dział: miesiączka

Krew w lusterku

Maria Magdalena
dodano: 2012.08.24
Patrzę w lusterko. Płynie ze mnie krew. Czerwona, pięknie wygląda na wargach sromowych. Płynie sobie i spokojnie wsiąka w ręcznik. A ja patrzę zafascynowana, jak na mały pierwotny cud. Myślę, że wyglądam pięknie.

W książkach o kobiecej seksualności, w artykułach na temat kobiecych narządów płciowych i na kobiecych warsztatach można często spotkać sugestie, żeby obejrzeć sobie swoją waginę w lusterku, a jeśli się tego wcześniej nigdy nie robiło, to już absolutnie koniecznie. Ja siebie obejrzałam dokładnie na długo przed tym, zanim gdziekolwiek taką poradę znalazłam, jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna. Obejrzałam się, bo wydawało mi się, że z moją waginą jest coś nie tak, że tu za dużo, tam za mało i źle. Ale dziś nie będę tu piewcą cudownej różnorodności kobiecych narządów płciowych, bo już od dawna wiem, że moja wagina jest po prostu piękna, a dla mnie na pewno najpiękniejsza na świecie.


Przedwczoraj za to przyszło mi do głowy, że nigdy nie oglądałam swojej waginy podczas menstruacji. Nigdy, w ciągu ponad dziesięciu lat! Wiem, jak wygląda gdy jest zdrowa, chora, podniecona albo po orgazmie, a nie wiem, jak wygląda, gdy płynie z niej krew.


Usiadłam w łazience, naprzeciwko postawiłam lustro. Ręcznik pod tyłkiem miał raczej mnie chronić przed chłodem kafelków, niż kafelki przed moją krwią. No właśnie, krwią. Zachichotałam sama do siebie na myśl o tym, co właśnie robię. Koleżanki przewróciłyby się chyba z wrażenia, widząc mnie rozkraczoną przed lustrem, choć niektóre są przecież przyzwyczajone do mojej dziwnej fascynacji waginami. Ale fascynowanie się swoją krwią wypływającą spomiędzy nóg?


Pamiętam, że pierwszą miesiączkę dość ciężko odchorowałam psychicznie, i dużo czasu minęło, i dużo mojej pracy, by zmienić mój stosunek do menstruacji. Reklamy telewizyjne z błękitnym płynem wsiąkającym w podpaski i terror siany prze koleżanki „Czy aby nic mi nie widać??” nie pomogły. Ale udało się. Nie zostałam może wyznawczynią kultu świętej krwi miesięcznej, ale miesiączkę przyjmuję i akceptuję z miłością, jako część mojej wspaniałej kobiecej natury. Czasem nawet myślę, że ją lubię, i wtedy siebie też lubię bardziej.


***


- Nienawidzę mieć okresu! – słyszę głos koleżanki dobiegający z toalety, i myślę sobie, że po prostu nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Nienawidzi? Dlaczego? Jak można nienawidzić czegoś, co jest częścią ciebie i twojej natury? Przecież to trochę tak, jakbyś nienawidziła siebie. Wiem, że niektóre kobiety przechodzą okres ciężko. Że są obolałe, puchną. Ja nie, więc może „łatwo mi mówić”. A może jest odwrotnie. Może podczas okresu nic mnie nie boli, bo po prostu go przyjmuję, akceptuję, znajduję wtedy chwilę, żeby zwolnić, zebrać siły na nowo. I nie myślę o nim z obrzydzeniem czy nienawiścią, modląc się, żeby jak najszybciej minął. Nie utożsamiam okresu z czymś brudnym, niehigienicznym. A wiem, że wiele kobiet tak robi.


- Nie wyobrażam sobie uprawiać seksu z moją dziewczyną, jak ma okres – mój kolega lekko krzywi się nad kuflem piwa, a ja analizuję sens słów, które właśnie wypowiedział, i sensu nie znajduję, i z przerażeniem myślę, że jego nie rozumiem, a jej współczuję. Bo ja lubię seks podczas okresu. I nie miałam mężczyzny, który „nie wyobrażał sobie”. Po prostu z takim mężczyzną nigdy w życiu by do niczego nie doszło. Choć wiem, że są tacy mężczyźni. I są też kobiety, które seks podczas okresu uważają za niehigieniczną obrzydliwość, a swoich partnerów nie chcą skazywać na „pływanie we krwi” (cytat!). A ja żałuję, że tylko raz trafiłam na mężczyznę, który po prostu nie mógł się doczekać mojej miesiączki. Autentycznie go to fascynowało i podniecało. Niektórzy narzekają, że brudno, że uwalana pościel. A ja lubiłam rozkładać przed seksem białe prześcieradło i patrzeć potem na piękne, czerwone ślady. A raz wysmarowałam partnerowi tors krwią, i nie uważałam tego za dziwne czy obrzydliwe, on też nie. Przecież i tak potem poszliśmy się razem wykąpać.


***


Patrzę w lusterko. Płynie ze mnie krew. Czerwona, pięknie wygląda na wargach sromowych. Płynie sobie i spokojnie wsiąka w ręcznik. A ja patrzę zafascynowana, jak na mały pierwotny cud. Myślę, że wyglądam pięknie.


Ciebie też zachęcam, popatrz na siebie. Nawet, a może zwłaszcza, jeśli uważasz, że to obrzydliwe.


Zobacz też:

Seks w trakcie miesiączki - filmik, który zrobił "karierę" w necie :)

Ratunku, nie mam orgazmu!

Nasz darmowy e-book: Jak polubić miesiączkę?

O potworze-wibratorze


 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 22)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12012.08.25, 23:45

AwaS
Zgadzam się. Takie normalne, takie naturalne, a takie odkrywcze. Dzięki za ważne, mądre słowa.
# 22012.08.26, 14:25

Olga
"Jak można nienawidzić czegoś, co jest częścią ciebie i twojej natury?"

Zrozumiałabyś, gdybyś chodziła po ścianach i mdlała z bólu, biegała zmieniać podpaskę co godzinę, wstawała po 4 razy w nocy itp. Pierwsze 2-3 dni wyjęte z życia i tak co miesiąc.

Ale nadal nie rozumiesz, prawda?
# 32012.08.26, 20:24

Maria Magdalena
Olga - nie rozumiem, choć jestem w stanie sobie wyobrazić (zapewne tylko w niewielkiej części), jak to jest dla Ciebie trudne, przykre i uciążliwe - sama miałam w swoim życiu czas, gdy miesiączka wiązała się z wielkim bólem, mdłościami itd, choć Twoja sytuacja jest w porównaniu z moją trudniejsza. Jednak nienawiści do tego elementu swojej fizjologii nie rozumiem. Oczywiście jest wiele specyficznych sytuacji, gdy bardzo bolesne okresy są spowodowane np nieprawidłowościami w budowie narządów wewnętrznych, ale nawet wtedy nie rozumiem nienawiści, po prostu nienawiść do siebie w jakimkolwiek obszarze jest dla mnie - na obecnym etapie mojego życia, gdy wiele rzeczy przepracowałam - czymś niepojętym.

Tak jak napisałam - ja tak nie mam, więc, autocytując "może „łatwo mi mówić”. A może jest odwrotnie. Może podczas okresu nic mnie nie boli, bo po prostu go przyjmuję, akceptuję, znajduję wtedy chwilę, żeby zwolnić, zebrać siły na nowo. I nie myślę o nim z obrzydzeniem czy nienawiścią, modląc się, żeby jak najszybciej minął. ".

W uświadomieniu sobie zależności pomiędzy bólem miesiączkowym i PMS-em a podejściem do swojej cielesności, trybem życia i myślami na temat miesiączki i swojego ciała bardzo pomogły mi między innymi warsztaty "Czerwony namiot" prowadzone przez Natalię Miłuńską. Polecam wszystkim Kobietom zainteresowanym bardziej tą tematyką.
# 42012.08.26, 22:16

Aleksandra
Olga- a może wizyta u ginekologa byłaby dobrym pomysłem? Wiadomo, że okres może czasem sprawiać większy czy mniejszy dyskomfort, ale jeśli jest on aż tak ciężki do zniesienia to może być to wynik jakiejś nieprawidłowości.
Niektóre kobiety bardzo źle znoszą miesiączkę i uznają że taki to jest już ich ciężki los i nic im nie pomoże, a to nieprawda, bo po przebadaniu przez lekarza wychodzi na jaw że można takie ostre miesiączki wyleczyć (nie chodzi mi o połknięcie garści przeciwbólowych ;)).

Całe szczęście moje są dosyć łagodne i w zasadzie nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Na pewien sposób je lubię, gdyż masturbacja w te dni dostarcza mi więcej przyjemności niż normalnie :) Może kiedyś więc do takiej zabawy dołączę lusterko?. . .
# 52012.08.27, 13:24

Olga
"Może podczas okresu nic mnie nie boli, bo po prostu go przyjmuję, akceptuję, znajduję wtedy chwilę, żeby zwolnić, zebrać siły na nowo. I nie myślę o nim z obrzydzeniem czy nienawiścią, modląc się, żeby jak najszybciej minął. "

Akceptuję, nie mam wyjścia. Zwalniam, nie mam innej możliwości (rezygnacja z wychodzenia z domu, urlop w pracy). A przede wszystkim MODLĘ SIĘ, że by ten ból i nieustający potok krwi jak najszybciej minął. Uważasz, że jak powiem sobie "bólu, trwaj wiecznie!" to miesiączka przestanie boleć? Serio?

Co do ginekologów - byłam u wielu, nikt nie pomógł. Proponują leczenie w ciemno endometriozy (chociaż ani badania krwi ani USG jej nie wykazują) lub zajście w ciążę - "czasami po urodzeniu mija". Pozostaje mi więc tylko łykanie tabletek anty - dopiero 4 rodzaj tabletek zmniejszył ból z 3-4 dni na 1,5-2 oraz ilość połykanych tabletek przeciwbólowych trzykrotnie.

No tak, ale wystarczy że wmówię sobie "miesiączka jest fajna!" i wszystko minie. . .



PS: Pogońcie programistów do roboty, wypełnienie pól formularza znika po niepomyślnej walidacji.
# 62012.08.27, 18:43

Maria Magdalena
Olga - myślę, że się nie dogadamy w tej kwestii, bo nasze doświadczenia są po prostu zupełnie inne, podobnie jak np. podejście do kwestii psychosomatycznych. Życzę Ci, żeby jak najszybciej znalazł się sposób na Twoje trudne i bolesne okresy, trzymam kciuki za to, żebyś trafiła w końcu na jakiegoś fajnego, kompetentnego ginekologa lub inne rozwiązanie Twojego problemu. Pozdrawiam!
# 72012.08.29, 20:12

vic
Zgadzam się z Olgą w 100%. Nie wiem jak można TO lubić czy chcociażby akceptować.
# 82012.08.29, 22:41

MrJansjo
Maria Magdalena - a ja nie rozumiem, jak można nie rozumieć nienawiści do pewnego aspektu swej fizjologii - jeśli wywołuje objawy jakie opisuje Olga? I powoduje takie skutki?
Jestem facetem, miesiączek nie miewam :)
Ale jeśli COŚ powoduje, że przez kilka dni jestem wyłączony z życia, pracy, uwiązany w domu i tak zasadniczo to cierpię, to nie ma znaczenia czy sprawcą jest sznur, łańcuch, grypa, terrorysta czy - u kobiet - miesiączka, to u licha, człowiek ma prawo do negatywnych emocji i już. A jakby Olga napisała "nie znoszę, bardzo nie lubię, nie przepadam" to co, lepiej byłoby? Od którego momentu "nie rozumiałabyś"?
Moja żona dokładnie tak miała - jak Olga opisuje.
I to masakryczne "Urodzi pani, to przejdzie. Albo i nie". Co znaczy tyle co "nie mam pojęcia". Tyle ginekologia na ten temat.
A problem został rozwiązany przypadkiem. Plastry antykoncepcyjne.

Tak swoją drogą, to jakaś ideologia, że do wszystkiego mamy być pozytywnie nastawieni, bo nasze? Zgolone brody, odcięte włosy, paznokcie, spłukany pot, krew z ran. Bo ja wiem. . . menstruacyjna jest taka sama, metaliczna, niesmaczna. Estetyka krwi. . . jednych kręci, innych nie. Fetysze są różne. I nie wartościowałbym tego. ;-)
Estetyka - rzecz gustu.
# 92012.08.30, 09:19

Maria Magdalena
MrJansjo - trochę się poczułam zaatakowana, albo może po prostu źle zrozumiana, i nie wiem do końca jak mam odpowiedzieć… :)

Opisałam w tym tekście tylko swojej doświadczenia (bo niby czyje miałabym opisywać?) i moje spojrzenie na pewne sprawy. Tak jak mówiłam – wiem, że mam pewną łatwość podejścia do tematu, bo miesiączka nie wyłącza mnie z życia na trzy dni, i bardzo współczuję kobietom, które mają trudne, bolesne mieszaczki – patrzę na moją koleżankę, która ma podobny problem, i widzę, że cierpi, że jest jej ciężko w te dni. Nienawiści do okresu u niej nie widzę.

Twoje porównanie „sznur, łańcuch, grypa, terrorysta czy - u kobiet - miesiączka”do końca mnie nie przekonuje. Dla mnie po prostu nienawiść do siebie (nie do czynników zewnętrznych) w jakimkolwiek aspekcie jest strasznie wyniszczająca. Widzę czasem kobiety dookoła mnie, które nienawidzą swojej miesiączki, rozstępów na brzuchu, grubych ud, krótkich nóg, „brzydkiej” waginy czy trądziku – i widzę, że je to wyniszcza i męczy. Nie chodzi o brak prawa do nienawiści. Oczywiście, że człowiek ma prawo do negatywnych uczuć, bo jest człowiekiem. Uczucia rozumiem i przyjmuję, nie rozumiem natomiast czasami przyczyn tych uczuć – co nie zmienia faktu, że daję człowiekowi do tych uczuć prawo, choć nie rozumiem. Nie chodzi też o to, że mamy w sobie coś pokochać i spocząć na laurach – przestać to leczyć (np. bolesne miesiączki, choć akurat mi przychodzą do głowy przykłady z moim trądzikiem), czy przestać dbać o siebie. Ale dla mnie podejście do zmiany jest pewną filozofią: „Jestem W PORZĄDKU i mam prawo/mogę chcieć SIĘ ZMIENIĆ, zmienić coś we mnie”.

Nie chodzi tez o łapanie za słówka "nie lubię/nienawidzę" ani o ideologię, że do wszystkiego mamy być pozytywnie nastawieni, bo nasze. Nie mam fetyszu i gloryfikacji krwi, potu, obciętych paznokci i wydzielin, tylko dlatego, że są moje. Ale tez nie udaję, że nie miesiączkuję, nie pocę się, nie obcinam paznokci i nie defekuję :)

Uf, rozpisałam się. I przyłączam się do apelu Olgi – zróbcie coś, żeby po wpisaniu błędnego kodu weryfikacyjnego tekst nie znikał!
# 102012.08.30, 13:53

V
@Maria Magdalena - a control + Z nie działa na odzyskanie tekstu? Mi działa w operze.
# 112012.08.30, 14:51

c. a.
Jestem również z tych, którym "łatwo mówić". Okres zawsze przechodzę spokojnie, czasami zdarza mi się dyskomfort, ale nie wyłącza mnie to z życia. Chociaż kiedy zaakceptowałam fakt, że czerwone dni są częścią mnie i pełnią kobiecości, poprawił mi się humor i jestem bardziej radosna w te dni :) Jeżeli przed lub w czasie okresu jestem wredna, to bardziej dla tego, że wredna być lubię :)

Jednak bazując bardziej na przypadku przyjaciółki niż moim przychylam się do opinii, że naprawdę wystarczy zmienić podejście do tematu i dolegliwości mogą być mniejsze. Chociaż ona raczej poszła w stronę modlitwy i wiary, ale to wystarczyło, by przestała co miesiąc zwijać się z bólu i być bardziej do życia. :)

@Olga - mogę się mylić, ale nakręcanie się na problem i powtarzanie sobie za każdym razem przed miesiączką, że znowu będzie tragicznie raczej nie rozwiąże problemu. Jeżeli leki nie pomagają, zawsze można spróbować się wyciszyć, myśleć o czymś innym, pomedytować albo wręcz pokrzyczeć :) Spróbować nie zaszkodzi :) A odrobina akceptacji nie zabija :)
# 122012.09.16, 21:11

Asik
Ja mam tzw. "Rzeźnika" raz na kilka miesięcy (hormony nadal niestabilne, to i miesiączki różne bywają- raz 4 dni, raz 7, tak samo różny jest ból). W takie okresy 1 i 2 dzień to faktycznie dni wycięte z życiorysu- wymioty, omdlenia, biegunki, o bólu nie wspominam po prostu. Ale pozostałe dni- lubię. Nie czekam co miesiąc na "koszmar". Wiem, że może przyjść, tak samo jak przychodzi okropna grypa- nic na to nie poradzę (bo robię wiele, żeby być zdrowym, ale wirus i tak zazwyczaj prędzej czy później mnie dopada, nawet po zaszczepieniu się). To nie moja wina, to stan mojego organizmu, przykry, ale przejściowy. Sama teraz się dziwię, że tak to odczuwam, to wręcz nielogiczne. Ale tak o tym myślę- jestem kobieca. Może jestem masochistką? Albo męczenniczką? Lubię się nad sobą poużalać? Nie wiem. Ale sam fakt miesiączkowania lubię, lubię nawet lekkiego kaca, bo przypomina mi o imprezie do białego rana- dziwna jestem :D Nie brzydzę się krwi, fascynuje mnie fizjologia człowieka- może to dlatego.

Ale nie krytykuję nikogo, kto okresu nienawidzi, skoro sam okres do tego zmusza. Jak się ma cukrzycę to też się jej nie kocha, chociaż to jakaś cecha mojego ciała. Narzekać można tylko na kobiety, które nawet, jeśli je boli, to nienawidzą miesiączki tylko dlatego, że tak je nauczono. Że to brzydkie, niemiłe, okropne, biedne dziecko już musi przez to przechodzić.

# 132012.12.18, 00:40

mężatka
Myślę,że jest mały problem z interpretacją-Olga nie znosi bólu który jej towarzyszy podczas miesiączki a nie samej menstruacji. Nikt z nas nie lubi bólu,kiedy nas coś boli czujemy się chorzy bo zaburzony jest nasz dobrostan fizyczny-to całkiem naturalne. Być może gdyby miesiączka nie kojarzyła jej się tylko z totalnym bólem miała by ochotę spojrzeć na nią właśnie tak-odkrywczo. to tak samo jak by napisać-złamanie otwarte powinniśmy lubić bo to część nas. Bzdura. . . chyba że ktoś podał by nam końską dawkę morfiny-wtedy możemy oglądać z ciekawością. Ból psuje nam kobietom niestety i miesiączkę i porody-które przecież są czymś najpiękniejszym na świecie. Kiedy rodzimy-mimo że to nasza natura-nie oglądamy siebie w lusterku-mamy ochotę jak najszybciej wywalić z siebie to dziecko i przestać już cierpieć-dopiero potem zapominamy o bólu pod wpływem hormonów i cieszymy się maleństwem. Myślę,że gdyby porody nie bolały nas to chętnie byśmy je w lusterkach oglądały ale niestety-ból potrafi zniszczyć nawet nasz własny obraz kobiecości.
# 142012.12.18, 09:22

Rye
A nie uważacie, dziewczyny, że to troszkę popadanie ze skrajności w skrajność? Zupełnie rozumiem podejście autorki - w sensie mocnego "ale ja nie rozumiem" osób zdystansowanych i krytycznych do swojego ciała, bo sama siebie lubi. Zupełnie rozumiem też te właśnie osoby, bo można nie lubić swojego trądziku, można brzydzić się krwi, ale nadal żyć w zgodzie ze sobą (naprawdę!). Jestem kobietą, miesiączkuję jak Wy wszystkie, kiedyś łączyło to się dla mnie z jeżdżeniem do szpitala co miesiąc na zastrzyki rozkurczowe, dziś, po tabletkach, po prostu ciepłe okłady i jeden dzień leżenia w domu (na który nigdy szczególnie nie narzekałam). Ale dlaczego ma być to dla mnie dzień celebracji kobiecości? Krew jest naturalnie odbierana odpychająco, co jest ewolucyjnym, pozytywnym trickiem chroniącym nas od zakażeń (nie wsadzamy sobie palców w otwartą ranę). Seks podczas okresu? Nie, bo owszem, nie jest to higieniczne - już nie mówię o absolutnie jasnym ryzyku zakażenia HIV i żółtaczką, jeśli taka występuje (jestem przebadana i w stałym związku, więc mnie to nie dotyczy). Chodzi o to, że każdy facet - nawet jeśli tego przed Tobą nie przyzna, autorko - będzie miał w głowie bardzo niemiłe obrazy, kiedy zobaczy swojego zakrwawionego penisa. Sama kochałam się kiedyś podczas okresu regularnie i jakoś moje kochanie nigdy "nie patrzyło w dół". Nie dlatego, że nie szanuje mojej kobiecości, nie dlatego, że mu się nie podobam - dlatego, że widoki na dole przypominały bardziej poród i krwawą jatkę niż przyjemne zbliżenie. Mogę mu tego oszczędzić, bo bliskość i dbanie o mnie kiedy mam okres zupełnie mi wystarczy.
Menstruacja to po prostu fizjologia. Czy celebrujemy sikanie? Nie, chyba, że jesteśmy bardzo pijani i czekaliśmy w kolejce do toalety przez godzinę. Czy celebrujemy robienie kupy? Tylko na kacu ;) W ten sam sposób traktuję menstruację, ot, nieunikniona część życia, mojemu organizmowi się przydaje, więc dobrze. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy sądzą inaczej - i tych, co się tego brzydzą lub nienawidzą i tych, co to celebrują jak modlitwę, ale nie uważajcie (szczególnie ci drudzy) swojego zachowania jako normy. Trochę empatii. Są ludzie, którzy nie będą kochać siebie w tych dniach, a i tak są normalni, z dystansem i potrafią spojrzeć na siebie w lustro z uśmiechem. Koleżanki ma prawo boleć i mają prawo mówić, że tego nienawidzą i nic z tym nie robić, a jednocześnie pozostać w pełni uświadomionymi kobietami.
# 152012.12.18, 09:36

V
@Rye, piszesz: "Chodzi o to, że każdy facet - nawet jeśli tego przed Tobą nie przyzna, autorko - będzie miał w głowie bardzo niemiłe obrazy, kiedy zobaczy swojego zakrwawionego penisa. " I ja się teraz będę czepiać: a skąd Ty to wiesz? A może nasze doświadczenia świadczą Twojemu przekonaniu? A może spotyka się na swojej drodze podobnych sobie ludzi? Może wielu mężczyzn nie będzie patrzyło w dół - mówię może, bo zakładam, że może tak być, a nie dlatego, że sama takich spotkałam. Spotkałam też różne kobiety, takie które lubią kochać się w czasie okresu i które nie lubią.

Tak, temat miesiączki budzi skrajności. Bo to temat tabu.

Ale wracając do tego, jak zachowa się "każdy facet" - tego NIE WIEMY. Niektórzy moi kochankowie nie tylko "patrzyli w dół", ale wręcz byli zafascynowani krwią. Podobnie jak niektórzy przyjaciele. Czerwone prześcieradło, krew pod paznokciami, marzenie o tym, żeby kochać się z kobietą właśnie wtedy, kiedy ona ma okres - to norma w życiu wielu osób. Tak po prostu jest. Jedni lubią, inni nie. Osobiście nie chciałabym faceta, który "nie patrzy w dół" - więc mam takiego, co nie musi zamykać oczu, kiedy krwawię. I już. Kwestia wyboru. Więc - bez kategoryzacji. :) To, co się komu podoba, to kwestia gustu. Czy posuniemy się do tego, żeby powiedzieć: "Chodzi o to, że każdy facet - nawet jeśli tego przed Tobą nie przyzna, autorko - będzie słuchał Nirvany, rozmyślając o bardzo ponurych rzeczach, np. samobójstwie Cobaina"? Jeden lubi Nirvanę, a drugi Dodę - co do muzyki mamy trochę dystansu, a co do miesiaczki - nie.
# 162012.12.18, 13:11

Rye
To, o czym teraz piszesz, V, to wręcz encyklopedyczna definicja fetyszu. Fetysz nie jest oczywiście niczym złym, powiedzmy sobie szczerze - tak, jak niektórych facetów podniecają stopy, tak innych krew. Nie ma w tym nic dziwnego, ale to jest sprawa indywidualna i zdecydowanie więcej znajdzie się takich facetów, którzy swoje fantazje seksualne łączą z czymś innym. Oczywiście super jest, jeśli i partner, i partnerka mają podobne fetysze, obydwoje lubią krew i przez to spełniają się seksualnie. Ale nie jest to ani lepsze, ani gorsze od podniecania się stopami, koronkową bielizną czy gadżetami w łóżku.
Jedyne, do czego w moich komentarzach piję to kwestia dodawania zwykłej fizjologii niespotykanego mistycyzmu. Dla mnie to to samo, co tabu - skrajność. Stawiacie kobiety po dwóch stronach barykady - jedna połowa wstydzi się swojej kobiecości i siebie, a druga uważa, że miesiączka to boskie wręcz ukazanie kobiecości i coś niesamowicie głębokiego w warstwie mistycznej. Ja wam powiem - najwięcej kobiet jest pośrodku :)
# 172012.12.18, 13:41

V
@Rye - "stawiacie" - a kto stawia?

Każda mówi za siebie. Ty twierdzisz, że "każdy facet" i że "najwięcej jest kobiet po środku". Ale to tylko Twoje opinie, każdy mówi za siebie.

A poza tym - co jest złego w dodawaniu do zwykłej fizjologii mistycyzmu? Jeśli ktoś przeżywa coś mistycznego, to przeżywa, fizjologia mu tego nie zniszczy. Ja tam myślę, że to chyba fajnie, że chociaż niektóre z nas mają co miesiąc trochę mistycznych doświadczeń - ot tak, bez większego starania. Taki bonus. :)
# 182012.12.20, 13:49

Kornela
nudy :P
# 192012.12.20, 14:38

Marta
A ja uważam, że to jest zajebiste!
# 202013.01.19, 18:19

oto ja cała moi
A dla mnie pieprzona ciota jest niezwykle uciążliwa i nie mam zwyczaju ani ochoty zachwycać sie piekną krwia wyciekajacom mi z krocza bo zwykle zwijam sie w bólu a czasami nawet gorączce. . . czasami dostawałam tez sraczki i to wcale nie żart myslalam ze urodze własne jelita to przez skórczcze. . . raz nawet zygałam piana i byłam blada jak trup a temp ciała spadła mi do 35 stopni najmniej wtedy myslalam o seksie moj facet raczej tez . . . . . ale bywały tez miesiące kiedy okres dawał sie przezyc, a mojego Michała nie widziałam jakos dłuzej i wtedy jak sie spotykalismy to nawet okres nam nie przeszkadzał mi tez bo mialam mega org wiec własnie tylko tyle chciałam napisac :P
# 212013.01.20, 05:16

Clio
A ja się trochę zgadzam z Rye. . . Jeśli kobieta lubi miesiączkę, chce ją celebrować itd. - super, jej prawo. Tak samo jak inna kobieta, dla której okres to w istocie kilka dni wyjętych z życiorysu, ma prawo go nie znosić. I ja nie widzę powodów dla specjalnego gloryfikowania tej pierwszej postawy. Bardzo lubię siebie, swoje ciało, waginę, kobiecość, ale moje odczucia co do miesiączki są w najlepszym przypadku obojętne - i gdybym miała mieć wybór (abstrahując od aspektów biologicznych, płodności etc. ), to wolałabym jej nie mieć. Należę do grona tych szczęśliwych kobiet, które okresy przechodzą raczej bezboleśnie, w dodatku mój jest zwykle stosunkowo krótki i mało obfity, ale jednak zawsze wiąże się to z jakimś dyskomfortem i niedogodnością (w najlepszym przypadku ryzyko poplamienia bielizny, pościeli, konieczność zakupu środków higienicznych i częstszych wizyt w toalecie, w najgorszym dodatkowo szereg dolegliwości, o których pisały poprzedniczki). Co do seksu - ja sobie nie odmawiam, jeśli mam ochotę; partner zaś nie robi problemów, ale też nie zachwyca się ani moim zakrwawionym kroczem, ani swoim zakrwawionym penisem i szczerze mówiąc zdziwiłabym się, a może nawet zaniepokoiła, gdyby było inaczej. Widać ten mistycyzm jest nie dla mnie.
# 222013.10.22, 11:52

Ew
:)
Ciekawy temat.

Miesiączkę jako tako lubię i akceptuję, ale NIE AKCEPTUJĘ bólu towarzyszącego jej w pierwszych dniach. Jako, że podpaski, tampony i krew to rzecz neutralna, ale nie taka, na którą czekam dniami i nocami (o nie!), to niestety ból jest okropny. Nie jest on może tak bolesny, jak niektóre moje koleżanki, ale jestem osobą NIEODPORNĄ na JAKIKOLWIEK ból, dlatego mnie to męczy i denerwuje. Mogłabym się obyć bez tabletki, ale nie umiem. Dla mnie katar jest koszmarem, więc można sobie wyobrazić ból miesięczny (jak on wygląda). Tak więc podsumowując: zapewne KAŻDA z nas rozumie i akceptuje miesiączkę, ale PRAWIE WSZYSTKIE nienawidzimy towarzyszących jej objawów: bólu brzucha, wymiotów, biegunki etc.

podobne artykuły

Wydaję książkę!
”Bolało mnie tak, że nie mogłam pracować, chodzić, siedzieć ani stać, a teraz wiem, że mam okres, kiedy pojawia się krew”. Czy i Ty masz ochotę na taką zmianę? Na całkowite rozpuszczenie Twojego bólu? Wydaje Ci się to niemożliwe? A jednak wiele kobiet doznało tej zmiany i całkowicie uwolniły się od bólu miesiączki. Przeczytaj o wszystkich 7 powodach bólu i o sposobach rozpuszczania go. Zamów książkę już teraz!
 
Wspaniała książka od kobiet dla kobiet!
Droga kobieto,Jak się dziś czujesz?W którym miejscu swojego cyklu jesteś?Czy Twoje miesiączki przebiegają łagodnie i w zgodzie z Tobą czy towarzyszy im ból i napięcie?
 
Jak polubić / pokochać / zaakceptować swoje ciało? warsztat
Dzisiejszy świat wmawia nam, że aby zasłużyć na miłość, seks, związek albo pracę trzeba odpowiednio wyglądać. To nieprawda. Wygląd to sprawa wtórna. Prawo do szczęścia, miłości i seksu czy kariery ma każdy, kto żyje na tym świecie.
 
Niech płynie łagodnie, czyli miesiączka bez bólu
Relacje kobiet, które uzdrowiły swój ból, często zaczynają się od stwierdzenia: „Teraz wiem, że mam miesiączkę, kiedy widzę krew”. Zazwyczaj tym słowom towarzyszy uśmiech ulgi i zadowolenia – że tak może być. I ja bym właśnie tak chciała dla Ciebie: żebyś mogła przez Twoje krwawienie przejść lekko, radośnie, bez bólu. Wiem, że jest to możliwe. Wierzę, że jeśli teraz czytasz te słowa, to jesteś coraz bliżej znalezienia sposobu na ukojenie swojego bólu.
 
Uzdrawianie doświadczenia miesiączki i przygotowanie córek
Wiele kobiet, jak te, o których czytałaś w tym rozdziale rozdziale, uzdrowiło bolesne doświadczenie związane z menstruacją i zaczęto odzyskiwać należne nam dziedzictwo: cielesną i menstruacyjną mądrość. Czyniąc to, kobieta przekazuje następnemu pokoleniu bardziej pozytywny obraz ciała i lepszy kontakt z cielesnością. W ten sposób uwalnia siebie i inne kobiety od patriarchalnej degradacji kobiecości i zwiększa szansę uzdrowienia kobiecych cyklów.
 

najnowsze artykuły

Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
seksualność kobiet » opowiadania
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 
Spotkałam syna Królowej Śniegu
seksualność kobiet » kochanek / kochanka
Spotkałam syna Królowej Śniegu
komentarze (3)
Spotkałam Kaja, spotkałam syna Królowej Śniegu. Od lat usiłuję wydłubać mu z serca lodowy okruch zwierciadła. Na początku nasz seks był cudowny, wspanialszy, niż wszystko, co do tej pory mnie spotkało. Oddanie, komunia, dzikość serca, brutalność i nieskończona czułość splecione w jeden gest. A potem - lodowate milczenie, odpychanie.
 









zobacz też

”Głos dla ofiar” - pomóż wydać książkę o przemocy seksualnej!

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter