dział: źródła

Żeleński, Piekło kobiet, cz. 2

Tadeusz Boy Żeleński
dodano: 2011.03.18
Czy jest sędzia nie znający w najbliższej rodzinie, w najbliższym otoczeniu wypadków przerwania ciąży, które uważa za zupełnie naturalne, w których może współdziałał? Jak więc - o ile nie jest okrutnym obłudnikiem - ma karać jakąś nieszczęśliwą, godniejszą jeszcze usprawiedliwienia? Czemu ma ścigać jedną, gdy nie ściga tysięcy innych? Sędziowie nie chcą karać, prokuratorzy nie chcą oskarżać, lekarze nie chcą denuncjować

Tekst Tadeusza Boya Żeleńskiego z cyklu "Piekło kobiet" z 1930 roku

Piekło kobiet i zaułki paragrafów:

Największa zbrodnia prawa karnego

Argumenty
Paragraf a lancet


Argumenty


W poprzednim felietonie ośmieliłem się postawić kwestię, która bodaj nigdy dotąd publicznie w naszej prasie nie była poruszana. Trzeba teraz omówić ją bliżej. Z góry przepraszam, że przyjdzie mi się powtarzać; ale rzecz tak obrosła obłudą i zabobonem, że trzeba ją gruntownie oskrobać. Przepraszam także, że nie będę zabawny, ale nie zawsze można być zabawnym; odbijemy to sobie innym razem.


Dodam jeszcze, iż, jeżeli zdecydowałem się wszcząć tę kwestię, nie uczyniłem tego lekkomyślnie; pytałem wpierw wielu poważnych osób, prawników i innych, aż do samych członków Komisji Kodyfikacyjnej, czy uważają wytoczenie jej na forum publiczne za właściwe. Odpowiedzieli mi: „Bezwarunkowo. Nie tylko za właściwe, ale za bardzo pożądane.”


W istocie, trzeba uświadomić sobie sytuację; wysłuchać zadań; policzyć i zważyć głosy. Kodyfikatorzy nie chcą - sami to mówią - wyprzedzać opinii, a opinia dotąd milczała. Ogół nie zdaje sobie sprawy ze stanu i powagi kwestii. Kiedy przejdziemy do szczegółowej ankiety, zdumienie wywoła, jak jednogłośnie luminarze prawa oświadczają się przeciw paragrafom „karalności”. Tylko nie trzeba tego fałszywie rozumieć. Przeciwnicy karalności uważają, tak samo jak inni, przerywanie ciąży za smutną ostateczność; ale sądzą, że nie na drodze sankcji karnych należy przeciwdziałać temu zjawisku, że kodeks karny nie ma tu nic do gadania i że mieszając się do sprawy, która przechodzi jego siły - szkodzi zamiast pomagać. Pragnę tedy zestawić argumenty, na jakich opierają się przeciwnicy obecnego stanu rzeczy, to znaczy przeciwnicy represji karnych; przy czym należy zaznaczyć, że gdy jedni - większość prawników - są po prostu za zniesieniem paragrafu, drudzy są za jego ograniczeniem przez dopuszczenie licznych wyjątków.


Ci, co są za niekaralnością, wytaczają następujące argumenty:


Paragraf naznaczający ciężkie kary za przerwanie ciąży jest martwy. Na setki tysięcy razy ledwie w kilku lub kilkunastu wypadkach prawo przychodzi do głosu. I wówczas udowodnienie winy jest niezmiernie trudne, najczęściej prawo nie działa. Otóż ustawa, która jest bezsilna, która nie jest wykonywana, jest demoralizująca, uczy lekceważenia prawa, jest jego zaprzeczeniem.


Czemu ustawa nie jest wykonywana? Przede wszystkim olbrzymia większość wypadków jest nieznana. Następnie dlatego, że przestępstwo jest zbyt częste. W Niemczech np. obliczają roczną ilość przerwanych ciąży na 800 000, inni mówią milion - któż to policzy! - a wszelkie statystyki mogą tu być tylko przybliżone i niższe są pewno od rzeczywistości. Jak może prawo działać w tych warunkach?


Ustawa nie może działać i dlatego, że nie ma za sobą moralnego poparcia społeczeństwa, bez którego paragraf będzie zawsze martwą literą.


Sędzia, który ma ustawę wykonywać, wie, że społeczeństwo nie jest tu w porządku. Nie istnieje opieka nad matką ani opieka nad dzieckiem; położenie niedoszłej matki było często bez wyjścia. Kodeks cywilny nie jest na wysokości zadania, nie uregulował kwestii alimentacji ani dochodzenia ojcostwa, które zresztą też nie rozwiązałoby tego zagadnienia1. Jak można ścigać jedynie matkę, która i tak ponosi wszystkie ciężary? Czy jest wreszcie sędzia nie znający w najbliższej rodzinie, w najbliższym otoczeniu wypadków przerwania ciąży, które uważa za zupełnie naturalne, w których może współdziałał? Jak więc - o ile nie jest okrutnym obłudnikiem - ma karać jakąś nieszczęśliwą, godniejszą jeszcze usprawiedliwienia? Czemu ma ścigać jedną, gdy nie ściga tysięcy innych? Sędziowie nie chcą karać, prokuratorzy nie chcą oskarżać, lekarze nie chcą denuncjować: bo i to im prawo nakazuje!


Ale, powiadają przeciwnicy karalności, gdyby nawet „miecz prawa” działał, nic by to nie pomogło. Kobieta, która chce przerwać ciążę, znajduje się zwykle w położeniu przymusowym, szansa ukrycia czynu jest bardzo znaczna; zawsze tedy przeważy obawa większego zła, jakim jest dla niej ujawnienie ciąży i urodzenie dziecka. Prawo jest bezsilne.


I oto najgorsze! Prawo jest bezsilne; nie może niczemu zapobiec; ale istnieniem swoim wyrządza wiele złego, nie jest obojętne. Bo, piętnując zabieg przerwania ciąży jako zbrodnię, wzbrania go lekarzom, którzy z kodeksem się liczą, ale nie przeszkadza go uprawiać wszelkiego rodzaju partaczom, a wreszcie i samym matkom nie przeszkadza doświadczać na sobie „domowych” środków2. Nie przerwie lekarz ciąży (poza wskazaniami ściśle lekarskimi) ani w szpitalu, ani w Kasie Chorych. Zatem, podczas gdy bogaci znajdą w takim wypadku pomoc lekarską, ubodzy są jej pozbawieni. Ileż z tego powodu wypadków śmierci, ileż ciężkich schorzeń? Prof. Grzywo-Dąbrowski oblicza ilość sekcji, które wykonywa na zwłokach matek zmarłych w Warszawie na zakażenie krwi z tego powodu, na dwieście rocznie, a to jest z pewnością tylko cząstka. Otóż wszystkie te matki zabija, można powiedzieć, paragraf, broniący im pomocy lekarskiej, a niezdolny wzbronić im samego czynu.


Bo zważmy tu jeszcze jedno. W dawnych czasach, kiedy pisano ustawy prawomocne dotąd, stan medycyny był inny niż dziś. Nie znano ani aseptyki, ani nowoczesnej chirurgii. Między przerwaniem ciąży dokonanym prawidłowo umiejętnie a zabiegiem spartaczonym nie było takiej jak dziś różnicy. Istnieje mało znana nowela Balzaka pod tytułem Poronienie, poruszająca ten temat. Lekarz, którego kobieta błaga, aby jej przerwał ciążę, odpowiada:

Namawia mnie pani do zbrodni, którą prawo karze śmiercią, a panią samą skazano by na karę straszliwszą niż moja... Ale gdyby prawo nie było tak srogie i tak nie podjąłbym się podobnej operacji: jest ona prawie zawsze podwójnym morderstwem, bo rzadkie jest, aby matka nie zginęła także. Może pani obrać lepszą drogę... Czemu by pani nie miała uciec?... Niech pani jedzie za granicę. - Byłabym zhańbiona...”


Balzak w owej epoce widział jedynie dramaty wyższych sfer społecznych. Dziś tym trudniej byłoby poradzić wszystkim nieszczęśliwym ofiarom, aby... „wyjechały za granicę”. Ale także dziś między sztuką lekarską a partactwem jest w tej mierze przepaść. A jeżeli są lekarze, którzy, nawet przy najbardziej umiejętnym wykonaniu, uważają zabieg ten za nieobojętny dla zdrowia, a nawet niebezpieczny, o ileż bardziej staje się nim w rękach niepowołanych! I właśnie w te niepowołane ręce pcha dziesiątki i setki tysięcy kobiet bezduszny paragraf.


Przeciwnicy karalności opierają się wreszcie na tym, że płód nie może być uważany za samodzielny organizm, ale za część matki, i że siłą rzeczy ona nim rozporządza. Nie może tu być mowy o zabójstwie. Płód nie jest, przynajmniej w pierwszych miesiącach, samoistnym życiem (sam Kościół czynił rozróżnienia między foetus animatusa inanimatus), dlatego też część zwolenników niekaralności pragnie ją ograniczyć do pierwszych trzech miesięcy.


Nie jest dzieciobójczynią ta. która sprowadza poronienie, zanim dusza wstąpi w ciało” (Non est homicida, qui abortum procurat, antequam anima eorpori sit intusa), powiada św. Augustyn3.


A teraz ważny wzgląd, wygrywany niejednokrotnie; kwestia przyrostu ludności, tzw. polityka populacyjna. Argument efektowny na pozór, ale złudny. Znała go już starożytność, ale, wedle potrzeb tej polityki, zabraniała, tolerowała lub nakazywała przerywanie ciąży. Podłożem tego argumentu dziś jest powszechny militaryzm. Ale przyszła wojna, do której wszyscy mają nadzieję nie dopuścić, i tak nie tyle polegałaby na ilości ludzi, ile na wynalazkach, na środkach technicznych, chemii etc. Przy ogólnej - teoretycznej bodaj - tendencji do przyszłego rozbrojenia czyż nie można by i w zakresie nadprodukcji ludzi uznać wspólnej „demobilizacji”?


A wreszcie, czy istnieje związek między przyrostem ludności a przerywaniem ciąży? Wcale to nie jest udowodnione. W krajach, gdzie przerywanie ciąży jest najbardziej rozpowszechnione (Ameryka), przyrost ludności jest mimo to olbrzymi (prof. Glaser, Kilka uwag o spędzaniu płodu). Następnie: skoro prawo nie ma żadnego skutku, skoro nie działa, skoro wszyscy stwierdzają jego bezsilność, jak może ono wpływać tak czy owak na przyrost? A choćby nawet ciemnota lub apatia skłoniły, dajmy na to, biedną służącą lub wyrobnicę do urodzenia nieślubnego dziecka, co się z tym dzieckiem stanie? Statystyka dzieciobójstwa w tych warstwach daje na to straszliwą odpowiedź. Tym dzieciobójstwom też winien jest tępy paragraf. A dziecko, które ujdzie tego losu? Pójdzie do „fabrykantki aniołków”, pójdzie „na garnuszek”, gdzie przeważnie zginie. A te, co nie wyginęły, chowane w rynsztoku, powiększą element szumowin społecznych, pomnożą statystykę zbrodni. To można powiedzieć o dzieciach nieślubnych, bez ojca. A ślubne? Czytaliśmy niedawno w felietonie Widza przerażającą statystykę mieszkań robotniczych. Czy przy gnieżdżeniu się rodzin - czasem paru - w jednej izbie lub kątem, może być mowa o nieograniczonym rozradzaniu się? A gdyby nawet się rodziły, czy ten nadmiar dzieci - wyżyje? I co jest lepsze: czy rodzina, gdzie rodzi się, dajmy na to, siedmioro dzieci chowanych w głodzie i zaduchu, z których kilkoro umrze, a reszta będzie nędzna i chorowita, czy ograniczona ilość urodzeń, a zdrowe wychowanie dzieci, które przyjdą na świat? Cóż za trwonienie energii to nieograniczone rodzenie jedynie dla śmierci! Wszak z punktu widzenia populacji nie ilość dzieci urodzonych rozstrzyga, ale ilość dzieci odchowanych, i to zdrowo odchowanych. To łączy się z niezmiernie doniosłą sprawą tzw. regulacji urodzeń, do której wrócimy.


A wreszcie, gdy mowa o polityce populacyjnej, inna ona wszak będzie w krajach mających niedobór ludności, a w tych, które nie wiedzą, co począć ze swoim nadmiarem. U nas ten nadmiar ludzi stale odpływał przez emigrację. I jakich ludzi: najtęższy, najbardziej rzutki i wartościowy materiał. Więc trącić przez emigrację tęgi materiał ludzki, a zastępować go dziećmi nędzy i choroby - to ma być polityka populacyjna? Słusznie też powiada niemiecki Uczony: „Prawo nie może chronić korzyści, o której zgoła nie wiadomo, czy istnieje.” Nie jest rzeczą kodeksu karnego robić wątpliwą politykę populacyjną.


A wreszcie, czyż ta ilość matek, które utrupia lub wpędza w ciężkie choroby zakażenie krwi, czy to nie jest czynnik depopulacyjny?


Wreszcie nie najmniej ważki argument przeciwników karalności to szczęście obywateli, które wszak jest celem państwa, a które ustawa ta jakże często niweczy dla rzekomych korzyści społecznych. Krzywdy i niedole są tu faktyczne i namacalne - korzyści urojone.


Bo jakież są kontrargumenty? Pomówimy jeszcze o nich. Prawie ich nie ma, a przynajmniej nie takie, które by mogły przekonać. Mówi się o mętnej polityce populacyjnej, o rozluźnieniu moralności etc. Ale czy te problematyczne dedukcje przeważą wymowę trupów, które wyrzuca co rok stan obecny, liczbę nieszczęść i schorzeń, które się kryją w cieniu? Czy którykolwiek z ustawodawców ma złudzenie, że ten paragraf zacznie działać? Ani trochę; chcą tylko, aby był, po staremu, dla formy na papierze.


Dość wreszcie znamienny jest artykulik pewnego pisemka w odpowiedzi na mój poprzedni felieton, gdzie podałem wnioski zjazdu prawników. Czy wiecie, jak tam wytłumaczono stanowisko zajęte przez olbrzymią większość naszych prawników? To masoni, którym solą w oku jest przyrost naszej ludności i przewaga, jaką ma przez to Polska nad innymi krajami! Skoro wychodzi na plac słowo „masoni”, można być pewnym, że bezmyślność i głupota są za węgłem.


Streszczając całą rzecz, przeciwnicy karalności rozumują tak: skoro prawo karne jest bezsilne, skoro nie umie pomóc, a umie szkodzić, nie powinno się w to mieszać. Zostawić sprawę matkom, licząc na ich instynkt macierzyński. Mało która matka przerwie ciążę bez ważnych pobudek. Starać się stworzyć na drodze ustawodawstwa cywilnego i opieki społecznej takie warunki, aby przerywać ciąży nie potrzebowała. Rozszerzyć bodaj prawo do przerwania ciąży na tzw. wskazania społeczne. Uświadamiać ewentualnie co do sposobów zapobiegania niepożądanej ciąży; ale to jest osobny, jakże doniosły temat! I - wciąż to trzeba powtarzać - o ile się nie może pomóc, nie szkodzić. Medycyna ma swoje godło, które wypisane jest w salach klinicznych: primum non nocere, przede wszystkim nie szkodzić. Czyż ta sama zasada nie powinna by obowiązywać i w prawie? - tak mówił w rozmowie ze mną o tej kwestii wybitny pewien prawnik.


1 W ostatnim czasie p. H. Krahelska podniosła połowiczność tego upokarzającego dla kobiet środka, jakim jest dochodzenie ojcostwa, które raczej – jej zdaniem - należałoby zastąpić powszechnym podatkiem na rzecz macierzyństwa.


2 Rubryki naszych klerykalnych pism pełne są anonsów zachwalających w przejrzysty sposób środki na spędzenie płodu (patrz: Boy, Nasi okupanci).


3 Jeden z naszych uczonych przesłał mi dwa starożytne orzeczenia świadczące, że poglądy Kościoła w tej mierze były niegdyś o wiele bardziej tolerancyjne niż dziś. Jedno z tych orzeczeń brzmi:

„Cnotliwa dziewica, która wbrew swojej woli została zgwałcona przez młodzieńca może, jak wielu sądzi, usunąć płód przed wstąpieniem weń duszy, iżby nie postradała czci, która jest czymś więcej niż życie”. (Anrault, Propositions dictees au college a Paris, 1644, s. 320.) - A drugie:

Kiedy niewiasta zamierza podnieść nu siebie rękę, aby ujść hańbie ciąży, czy wolno jej wówczas doradzać poronienie? Kardynał de Lugo powiada. -Tak, jeśli w żaden inny sposób nie da się jej odwieść od zamiaru, gdyż nie znany to wówczas przywieść do grzechu, tylko skłonić do wybrania mniejszego zła.” (Escobar, Liber theologiae moralis, Lyon 1656, s. 155; 46 wydanie katanki aprobowanej przez władzę kościelną).


Tekst pochodzi z książki Reflektorem w mrok, s. 259-265, Warszawa 1978.

 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

Poronienie
Gdyby nie te dzieci, nie dowiedziałabym się o sobie tylu rzeczy. O swoim związku. O przyjaciołach. O najstarszym dziecku. O rodzinie. O świecie.
Jestem silną kobietą. Jestem najwłaściwsza mamą dla moich dzieci. Jestem wrażliwym, czułym i troskliwym człowiekiem. Jestem mądra.
 
Seksualne problemy z perspektywy ustawień. Część 2
Wszystko dzieje się po coś. Moje dziecko urodziłam za pomocą sztucznej oksytocyny, przeszłam to, rozumiem to - mówi Anna Brzozowska, terapeutka ustawień rodzinnych. - Czy od tego wzrosłam i spotkałam się z ważnymi tematami? Tak. Czy mogłam mieć inny poród? Nie.
 
Seksualne problemy dużego kalibru
Seksualność a duchowość... Przyznam, że kiedy w 2010 roku wystartowałam portal Seksualność Kobiet, to starałam się go trzymać w nurcie klasycznej edukacji, kultury i pewnych faktów „potwierdzonych naukowo”.
 
Jak się zmienia ciało po porodzie?
Słyszałaś Agnieszkę Chylińską u Wojewódzkiego? Rozklapiocha? To chyba jedyny kobiecy głos „z telewizora”, jaki słyszałam na ten temat. I jestem za niego Agnieszce Chylińskiej bardzo wdzięczna. Chociaż wiem, że inne kobiety nie cierpią tego słowa i tego, że powiedziała o swojej waginie w taki bezceremonialny niedelikatny sposób. I że ktoś w ogóle to na głos powiedział – że rozklapiocha. Bo przecież nie zawsze tak jest! Bo przecież ta joni się obkurcza. Wraca do rozmiarów sprzed ciąży.
 
Jak wrócić do satysfakcjonującego życia seksualnego po porodzie?
Powrót do satysfakcjonującego życia seksualnego po narodzinach dziecka może być bułką z masłem, ale może również okazać się nie lada wyzwaniem.
 

najnowsze artykuły

Reklama z czerwoną krwią zamiast niebieskiego płynu
seksualność kobiet » miesiączka
Reklama z czerwoną krwią zamiast niebieskiego płynu
Czekałam, czekałam i się doczekałam. Kolejny argument na to, że świat się zmienia. :) Co prawda nie leci w polskiej telewizji ani kinach, ale i tak miło popatrzeć. :)
 
Action man. Seria specjalna: Pan Domu
seksualność kobiet » sztuka nowoczesna
Action man. Seria specjalna: Pan Domu
Przedwczoraj montowałam swoją pracę na wystawie. Na różowej półce przypominającej domek układałam moich nieco ulepszonych Action Manów. Podszedł 7-letni chłopiec i zapytał zdziwionym głosem:
 
Jak przestać krytykować siebie (i inne kobiety?)
seksualność kobiet » artykuły
Jak przestać krytykować siebie (i inne kobiety?)
Da się. Sposób jest prosty i ujawniam go w filmiku. Po prostu obejrzyj i zastosuj!

I uwaga - miej intencje, aby nie krytykować, ale nie wymagaj od siebie radykalnej i trwałej zmiany w 10 minut. Rób to przez miesiąc, aż Ci się utrwali. Powodzenia!
 
Lubisz swoje ciało? Nie? A czy ktoś uhonorował Cię jako kobietę?
seksualność kobiet » artykuły
Lubisz swoje ciało? Nie? A czy ktoś uhonorował Cię jako kobietę?
Wiele osób zastanawia się: dlaczego część kobiet nie lubi siebie, nie akceptuje siebie? A ile z tych kobiet zostało uhonorowanych w ich seksualności? Ile usłyszało: możesz taka być. Albo: honorujemy Ciebie jako kobietę. Szanujemy i kłaniamy się Tobie. Akceptujemy i kochamy Twoje ciało i Twoją kobiecość i seksualność.
 
Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie
seksualność kobiet » moje ciało
Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie
Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie. Ona siebie lubi, naprawdę lubi! Nie kwęka, że wygląda jak zombie, ani nie szuka potwierdzenia swojego piękna na zewnątrz.
 













zobacz też

”Romantyczna kochanka” kontra rzeczywistość

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter