dział: seks

Ileż można? O poczuciu winy, gdy „gra wstępna” trwa „zbyt długo”

Voca Ilnicka
dodano: 2013.01.23
Czasami możemy sobie myśleć, że to straszne, że tak długo trzeba się nami zajmować, żebyśmy miały orgazm (lub kilka) lub żebyśmy były fizycznie gotowe na penetrację. Jak to? Cała godzina? Ten biedny mężczyzna... Jak on się tam między moimi udami namęczy... Ach, jesteśmy tak empatyczne, tak bardzo wytresowane do tego, żeby odmawiać sobie przyjemności i myśleć tylko o partnerze.

Jesteśmy królowymi namiętności, jesteśmy paniami rozkoszy, czasem możemy tylko leżeć i przeżywać... mieć orgazmy, być na skraju orgazmu, czasem doświadczenia są tak intensywne, że wręcz tracimy chwilami przytomność, orgazmicznym krzykiem stawiamy na nogi całą kamienicę, jesteśmy roznamiętnione, rozkochane, rozpalone, jesteśmy tylko ciałem i doznaniem i... nie możemy tego wytrzymać!


Nie będę teraz zastanawiała się nad tym, skąd się to bierze: czy to na przykład wina kultury, która serwuje nam hollywoodzkie wizerunki stosunków genitalnych według scenariusza: buzi, buzi, wszedł-wyszedł, a ona wije się w orgazmie, czy to wina patriarchalnej kultury, w której to stosunek penis-pochwa zajmuje miejsce centralne i najbardziej wyeksponowane, czy wina którejś z religii lub ateizmu... to jest zupełnie nieważne. O wiele istotniejsze jest to, że wiele z nas (a i autorka tego artykułu, niestety, nie jest chlubnym wyjątkiem, bo też jej się zdarzało pytać samą siebie: czy nie powinnam już powiedzieć: wystarczy) nie może znieść przyjemności. Chociaż tęsknimy za namiętnością, pasją, rozkoszą, orgazmami i niekończącą się przyjemnością, chociaż marzymy o nieegoistycznych kochankach, kochankach-wizrtuozach, kochankach na miarę Casanovy, to gdy takiego w końcu spotykamy i gdy godzinami możemy tylko leżeć i czuć, to nagle wstępuje w nas poczucie winy... że to tak długo trwa... 20 minut, 40 minut, godzinę, pół nocy... bo on nas tylko pieści, tylko kocha, tylko wysyła na orbitę, a sam jeszcze nie miał orgazmu...


Wiem, że nie jest to doświadczenie jedynie kilku kobiet. Motyw poczucia winy czasem przewija się przez warsztaty, które prowadzę, czasem przez prywatne rozmowy. Może nie jest to doświadczenie każdej kobiety (sama jakoś nie mogę dotrzeć do tego, abym się przejmowała brakiem orgazmu mego kochanka, gdy jeszcze uczęszczałam do liceum), ale – niestety – z doświadczenia wiem, o czym mowa. Wiedzą też niektóre moje koleżanki. Które czasem też zachodziły w głowę – ile to jeszcze może trwać i czy może mi być tak przyjemnie? Czy mogę tak po prostu leżeć i brać tę przyjemność, nie zerkając na zegarek, nie myśląc o niczym, a już najbardziej o tym, że później „wypadałoby się zrewanżować”.


O ironio, kiedy tak rozmawiamy, dochodzimy to podobnych wniosków: my same mogłybyśmy robić przysłowiową laskę przez połowę nocy, bo wiemy z doświadczenia, jak może być to podniecające. Dla nas. Nie tylko dla tych, którzy odbierają przyjemność z naszych ust, języków i dłoni. Ale jakoś czasem nie umiemy sobie wyobrazić, że oni – leżąc między naszymi udami i składając hołd naszym waginom – też są na skraju orgazmu, też są w niebie i nie chcą przerywać. Bo chcą nam dać tyle przyjemności, ile tylko zdołają. Ale my, zamiast brać i cieszyć się, że dostajemy coś pięknego, cennego, dobrego – pogrążamy się w myślach „czy to nie jest za długo? czy jemu się już nie nudzi?”


Kiedy przestawimy się z myślenia o seksie według schematu najpierw „gra wstępna”, potem „prawdziwy seks” tzn. z penetracją, może być łatwiej. Wielokrotnie już na tym portalu odchodziliśmy i odchodziłyśmy od tego podziału, od terminu „gra”. Seks jest od samego początku, dokładnie od tego momentu, kiedy Ty uznasz to za seks. A jednak wpojone kiedyś schematy i przekonania, które niekoniecznie nawet sobie uświadamiamy, mogą skutecznie odebrać nam przyjemność przeżywania zmysłowości. Czasami możemy sobie myśleć, że to straszne, że tak długo trzeba się nami zajmować, żebyśmy miały orgazm (lub kilka) lub żebyśmy były fizycznie gotowe na penetrację. Jak to? Cała godzina? Ten biedny mężczyzna... Jak on się tam między moimi udami namęczy... Ach, jesteśmy tak empatyczne, tak bardzo wytresowane do tego, żeby odmawiać sobie przyjemności i myśleć tylko o partnerze. Kobiecie czasem może być bosko, gdy seks trwa krótko i mało jest w nim pieszczot tylko dla niej; czasem też jednak potrzeba tego bardzo-bardzo dużo, żeby w ogóle było przyjemnie. I nie zawsze „jej dziesięć orgazmów” wynikłych z takiego seksu musi prowadzić do tego „prawdziwego seksu”, czyli penetracji. I nie zawsze seks musi prowadzić do jego orgazmu/wytrysku. Po prostu. Seks bez orgazmu to też seks – podobnie jak seks bez penetracji. Chociaż taka wizja to dla niektórych prawdziwa herezja. :)


Co zrobić, gdy gnębi nas poczucie winy związane z tym, że dostajemy w seksie za dużo? :)  Moja odpowiedź to: puścić się. Po prostu się puścić, popłynąć za przyjemnością – egoistycznie i ekstatycznie – bez zerkania na niego, bez zastanawiania się, czy mu się jeszcze chce i czy ja będę potem w stanie na coś jeszcze – bo może padnę ze zmęczenia. Bycie w tu i teraz pozwala na przeżywanie tego, co jest, bez planowania tego, co będę robić za 5, 10, 30 minut. Gdy wybiegamy myślami w przyszłość, nie skupiamy się w pełni na tym, co dostajemy teraz – możemy nie zauważyć, jakie dary są przed nami składane. Zadręczanie się innymi myślami też nie pomaga nam tego dostrzec. A szkoda. Bo przecież ten partner, który to robi, robi, żebyśmy czuły. Żebyśmy mogły zapomnieć, o tym, co jutro, co w pracy, co na obiad, zabiera nas w zmysłową podróż, ale my, zamiast cieszyć się widokami, emocjonować podróżą - czytamy gazetę, słuchamy radia albo sprawdzamy skrzynkę mejlową – a przecież to mamy na co dzień. Pozwólmy sobie na „odjazd”.


Branie jest dobre. Przyjemność jest dobra. Często skupiamy się tylko na tym, żeby w seksie dawać, branie możemy czasem uważać za coś niewłaściwego (nie, nie, naprawdę nie potrzebuję dziesiątego orgazmu kochany, teraz ty sobie dojdź...), a potem się dziwimy, że za mało dostajemy. A czy to, że czasem dostajemy tak mało nie wynika z naszej postawy i przekonań? Bo jeśli słowami lub całą swoją postawą dajemy do zrozumienia: przestań, już nie chcę, nie mogę wziąć tyle przyjemności, to dla mnie za dużo – to na jakiej podstawie mamy dostawać więcej?


Niektórzy mówią, żeby na branie otworzyć się wręcz symbolicznie. I że branie w seksie lub nieumiejętność brania w seksie/brania przyjemności często związana jest z nieumiejętnością brania w życiu. Zastanów się – może to w tym sęk. Czy łatwo przychodzi Ci brać na co dzień? Czy nie masz oporów przed skorzystaniem z pomocy, przysługi, przyjęciem drogiego lub niespodziewanego prezentu, lub prezentu, który dostajesz bez okazji? Czy czujesz, że zawsze musisz się zrewanżować? Czy bierzesz z oporem i zawsze dodajesz do tego: nie, to za drogie, nie mogę tego przyjąć, ale naprawdę nie trzeba było itp.?


Możemy mieć dużo, dużo przyjemności. Musimy się tylko nauczyć jak ją brać. Bo niby każdy jej pragnie, ale nie każdy umie ją przyjąć...

W końcu przyjemność jest „grzeszna i niewłaściwa”, a seks można uprawiać tylko wtedy, kiedy chcemy potomstwa.

  

Zobacz też: 

Hierarchia aktywności seksualnych?

Czym jest dla ciebie stosunek?

Seks jaki jest - każdy widzi?

Gra wstępna a pożądanie

Nowa definicja gry wstępnej

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 6)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12013.01.22, 22:10

Marta
Też mi się pary razy w życiu zdarzyło zadać sobie to pytanie. . .
# 22013.01.22, 23:00

AwaS
"Branie jest dobre. Przyjemność jest dobra".
Świetny artykuł. Myślę, że kwestia nauczenia się przyjmowania jest aktualna dla wielu osób, szczególnie w naszej kulturze. Warto przyjrzeć się, jak te sprawy postrzegają kultury Wschodu (patrz: np. tantra).
Rozkosz? Tak, poproszę.
# 32014.03.13, 09:25

Rta
Może jestem mało empatyczna, ale nigdy nie zwróciłam na to uwagi, by mój mężczyzna "męczył się" między moimi udami. . . to zwykle ja kończę wymęczona. On ma taką radość i dumę na twarz, że nie przyszło mi to nigdy do głowy. Zresztą to działa w dwie strony - dokładnie tak : "branie ( i dawanie) jest dobre, przyjemność jest dobra. "
# 42014.03.16, 20:48

Ona
Cóż, wielkie dzięki za ten artykuł. Jestem więźniem takiego sposobu myślenia. Po prostu nie potrafię inaczej. I choć nie myślę, że On się ze mną nudzi, to jednak spina mnie strach, że kiedy rzeczywiście pozwolę sobie na namiętność, to On nagle mnie zostawi, zapomni i gdzieś sobie pójdzie. Już wolę nie czuć nic, niż być zostawioną :( mówię tu o wyobrażeniu jakimś, albo nieuleczalnie złym wspomnieniu, bo On mi tego nie robi. Męczę się strasznie, chcę przestać - i nie potrafię. Nie umiem brać. Jak się z tego wyleczyć?
# 52014.03.17, 10:11

Voca
Jak się wyleczyć? Po kawałku. . . chyba najważniejsze jest zaufanie. Kiedy on mówi "kocham cię i robię to dla ciebie, bo tego chcę" i kiedy wiesz, że jest to szczera prawda, możesz się wyluzować. Jeśli nie dowierzasz, czujesz, że możesz być oszukiwana. . . wtedy jest trudniej. Kiedy sama sobie ufasz w 100%, możesz też zaufać na 100% drugiej osobie. Powodzenia! Trzymam za Ciebie kciuki. Ale też nie oczekuj od siebie nie wiadomo jakich zmian od razu. Daj sobie czas. Wiem, że to nudne i każdy chce się zmienić o 180 stopni w jednej sekundzie, ale generalnie działa. :)
# 62016.09.19, 21:55

ja
Faktycznie, coś w tym jest, my kobiety mamy z tym ogromny problem. ale jeszcze większy pojawia się kiedy mężczyzna zachowuje się tak, jakby gdzies się spieszył, poświęca czas ale jak pieszczoty trwają dlugo to zniechęca się, rezygnuje, a ja pytam dlaczego? czy jak nie wydaję z siebie ochów i achów to on nie widzi, że tak jest dobrze i tak mi rób? powiedzie może, że facet nie zrozumie dopóki mu nie powiesz. ależ skąd! chyba nie mam takiej mocy aby zmienić jego postawę. . . a szkoda :(

podobne artykuły

Orgazmiczna joga. Polecam :)
Orgazmiczna joga. Czy jakieś zajęcia mogą się lepiej nazywać? Do końca nie wiem, co to jest, ale idę bez zastanowienia. Na miejscu okazuje się, że to był strzał w dziesiątkę, bo dawno już nie bawiłam się tak dobrze, jak na orgazmicznej jodze!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 

najnowsze artykuły

To słowo na M
seksualność kobiet » masturbacja
To słowo na M
Nie, nie chodzi o ”M jak miłość”. Chodzi o tę rzekomo brzydką czynność, która z miłością może mieć mało wspólnego. Tak, M jak Masturbacja. Zwana inaczej autoerotyzmem, onanizmem czy samogwałtem (swoją drogą, czy to słowo nie insynuuje, że jest to gwałt, czyli coś wymuszonego?). Naznaczona taką ilością przesądów, tabu i niedopowiedzeń, że może lepiej zostawić ten temat i iść do domu?
 
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
komentarze (1)
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 









zobacz też

„Szybki kurs pisania scenariuszy erotycznych dla kobiet”

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter