dział: orgazm

Zapiski z krainy orgazmicznego mitu

Nat Gru
dodano: 2015.02.16
Przyznaję, jako nastolatka padłam ofiarą tak zwanego mitu orgazmu. Zaznaczam – kobiecego orgazmu, bo bajka o męskim była krótka i dobrze znana – ten bez wyjątku pojawia się zawsze. Jako dwudziestoparolatka przekonałam się, że w świecie orgazmicznego mitu funkcjonują również mężczyźni. Zaczęło się od niewinnej z pozoru rozmowy...

Byłam wówczas w bardzo świeżej relacji z mężczyzną, któremu (początkowo) mówienie o sprawach seksualności przychodziło z trudem. Wypracowaliśmy więc wspólny język potrzebnych i użytecznych pojęć dla tej sfery, co zresztą ułatwia sprawę, jeżeli ogólnie przyjęte z trudem przechodzą przez gardło. Orgazm również dostał właściwe sobie imię: „Big O”. W sytuacji zupełnie nie-łóżkowej mężczyzna ów zapytał: „Czy miałaś już?”. Z kontekstu rozmowy trudno było mi wywnioskować, co już mogłam mieć, więc poprosiłam o doprecyzowanie: „Ale co?”. „Big O” – padła odpowiedź. Z umiłowania do konkretów zapytałam jeszcze: „Ale masz na myśli, że z tobą czy kiedykolwiek?”. Chodziło o to pierwsze. Zgodnie z prawdą, odpowiedziałam, że nie i od razu poczułam się zobowiązana wyjaśnić, a raczej przekonać rozmówcę, że czerpię radość z samej bliskości, że przecież to nie cel, choć przyznaję – fajnie, kiedy się pojawia. Dodałam też uspokajająco: „w końcu pewnie przyjdzie”.


Prawda jest jednak taka, że gdybym nie wzięła spraw w swoje ręce, to czekałabym na ten orgazm, jak na Godota. Uświadomiłam sobie, że dopóki nie pokażę lub nie powiem, co sprawia mi przyjemność i czego naprawdę potrzebuję, aby orgazm przyszedł, to za każdym razem pytana o „Big O” będę przecząco kręcić głową. Przez jakiś czas nawet łudziłam się, że może ta druga strona się domyśli, żeby spróbować czegoś nowego, skoro stary i najwidoczniej sprawdzony schemat w tym wypadku zawodzi, ale zarzut rzucony pod moim adresem: „To nie jest normalne, że nie masz orgazmu. Jesteś młoda, zdrowa, może to coś z twoją psychiką jest nie tak?” utwierdził mnie w przekonaniu, że raczej nie ma na co liczyć. Dopiero wtedy odważyłam się powiedzieć, że po pierwsze – nie dam sobie wmówić, że jestem nienormalna, bo nie mam orgazmów (i, moje drogie, też sobie nigdy nie dajcie!), a po drugie – może czas zmienić technikę, skoro ta zawodzi?


Okazało się wówczas, że mój partner był święcie przekonany, że kobiecie do orgazmu potrzeba jedynie penetracji. W jego głowie tkwiła również jakże piękna wizja równoczesnego szczytowania oraz pokutował mit, że jeżeli partnerka raz dojdzie, to już pozamiatane i nie ma mowy o dalszej zabawie. Zamiast jednak rozmawiać z bezpośrednią uczestniczką tych erotycznych igrzysk, wolał przetrząsnąć fora internetowe i zajrzeć do quasi-fachowej literatury traktującej o duchowości i odblokowywaniu uwięzionej energii seksualnej.


Przypomniałam sobie wtedy, jak wiele mitów miało wpływ na moje życie seksualne, gdy byłam jeszcze nastolatką. Historie o „pierwszych razach” w czasopismach młodzieżowych obiecywały fajerwerki przy pierwszym seksie (i przy każdym kolejnym też), rozstępowanie się ziemi, spadanie w otchłań i zalewającą falę rozkoszy (brak któregokolwiek z czynników był jasnym wyznacznikiem, że to nie orgazm). Szczytowanie w wyniku masturbacji miało być niepełne i w ogóle niepotrzebne, bo marnowało tylko cenne orgazmy z ograniczonej (sic!) puli, którą ma każdy człowiek i jak ją wyczerpie, to mogiła. Dopiero partnera i to nie byle jakiego, ale swoją wielką, prawdziwą i jedyną miłość, należało uczynić odpowiedzialnym za zaistnienie orgazmów. Ktoś miał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki czy ręki sprawić, że dowiem się, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Ba, masturbacja miała spowodować, że przyzwyczaję się do jednego typu pieszczot i później tylko one będą gwarantem orgazmu. A jak nie będę miała orgazmu, to będzie znaczyło, że jestem dziwna. Ot, błędne koło.


Pewnego dnia, w czasach licealnych, na zajęciach z tak zwanego WDŻ (dobrze przygotowanego, co bywa wyjątkiem), usłyszałam kluczowe zdanie, które zapamiętałam, jak żadne inne: „Pamiętajcie, że same dla siebie jesteście najważniejsze, tak właśnie powinno być”. Dotarło do mnie wówczas, że nikt nie pozna mnie i moich potrzeb lepiej niż ja sama, nikt nie będzie bliżej mojego ciała i mojej seksualności, nikt nie zadba bardziej o moje bezpieczeństwo w tym aspekcie, dlatego wręcz powinnam zainteresować się sobą, bo to wszystko to JA. Jak więc miałam otworzyć się na seksualność drugiego człowieka, skoro na własną nie byłam otwarta? Nie twierdzę, że zmiana była natychmiastowa, dochodzenie do pewnych rzeczy często wiąże się z procesem. Efekty są jednak warte tej pracy.


Co nie zmienia faktu, że na swojej drodze mierzyłam się z całą masą innych seksualnych mitów, którymi pewnie wkrótce się podzielę, niejeden jeszcze przede mną. Mogę jednak powiedzieć, że seks bez orgazmu jest równie świetny, co ten z. I nie ma znaczenia – solo czy w duecie*.


* A zainteresowani mogą wybrać tercet, kwartet i każdą inną możliwą konfigurację – jeżeli tylko mają na to ochotę. Tak też będzie fajnie.




Jest to pierwszy tekst opublikowany w ramach konkursu z Lelo.


1079160_vector_arrow.jpgZobacz też:
Kobiecy orgazm - film

Przekonania kobiet na temat orgazmu

Przepraszam, że nie miałam orgazmu 

Orgazm i masturbacja. Raport Hite



 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 6)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12011.10.25, 09:18

kama
Kobiecy orgazm charakteryzuje się przede wszystkim tym, że każda z nas na drodze samopoznania uczy się go osiągać, mężczyzna może być w tym bardzo pomocny, ale koniec końców to kobieta odkrywa najlepsze sposoby stymulacji. Jak wiadomo praktyka czyni mistrza, więc nie ma na co czekać:):):)
# 22011.10.25, 09:31

Nat
@Kama, dokładnie tak! Ale myślę również, że należałoby więcej mówić i podkreślać, że kobiecy orgazm nie jest jeden - mamy ich całą paletę. Jak to kiedyś usłyszałam, od "czknięcia" po prawdziwie długotrwałe doznanie. Sama przez jakiś czas - również wynik funkcjonowania orgazmicznego mitu - myślałam, że "prawdziwy" orgazm to właśnie ten długi, głęboki, nie doceniając tych "czknięć" jako równie wyjątkowych i wartych uwagi.
# 32011.10.25, 10:18

Voca
Pani Nat, Pani chyba cytuje samą Betty Dodson! :)

# 42011.10.25, 10:49

Nat
Pani Voco, bardzo prawdopodobne! :)
# 52011.10.25, 11:47

kama
To jest zrozumiałe samo przez się, że nie zawsze ucztujemy, żyjemy dzięki drobniejszym posiłkom;)
# 62012.03.16, 17:00

karmo
bardzo mi się to podoba. zaraz myślę tak: bzykbzyk. wordpress. com/2 0 1 2 / 0 1 / 2 6 /kazda-kobieta-ma-prawo-do-orgazmu-i-powinna-zrobic-wszystko-by-go-osiagnac/ (zrobiłam spacje pomiędzy cyframi w linku)

podobne artykuły

Orgazmiczna joga. Polecam :)
Orgazmiczna joga. Czy jakieś zajęcia mogą się lepiej nazywać? Do końca nie wiem, co to jest, ale idę bez zastanowienia. Na miejscu okazuje się, że to był strzał w dziesiątkę, bo dawno już nie bawiłam się tak dobrze, jak na orgazmicznej jodze!
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Pierwsze nietypowe orgazmy
Głosem zdławionym przez rozkosz spytałam, czy wie, co mi robi. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie kochaliśmy się całą noc...
 
Miłość jest kobietą
Sądzę, że chyba nie ma kobiety, która choć raz nie pomyślałaby o innej przedstawicielce swojej płci z fascynacją, adoracją lub podziwem.
 

najnowsze artykuły

Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
seksualność kobiet » opowiadania
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 









zobacz też

„Szybki kurs pisania scenariuszy erotycznych dla kobiet”

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter