłopakom bliskość jest po prostu zabrana. Bycie “męskim” wyklucza bycie naprawdę blisko z ludźmi. Kobiety i dziewczyny często mają całą “grupę wsparcia” i kiedy dzieje się im coś złego, trudnego, mogą liczyć na pomoc, dobre słowo, zrozumienie, przytulenie. Postrzegane jako “słabsza” płeć często dostają wsparcie od ludzi. Mężczyźni w momencie katastrofy nie tylko mogą zostać opuszczeni, ale niektórzy też chcą być sami. Tresowani do samodzielności i niezależności, czują się wręcz upokorzeni ludzką życzliwością, pomocą i współczuciem. Chcą “udowodnić” sobie i innym, że nic się nie stało, że sobie sami poradzą. Ale człowiek po wypadku, porażce, w trudnej sytuacji potrzebuje innych jak powietrza – bez względu na płeć. Każdy musi się czasem wypłakać, wyżalić, aby mieć siłę pójść dalej.
Mężczyźni wychowywani w patriarchacie do życia bez więzi (“samotny wilk”), często umieją tę więź nawiązywać tylko w łóżku. Seks może być dla nich jedyną drogą do miłości. Albo do poczucia, że można być z kimś blisko.
Dlaczego facetom trudno znieść porażkę? Albo trudniej niż kobietom…
Gdy chłopak, który nie umie w przyjaźń ani związki, nagle wpada w taką czarną dziurę jak nasz bohater Sonny po wypadku, jego świat może się zawalić.
Filmy pełne są podobnych bohaterów: “Kaskader” z 2024 r. z Goslingiem opowiada o facecie, który odepchnął swoją dziewczynę po wypadku. “Rambo” z 1982 o straumatyzowanym żołnierzu-wyrzutku społecznym, który nie ma nikogo bliskiego. James Bond w “Nie czas umierać” ucieka przed kochającą go partnerką. Komedie, filmy akcji i dramaty – wszystkie powtarzają tę samą historię, bo samotność mężczyzn w patriarchacie nie jest wyjątkiem, tylko regułą. To dlatego statystyki samobójstw zapełniają głównie mężczyźni. Mężczyzna, który sobie nie radzi w bliskości, w popkulturze jest często trochę obśmiany a trochę postawiony na piedestale. W “F1” Sonny też jest “bohaterem” – żyje z traumą, często robi dziwne rzeczy, ale (uwaga, zdradzam zakończenie filmu) w końcu wygrywa finalny wyścig. Jego “upór” został wynagrodzony. Co robi z nową przyjaźnią-romansem? Nie wiadomo, bo jedzie się ścigać. “Totalna wolność” może być też totalną samotnością. I często nią jest.
To dlatego część mężczyzn po przejściach na “partnera” czy “przyjaciela” wybiera sobie nałóg – który jednocześnie rujnuje życie, ale sprawia, że samotność aż tak bardzo nie boli.
Ale tak nie musi być. Wystarczy tylko skończyć z iluzorycznym podziałem na kobiece-męskie i wszystkie dzieci uczyć tego samego: i używania rozumu, i budowania relacji. A facetom na skraju załamania oferować nie wódkę z kolegami czy wyjście “na panienki”, ale życzliwość i telefon do terapeuty. Jestem pewna, że gdyby Sonny trafił na terapię po wypadku, swoje zwycięstwo w F1 miałby nie po 30 latach, ale jeszcze jako młody chłopak. Albo – zrezygnowałby ze ścigania się na rzecz czegoś innego, co mu daje radość.
A Ty jak myślisz?
„Tłumaczenie” męskiej rozmowy
Pozwoliłam sobie też przetłumaczyć tę „męską” rozmowę między kierowcami…