Jednak bez względu na to, jak dalece osoby cierpiące na AIS utożsamiają się płciowo z kobietami, nadal czują się obco. Większość zataja swój stan przed otoczeniem, z wyjątkiem garstki najbliższych. Co ciekawe, wiele z nich twierdzi, że najbardziej żałują nie tyle niemożności urodzenia dziecka, ile braku menstruacji, zjawiska, które postrzegają jako comiesięczne potwierdzenie kobiecości. Kiedy inne dziewczęta rozmawiają o okresie, osoby z rozpoznanym AIS cicho odchodzą, jakby obawiały się, niczym bohaterka filmu Carrie, że „normalne" obrzucą je tamponami i podpaskami.
Jane spędziła piętnaście lat, czując się jak niedotykalne dziwadło; rozpoznała swój stan na podstawie podręcznika, lecz nie miała pojęcia, gdzie szukać pokrewnej duszy. „Chciałam tylko spotkać kogoś z AIS. Marzyłam o tym - opowiada. - Błąkałam się niczym adoptowane dziecko, które patrzy w oczy każdej napotkanej osobie i myśli: Czy jesteś moim rodzicem? Słyszałam o kimś, kto nie mógł mieć dzieci, i zastanawiałam się, czy ona jest taka jak ja".
Pytałam lekarza, pytałam wszystkich, czy znają kogoś podobne do mnie. Zadzwoniłam nawet do lekarza z Dallas, który jest chyba największym specjalistą od AIS w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy mówili, że nic. Zachowywali się, jakby sądzili, że zwariowałam, skoro o to pytam, i dziwili się, niezbyt delikatnie, któż do diabła chciałby o tym gadać? Kto chciałby się do tego przyznać? Moja własna lekarka powiedziała, że ma dwie pacjentki z AIS, z których jedna, czterdziestoletnia, jest osobą tak znaną w swoim środowisku, że nigdy nie pozwoli na ujawnienie tożsamości, a druga to osiemnasto- czy dziewiętnastoletnia dziewczyna; ta, jak podkreśliła pani doktor, radzi sobie doskonale i nie potrzebuje się z nikim kontaktować. Dla mnie brzmiało to niedorzecznie. Wiedziałam, że to bzdury, gdyż ową rzekomo świetnie przystosowaną osiemnasto- czy dziewiętnastolatka byłam ja sama".
Wreszcie Jane znalazła odpowiedź, znów w bibliotece. Mniej więcej dwa lata temu, przeglądając „British Medical Journal", przeczytała list matki siedmioletniej dziewczynki dotkniętej AIS. Dziewczynka mieszkała w Anglii, a jej matka pisała, że właśnie organizuje grupę wsparcia dla kobiet i dziewcząt z AIS oraz ich rodzin. Do listu dołączono numer telefonu, który Jane z trudem rozszyfrowała, gdyż stronica była już zalana jej łzami. Jane do dziś nie potrafi opanować płaczu, opowiadając o dniu, w którym znalazła ów list. Nawet nie próbuje ukryć łez: Nie umiem pani opisać, jak się poczułam - mówi. - Nigdy nie będę w stanie tego opisać". Skopiowała stronę czasopisma, po czym pojechała do domu i zaczęła ćwiczyć.
Ćwiczyła wymawianie słów „Mam AIS", których nigdy nie wypowiedziała do nikogo, z wyjątkiem swego lekarza. Kiedy jednak wreszcie postanowiła zadzwonić do owej kobiety, załamała się od razu w chwili, gdy podawała swoje imię i nazwisko. Kilka tygodni później poleciała do Anglii na pierwsze spotkanie grupy wsparcia. „Nigdy nie odniosę sukcesu, który równałby się z odnalezieniem tej grupy i innych osób z AIS - mówi Jane. - Nie ulega wątpliwości, że to największe dokonanie w moim życiu".
Opowiadają o micie dotyczącym związku testosteronu z libido, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Gdyby ten mit byt prawdą, mówią owe kobiety, wówczas nie czułyby popędu płciowego; nie są przecież w stanie reagować na testosteron produkowany przez ich organizmy. Niektórzy badacze zajmujący się seksem tak właśnie mówią o pacjentkach z AIS - że są oziębłe i zachowują się w łóżku niczym kłody. Słysząc te opinie, kobiety z AIS parskają z wściekłości. Bez względu na to, czy uda się im poszerzyć pochwę tak, aby odbyć stosunek, ich erotyczna natura pozostaje nietknięta. Fantazjują o seksie. Miewają orgazmy. Pożądają, gdy istnieje ktoś wart pożądania.
Innym mitem, z którym walczą, jest propagowanie testosteronu jako hormonu agresji. Gdyby banał ten był prawdą, osoby z AIS miałyby łagodniejszą i bardziej płochliwą naturę od przeciętnej kobiety. A dzieje się wręcz przeciwnie; pod względem temperamentu wszystkie są swego rodzaju Joannami d'Arc. Jedna z nich mówi, że celowo gra rolę skromnisi, by nikt się nie zorientował w jej przypadłości. Jane natomiast twierdzi, że gdy sytuacja tego wymaga, jest osobą „z jajami", gdyż chirurgom nie udało się ich usunąć z jej charakteru. „Jestem dokładnie taka jak moja matka, osoba nieznośna i agresywna powiedziała do mnie - Jestem córką, dziełem swojej matki. Jestem taką kobietą, jaką miałam być".
Fragment pochodzi z książki Natalie Angier Kobieta - geografia intymna, całość tekstu dostepna pod linkiem: Kobieta z AIS.
| # 2 | 2010.08.17, 21:54 |
![]() Aga | Ta historia opisana jest w "Geografii intymnej" Angier. Polecam tę książkę jako studium kobiecości - jeśli ktoś ciekaw. |
| # 1 | 2010.05.06, 10:43 |
![]() ewa1111 | świetny artykuł. . pomimo że czuję się 100%kobietą i urodziłam dzieci to zawsze czułam że coś jest nie tak z moim organizmem i podejściem do życia w typowo męski sposób. . . jestem już po dwuch rozwodach,silna rywalizacja,mój temperament ,umiejętności radzenia sobie w życiu na równi z mężczyzną/siła fizyczna i psychoczna/ i typowe cechy dla kobiet z lekkim AIS 180 wzrostu,gęste włosy,zero trądziku,wielkie piersi. . . moja czwórka dzieci zaraz po porodzie -chłopiec miał mleko w piersi a dziewczynki okres. . . . a jednak ten artykuł dodał mi sił,nie muszę kreować się na delikatną kobietkę ,zmęczyło mnie to. . |
AwaS:
Lalka25, wszystko w \"normie\", tzn. OK.
gosc:
dalbym ciorgazm iejeden silny moim 20cm penisem aaaa w pu pozycjach
Gunia:
@h-s: Krew ma temperaturę ciała i często nie czuć, że coś cieknie.
Women29:
Która z pań się masturbuje?