dział: moje ciało

Seksualność kobiety, czyli - jakby nie było - moja...

Mumrick
dodano: 2013.03.08
Pięć tysięcy dziwnych i całkowicie sprzecznych ze sobą skojarzeń.
Tyle wydarzeń, które dotknęły mnie na tyle głęboko, że, jakby nie było, to dzięki nim jestem taka, jaka jestem. I chyba mi z tym dobrze.
Z tym jaka jestem. Nie z wydarzeniami.
W końcu.


Wychowanie dużo „daje”. To niestety prawda. Przynajmniej w moim przypadku. W przypadku wyczekiwanej jedynaczki ze zbyt wysoko postawionymi poprzeczkami. Rodzice głęboko wierzący, więc i wychowali, próbowali właściwie, i mnie w tym duchu wychować. Seks po ślubie i tylko dla prokreacji. W ogóle – uświadamianie w okolicy trzeciej klasy podstawówki, gdzie „podwórko” już odwaliło kawał, niekoniecznie dobrej, roboty. I ten strach – a co jeśli mama się dowie, że ja wiem, że już o tym słyszałam?


Standardowo – seks był tematem tabu. Nie wyobrażam sobie, aby matka ciągała mnie po ginekologach celem zakupu tabletek, ale w całym tym uświadamianiu ani razu nie padło hasło o bezpiecznym seksie, o antykoncepcji, o przyjemności. Albo ja nie pamiętam, bo czas i wyrzuty sumienia spowodowane odczuwaniem cielesności to spowodowały.

Pierwszy raz. Zdecydowanie za wcześnie. Takie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Pamiętam jak kiedyś, przy obiedzie usłyszałam, że rodzice są dumni, że ich córka wciąż jest dziewicą.


Albo że nie powinnam używać tamponów, bo stracę dziewictwo.
I miałam zakaz golenia nóg. A pachy tylko pod nadzorem. Wczesna nastolatka nosząca w lato długie spodnie, bo wstyd. Bo maszynką nie, bo tylko jakieś kremy i pianki, bo się pozacinasz, bo to, bo tamto. Bo totalny brak zaufania nawet w tak prozaicznych czynnościach jak golenie.

Pierwszy związek seksualny był naprawdę paskudny. Nie byłam gotowa psychicznie. Łatwo dałam się stłamsić tamtemu człowiekowi. Zbyt łatwo i zbyt stłamsić. Za to, co mi robił - mam ochotę go zabić. Za to, że dałam to sobie robić - mam ochotę na siebie napluć, a dopiero potem się zabić. Albo chociaż napluć na niego i powiedzieć mu, jak bardzo nim teraz gardzę. I jak bardzo go nienawidzę. Zwłaszcza za moją niemoc, strach, uległość, której wcale nie chciałam.


Staram się o tym nie myśleć, staram się z tym pogodzić. Sama ze sobą się pogodzić. Wybaczyć sobie siebie. Bo jemu nie chcę wybaczać. Niech wie, że pamiętam.


A potem przerwa. Odpoczywałam od seksu. Zaczynałam od początku. Było fajnie, ale bez szaleństw. Bez fajerwerków. Gdzieś miałam blokadę. Kilka. Bo pamięć o tym, co mnie już dotknęło. Bo niemoralność. Bo cielesność. Bo zło.
Tłamsiłam to w sobie, nie umiałam cieszyć się z bliskości innej osoby.


Mówiłam już, że jestem Bi?

Nie od czasu tamtych złych wydarzeń. To nie wynik jakiejś traumy, czy niechęci do mężczyzn. Wcześniej. Tłumaczę to sobie tak, że po prostu jestem osobą, która jest w stanie pokochać każdego. Że to normalne.


Normalne, że dostaję niemal ślinotoku na widok niektórych kobiet.
Zresztą, kobiety działają na mnie o wiele bardziej niż mężczyźni.
Zwłaszcza wizualnie.


Śmieszna sprawa, bo zapoczątkował odblokowywanie mnie kolega, z którym trafiłam do łóżka.
Chciałam być tą, która odblokuje się sama, panią własnego losu, niezależną, takie tam jakie chciałam, ale nie umiałam, bałam się, schematy, normy, powinności.


A samo odblokowanie – byłam w bardzo złej kondycji psychicznej, autoironia tudzież autodopierdalanie działało 48 godzin na dobę, więc w początkowym stadium kluczowego momentu poinformowałam mego „partnera”, że mam niedogolone łydki.
Na co on zareagował niemal wzruszeniem ramion. Co z tego, że łydki? Bawmy się dobrze i chrzanić resztę.
I tyle.


Irracjonalny niemal początek „dzisiaj”.

Przypominam sobie jej piersi. Krótki dotyk i wszystkie włosy na moim ciele jeżą się, a prądy przebiegają na samo wspomnienie, na samą myśl o niej, o jej ciele.

Albo jak chciałam do niej iść z winem, z kwiatami, cokolwiek. A w jej obecności zapierało mi dech w piersiach i nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. I jeden jedyny nieskomentowany pocałunek.

Do dzisiaj patrzę na Ciebie z podziwem.

A na Ciebie z podziwem i pożądaniem.

A Ciebie czasem widuję z daleka.

Tyle mojego, fantazje, zachowane obrazy i wyobrażenia.

Ciężko się przestawić na odbieranie przyjemności. Na branie i dawanie. Gdzieś z tyłu głowy brzęczy przeświadczenie o tym, jak złe i przyziemne są uciechy cielesne. Płytkie. Zwłaszcza płytkie.

I jakie to złe, że to przyjemne. I jakie to płytkie, że przyjemność nie jest tylko w sferze duchowej.


Że umiem brać, że nauczyłam się, że to nie dla kogoś. Że to dla nas. I że nic nie muszę.

A teraz (nagle!) jest on. Kochamy się, pieprzymy, tulimy, uprawiamy seks, rżniemy, całujemy, dotykamy, pieścimy, miziamy, gryziemy, liżemy, ssiemy i śpimy wtuleni w siebie.

Nigdy nie umiałam się, aż tak otworzyć.
Ostatnie bariery usunęłam. Przestałam czuć się jak dziwka. Przestałam czuć się jak dziewczynka.
Pewnie coś jeszcze jest do zrobienia, zawsze jest.
Ale każdej osobie na świecie życzę takiego niewymuszonego zadowolenia z cielesności. Czegoś, nad czym nie trzeba się rozwodzić i rozpisywać. Bo jest. Jest! 

I oby to trwało.


Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo.

 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Pierwsze nietypowe orgazmy
Głosem zdławionym przez rozkosz spytałam, czy wie, co mi robi. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie kochaliśmy się całą noc...
 

najnowsze artykuły

Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
seksualność kobiet » opowiadania
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 
Spotkałam syna Królowej Śniegu
seksualność kobiet » kochanek / kochanka
Spotkałam syna Królowej Śniegu
komentarze (3)
Spotkałam Kaja, spotkałam syna Królowej Śniegu. Od lat usiłuję wydłubać mu z serca lodowy okruch zwierciadła. Na początku nasz seks był cudowny, wspanialszy, niż wszystko, co do tej pory mnie spotkało. Oddanie, komunia, dzikość serca, brutalność i nieskończona czułość splecione w jeden gest. A potem - lodowate milczenie, odpychanie.
 









zobacz też

„Kobiety mnie przyjęły” - ceremonia pierwszej miesiączki

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter