dział: problemy

Mój pierwszy test ciążowy

dodano: 2015.02.16
Pierwszy test ciążowy robiłam, kończąc pierwszy rok studiów. Był piękny czerwcowy dzień, poranek. Słońce przygrzewało, ptaki śpiewały, wielkimi krokami zbliżały się egzaminy. Już miałam kartę egzaminacyjną i teoretycznie mogłam być szczęśliwą studentką. Ale byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam zebrać myśli. W kółko myślałam tylko o jednym: czy jestem w ciąży? Myślałam o tym w tramwaju, w łazience, na ćwiczeniach, na wykładach. Było mi zimno ze strachu.

Tamtego ranka, kiedy tylko weszłam do instytutu i zobaczyłam na korytarzu koleżankę, nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i, płacząc, powiedziałam, że muszę zrobić test ciążowy. Nie była nikim bliskim. Po prostu siedziałam z nią na łacinie w jednej ławce. Objęła mnie i zachowała się wspaniale. Rzuciła w kąt swojej notatki i zabrała mnie do najbliższej apteki, gdzie kupiłam jednominutowy test. Gdy wróciłyśmy do instytutu, koleżanka zamknęła się ze mną w łazience. Razem obserwowałyśmy, czy na ekraniku pojawiają się dwie kreski, czy jedna.  


Stałam tam z nią i w ciągu sześćdziesięciu sekund całe życie stanęło mi przed oczami. Czy teraz wszystko miało się skończyć? Czy zeszyty i studenckie życie zamienię na pieluchy? Przeżyłam wielką wściekłość na samą siebie, że w ogóle znalazłam się w takiej sytuacji. Przecież zawsze byłam rozsądną dziewczyną i mi coś takiego nie mogło się przytrafić. Przecież zawsze uprawiałam seks z głową, chodziłam do ginekologa, brałam pigułki. Nie uprawiałam seksu bez zabezpieczenia, ale co jeśli ono zawiodło? Kiedy okres mi się spóźniał, po prostu wariowałam z niepokoju. Miałam dopiero 20 lat i właśnie traciłam wiarę w skuteczność antykoncepcji.


Dziewczyna kolegi brała pigułki, a mimo to zaszła z nim w ciążę. Była ciężarną osiemnastolatką i szykowała się na porodówkę, kiedy ja tkwiłam w łazience na uczelni, robiąc test z koleżanką. Sama pewnie nie byłabym zdolna do tego, aby pójść do apteki, nasikać do kubeczka i wytrzymać te sześćdziesiąt sekund. Ówczesnego chłopaka nie chciałam wtajemniczać, bo nie chciałam go niepotrzebnie denerwować. Uważałam, że takie zachowanie – panika z powodu spóźniającego się okresu – to zachowanie histeryczne. Chciałam uchodzić za chłodną i racjonalną dziewczynę, która nie ma żadnych wątpliwości, nawet jeśli jej się okres spóźnia o tydzień. Prawda była taka, że gotowałam się z niepokoju, ale nie miałam odwagi nawet przed sobą do tego się przyznać. Rozmowa z chłopakiem typu: „słuchaj, być może jestem w ciąży” w ogóle nie wchodziła w grę. Słowo „ciąża” nie przechodziło mi przez usta. Myślałam o pogardzie, z jaką spotyka się dziewczyna, która nagle znajduje się w takiej sytuacji. Nie ma dla niej współczucia. Są tylko lekceważące słowa, że jeśli nie uważała, co robi, to niech teraz robi, co uważa.


W ogóle nie brałam pod uwagę możliwości aborcji, ale też nie miałam zielonego pojęcia, co zrobię, jeśli wynik będzie pozytywny. Gdzieś po głowie tłukł mi się obraz mnie samej – samotnej matki, ledwie z maturą, bez pieniędzy, bez perspektyw. Przypomniały mi się koleżanki, które zostały matkami, jako nastolatki. Myślałam, że chociaż tego uniknęłam. Że chociaż zdałam maturę.


Sześćdziesiąt sekund ciągnęło się w nieskończoność.


Oczywiście, solennie sobie przyrzekłam, że już nigdy, przenigdy nie znajdę się w takiej sytuacji. Wynik był negatywny, jedna kreseczka. Wpatrywałyśmy się z koleżanką w tę jedną kreseczkę jak zahipnotyzowane. Ona miała więcej dystansu do całej sprawy. Powiedziała, że minęły już dwie minuty. Że druga kreseczka się już nie pojawi, że nie jestem w ciąży. Chyba rozpłakałam się z ulgi.


Wyszłam z łazienki starsza o kilka lat i bogatsza w nowe doświadczenie.


Pewnego dnia zadzwonił do mnie przyjaciel i zapytał, czy robiłam kiedyś test ciążowy. Odpowiedziałam, że tak. A on na to, że właśnie kupił kilka i będą robić z jego dziewczyną. I czy ewentualnie zostanę matką chrzestną, jeśli będzie pozytywny. Słyszałam w jego głosie nerwy. To chyba wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że mężczyźni boją się tak samo, kiedy trzeba przeczekać te sześćdziesiąt sekund. Okazało się, że jednak nie muszę zostawać chrzestną. Wszystkim spadł kamień z serca.


Jednak nie zawsze los był taki łaskawy dla znajomych mi kobiet. Kiedy jeszcze chodziłam do liceum, jedna z moich starszych przyjaciółek robiła test u drugiej w domu. Była wtedy w czwartej klasie szkoły średniej, miała 18 lat. Bardzo się bała. Więc koleżanka poradziła jej „walnij sobie setkę dla kurażu”. A potem zorientowała się, co mówi i dodała „Albo lepiej nie. Bo jak jesteś faktycznie w ciąży, to nie powinnaś pić”. Brat koleżanki gasił tej drugiej światło w łazience, tak dla zabawy. Jednak pozytywny wynik testu ciążowego sprawił, że dla mojej przyjaciółki zabawa właśnie się skończyła. Najpierw rodzice wyrzucili ją z domu, potem wyszła za mąż za ojca dziecka, a potem się rozwiedli.  


To właśnie jej scenariusz miałam przed oczami, kiedy robiłam swój pierwszy test ciążowy w wieku 20 lat. Jak dobrze, że w moim przypadku to była tylko jedna kreseczka.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 12)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12010.09.16, 11:49

*
uniknęła ciąży jako nastolatka przynajmniej zdałą maturę rzeczywiśćie sex dopero po ślubie i nie ma wtedy problemu
# 22010.09.19, 20:25

jejjjjja
no lepiej nie robic tego przed slubem bo jednak nawet podwojne zabezpiecznei nie daja pewnosci
a po aborcji potem zostaje urak wz psycheice na zawsze

dobrze ze chociaa faceci tez sie przejmuja ciaza swojej partnerki ;0
# 32010.09.19, 20:28

Marta
Uwaga: nie wszyscy biorą ślub. A nawet większość go nigdy nie bierze, inni ze ślubem czekają do momentu absolutnej pewności albo starości. Nawet jeśli się ma ślub, można nie chcieć mieć dziecka. Mężatki też czasem są skazane na aborcję. Nie łączcie seksu z małżeństwem, tylko z dorosłością.
# 42010.09.30, 09:19

Kotek
@ jejjjjja i * : slub wcale nie daje gwarancji ze facet z ktorym sie ochajtasz zostanie z Toba gdy wpadniecie i nie mowcie mi, ze zanim sie wezmie slub trzeba poznac partnera, poniewaz nikogo nigdy nie poznamy do konca, a to jak sie dana osoba zachowa, gdy dowie sie, ze jest "tatusiem" mozna zobaczyc dopiero, gdy faktycznie taka sytuacja nastapi.
@ Marta w pelni popieram Twoj komentarz
# 52010.12.17, 16:55

xxx
Z seksem należy zaczekać aż będzie się gotowym przyjąć ewentualnie poczęte dziecko bo nie ma metody zabezpieczania przed ciążą pewnej na 100%. Seks bez konsekwencji? Przecież człowiek to nie zabawka!!
# 62011.05.12, 18:31

aaaaa
No tak, rozumiem autorkę. Test ciążowy to zawsze nerwy. Za to nie podobają mi się te komentarze pod spodem. Dziewczyny, dlaczego udajcie święte, dlaczego robicie z siebie Dziewice Orleański? Nie uwierzę, że nigdy się nie denerwowałyście, jak was się okres spóźniał. A zawsze warto wiedzieć wcześńiej - wtedy zawsze można rozważyć aborcję. I nie gadajcie bzdur, że "seks jest tylko dla dorosłych", przecież ta dziewczyna miała wtedy 20 lat i nie była trzpiotką! Sęk w tym, że zajść można zawsze, bo każdy środek antykoncepcyjny może zawieść. Ale to nie znaczy, że mamy zawsze żyć w celibacie. A przy okazji - 14-latki też wiedzą, że "seks jest dla dorosłych", ale czy to coś zmienia?
# 72011.05.13, 12:55

Wilczyca
@aaaaaa Bo u nas to tak jest - gadanie, że tylko dla dorosłych, ślub, potem ciąża. Gadanie o seksie tylko dla dorosłych i, że jeżeli za każdym razem martwisz się, że możesz być w ciąży to nie jesteś do seksu gotowa zabija kobiecą seksualność. Nawet mężatkom zdarzają się wpadki i niechciane ciążę i nic w tym dziwnego. Testy ciążowe nie byłyby takie stresujące, gdybyśmy mogły w przypadku pozytywnego wyniku udać się do lekarza i za normalne pieniądze ciążę przerwać. Ja na szczęście nigdy testu ciążowego nie robiłam, ale mimo wszystko nawet dzień przed terminem okresu zdarza mi się być zdenerwowaną, bo np nie mam objawów na okres wskazujących.
# 82011.05.30, 22:51

Narcyza
Jeśli ktoś nie jest gotowy na dziecko, w ogóle nie powinien uprawiać seksu, który może doprowadzić do poczęcia. Żadna antykoncepcja nie działa w ten sposób na 100 % i mam nadzieję, że autorka powyższego tekstu uświadomiła sobie swoją niedojrzałość.

@aaa
"Dziewczyny, dlaczego udajcie święte, dlaczego robicie z siebie Dziewice Orleański? Nie uwierzę, że nigdy się nie denerwowałyście, jak was się okres spóźniał. "
Może Ty się obracasz w takim środowisku, gdzie nastoletni seks, nieplanowane ciąże czy aborcje są na porządku dziennym. Ale ani ja, ani żadna z moich przyjaciółek nigdy nie była w takiej sytuacji. I jest to wynik wyłącznie naszych wyborów.
# 92011.05.31, 06:30

Wilczyca
@Narcyza, niepokój o okres nie jest tylko domeną nastolatek i młodych kobiet, ale też żon, matek, dojrzałych kobiet. Nie każda kobieta chce mieć więcej dzieci niż ma i też bywa zestresowana gdy się jej okres spóźnia. W seksie nie ma nic złego, więc go nie demonizuj głupim gadaniem, że jak nie chcesz dziecka to nie jesteś gotowa. Odzierasz kobiety z seksualności, a są też przypadki, że kobiety nie chcą w ogóle mieć dzieci i co wtedy? Pozostaje tylko masturbacja? Nie wariuj.
# 102011.06.04, 12:02

Voca
@Narcyza - Wróć do nas, jak skończysz 18 lat, bo wypowiadasz się jak egzaltowana nastolatka, a nie doświadczona i dorosła kobieta. Zdejmij klapki z oczu, bo unieszczęśliwisz siebie albo kogoś bliskiego!

I nie pisz mi tu, że jak ktoś ma 20 lat i jest na studiach, to uprawia nastoletni seks! Ile wg Ciebie trzeba mieć, żeby seks nie był nastoletni? 40, 50, 70?
# 112011.06.04, 15:06

Wilczyca
Najlepiej 70! Wtedy już jest się na 100% pewnym, że po menopauzie ciąża nie grozi. Jest to jedyny odpowiedni wiek na uprawianie seksu dla kobiet, które nie chcą mieć dzieci xD
# 122011.06.06, 16:27

rosa
ja takze polecam narcyzie powrot na to forum po skonczeniu 18 lat, a najlepiej po pierwszych doswiadczeniach seksualnych. zazwyczaj patrzy sie wtedy inaczej na swoje dawne idealizmy. i wtedy zazwyczaj wychodzi, ze to nie idealizm byl, a hipokryzja. . . . sama taka bylam w okresie nastu lat, taki tez byl moj brat (zjawisko wiec chyba wspolne dla obu plci). ale moje slowa tu nic nie znacza. bo z tego sie wyrasta tylko przez doswiadczenie, a nie operacje przeprowadzane we wlasnej glowie:) wiec narcyzie zycze udanego pierwszego razu;) a potem witamy na forum!

podobne artykuły

Aborcja była moją najlepszą życiową decyzją
Ciąża nie była wynikiem gwałtu, nie była zagrożona. Ale czuję, że zagrażała mi. Wiem, że moje życie by się całkowicie rozsypało, ja bym się rozsypała, wszystko, o co tak długo walczyłam, też by się rozsypało. W tamtym okresie byłabym naprawdę złą, nieradzącą sobie z dzieckiem i prawdopodobnie niekochającą matką z depresją.
 
Moja ciąża to moja sprawa i żaden chłop nie będzie mi nic kazał
Nie widziałam nigdy w tamtej poczekalni kobiet, których ciąża była wynikiem „rozrywkowego” stylu życia.
 
Natalia Przybysz o aborcji
Chciałabym, żeby kobiety przemówiły swoim głosem. Żeby zaczęły mówić o tym doświadczeniu. Tak jak w latach 60. przemówiły Amerykanki. A potem w latach 70. Francuzki. To doświadczenie istnieje, jest częścią kobiecego życia. To indywidualna sprawa i każda kobieta powinna móc zadecydować o tym sama – czy chce urodzić, czy nie. A to, jak do tego potem podchodzimy, czy to był problem, czy nie, to też nasza sprawa – jakie ceremonie będziemy chciały odprawiać, by sobie z tym poradzić. To nie sprawa mężczyzn w rządzie i w Kościele.
 
„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji
Założę się, że gdyby mężczyźni – zamiast ciążowego brzucha – mieli np. status na fejsie typu „Adam jest w ciąży z Basią” (i ciekawe co na to jego żona), to „nielubienie prezerwatyw” nie byłoby tak popularne, a metoda „zdążę wyjąć” przyprawiałaby o palpitacje serca i nieprzespane noce nie tylko „rozhisteryzowane” kobiety. Sądzę też, że szybko okazałoby się, że prawo do aborcji Polsce nagle postrzegane jest jako prawo człowieka, a nie „mordowanie niewiniątek”, bo nagle stałoby się potrzebne mężczyznom.
 
Ceremonia szacunku dla kobiet, które miały aborcję
Jeśli ktoś jest permanentnie na polu walki, jeśli czerpie z tego wielką satysfakcję, to jego język, będąc projekcją takiego sposobu postrzegania rzeczywistości, pełen będzie słów takich, jak „morderczynie”, czy „zabójczynie”, bo przecież wiadomo, że pole walki służy zabijaniu.
 

najnowsze artykuły

Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 









zobacz też

”Podryw na nauczyciela”, czyli seks, który nie uzdrawia

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter