Jak walczyć z faszyzmem? Jak osłabić trumpizm? Kanadyjczycy robią to w bardzo szczególny sposób, mianowicie przekształcają pojęcie męskości, rozszerzając je o czucie, emocjonalność, nieheteronormatywność itp. Robią rewolucyjną pracę, która trafia do setek tysięcy młodych, którzy wzorce chłoną głównie z sieci. Dziś, gdy manosfera jest rozszalała a algorytmy podchwytują i serwują wszystkim surowe, wykluczające, wręcz faszystowskie normy – jest to wspaniały ruch. Serial geje hokeje, czyli „Gorąca rywalizacja”, współfinansowany z państwowych pieniędzy, oprócz szybkiego gejowskiego seksu, promuje równość, pokazuje wrażliwość, otwartość, zagubienie u „najbardziej męskich z męskich”, których scenarzyści zrobi bi- i homoseksualnymi w świecie, gdzie jeszcze żaden z aktywnych graczy NHL się nie wyałtował.
Polityczna seksualność
Seksualność nie jest odpolityczniona. Polityka lubi w nią uderzać, aby trzymać ludzi w szachu. Pod kontrolą. Są systemy, które ewidentnie nie sprzyjają seksualnej wolności. I są takie, które jej sprzyjają, np. demokracja. Jak wiemy z historii, faszyzm nie. Trumpizm też.
„Faszyzm opowiada się za sztywnym podziałem płci i jasną hierarchią. W latach 30. jednym z głównych celów nazistowskiej propagandy był Magnus Hirschfeld, gej i twórca berlińskiego Instytutu Seksuologicznego.” – mówi prof. Stanley w rozmowie z K. Wężyk.
Jak więc uratujemy świat? Kochając go i chcąc rozumieć. I zmieniając modele męskości – to działa na faszyzm. To, co faszyzm lubi, to sztywność myślenia. Zasady, które się nie zmieniają, chociaż świat zmienia się z każdym dniem. Ślepa wiara w to, że jest tak, jak mówi führer, a jego słowa są święte (chociaż nie mają sensu albo on sam robi inaczej niż nakazuje „poddanym”, bo gdy Niemcy mieli się rozmnażać na potęgę, on sam dzieci nie miał).

Ta sztywność myślenia pasuje nie tylko do faszyzmu. Pasuje ludziom, którzy chcą prostego świata, np.: kobiety złe – mężczyźni dobrzy albo: mężczyźni źli – kobiety dobre. Albo: geje źli, hetero dobrzy. W każdym razie jest to zawsze podział na my-oni. Bez wyjątków i niuansów. Prosty. Nie trzeba więc dociekać, męczyć głowy myśleniem. To ułatwia życie. I jednocześnie strasznie je komplikuje.
Wtedy tylko miłość i chęć zrozumienia sprawia, że mamy czas i cierpliwość, żeby coś nowego poznać, sprawdzić te wyjątki i złożoności. Mam znajomych, których rodzice wyrzucili z domu, np. za nastoletnią ciążę, bycie lesbijką czy osobą trans. I często z miłości i dzięki zrozumieniu niektóre rozerwane rodziny się łączyły, przepraszały. Kamil Nowak z Blog Ojciec powiedział mniej więcej tak: „Dam ci świetną radę, co zrobić, żeby twoje dziecko nie było gejem, lesbijką, trans… Nie miej, k*rwa, dzieci! To nie jest zestaw klocków. (…) Nie możesz sobie wybrać elementów, które ci pasują. Jeśli nie jesteś gotowy kochać swojego dziecka bezwarunkowo, to nie jesteś gotowy, żeby być rodzicem”. Elon Musk hajluje, popiera niemieckich neofaszystów i odrzuca swoje transdziecko. Robert DeNiro mówi, że kochał i wspierał swojego syna a teraz swoją córkę transpłciową Airyn i nie wie, o co ten cały szum, przecież to jego dziecko. Czy to przypadek, że nie jest zwolennikiem obecnego prezydenta, bezlitośnie dzielącego ludzi w USA? Wiem, że rodzice moich LGBTQ+ znajomych nie zawsze reagowali pozytywnie, ale to właśnie miłość i zrozumienie pozwoliły im wyjść schematy, poza to, co słyszeli w kościele czy telewizji – i nie odrzucać dziecka, bo „tak trzeba”.
Miłość hokeistów i miłość do hokeistów

Mimo pogróżek Trumpa, Kanada nie stała się 51. stanem USA, tylko krajem, który wyprodukował coś, co łamie stereotypy, transformuje stary męski gender, pokazuje, jak inni mogą być ci „umięśnieni hokeiści”, słowem: przyczynia się do rozwoju równości, demokracji, poszerza męską wolność, pokazuje, że „prawdziwa męskość” czy „twardość” to kategoria służąca do uciszania „innych” mężczyzn… a to wszystko polane gorącym, dosłownym seksem za zgodą tuż pod nosem Trumpa… I innych polityków próbujących niszczyć świat za pomocą „prawdziwej męskości”. A tutaj dostajemy historie miłosne, które pokazują, że zamiast się dostosowywać i ziać nienawiścią, można kochać i można starać się rozumieć drugą osobę. Ten serial jest emancypacyjny. Mamy parę chłopaków, potem młodych mężczyzn, których wyzwalanie się z norm kulturowych i twardej męskości obserwujemy z emocjami, kibicując im, aby się udało. Aby nie zdeptali tego, co stworzyli. To serce i nasze zaangażowanie w ich historię robi zmianę.
Bo czucie, słuchanie innych, empatia pozwalają nam zrozumieć skomplikowane mechanizmy świata, które religie czy totalitaryzmy chcą uprościć, sprowadzić do świata 0-1. Dlatego wychowywanie posłusznych, uległych jednostek opiera się na propagandzie, pogardzie, paleniu książek, piętnowaniu ludzi i zakazie czucia i samodzielnego myślenia. Przecież Giertych dostałby ataku serca już po jednym odcinku! Nie dla Giertychów tego świata „Gorąca rywalizacja”. Pewnie niektórzy politycy chętnie by tego serialu zakazali, bo to wspaniała równościowa kampania społeczna.
W filmie para bohaterów to poniekąd imigranci, jeden z Europy Wschodniej, gdzie pod rządami dyktatora kwitnie homofobia, drugi jest Kanadyjczykiem, ale o złożonych korzeniach. Gdyby to było w USA, pewnie znalazłby się powód, żeby go deportować. Obaj siedzą w szafie. Boją się reakcji „męskiego świata sportu”, a Ilja także utraty paszportu i represji politycznych. Co ten serial robi oglądającym? Zmienia ich obraz świata. Tego, jak się zachowują mężczyźni, tego, czego może chcieć „supersamiec”, słowem – transformuje męskość, z tej „twardej”-patriachalnej w męskość pełną-ludzką. Kanada wypuszczając niszowy serial, w którym nie grają żadne gwiazdy, pełen męsko-męskiego, kłirowego erotyzmu, zmienia wzorce męskości przyczyniając się do pokoju na świecie. Widz śledzi historię miłosną, coraz lepiej rozumiejąc bohaterów i kibicując im – jako grupie dyskryminowanej. Tu nic nie jest czarno-białe. Nie są idealnymi ludźmi, mają swoje wady, robią głupie rzeczy, ale wiemy, że też zasługują na miłość, wolność i szacunek. Nie są – jak w wizji Trumpa – zakałą tego świata, bo mają złe pochodzenie, złą orientację czy nie są „prawdziwymi mężczyznami”. Tak właśnie w praktyce wygląda przeciwdziałanie faszyzmowi i radykalizacji. Przewrotne w tym wszystkim jest, że ten serial ze względu na liczbę scen erotycznych bywa nazywany „50 twarzami Greja z kijami hokejowymi”. Ja się z tym nie zgadzam. Pod tym względem „Grey” mu nie dorównuje (już pomijając fakt, że książka to grafomania)! Takich seriali i opowieści nie chce ani Trump, ani putin, ani kaczafi, ani ci, którzy chcą nas dzielić i kontrolować seksualność. Takie seriale zwiększają pole naszej wolności i w łóżku, i w polityce. One sprawiają, że mniej ludzi jest wykluczonych i pogardzanych. A im bardziej społeczeństwo jest solidarne z grupami mniejszościowymi, tym mniejsza szansa, że stanie się faszystowskie w czy inny sposób radykalne. Takie seriale powstają i otwierają serca ludzi, gdy bogacze wydają miliardy rubli i dolarów na propagandę nienawiści. Ale jak widać, sporo ludzi woli romans i seks!

Transformacja wzorca męskości i męska emancypacja
Stara, patriarchalna, tradycyjna wizja męskości nakazuje mężczyznom bycie twardymi, bezemocjonalnymi, nieczującymi, obojętnymi, samolubnymi, odciętymi od ludzi i emocji. Każe im pogardzać innością, czułością, emocjami, kobiecością, wszystkim, co tylko kojarzy się ze słabością – a więc i kobiecością. Takie sztywne myślenie sprawia, że mężczyźni stają się podatni na manipulację i ulegają skrajnym ideologią. Bo w całej tej walce ze „słabością”, niszczą swój wewnętrzny radar – swoje ja, serce, odczuwanie. One mają być zastąpione honorem i posłuszeństwem. Tam, gdzie bezwzględne posłuszeństwo i hierarchia, tam nie ma przestrzeni na refleksję i sprzeciw. A nawet szukanie alternatywy. Z badań wiemy, że przez to, jak społeczeństwa patriarchalne wychowują chłopców, to mężczyźni później są bardziej narażeni na zostanie faszystą, rasistą, terrorystą. Deradykalizacja często zaczyna się od zmiany tego, co dany mężczyzna myśli o męskości, jak swoją męskość postrzega. Część mężczyzn, niestety, korzeń męskości widzi w twardości i przemocy, bo tak to zostało im przedstawione. Ile razy słyszeliśmy wszyscy o łamaniu, łamaniu czyjejś woli?
Nowa, zdrowa, świadoma męskość pozwala mężczyznom na bycie po prostu sobą. Jednocześnie mogą być silni i słabi, pełni mocy i delikatności, mogą być ludzcy. Jak nasi geje hokeje – twardzi na lodowisku, wrażliwi i normalni w zwykłym życiu. To właśnie myślenie, wrażliwość, samosterowność, otwartość sprawiają, że trudno komuś wcisnąć ideologię. Dlatego dzięki zrozumieniu i miłości naprawdę można zwalczyć faszyzm i radykalizmy. I to właśnie teraz ci podstępni Kanadyjczycy miłością (gejowską) chcą uzdrowić USA, przemieniając amerykański czy zachodni wzorzec męskości. Brawo Kanada!
Emancypacja mężczyzn to nie (jedynie) męskie prawo do płaczu słabości, to radykalna zmiana świata, której potrzebujemy na wczoraj. Wyemancypowani mężczyźni wcale nie muszą płakać (chociaż mogą), za to mogą naprawdę kochać, naprawdę uprawiać seks, naprawdę czuć radość życia. I planować swoje życie w pokojowym świecie – bez strachu, że jakiś przywódca zniszczy im życie wojną, że będą musieli wziąć karabin i siedzieć w okopie, że ich dzieci stracą na tej wojnie kończyny, będą torturowane albo będą musiały zabijać, że ktoś zgwałci im żonę – lub ich samych. Bo gwałt jest najtańszą bronią wojenną, powszechnie stosowaną.
Emancypacja pozwoli mężczyznom używać ich mocy – a nie tylko siły. Żaden z nich nie będzie już „mięsem armatnim”, bo zamiast tego będzie liderem swojego własnego życia. A „męskość” będzie oznaczeniem płci, a nie symbolem statusu społecznego, klatką i szufladką albo polityczną pałką do bicia i zastraszania tych „za mało męskich” oraz do robienia z tych „wystarczająco twardych” faszystów i terrorystów – jak to się dzieje dziś. Dlatego właśnie potrzebujemy emancypacji mężczyzn. Dla lepszego seksu. Dla pokoju. Dla miłości. Dlatego potrzebujemy takich seriali – bo ten, to przecież nie arcydziało, ale dokument swoich czasów pokazujący, że ludzie pragną zmiany. Że chcą patrzeć na mężczyzn-bohaterów, którzy nie są tylko twardzi, którzy oprócz tego, że potrafią grać w „twardy sport”, potrafią też się przytulić, emocjonalnie się zaangażować, walczyć o miłość, która nie wszystkim jest na rękę. Którzy, oprócz cech „męskich”, mają też cechy „ludzkie”. Wiele osób w odcinku trzecim, w którym występują Scott i Kip, widzi tę nową męskość, nowy wzorzec. Relacja Kipa z jego tatą jest wzorcowa. To ojciec, który słucha i syn, który wie, że może mu powiedzieć wszystko, przyjść po wsparcie, wypłakać się. Także ze swoim przyszłym partnerem Kip chce mieć dobrą i zdrową relację. Ilja i Shane dopiero idą w stronę otwartości, klarowności, łamania wzorców męskości, w których zostali ukształtowani. Ale idą. Widzimy każdy krok. Gdy Ilja mówi „Przyjadę do domku”, zaciskamy kciuki, bo chcemy, żeby im się udało. Żeby nie powtarzali starych wzorców, według których „prawdziwy mężczyzna” zaciśnie zęby i strząśnie z siebie „nienaturalną” miłość do drugiego mężczyzny, znajdzie kobietę i będzie żył „po bożemu”. Takie zakończenie byłoby na rękę nienawistnikom i faszystom. Ale tutaj go nie ma. Mężczyźni nie odrzucają siebie, zamiast tego odrzucają kajdany, w które zakuł ich stary świat: świat nierówności, rasizmu, homo- i transfobii, oligarchii, autorytaryzmów i dyktatur. W głowach konserwatystów ten świat, wraz z jego podziałami i niesprawiedliwością, jest najwspanialszy. Współcześni dyktatorzy chcą go wskrzesić. Ale wiele krajów ma nie tylko związki, ale i małżeństwa jednopłciowe, urlopy rodzicielskie (czyli też tacierzyńskie), aborcję wpisaną do konstytucji i promuje równość wśród swoich obywateli i skutecznie chroni grupy mniejszościowe. Już w połowie stycznia HBO zaraportowało, że serial był oglądany przez 600 milionów minut, czyli ponad 1141 lat! Uważam, że w tym intensywnym oglądaniu kryje się też tęsknota za światem przyszłości – pełnym szacunku, troski o drugiego człowieka, pokoju i inkluzywności (a także dobrego seksu). Serial ma bardzo wysokie oceny, ale nie dlatego, że jest to filmowe skrzyżowanie Wajdy z Almodovarem, tylko dlatego, że daje nadzieję. Jednocześnie widzimy, że nawet na bogatym, równościowym Zachodzie nie jest idealnie, bo istnieje homofobia, wykluczenie, strach – ale też, że nawet jednostka może coś zmienić (patrz: Scott Hunter), że te zmiany są możliwe. Że wystarczy trochę ryzyka i dobrej woli i można zmienić świat swoją odwagą, otwartością, proaktywnością.
Świat równości naprawdę się opłaca. Badania ONZ i Banku Światowego wskazują, że (nie)równość płci jest lepszym prognostykiem wojny i pokoju niż PKB czy system polityczny kraju. Kraje o wysokim stopniu nierówności płci, kontroli mężczyzn nad kobietami, kultu „twardej męskości” są o wiele bardziej narażone na wojny domowe, ekstremizm i autorytaryzm. Państwa prowadzą wojny, ale to patriarchalny system dostarcza ludzi gotowych je prowadzić. Bez transformacji tego modelu żadna polityka pokojowa nie będzie trwała.


























Ta książka zmieni Twoje życie. Nie tylko seksualne

















