dział: mówię: nie!

Moja ciąża to moja sprawa i żaden chłop nie będzie mi nic kazał

Dorota Kuklińska-Janiak
dodano: 2016.10.29
Nie widziałam nigdy w tamtej poczekalni kobiet, których ciąża była wynikiem „rozrywkowego” stylu życia.

kobieta-decyduje.jpg

„Czarne marsze” przetaczają się przez miasta i miasteczka Polski, a ja ciągle nie wierzę, że coś się zmieni w podejściu do tradycyjnej roli kobiety.

Jestem lekarzem i przez całe życie patrzę na zmagania kobiet z „tradycją”. Praktyki podyplomowe odpracowałam w powiatowym szpitalu na Kaszubach. Był to czas, kiedy aborcja była legalna do 12. tygodnia ciąży. Zabiegi były wykonywane w szpitalu codziennie. Ginekologami w naszym szpitalu byli wyłącznie mężczyźni.

W tym czasie prawdopodobnie praktykował już jako ginekolog dr Chazan – nie dziwię się, że ma do dziś tak głęboki uraz po tej „pracy”. Zabiegi wykonywali wszyscy ginekolodzy według grafika – nie było „klauzuli sumienia”. Jako stażystka wolałam rozmawiać z pacjentkami w poczekalni, niż asystować przy zabiegach, które były wykonywane po podaniu jedynie pyralginy, co nie uśmierzało bólu.

Do dziś pamiętam tamte kobiety; smutne, zmęczone, zawstydzone, biologicznie postarzałe, ale wolne w swoim postanowieniu. 

To zawsze były dla nich decyzje trudne, ale podejmowane w obronie poprzednich dzieci i w interesie całej rodziny. Mężczyźni nie mieli już nic do powiedzenia. Mąż, przyjaciel ani ksiądz „nie będzie przecież chodzić z brzuchem 9 miesięcy”- mówiły z siłą, którą dzisiaj kobietom chcą odebrać ustawodawcy. One wiedziały, że większość ojców właściwie nie chce tych dzieci. Chcieli mieć poddaną sobie kobietę, niewolnicę ciąż, domowych obowiązków i kolejnych dzieci. Istniała cicha umowa: mężczyzna robi, co chce, a kobieta może „poradzić sobie z problemem” - czasami łaskawcy dawali nawet pieniądze na „lepszy” zabieg. Tamte kobiety chętnie z nami (stażystkami) rozmawiały o swoim życiu, bo chciały się wytłumaczyć ze swoich decyzji, opowiedzieć o swoim własnym piekle. Lekarze ginekolodzy o nic nie pytali, nie rozmawiali z kobietami – nie było o czym. „Usługa” była państwowa, należała się i już! Wiele kobiet przychodziło na zabieg co dwa-trzy miesiące i to też nikogo nie obchodziło.

A za historią każdej z tych kobiet kryło się właśnie tradycyjne polskie piekło, w którym karty rozdawali mężczyźni. Mąż, przyjaciel lub przypadkowy „chętny” używali tych kobiet według swoich potrzeb, bez zaprzątania sobie głowy zabezpieczeniami.

Dlaczego się zgadzały?

Bo będzie ją podejrzewał, że już go nie kocha i nie chce jego dziecka (niektóre miały już 10-12 dzieci); bo pójdzie „na baby”, wyda pieniądze i przyniesie chorobę; bo to na przeprosiny; bo znowu przyszedł pijany, a ona nie chciała, żeby awantura obudziła dzieci; bo to jej ślubny obowiązek; bo chciała wierzyć, że ktoś ją pokochał od pierwszego wejrzenia i chce od niej dowodu miłości; bo ksiądz na spowiedzi powiedział, że nie wolno odmawiać; bo tak pokornie ulegały babki, siostry, sąsiadki i matka, która też miała 13 dzieci.

Zbierając wywiad lekarski od tych kobiet, dowiadywałam się, że gdyby nie aborcje, niektóre z nich miałyby w życiu tylko jedną – pierwszą – miesiączkę, potem już tylko „naturalna antykoncepcja”, czyli CIĄŻA! I tak do menopauzy, kiedy wpadki też się zdarzały, ale wtedy najczęściej kobiety przychodziły za późno – długo oszukiwały się, że to przekwitanie. Te tragedie były równie przejmujące. 

Kobiety, wycieńczone wieloma ciążami i obowiązkami rodzinnym ponad siły, często umierały w czasie ciąży lub porodu – nie było dla nich ratunku. Zostawały dzieci często już z własnymi dziećmi – koszmar! 


Nie widziałam nigdy w tamtej poczekalni kobiet, których ciąża była wynikiem „rozrywkowego” stylu życia. Profesjonalistki miały swoich ginekologów i w razie wypadku przy pracy prywatne zabiegi w pełnym komforcie. Miały też leki antykoncepcyjne niedostępne wtedy dla większości kobiet.

Czasy się zmieniają, ale bardzo powoli. Od mojego stażu minęło 40 lat. Jest kompromis aborcyjny – teoretyczny. Podziemie aborcyjne to oczywistość. Ktoś powie: kobiety są teraz bardziej wyzwolone, nie są już tak zależne od mężczyzn, od Kościoła, od tradycji. Czy na pewno? Czy kobiety w swoim heroizmie nie dodały sobie do tradycyjnej roli jeszcze pracy, nauki, kariery zawodowej? Czy mężczyźni przestali je traktować przedmiotowo? Dlaczego kobiety muszą walczyć o prawo do własnego ciała w "czarnych marszach"? Dlaczego muszą wyjeżdżać za granicę, żeby pokierować swoim życiem po swojemu?

Czytałam reportaż, w którym doświadczony polski ginekolog powiedział ze smutkiem o klinikach aborcyjnych w Niemczech: „Kobiety, które tu przyjeżdżają, nie boją się o swoje życie i zdrowie, boją się, żeby się nie dowiedział proboszcz i mąż”. Nadal kobiety są w tej trudnej życiowej sytuacji same i zaszczute, nawet jeżeli są wyzwolone, to wyłącznie do pracy i nowych obowiązków.

Dlaczego mężczyzna, który ma tylko kota, może bezkarnie powiedzieć, żeby kobiety rodziły „uszkodzone” dzieci? Bo to będzie przecież wina kobiety, że nie potrafiła urodzić zdrowego dziecka; niech cierpi i niech patrzy na cierpienie dziecka – tak chcą mężczyźni! 


A my co? Nadal ich „kochamy”, ubieramy się na czarno i „walczymy”! O co? Z kim? To przecież nasz kraj, nasze decyzje!

Myślę po latach, że tamte kaszubskie kobiety znalazły rozwiązanie - mówiły nam, młodym, naiwnym stażystkom: „Moja ciąża to moja sprawa i żaden chłop nie będzie mi nic kazał!”.

Zamiast na „czarnym marszu” chciałabym zobaczyć Polki kolorowe, roześmiane, wolne, zalotne, może nawet trochę frywolne i nieliczące się z tradycyjną rolą w tym piekle. Mężczyźni mogą sobie zatrzymać to piekło na wyłączność, za wszystkie grzechy, które popełnili, choć wydaje im się, że nikt o nich nie wie.

Artykuł pochodzi z Wysokich Obcasów

Zobacz też:
Usunęłam ciążę
„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji
Całkowita kontrola nad kobiecą seksualnością
Tajniki zmysłowego fellatio, czyli jak zrobić super laskę. Albo loda :P
 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

Aborcja była moją najlepszą życiową decyzją
Ciąża nie była wynikiem gwałtu, nie była zagrożona. Ale czuję, że zagrażała mi. Wiem, że moje życie by się całkowicie rozsypało, ja bym się rozsypała, wszystko, o co tak długo walczyłam, też by się rozsypało. W tamtym okresie byłabym naprawdę złą, nieradzącą sobie z dzieckiem i prawdopodobnie niekochającą matką z depresją.
 
Natalia Przybysz o aborcji
Chciałabym, żeby kobiety przemówiły swoim głosem. Żeby zaczęły mówić o tym doświadczeniu. Tak jak w latach 60. przemówiły Amerykanki. A potem w latach 70. Francuzki. To doświadczenie istnieje, jest częścią kobiecego życia. To indywidualna sprawa i każda kobieta powinna móc zadecydować o tym sama – czy chce urodzić, czy nie. A to, jak do tego potem podchodzimy, czy to był problem, czy nie, to też nasza sprawa – jakie ceremonie będziemy chciały odprawiać, by sobie z tym poradzić. To nie sprawa mężczyzn w rządzie i w Kościele.
 
„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji
Założę się, że gdyby mężczyźni – zamiast ciążowego brzucha – mieli np. status na fejsie typu „Adam jest w ciąży z Basią” (i ciekawe co na to jego żona), to „nielubienie prezerwatyw” nie byłoby tak popularne, a metoda „zdążę wyjąć” przyprawiałaby o palpitacje serca i nieprzespane noce nie tylko „rozhisteryzowane” kobiety. Sądzę też, że szybko okazałoby się, że prawo do aborcji Polsce nagle postrzegane jest jako prawo człowieka, a nie „mordowanie niewiniątek”, bo nagle stałoby się potrzebne mężczyznom.
 
Ceremonia szacunku dla kobiet, które miały aborcję
Jeśli ktoś jest permanentnie na polu walki, jeśli czerpie z tego wielką satysfakcję, to jego język, będąc projekcją takiego sposobu postrzegania rzeczywistości, pełen będzie słów takich, jak „morderczynie”, czy „zabójczynie”, bo przecież wiadomo, że pole walki służy zabijaniu.
 
Światowy Dzień Działania na rzecz Bezpiecznej i Legalnej Aborcji
28 września to Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Bezpiecznej i Legalnej Aborcji.
Pokaż solidarność z kobietami, którym odmawia się ich podstawowych praw.
 

najnowsze artykuły

Poród i masturbacja. Zamiast nacięcia krocza
seksualność kobiet » macierzyństwo
Poród i masturbacja. Zamiast nacięcia krocza
Dwie łyżeczki masła orzechowego? Mąż ssący Twoje sutki? A może Twoja przyjaciółka ssąca Twoje sutki? A może masturbacja? Czy to nie brzmi jak dobra impreza? Taniec, świece, masaże, muzyka, pieszczoty piersi i łechtaczki, głaskanie ciała, głęboki relaksujący oddech, wanna pełna ciepłej wody? A może jeszcze orgazm porodowy, który przenika Twoje ciało?
 
Poród. Podniecenie większe niż kiedykolwiek wcześniej
seksualność kobiet » macierzyństwo
Poród. Podniecenie większe niż kiedykolwiek wcześniej
Przyszły położne i pomogły mi głęboko oddychać w trakcie skurczów. Głęboki oddech zmniejszał ból. Intensywność skurczów wzrosła i nie byłam pewna, czy wytrzymam. Widząc moje przerażenie, Ina May zasugerowała, żebym w trakcie kolejnego skurczu pocałowała męża.
 
Seks bez prezerwatywy. Bliskość czy szaleństwo?
seksualność kobiet » seks
Seks bez prezerwatywy. Bliskość czy szaleństwo?
komentarze (1)
Bliskość, jedność, połączenie, oddanie! Niektórzy czują, że da się to osiągnąć jedynie w seksie bez prezerwatywy i w ogóle bez antykoncepcji.
 
Jak odmówić seksu partnerowi?
seksualność kobiet » mówię: nie!
Jak odmówić seksu partnerowi?
komentarze (2)
Nie uważam, że jeśli raz się zgodzisz bez przekonania, to będzie to miało straszne konsekwencje. Ale jeśli to jest utarty schemat i Twój partner lub Twoja partnerka nie wie, że robisz to na odwal i dla świętego spokoju - to sądzę, że ten schemat może zacząć mścić się albo na Twoim związku albo na Twoim życiu seksualnym.
 
Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
seksualność kobiet » wiadomości
Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
Wraz z Wiosną we Wrocławiu rozpoczyna się już piąta edycja popularnego cyklu spotkań-warsztatów dla mężczyzn i kobiet.
 







zobacz też

„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter