dział: orgazm

Do łóżka idę po orgazm

Nat Gru
dodano: 2012.02.08
Wiem, że mój orgazm nie jest potrzebny ludzkości. W końcu nie stanowi warunku poczęcia kolejnego człowieka i obywatela. Ale skoro wiem, że mogę go mieć, dlaczego miałabym go nie dostać?

Gdy zapytano mnie, czy szczytowanie jest dla mnie warunkiem udanego seksu, bez wahania odpowiedziałam: „nie”. Nie wiem, czy to dlatego, że pytał mężczyzna, z którym wówczas byłam. Do czego zmierzam? Sytuacja zupełnie odwraca się, kiedy rozmawiam z koleżankami o nowych podbojach. Wtedy zawsze pada: „Doszłaś?”. I nie ma to bynajmniej związku z wzajemnym ocenianiem zdolności do przeżywania orgazmu, ale... obgadanie poziomu starań partnera.


Jestem aktualnie na etapie nadrabiania zaległości lekturowych. Moje sakramentalne „nie” jest już niebywale oddalone w czasie od „dzisiaj”. A dzisiaj skończyłam czytać książkę Love and Orgasm Alexandra Lowena. Dlaczego po nią sięgnęłam? Po to, żeby przekonać się, czy autor jest tak wspaniały, jak go malują i, chyba przede wszystkim, aby obiecać sobie, że więcej nie prześpię się z zadeklarowanym lowenistą. Ów pytający mężczyzna, który w rzeczywistości nie chciał starać się o moje orgazmy i rąk do nich przykładać, nim był. Uzasadniając własne niedociągnięcia w techne sexualis, często powoływał się na autorytet tego specjalisty od bioenergetyki. Ja trochę wtedy zazdrościłam facetom prostszego mechanizmu szczytowania.


Lubię seks bez orgazmu, taki przecież się zdarza. Jeżeli doprecyzować, że lubię stosunki (rozumiane jako bycie penetrowaną) bez orgazmu, to dodam, że takie zdarzają mi się najczęściej. Nie lubię jednak programowego odrzucania przez mężczyzn podejmowania jakichkolwiek działań na rzecz kobiecego, a więc i mojego, szczytowania. Zwłaszcza, kiedy wiem, że jestem od niego tuż-tuż i chcę orgazmu tu i teraz, z tym właśnie partnerem. Lowen, niestety, w swoich poglądach na (hetero)seksualność jest trochę post-freudowską popłuczyną i kultywatorem androcentrycznego modelu współżycia, który zakłada dążenie do „najdojrzalszej” formy (cudzysłów znaczący) osiągania orgazmów (najlepiej równoczesnych) przez oboje partnerów podczas penetracji. Statystyki są jednak znane – kobiety niedoświadczające orgazmów w ten sposób to zdecydowana większość.


Autor Love and Orgasm wspomina o jednym ze swoich pacjentów, który własną przyjemność seksualną warunkował tym, czy udało mu się doprowadzić partnerkę do orgazmu. „Bardzo prawidłowo!” – przyklasnęłoby wiele kobiet, Lowen ma na ten temat inne zdanie. Jego komentarz do tego przypadku (tłumaczenie własne): Identyfikowanie się z odczuciami kobiety i „służenie” jej stanowi u mężczyzny nie tylko świadectwo postawy homoseksualnej, ale również świadczy o ogólnych słabościach w osobowości i postawie (s. 149). Dlatego też rzadko zaleca on swoim pacjentom stymulowanie łechtaczki podczas gry wstępnej czy stosunku (a na łechtaczce skupione są kobiety niedojrzałe, maskulinistyczne, karierowiczki, które najczęściej wybierają w seksie pozycje dominujące), bo uznaje to za zbyt obciążające mężczyzn. A już w ogóle niedopuszczalne jest pieszczenie partnerki po osiągnięciu orgazmu przez mężczyznę, bo zakłóca to jego uczucie spokoju, stanowiące swojego rodzaju nagrodę za wysiłek podczas samego aktu. Sama książka, choć napisana w 1966 roku, wciąż istnieje w obiegu, Lowen nadal jest autorem modnym. Momentami odnoszę wrażenie, że pomimo prac Iana Kernera i innych gloryfikatorów dbania o szczytowanie partnerki przed własnym, niewiele zmienia się w postrzeganiu kobiecego orgazmu. Podobne teorie odpowiadają bowiem kulturowemu paradygmatowi seksu. Szczytująca kobieta nie jest przecież potrzebna, by wypełnić podstawową misję zaludniania planety.


Kobieta, która żąda orgazmu (specjalnie nie piszę „prosi o”) nadal wydaje się dziwna. Kobietę, która udaje orgazmy pochwalnie klepie się po pleckach i mówi: „dobra kobieta, dobra!”. Przecież jej orgazm to uprzejmość, porównywalna z sąsiedzkim small-talkiem na klatce schodowej, nagroda dla partnera. Orgazm osiągany przy pomocy masturbacji – z użyciem gadżetów lub bez – komentowany jest jako „nieprawdziwy”.


Słyszałaś zapewne słynne sformułowanie: kobieta potrzebuje powodu, by uprawiać seks, mężczyzna – miejsca. Rozmawiałam kiedyś z koleżanką o jej seksualnej przygodzie. Zapytana o orgazm zaczęła tłumaczyć: „On się starał, wiesz, na wszystkie sposoby, ale to mnie krępuje, do tamtego nie jestem przekonana...” (pod „to” i „tamto” kryją się poszczególne praktyki). „Po co więc poszłaś z nim do łóżka?” – ciągnęłam. „Myślę, że chciałam poczuć się atrakcyjna” – odpowiedziała.


Ja tam idę do łóżka po orgazm. Wydaje mi się, że działa to tak, jak z chodzeniem na zakupy. Wychodzę i czasem wracam z pustą torbą. I nie znaczy to wcale, że w sklepie mi się nie podobało.


P. S. Odkryłam świetny gadżet dla par. Zrecenzuję go wkrótce... Z pewnością przed walentynkami.


Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 15)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12012.02.08, 18:55

WB
I w ten oto sposób dowiedziałem się, że to co najbardziej lubię, czyli zapewnienie mojej kobiecie odpowiednich warunków, bodźców i obdarzenie jej moim ciepłem, miłością i uwagą ku jej wielkiej satysfakcji, to "nie tylko świadectwo postawy homoseksualnej, ale również świadczy o ogólnych słabościach w osobowości i postawie ".

Hmmm, zawsze wydawało mi się, że moja postawa świadczy o mojej dojrzałości do brania na siebie odpowiedzialności za drugą osobę, do głębrzego przeżywania stosunku seksualnego niż tylko w kontekście urozmaiconej masturbacji (czyli aktu, w którym zależy nam tylko na naszej przyjemności).

Moja kobieta chyba do dzisiaj nie rozumie, że podczas naszego stosunku 60% satysfakcji czerpię z jej spełnienia a pozostałe 40% z mojego orgazmu. Ale to właśnie najlepiej tłumaczy, dlaczego seks z nią jest znacznie atrakcyjniejszy niż w pojedynkę ;-)
Pozdrawiam, WB
# 22012.02.08, 21:37

V
@WB - Nie wiem, skąd Pan Lowen czerpał swoją "mądrość", ale coś mi się tak wydaje, że świat zaludniony jest mężczyznami "o postawie homoseksualnej", którzy uwielbiają właśnie z kobietami chodzić do łóżka. :)

Moja satysfakcja w seksie to też 60 - jeśli nie więcej - procent z tego, że mojemu partnerowi jest dobrze. Chyba więc przyjmuję postawę lesbijską. :)
# 32012.02.08, 21:49

Nat
V, Ty masz wobec tego prawie idealną postawę żeńską, heteronormatywną. Gdybyś dla siebie zostawiała 1 procent przyjemności, byłabyś - wg Lowena - idealna. WB, cóż, lepiej dowiedzieć się teraz niż żyć w nieświadomości :) Sama procentów nie podam, bo to wielka zmienna, ale przyznam, że preferuję mężczyzn "homonormatywnych" w tej materii. Sto do zera dla nich w starciu z lowenistami.
# 42012.02.08, 22:22

rosa
"Identyfikowanie się z odczuciami kobiety i „służenie” jej stanowi u mężczyzny nie tylko świadectwo postawy homoseksualnej, ale również świadczy o ogólnych słabościach w osobowości i postawie"

Co za perelka! :D:D Dzieki Nat, ubaw na caly dzien!
# 52012.02.09, 10:56

WB
Ciekawe jest to, że inne książki Lowena cieszą się sporą popularnością i poważaniem. Chociaż z drugiej strony "dziadek" Freud również zrobił wiele dobrego w swojej dziedzinie, nawej jeśli czas zweryfikował niektóre z jego poglądów ;-)
# 62012.02.09, 13:11

Nat
Wiesz, WB, mnie ta popularność zaskakuje, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że Lowena poleca się w babskich magazynach, a przecież mizoginizm aż zeń kipi.
# 72012.02.09, 13:40

WB
Nat, dziękuję za odpowiedź do mojego komentarza. Niestety, jeszcze nie zgłębiałem się w lekturę jego książek, ale zainteresowało mnie określenie "mizoginizm" którego użyłaś (człowiek, nawet mężczyzna ;-), uczy się przez całe życie) więc aby również innym pomóc w zrozumieniu cytuję za Wikipedią:

Mizoginia lub mizoginizm (grec. μῖσος, misos – nienawiść, γυνή, gyne - kobieta) – nienawiść albo silne uprzedzenie w stosunku do płci żeńskiej. Często bywa też przyrównywany do antykobiecego seksizmu lub mizoandryzmu. Generalnie jest uważany za stosunek mężczyzny wobec kobiet, ale niewykluczona jest sytuacja, w której również kobieta może cechować się postawą mizoginistyczną.

A może tylko ja tego nie znałem. . .

pozdrawiam :)
# 82012.02.09, 13:49

V
A moim zdaniem jest homofobem oraz kryptogejem. :)
# 92012.02.09, 14:27

WB
Taka mnie naszła refleksja, że oburzamy się kiedy "ludzie z ulicy" obrzucają innych wulgarnymi określeniami w ramach swojej specyficznie pojmowanej "tolerancji", natomiast my, na łamach tego portalu robimy to samo przy pomocy "ładniejszych" określeń: "ten homofob!", "ten kryptogej!", "mizoginizm aż zeń kipi!". . . :-)

Pewnie wkładam kij w mrowisko, jednak warto się zastanowić, czy to, co robimy (lub zdarza nam się robić), nie jest podobnym mechanizmem tylko w tzw. "białych rękawiczkach". . .

A można przecież:
1. skupiać się na problemie a nie osobie
2. mówić/pisać o tym co JA czuję, myślę, uważam
3. starać się najpierw zrozumieć a potem starać się być zrozumianym
4. szanować prawo innych do własnego zdania

Nie piszę tego tylko w kontekście tego artykułu czy komentarzy do niego, tylko tak ogólnie. . .

Ktoś pewnie stwierdzi, że to FRAZESY, ktoś inny, że się CZEPIAM, inny że PROWOKUJĘ. . .

. . . a ja po prostu piszę to, co CZUJĘ i MYŚLĘ. Piszę o SOBIE :)

pozdrawiam
# 102012.02.09, 14:34

Nat
Lowen "leczył" z homoseksualizmu jako terapeuta, to taka ciekawostka. Ale robił to zanim Światowa Organizacja Zdrowia skreśliła homoseksualizm z listy chorób (73 r. ). Przyczyn homoseksualizmu upatrywał w pierwotnym konflikcie z matką i nieobecności figury ojca w życiu pacjentów oraz bycia ofiarą zachowań seksualno-przemocowych w okresie dorastania. Podpisywał się również pod opinią, że w stosunkach homoseksualnych zazwyczaj imaginuje się, że parter/partnerka jest mimo wszystko odmiennej płci. Ciekawie pisze również o lesbijkach - jako o kobietach, które chcą udowodnić, jak bardzo są facetami. A ich orgazmy, będące wynikiem seksu oralnego, komentuje jako infantylne. Wspomina też o jednej z pacjentek, która była sfrustrowana. . . brakiem penisa u partnerki. O, jakże żałuję, że tej książki nie wydano po polsku.
# 112012.02.09, 14:53

Nat
WB, JA sądzę, że mizoginizm należy piętnować, podobnie, jak zapiekłą homofobię. Tyle w tym temacie. Zwróć jednak uwagę na rozkład siły - kto rzuca homofobicznymi wyzwiskami na ulicy? A kto w białych rękawiczkach, w domowym zaciszu też sączy truciznę nienawiści dla nieheteronormatywnych orientacji seksualnych? Ale równie dobrze ma się ten proces w umacnianiu androcentrycznych wzorców, wg których kobieta jest niżej od mężczyzny, praktycznie we wszystkim. To nie są białe rękawiczki? Takie zachowania są charakterystyczne również dla kobiet, które nienawidzą innych kobiet - feministek. Nieraz słyszałam (nie pod moim adresem): "niech taka idzie popracować do kopalni, to jej się od razu manif odechce". Poza tym to, co skierowane na problem, to zaprzeczenie istnienia człowieka W TYM PROBLEMIE. Co wywołuje większe wrażenie? Informacje, że atakuje się na ulicy homoseksualnych mężczyzn czy fakt, że konkretny mężczyzna o nazwisku XY, który ma konkretną twarz, został zaatakowany i pobity? Pewnie nie masz podobnych odczuć, gdy stosuje się wobec OSOBY superlatywy, z nimi się nie dyskutuje. A tu nagle z negatywnych odczuć wobec kogoś nagle musimy się tłumaczyć.
# 122012.02.10, 17:25

Anne
Jeśli mogę zaproponować temat kolejnego artykułu, bardzo prosiłabym o parę akapitów o tym, czy kobieta może w ogóle nie miewać orgazmów. Ani łechtaczkowych, ani pochwowych, ani żadnych. Bo tak jest u mnie: co prawda jeszcze jestem dziewicą, tzn nie byłam penetrowana, ale mam doświadczenia w pettingu - no i w masturbacji próbowałam już chyba wszystkiego. Czasem jest trochę przyjemnie, czasem trochę bardziej, ale nigdy wyjątkowo. Z mediów mam sprzeczne informacje na ten temat. Czy można z natury nie mieć szans na orgazm, czy niektóre "dorastają" do niego później, czy to się leczy?
# 132012.02.10, 23:06

Nat
Anne, jeżeli czytasz po angielsku, polecam Ci ten oto link:
dodsonandross. com/sexfeature/first-time-orgasm
i życzę dobrej zabawy! Oczywiście, istnieją kobiety z tzw. anorgazmią, tutaj nie stwierdzimy czy Ty do nich należysz. . Jedno jest pewne - doświadczania orgazmów trzeba się po prostu nauczyć. Najpierw samodzielnie, bo nikt inny za Ciebie ich nie odkryje. Dlatego polecam lekturę dr Dodson :) A może już szczytujesz podczas masturbacji, a o tym nie wiesz - to też jest możliwe. Bardzo często dziewczyny, ale też dojrzałe kobiety, nie rozpoznają u siebie orgazmu właśnie dlatego, że są przekonane, że jeżeli on nadejdzie to rozstąpi się ziemia, wystrzelą fajerwerki i stracą przytomność na dziesięć minut. A paleta orgazmów jest naprawdę bardzo rozległa. . .
# 142013.10.15, 11:34

zeuska
ja dodatkowo ma żel libidizer ktorm smaruje łęchtaczkę i jak ją pieszcze to mam silniejszyu orgazm bardziej mi jest przyjemnie :)
# 152015.03.16, 21:53

Joola
Libidizer to świetny żel, często używam. Przegląd żeli intymnych jest na intymne. cba. pl

podobne artykuły

Orgazmiczna joga. Polecam :)
Orgazmiczna joga. Czy jakieś zajęcia mogą się lepiej nazywać? Do końca nie wiem, co to jest, ale idę bez zastanowienia. Na miejscu okazuje się, że to był strzał w dziesiątkę, bo dawno już nie bawiłam się tak dobrze, jak na orgazmicznej jodze!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 

najnowsze artykuły

To słowo na M
seksualność kobiet » masturbacja
To słowo na M
Nie, nie chodzi o ”M jak miłość”. Chodzi o tę rzekomo brzydką czynność, która z miłością może mieć mało wspólnego. Tak, M jak Masturbacja. Zwana inaczej autoerotyzmem, onanizmem czy samogwałtem (swoją drogą, czy to słowo nie insynuuje, że jest to gwałt, czyli coś wymuszonego?). Naznaczona taką ilością przesądów, tabu i niedopowiedzeń, że może lepiej zostawić ten temat i iść do domu?
 
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
komentarze (1)
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 









zobacz też

„Kobiety mnie przyjęły” - ceremonia pierwszej miesiączki

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter