Mamy takie powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Niecały miesiąc temu, dokładnie 4. marca, zły jak postać z komiksu, ale niestety prawdziwy pisowski minister, który chciał pogrążyć osoby transpłciowe… niechcący pomógł im (nam!) I od teraz prawa procedura uzgodnienia płci jest łatwiejsza.
Dlaczego jest to dla mnie ważne?
W 2005 roku pilnie pisałam moją pracę magisterską. Aby ją napisać, potrzebowałam poznać dużo osób nieheteronormatywnych. Jedną z osób, którą wtedy poznałam, była Anna Grodzka, nasza przyszła posłanka na sejm VII kadencji i trzecia na świecie osoba jawnie transpłciowa wybrana do parlamentu (ale to się miało zdarzyć dopiero za 6 lat). Wraz z przyjaciółmi, m.in. przyszłą adminką portalu Seksualność-Kobiet.pl, Freją i innymi fanazjowałyśmy i fantazjowaliśmy wtedy o tym, jak cudownie wyglądałby świat, gdyby polskie społeczeństwo było bardziej tolerancyjne (a były to czasy, kiedy np. prezydent Warszawy Lech Kaczyński wydawał zakazy Parady Równości i trwało oblężenie klubu Le Madame) a osoby trans, chcące zmienić dokumenty nie musiały pozywać do sądu swoich rodziców. Wiecie, trochę słaba sytuacja, masz np. 30 lat, chcesz zrobić korektę płci i musisz w tym celu pozwać swoją matkę i ojca, że niby źle podali twoją płeć przy urodzeniu (a jaką niby mieli podać?). A rodzice mają po 60-70 lat, są np. katolikami i absolutnie nie zgadzają się, żebyś tę korektę mógł uzyskać. Albo zgadzają się, ale nijak nie czują się winni i nie chcą chodzić po sądach. Albo oboje nie żyją i sąd musi wyznaczyć kuratora za zmarłych rodziców. Polska paranoja.
Marzyliśmy więc. Założyliśmy fundację Trans-Fuzja. Robiliśmy warsztaty, staraliśmy się być obecni w mediach, ale prawo się nie zmieniało. Sprawa ruszyła dopiero po roku 2011, kiedy to Anna Grodzka została posłanką i w 2015 pod głosowanie w końcu trafiła ustawa o uzgodnieniu płci. Sejm nawet ją przyjął, ale Duda potem ją zawetował a koalicji PO-PSL nie chciało się przegłosować weta prezydenta i sprawa przepadła. Żadnych ułatwień. PO nie zhańbiła się tym, żeby zostać zapamiętana jako partia, która zmieniła prawo na sensowniejsze.
Osoby trans nadal musiały pozywać rodziców, aż tu 3 lata temu nasz „ukochany” minister Ziobro uznał, że w sumie i tak mają za łatwo. Dodatkowo, stwierdził, w toku sprawy o uzgodnienie płci powinny pozywać też współmałżonka oraz dzieci. W sumie mógł jeszcze dorzucić, że sąsiadów i kasjerkę ze sklepu, ale jakoś się powstrzymał. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego i … ku wielkiemu zdumieniu wszystkich – i Ziobry, i pisowców, i mojemu też – sąd uznał, że nie tylko nie zgadza się z sugestiami Ziobry, ale że koniec z tym pozywaniem rodziców, którzy przecież w niczym nie zawinili. Sprawę uzgodnienia płci trzeba ułatwić. Mimo wszystkich zawirowań prawnych związanych z neosędziami, jest to wyrok przełomowy. Z radości zrobiłam buźkę Ziobry z transową flagą. Jako historyczna pierwsza prezeska Trans-Fuzji jestem bardzo zadowolona.