dział: wiadomości

Trans-utopia

Nat Gru
dodano: 2012.04.28
Kiedy Amor traci głowę, romans nie jest zarezerwowany wyłącznie dla białej heteronormy.



Swego czasu jeden z romansów z przeszłości zaważył na całym roku mojego życia. Wszystkie szkoły artystyczne, do których aplikowałam postanowiły mi wówczas udowodnić, że jestem do niczego i świat sztuki mnie nie potrzebuje. I gdyby ostatni odcinek animowanego serialu South Park został wówczas wyemitowany, a powieść Jennie Dorny wydana, wiedziałabym, że powinnam wziąć do ręki kij bejsbolowy i zatłuc mojego kupidyna, który najwidoczniej zapomniał, że ludziom zajmującym się sztuką miłość szkodzi na twórczość. Ostatnio dowiedziałam się też, że każdy artysta musi być samotnikiem, co znów usprawiedliwia fakt, że w czasach bycia w długoterminowym związku spod moich rąk wychodziły najbardziej beznadziejne i najbardziej niedokończone prace niż kiedykolwiek przedtem i potem.


Bo światem związków i relacji międzyludzkich rządzą kupidyny, więc jak się dwa spikną na tych swoich chmurkach, to nie zna się dnia, ni godziny... I szlag trafia wszelkie teorie o związku jako synergii i dyrektywy o wchodzeniu w relacje jako pracy. Tak przynajmniej jest w rzeczywistości Kiedy Amor traci głowę.


Do przeczytania świeżo wydanej powieści Dorny zbierałam się kilka dni, a to z powodu pewnego zwyczaju, który u mnie poprzedza decyzję o rozpoczęciu lektury (lub trafnie selekcjonuje oferty księgarskie). Wystarczy otworzyć książkę na dowolnej stronie i przeczytać dwa, trzy zdania. Jak „nie kliknie”, zwykle szkoda na daną pozycję czasu. I z Amorem nie kliknęło, ale w końcu nadszedł ten dzień, kiedy przewróciłam pierwszą stronę.


Skąd ten opór? Wydaniu matro- i patronują między innymi Kampania Przeciw Homofobii, Feminoteka, Seksualność Kobiet, a mi po kartkach latają jakieś skursywione kupidyny! Moje zniechęcenie w końcu wyparło olśnienie, poprzedzone wewnętrznymi narzekaniami, że lektura mnie obraża, że wątki płytkie, a autorka porusza się w świecie popkulturowych klisz. Ale wreszcie zrozumiałam – mam do czynienia z klasycznym, w kwestii konstrukcji i tematów fabularnych, romansem, przeniesionym w środowisko, które w tym momencie, umownie określę mianem queer. Z tą myślą przemierzałam kolejne rozdziały (szczęście, że na początku wymieniono występujące postaci i koneksje między nimi, więc gdy gubiłam wątek, mogłam z tej rozpiski skorzystać), więc lektura stała się bardziej znośna, co nie oznacza bynajmniej „przyjemna”. Przynajmniej romansowość usprawiedliwiła obecność baśniowo-mitycznych wątków w niebie.


Co to za historia? Główna bohaterka, Amerykanka, rzeźbiarka, lesbijka, postanawia wyruszyć do Paryża w męskim przebraniu. Dla Amerykanów nie ma bowiem bardziej artystowskiego miejsca niż stolica Francji, gdzie nie tylko można tworzyć, ale i zakochiwać się, ewentualnie oświadczać na wieży Eiffla. Środowisko, do którego trafia Lilian jako James (takie przybiera imię) jest barwne i wręcz groteskowo odległe od heteronormy. Znajdzie się tam miejsce dla marszanda-geja, hinduskiej lesbijki (księgowej oraz współwłaścielki knajpki), jej brata geja-transwestyty oraz ich matki, która wspiera, kochając ponad życie. Przyjaciółki Mirny (Hinduski od knajpki) też są kolorowe, za Hanifem (bratem) ciągnie się niedokończony romans z Irlandczykiem, zaś w Ameryce zostaje przyjaciel-gej głównej bohaterki. Wszyscy oni żyją w swego rodzaju utopii – ojciec, który nie mógł znieść homoseksualizmu obojga dzieci i porzucił rodzinę w żaden sposób nie rezonuje (wspomina go tylko matka), przeszłe związki, nawet jeśli ciągle gdzieś jątrzą, są szybko zastępowane przez nowe, bardzo łatwe do nawiązania relacje. Problem przebieranek Lilian/Jamesa praktycznie nie istnieje, spotyka się głównie z aprobatą (zakochana Mirna, wcześniej związana z „cukierkową blondynką”, beż żadnych „ale” umawia się z osobą o – na pierwszy rzut oka – niejasnym statusie ontologicznym). I większość członków tego mikroświata zwiąże się ze sobą nawzajem.


Romans musi być z założenia prosty. Nie powinno go psuć zbytnie psychologizowanie czy rzucanie bohaterom kłód pod nogi, bo lektura ma przede wszystkim służyć rozrywce. Gimnastykę intelektualną należy sprowadzić do schematu: „wdech-wydech-gryz!”.


Najciekawsze rzeczy dzieją się w Kiedy Amor traci głowę w materii języka – Dorny dostosowuje używanie w narracji formy żeńskiej lub męskiej w zależności od tego, kim Lilian/James w danej chwili czuje się bardziej. I ta zabawa rzeczywiście przytrzymywała moją uwagę, była ciekawym pęknięciem, tak jak fizjologiczny fakt, że w tym mydłkowatym świecie bohaterka cierpi przed okresem.

Opisy korporalności kobiecej są tu niezwykle sensualne (męska się właściwie nie pojawia), autorka z lubością wodzi wzrokiem po ciałach bohaterek, pisze o nich niezwykle wrażeniowo. Nie ucieka jednak od podszywania ich popowymi erotycznymi kliszami, takimi, jak obraz kobiety w za dużej męskiej koszuli (bo co robią bohaterki w filmach, nie tylko mainstreamowych, po seksie? Łażą w koszuli partnera!) czy motywem kobiety przebranej za mężczyznę jako elementu seksualnej gry, kuszenia.


Fakt, że w klasyczne ramy zostały wtłoczone postaci nie należące do białej heteronormy, nie oznacza jednak dobrej, zmyślnie poprowadzonej historii. Harlequin, w którym zmienionoby płcie czy orientacje bohaterów (czy to one powinny być czynnikami organizującymi powieść?), nadal pozostanie niewymagającą, lekką literaturą. Tu mam do czynienia z harelquinem w wersji LGBT. Z taką utopią w wersji trans, ze światem wielopłaszczyznowych przekroczeń, z queerowym niebem. Ku pokrzepieniu serc – tylko czy jest kogo pokrzepiać?


Niemniej jednak myśl, że związki szkodzą sztuce jest niezwykle trafna i tematyzuje się na kartach powieści. Po co tworzyć, skoro najważniejsza jest miłość? I czy musi ona być logiczna?




Dwie pierwsze osoby, które zgłoszą się mejlowo po "Amora" dostaną od nas książki ufundowane przez wydawnictwo Ad Publik. Piszcie na: v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl

 

komentuj









































autor:


najnowsze artykuły

Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
komentarze (1)
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 









zobacz też

„Przecież walczyliśmy o równouprawnienie” - seksualność Polki w czasach stalinizmu cz. 3

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter