Nie przepadam za serialami, więc jak już coś oglądam, chcę, aby zrobiło to na mnie wrażenie. „Off Campus” je zrobił, chociaż pierwsze odcinki obejrzałam tylko z sympatii dla kolegi, który mi ten serial polecił. Z początku myślałam, że oglądam ograną komedię dla nastolatków w stylu „nie pasują do siebie, ale się zejdą”, szybko okazało się, jest tam wiele więcej.
Nie będę oceniać gry, scen czy kostiumów, bo nie to przykuło moją uwagę. Na pierwsze plan wybiły się prawdziwe dramaty bohaterów i to, jak rozwiązują swoje problemy. To, jak scenarzystki i scenarzyści (Louisa Levy, Nick Bragg, Ian Deitchman, Kristin Robinson, Cheech Manohar, Nick Bragg, Liv Coron, Emmy St. Pierre) przepisują dla nas skrypty kulturowe i seksualne. Bo tak – mocno je ulepszyli.
Aktualnie czytam „Przeminęło z wiatrem”, amerykańską epopeję, która powstała sto lat temu, a opowiada o kulturze XIX stulecia. Wiele osób postrzega tę książkę jako romans czy historię miłosną, podczas gdy, krótko mówiąc, jest to historia dwójki straumatyzowanych przez wojnę, głód i strach ludzi, którzy posiłkując się alkoholem, kłamstwem i przemocą, próbują przetrwać, chociaż wojna się skończyła. Zaradna i przerażona wizją głodu Scarlett wychodzi za mąż za pieniądze cynicznego i brutalnego Retta. Niby się lubią, a nawet kochają, ale ich bycie razem to niezliczone docinki, drwiny, gierki, wybuchy emocjonalne, groźby, słowem przemoc każdego rodzaju: psychiczna, fizyczna, ekonomiczna i seksualna. Rett grozi Scarlett, że rozbije je czaszkę, że ją zastrzeli, że jeśli ta zmieni fryzurę – to ogoli jej głowę na łyso itp. I taki rodzaj toksycznej relacji przez dziesięciolecia uważany był za „przepiękny romans”.
W tym nastroju włączyłam „Off Campus”, żeby zająć się losami chłopaków z uniwersyteckiej drużyny hokejowej oraz studentki muzyki. I co w nim zobaczyłam?
Nowe scenariusze miłości i nowe wzorce męskości
Czy w serialu znajdziemy brutala w stylu Retta Butlera? A jakże, jest i on. Ale ten typ „maczo” jest tu w zdecydowanej mniejszości. Chociaż na pierwszy plan wysuwają się młodzi sportowcy, nie tworzą jednolitej masy mięśniowej (że pozwolę sobie na taką metaforę). Są różni. I wydaje się, że mają jedną nieoczekiwaną rzecz wspólną – mimo młodego wieku cechuje ich spora dojrzałość emocjonalna. Ci mężczyźni nie tylko tworzą drużynę, ale też potrafią się wzajemnie wspierać. Potrafią się pokłócić, ale i pogodzić, wyciągnąć rękę, przyznać do błędu, odstąpić „władzę”. Naprawić auto i ugotować obiad. Oprócz tego, że szukają seksu, mają też serca. Jest tam scena, w której jeden z bohaterów mówi drugiemu, że nie może przespać się z żadną dziewczyną, bo nie chcą tego ani jego serce, ani penis (cytuję z pamięci). Jest więcej scen, w których widać ten nowy format relacji i męsko-męskich, i damsko-męskich. Chłopaki biorą na siebie role, które w filmach sprzed lat, obsadzały tylko dziewczyny. Są nie tylko silni i wysportowani, są też wrażliwi, koleżeńscy, po prostu – ludzcy.

Jedna ze scen, która ujęła moje serce, to ta, w której chłopak przed seksem proponuje swojej koleżance, aby założyła na siebie coś wygodnego. Gdy ona przebiera się z „seksi” sukienki w jego burą koszulkę, odwraca się tyłem. A gdy ta mówi, że nie musi się odwracać, przecież zaraz zobaczy ją nago, mówi „Tak, ale zobaczę cię dopiero wtedy, gdy sama tego zechcesz”. Takie trzymanie granic i szacunek dla drugiej osoby są wręcz porażające w zestawieniu z tym, do czego przez dziesięciolecia przyzwyczaiło nas kino dla nastolatków. Pamiętacie bohatera „American Pie”, który puścił jako transmisję na żywo w internecie, jak jego koleżanka przebiera się u niego w pokoju?
Dlatego oddycham z ulgą i uśmiecham się z radością, widząc te nowe wzorce. Dość już mam uznawania przemocy z „9 i pół tygodnia” za erotyzm. Widziałam parę krytyków, którzy zastanawiali się, kto w ogóle jest widownią dla tego serialu, bo przecież jest on zbyt „gorący” dla nastolatków. O matko, nie byli zgrzybiałym staruszkami, tylko parą w miarę młodych ludzi, ale bez świadomości tego, że w w Polsce część 7-letnich dzieci trafia na porno online. I że 12-latkowie potrafią oglądać je regularnie. Mam nadzieję, że trafią i na ten serial. Może się nauczą, że szacunek i czułość też mogą być wkładem do dobrego seksu.
W jeszcze jednej scenie kolega daje radę koledze, co zrobić, aby jego partnerka seksualna miała orgazm. W owym „American Pie” sprzed ponad ćwierć wieku, sekretem było dobre kuni. W „Przeminęło z wiatrem” sekretem było zgwałcenie żony. W „Off Campus” tym razem sekretem jest zaufanie a dziewczyna musi czuć się całkowicie bezpiecznie. Cieszę się, że pokolenia dziewczyn będą spotykać się z chłopakami, którzy widzieli „Off Campus” jako nastolatkowie.
Wspólne uzdrawianie bólu z przeszłości
Ten serial pokazuje też, że nawet młodzi ludzie mogą mieć za sobą naprawdę dramatyczną przeszłość. I że te doświadczenia mogą rzutować na to, jak wyglądają ich seks, przyjaźnie i związki. Że ból z przeszłości może blokować zakochanie, przyjemność seksualną albo bycie w związku. I że w życiu nie chodzi tylko o siedzenie na kanapie u terapeuty (co czasami jest konieczne, aby wyjść z kryzysu), ale też o codzienne wsparcie przyjaciół i ukochanych. O to, że i w związkach możemy pomóc sobie uzdrowić przeszłość, wypracować nowe wzorce zachowań.

I tutaj najmocniejszy wątek dotyczy głównej bohaterki, mądrej, zdolnej, ambitnej dziewczyny, ale trochę wycofanej. Uwaga, spoiler: Lata temu dostałam do opublikowaniu na portalu artykuł pt. „Zostałam zgwałcona i żyję normalnie” i przypomniał mi się on, gdy oglądałam ten serial. Myślę, że wiele osób, które miało podobne doświadczenia, będzie patrzyło na Hannah i czerpało od niej moc. Bo ten wątek napisany jest w bardzo wzmacniający sposób. A scena (znów spoiler!), w której będzie ona osiągać orgazm, jest nie tylko gorąca i dobrze zmontowana, ale też piękna i wzruszająca. W tych kilku sekundach zostanie pokazane to, że wiele jest dróg do orgazmu i że trauma seksualna nie zamyka drogi do przyjemności. Że tą przyjemność można mieć (o czym pisała też Koteczek).
Nie chcę być jak mój tata
I jeszcze jedna ważna dla mnie rzecz: główny bohater, Graham, mierzy się z dylematem, jaki ma wielu chłopaków. Boi się, że będzie jak jego ojciec. Ten wątek też jest poruszający, bo jest jak najbardziej życiowy i obecny w kulturze patriarchalnej. Wielu mężczyzn i chłopaków mierzy i mierzyło się z tym samym: tata nie był wzorem do naśladowania. Nie był dobrym, godnym zaufania człowiekiem. Jestem z jego krwi, jestem jego synem, nie chcę być taki sam, ale czy uda mi się być innym? Graham poważnie się nad tym zastanawia. Bardzo się pilnuje, żeby wpływ ojca go nie zniszczył. W tym serialu jest to nazwane po imieniu. Co więcej, rozegrane tak, że może dać nadzieję wielu chłopakom na to, że można inaczej. Że można być dobrym, cierpliwym, pełnym szacunku, sprawnym, umięśnionym, przebojowym i wrażliwym i nadal być mężczyzną. Że nie trzeba sprzedawać duszy za sukces ani skazywać się na samotność, aby nikogo mimochodem nie skrzywdzić. Że można być dobrym człowiekiem i atrakcyjnym mężczyzną jednocześnie. Dlatego podobał mi się ten serial. Bo to nowość w naszym patriarchalnym świecie, w którym po USA krąży pomysł odebrania kobietom praw wyborczych, a te reprodukcyjne już zostały (w wielu stanach) odebrane. To, co kiedyś robiło się z świecie zachodnim ustawami, teraz robi się serialami. Ten serial zmienia wyobrażenia o męskiej płci kulturowej podobnie jak „Gorąca rywalizacja”. Z każdym takim serialem jesteśmy coraz bliżej pokoju na świecie.



























Ta książka zmieni Twoje życie. Nie tylko seksualne

















