dział: tożsamości

Uległość to mój dar dla Ciebie

Submissive
dodano: 2013.01.03
Na co dzień ciężko nazwać mnie osobą uległą. Jest wręcz przeciwnie – dominuję w otoczeniu, śmiało wyrażam własne zdanie, często wchodzę w rolę lidera grupy, skutecznie protestuję, gdy ktoś przekracza moje granice.

Uległość to mój dar dla Ciebie


Tak właśnie będzie, jeśli podpiszę umowę: nieustanne wydawanie poleceń. Marszczę brwi. Rzeczywiście tego chcę?

Sięgam po sztućce i z wahaniem kroję kawałek mięsa. Jest bardzo smaczne.

Czy tak będzie wyglądać nasz... eee... związek? – pytam szeptem. – Ciągłe rozkazy? – Nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy.

Tak – odpowiada cicho.

Rozumiem.

Co więcej, będziesz tego chciała – dodaje.

Szczerze wątpię. (…)

E. L. James, 50 twarzy Greya


 Na co dzień ciężko nazwać mnie osobą uległą. Jest wręcz przeciwnie – dominuję w otoczeniu, śmiało wyrażam własne zdanie, często wchodzę w rolę lidera grupy, skutecznie protestuję, gdy ktoś przekracza moje granice. Ludzie w większości liczą się ze mną i z moją opinią. Cenię wolność i niezależność oraz nałogowo podważam autorytety. Czasami przytłaczam innych siłą swojej osobowości, choć staram się tego nie robić.

Trudno mnie zdominować. Trudno znaleźć mi kogoś, kto by to potrafił. Do zwyczajnych oczekiwań wobec partnera – na moim poziomie intelektualnym, dojrzały emocjonalnie, mający to „coś” w sobie – dodaję umiejętność zbudowania autorytetu i rozumienie mechanizmów władzy.

Większość „Masterów” w Polsce chodzi na skróty. Zagadują mnie słowami „Na kolana i liż buty swojego Pana, szmato!” i oczekują, że nie będę zadawać żadnych pytań, tylko po prostu przyjadę i dam im się użyć. Jeden z nich powiedział, że nie musi mówić, co lubi – weźmie co zechce. Wciąż zadziwia mnie, że są osoby, które tak właśnie chcą być traktowane, ale najwyraźniej inaczej rozumiemy BDSM; tak jak możemy inaczej rozumieć seks.

Takim „Masterom” radzę się trzymać z daleka, bo budzą we mnie chęć pokazania im ich kompleksów. Przeważnie nie spełniają nawet moich „zwyczajnych oczekiwań”. Ale daję ludziom szansę – może któryś z nich też się rozczarował poziomem? Może zbyt często trafiał na kogoś, kto potrzebował autodestrukcji i obśmiewał go za to, że na pierwszym spotkaniu Master chciał być miły i gościnny?

Nie zdobywa się mnie przez napisanie, że jest się Panem i Władcą. Trzeba nim dla mnie zostać. Mój Master to nie wulgarny socjopata tylko kontrolujący własne i moje pragnienia mistrz od mroczniejszych aspektów seksualności. Szanowany i wielbiony król z bajki (bo książę kojarzy mi się z niewinnością). Ale nie wszyscy podzielają tę opinię.

Oddaję się właściwemu mężczyźnie. Takiemu, który w tym momencie jest dla mnie niezwykle ważny. Takiemu, o którym wiem, że mnie szanuje i do którego mam zaufanie, że nie przekroczy ustalonych granic. Takiemu, z którym czuję się do tego stopnia bezpiecznie, że może mnie związać, zakneblować i zacząć przesuwać nożem po mojej skórze, a ja nadal będę mu ufać.

Oddaję mu się, bo jest wspaniały – nawet jeśli nie jest idealny – i chcę mu okazać, jak dużo szczęścia daje mi nasza relacja. Oddaję mu się, bo chcę mu wręczyć w prezencie to, co na co dzień jest dla mnie niezbędne – wolność, szacunek, godność – i wiem, że zwróci mi je nienaruszone. Oddaję mu się, bo z nim nie potrzebuję niczego oprócz jego samego. Oddaję mu się, bo on daje mi bardzo wiele i chcę mu sprawić rozkosz – taką, jakiej on pragnie. To, że oprócz niego mam swoje życie, cele, zainteresowania, przyjaciół czy codzienne zmartwienia i listę rzeczy do zrobienia po seksie, a wieczorem idziemy na kolację – na równi nic nie znaczy. W momentach całkowitego oddania liczy się tylko seks.

Kiedy ulegam, moim pragnieniem i ambicją jest zadowolenie mojego Pana. Chcę, by realizował ze mną swoje fantazje i czuł się z tym dobrze, poza jakimikolwiek ocenami. Chcę, by cieszył się władaniem mną i czynił to mądrze, okazując, że dobrze mnie zna i ceni – jako osobę i jako jego żywą zabawkę. Chcę, by radował się poczuciem kontroli i zdobywania kolejnych przestrzeni mojej seksualności. Chcę, by był dumny z tego, jak dobrze mnie tresuje do spełniania wszystkich jego zachcianek. Chcę, by mógł przy mnie odetchnąć od feminizującego świata i pławić się w moim podziwie i posłuszeństwie, pozwalając sobie na to, czego nie robi z nikim innym. Chcę być jego ziszczoną męską fantazją – ponieważ on jest moją.

Kiedy ulegam, moja przyjemność nadal jest ważna, ale podporządkowana przyjemności mojego Pana. Przyjemne jest dla mnie uklęknięcie u jego stóp i patrzenie, jak nade mną góruje, gdy ja oddaję cześć jego męskości – fantastyczny, podniecający widok. Przyjemne jest dla mnie powolne, kilkukrotne doprowadzanie mnie niemalże do orgazmu i przerywanie tuż przed kulminacją rozkoszy – nadal odkrywam z moim Panem nowe formy pieszczot. Przyjemne jest dla mnie czucie, jak szybko i mocno potrafi mnie zapragnąć i jak łapczywie dąży do spełnienia. Uwielbiam dostawać prawo do orgazmu w nagrodę za dobrą służbę, ale jeśli mój Pan zechce mnie nagrodzić chłostą, i ją przyjmę z wdzięcznością. Najważniejsze, że on jest zadowolony. Cieszy mnie, gdy jest zadowolony często – to znaczy, że daję mu to, czego pragnie. A tego właśnie chcę, bez względu na feminormę, która dając wybór, mniej lub bardziej dyskretnie wskazuje ten najwłaściwszy.

Uwielbiam seks, doskonale znam swoje ciało, kupuję dla siebie zabawki erotyczne i pachnące żele do kąpieli. Mam sporą kolekcję filmów pornograficznych i preferuję schematyczne hardcore, bo równość w różnorodności jest dla mnie jak obowiązek małżeński. Moje fantazje seksualne są bogate i różnorodne, pełne różnych ludzi. Orgazm w wyniku masturbacji udało mi się odkryć w tak pradawnym dzieciństwie, że ponoć to niemożliwe, a pierwszy raz z mężczyzną był dla mnie jak fajerwerki. Własna seksualność jest dla mnie wartością, a jednak lub właśnie dlatego – świadomie oddaję ją innym. Zawsze wraca do mnie bogatsza o nowe przeżycia. Gdy mój Pan zamienia moje Może Kiedyś w Lubię! Jeszcze raz! i zdobywa dla siebie kolejną przestrzeń, inwestuje również w moją seksualność.

Nie umiem być w pełni sobą w związku bez jakiejś formy ulegania. W czystej wanilii, nawet najszczęśliwszej, brakuje mi tej warstwy tak jak innym brakuje erotyki w miłości platonicznej. Poddawanie się woli Pana jest dla mnie formą ekspresji uczuć do niego – okazuję, że go cenię i jest mi z nim dobrze. Daje mi też tak głębokie poczucie bezpieczeństwa, jakiego nigdy nie uzyskam poprzez kontrolowanie świata. I choć nie przepadam za bólem, jeśli mój Pan chce mi zadawać cierpienie, zniosę je dla niego i podziękuję, bo nic innego nie uświadamia mi do tego stopnia, jak bliski mi się stał. Często podpowiadam mu, jak jeszcze mógłby mnie ukarać i prowokuję go bezwstydnie. Gra w dziwkę jest jedną z moich ulubionych – i jego też.

Choć osoba postronna tego nie zobaczy i nie usłyszy, to zawsze jest gra, w którą gramy – i nasze małe role społeczne, w które dla siebie wchodzimy. Kiedy trzeba, wracamy do relacji partnerskiej, choć niekoniecznie zmieniamy kostiumy. Partnersko negocjujemy zakres jego i moich praw, partnersko ustalamy wspólne potrzeby – a potem odkładamy równość na bok. Zasady, że jemu nie wolno mnie wyzwać, uderzyć czy zmusić do czegoś, są z innej gry, tej społecznej; obowiązują również w konflikcie.

Nasza biegłość w przełączaniu się między regułami jest tak płynna, jak u wieloletnich przyjaciół, którzy mogą sobie dogryzać i wiedzą, co to naprawdę znaczy, kiedy przestać i jakich czułych punktów nie dotykać. Szkoda mi, że Ana tego wszystkiego nie pojęła – ale ona była dziewicą i traktowała wszystkie te „masz się cenić” tak serio jak małe dziecko „nie wolno kłamać”. Ta zabawa nie jest dla dzieci, a bez świadomości ról, bez dobrowolnej, bez przerwy odnawianej zgody, bez wzajemnego szacunku i całkowitej akceptacji nic nie różni BDSM od przemocy.

Kiedy jesteśmy wewnątrz sceny, gdy świszcze pejcz, gorset opinia ciasno talię, a sperma ścieka po twarzy, jesteśmy w tym razem – doskonale zgrany duet robiący coś, co tylko my w pełni rozumiemy. Nieważne, ile będę o tym opowiadać; nikt inny nigdy nie odczyta drugiego i trzeciego znaczenia gestów i słów. To, co robimy, jest tylko nasze. W centrum tajfunu jego brutalności znajdujemy drogę do siebie nawzajem – taką, którą możemy podążyć tylko my.

Zatem jeśli Ci ulegam, nie zapominaj, że dostajesz ode mnie dar. Dar, który jest moim wkładem w naszą relację i który zabiorę, jeśli go nie docenisz.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 8)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12013.01.04, 09:29

Freja
Stop wanilii. Więcej smaku! :)
# 22013.01.12, 19:01

r. k. k.
Świetny tekst, a przede wszystkim bardzo podoba mi się podejście autorki do tematu. W pełni podzielam pozycję z jakiej wychodzi autorka. Wspaniale nakreślona subtelność relacji. Tak, mniej vanila, chociaż czasem też jest fajnie ;)
# 32014.07.03, 09:12

Draqleska
Bardzo dobry tekst. Konkluzja jeszcze lepsza. Bdsm to gra,całkowite oderwanie od realnego,normalnego świata,gdzie każde zachowanie podlega ocenie dobre-złe-naganne. W bdsm nie ma zachowań nagannych bo wszystko co zostało wspólnie ustalone jest dobre. Osobiście jestem switchem znam smak dominacji i uległości,może dlatego trudniej mi przychodzi całkowite bezwarunkowe uleganie. Chcę ulegać bo czasem już jestem zmęczona ciągłą walką i udowadnianiem sobie i innym że jestem twardą,odporną na wstrząsy silną kobietą. Tak,jestem nią dlatego pragnę tez czasem stać zabawką w rękach mojego Pana. Niech on decyduje i kieruje,bo chcę się poczuć małą kobietką.
Podsumowując-dobrze że o tym piszesz w taki właśnie sposób. Choć przykład Any z "50 twarzy Greya" nie jest najbardziej trafny bo dla mnie osobiście to "bdsm dla gospodyń domowych".
# 42014.09.09, 12:47

Anna
Gdybym chciała opisac swoja relację z moim cudownym Panem, swoje nagłębsze odczucia, swoje potrzeby - nie zrobiłabym tego lepiej. Może jedynie to, ze ból, który zadaje mi mój Pan, mnie do szaleństwa podnieca. Dziękuję za ten tekst, przekonał mnie, że wspólnie znaleźliśmy swoją, dla nas idealną drogę do spełnienia.
# 52015.01.27, 10:59

onn
kocham ten klimat i sam jestem Panem dla mojej suczki którą kocham ale ten film to film dla nastolatek z gimnazjum!! ale artykuł Twój miło się czyta pozdrawiam serdecznie
# 62015.02.19, 06:56

Bia
Taki związek nie może być dobry dla strony zdominowanej. Po pierwsze - w każdym związku prędzej lub później pojawiają się kryzysy i będzie to oznaczało przekroczenie granic przez stronę dominującą. Droga do patologii pewna i jest to równia pochyła. Po drugie - każdy nałóg ma tendencję do podwyższania tolerancji na bodziec "przyjemności" - w tym wypadku tolerancji na ból, a z czasem okaleczenia, nie tylko fizyczne, też psychiczne. Po trzecie - "dominator" to osoba która także traci - w ramach relacji slave-master nie ma miejsca na partnerstwo jako takie, więc można powiedzieć prosto - dominująca osoba zwyczajnie boi się partnerstwa, przez co wycina z seksualności ponad połowę doznań - bycia dominowanym/ą oraz bycia w relacji partnerskiej w seksie, co zwyczajnie zubaża związek i świadczy o niedojrzałości do gotowości uznania drugiej osoby za wystarczająco atrakcyjną.
# 72015.02.26, 23:26

Submissive
@Bia

Piszesz z własnego doświadczenia czy teoretyzujesz?
# 82016.01.17, 01:32

bomba
"Oddaję mu się, bo chcę mu wręczyć w prezencie to, co na co dzień jest dla mnie niezbędne – wolność, szacunek, godność – i wiem, że zwróci mi je nienaruszone. "

Cóż, to "zwróci je nienaruszone" to więcej niż można powiedzieć o przeciętnym związku.
Trochę chyba świat stoi na głowie jeśli osoba uległa w związku BDSM doznaje więcej empatii i respektu od ludzi żyjących"po bożemu" A może właściwie rozumiane BDSM właśnie takie jest, sensowne tylko w wykonaniu ludzi, którzy faktycznie rozumieją i szanują innych, nie wiem.

podobne artykuły

Seks jako upokorzenie?
W starożytnej Grecji często miejsce miały homoseksualne gwałty na mężczyznach, które nie tyle miały zaspokoić czyjąś seksualną żądzę, ale raczej „pokazać, kto tu rządzi”. Taki gwałt podporządkowywał i ustalał hierarchię. I z pewnością był upokarzający.
 
Kochaj jak wola twoja
Powieść pokazała mi, że nie powinnam się wstydzić swoich niektórych fantazji, w których przewijały się dominacja i uległość. Tak, pierwsze (troszkę nieśmiałe) fantazje wymyślałam jako trzynastolatka i dziwiłam się sama przed sobą, dlaczego podoba mi się i pociąga mnie coś, co niekoniecznie jest romantycznym marzeniem o dobrym księciu z bajki.
 
Poprawność polityczną zostaw za drzwiami sypialni, czyli zabawa w uległość i dominację
To nie będzie artykuł na temat SM, BDSM ani żadnego innego ”M”. To będzie tekst na temat tego, co czasem – jako kobiety – myślimy o roli kobiety (także w łóżku), o roli mężczyzny i o tym, gdzie należy postawić sobie granice „przyzwoitości”.
 

najnowsze artykuły

Kobiety odzyskują głos i wpływ!
seksualność kobiet » wiadomości
Kobiety odzyskują głos i wpływ!
komentarze (1)
Świat się zmienia, a kobiety stają się coraz bardziej odważne i solidarne.
 
Mit monogamicznej samicy
seksualność kobiet » artykuły
Mit monogamicznej samicy
Poliandria, praktyka kopulacji z licznymi samcami, jest [...] jedną z najbardziej rozpowszechnionych strategii rozrodczych samic. Aż dziw bierze, że dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku naukowcy zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że normę u samic stanowi właśnie poliandria, a nie monogamia (dokonywanie rozrodu z jednym partnerem).
 
Czy rutynowa mammografia sprzyja zdrowiu kobiet?
seksualność kobiet » artykuły
Czy rutynowa mammografia sprzyja zdrowiu kobiet?
komentarze (1)
Zmieńmy konwersację na temat naszych piersi z „jak uniknąć raka piersi i wcześnie go wykryć” na „jak mieć zdrowe piersi i czerpać z nich radość”.
 
Seks po menopauzie i kobiety zasiewające nasiona mądrości
seksualność kobiet » artykuły
Seks po menopauzie i kobiety zasiewające nasiona mądrości
W kulturach celtyckich młodą dziewicę postrzegano jako kwiat; matkę jako owoc; starszą kobietę jako nasiono. Nasiono niesie wiedzę i potencjały wszystkich zawartych w nim składników. Zadaniem kobiety po okresie menopauzy jest zasiewanie w społeczności tej kwintesencji prawdy i mądrości.
 
Odsłoń cipkę na Wawelu! O rytuale ana-suromai w praktyce
seksualność kobiet » artykuły
Odsłoń cipkę na Wawelu! O rytuale ana-suromai w praktyce
komentarze (6)
Ana-suromai to starożytny rytuał błogosławienia świata i udzielania mu swojej seksualnej mocy poprzez odsłonięcie kobiecych genitaliów. Tak kobiety błogosławiły świat m.in. w starożytnym Egipcie, o czym możemy przeczytać u Herodota i Diodora Sycylijskiego.
 








zobacz też

„Przecież walczyliśmy o równouprawnienie” - seksualność Polki w czasach stalinizmu cz. 3

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter