dział: masturbacja

Masturbacja – kierunek odwrotny

Sheila
dodano: 2014.07.06
W przeciągu ostatnich, powiedzmy, dwóch stuleci poglądy na kobiecą masturbację zmieniały się diametralnie. Kiedy dziś pisze się o niej, podkreśla się często jej „edukacyjny” charakter. To dzięki masturbacji młoda dziewczyna poznaje swoje ciało, uczy się sprawiania sobie rozkoszy, co stanowi podstawę do osiągania później orgazmu w kontaktach z partnerem. Jak miałaby nauczyć partnera, czego jej ciało potrzebuje, skoro sama wcześniej tego nie odkryła?

Czyta się też historie kobiet, które po latach niezbyt satysfakcjonującego seksu zaczynają eksperymentować z masturbacją i dzięki temu ich życie seksualne odżywa na nowo, rozkwita. Zaczynają dzielić się swoimi odkryciami z partnerem – jeśli nie z dotychczasowym, to z nowym. Dopiero samopoznanie siebie daje im taką przestrzeń i możliwości.


Po części to wszystko jest mi bliskie. A jednocześnie moje doświadczenia z masturbacją i seksem były odmienne – moja droga była w pewnym sensie odwrotna. Nie od masturbacji do seksu partnerskiego, a od seksu partnerskiego do masturbacji.


Owszem, pierwszy kontakt z mężczyzną był poprzedzony pewnymi doświadczeniami z własnym ciałem. Pamiętam, że gdy miałam jakieś 11 czy 12 lat chodziłyśmy z przyjaciółką na szkolne podwórko, gdzie stały wysokie metalowe słupki – wspinałyśmy się na nie, obejmując je nogami i zaciskając uda, co pobudzało okolice łechtaczki. Nazywałyśmy to „zabawą w uczucia” – bo to takie przyjemne uczucie było. Były też fantazje o obiektach platonicznych miłości z tamtego okresu.


Czasami dotykałam swojego ciała podczas tych fantazji – piersi, łona, pochwy. Nigdy jednak nie były to pieszczoty prowadzące do orgazmu. Nie pamiętam tego, ale podejrzewam, że nawet próbowałam uzyskać w ten sposób silniejsze pobudzenie, ale nic z tego nie wychodziło.


Kiedy miałam niespełna 16 lat, pojawił się ON. Pierwszy „chłopak”. W cudzysłowie, bo ów „chłopak” miał 25 lat. Niemal 10 lat starszy. Dorosły mężczyzna, doświadczony seksualnie. I dziewczynka. Co prawda wyglądająca na dorosłą, taka trochę „stara maleńka”, ale wciąż dziewczynka. Dla której cała sfera seksu znana była jedynie teoretycznie (choć na szczęście z mądrych książek, podsuwanych dyskretnie przez mamę). Zaczęło się więc odkrywanie. I był to cudowny okres – wszystko działo się powoli, w moim tempie. On prowadził, ale z dużą uważnością, bez najmniejszego popędzania, bez presji na więcej, niż byłam gotowa. A ponieważ z jednej strony chciałam coraz więcej, a z drugiej hamowały mnie zakazy religijne, na bardzo długi czas zatrzymaliśmy się na etapie pieszczot bez stosunku waginalnego.


W ten sposób powoli odkrywałam swoje ciało, uczyłam się go – ale nie sama, tylko z pomocą mężczyzny. To on prowadził, a jednocześnie ja miałam przestrzeń na eksperymentowanie. Po jakimś czasie nauczyliśmy się, jak doprowadzić mnie do orgazmu – wymagało to jednoczesnej stymulacji pochwy i łechtaczki. Kiedy próbowałam robić to sama, zupełnie nie wychodziło i bardzo szybko się zniechęcałam. Z nim wszystko było bardziej ekscytujące i prostsze zarazem.


Kiedy w końcu poszerzyliśmy repertuar o pełen stosunek, okazało się, że w odpowiedniej pozycji możliwa jest taka stymulacja łechtaczki, która pozwala mi na osiągnięcie orgazmu podczas penetracji. Metoda była prosta i sprawdzała się w 100%. Później odkryliśmy jeszcze jedną, już nieco bardziej „kapryśną”. Niemniej orgazm w trakcie stosunku miałam w zasadzie gwarantowany. Sprawiło to, że stopniowo pozostałe pieszczoty zostały ograniczone, repertuar się nieco zawęził.


Co jakiś czas przychodziła mi ochota na masturbację albo może nawet bardziej była to ciekawość. Jednak próby kończyły się znów niepowodzeniem, podczas gdy z nim wszystko było takie proste.


Kiedy wyjechałam na studia i związek funkcjonował na odległość, moja motywacja do nauczenia się, jak zaspokoić się samodzielnie, wzrosła. Zaczęło się nawet udawać. Ale ileż to wymagało harówki! Nieraz zresztą w tym „pocie czoła” po prostu traciłam ochotę. Łatwo było coś zepsuć, czasem wystarczała chwila nieodpowiedniej stymulacji, żeby napięcie opadło i nie chciało wrócić. Zdarzało się, że nagle nachodziło mnie podniecenie, coś wywoływało fantazje, stwierdzałam, że to jest dobry moment, żeby spróbować – ale gdy tylko od fantazji przechodziłam do dotykania się, podniecenie gdzieś się ulatniało. W efekcie bardzo rzadko podejmowałam masturbację.


Lata mijały, związek trwał, choć z różnymi burzami po drodze. Przyszedł moment, kiedy to ja miałam ochotę na eksperymentowanie, urozmaicanie współżycia, a on wypracował sobie „standard ISO”. I zrobiło się w sypialni nudno, choć niby nadal satysfakcjonująco. Zaczęłam szukać dla siebie inspiracji. Odkryłam między innymi, że wibrator nie musi wyglądać jak sztuczny penis. I zaczęła mi się marzyć taka zabawka. Pomyślałam, że może wibrator załatwi za mnie tę „harówkę” i w końcu będę się mogła masturbować. To marzenie drzemało sobie gdzieś w tle, aż przyszedł moment rozpadu związku. Zostałam sama i pomyślałam: „Tak, teraz chcę wibrator! Chcę coś dla siebie, dla podopieszczania się!”


Zaczęło się szukanie odpowiedniego modelu. Od razu zachwycił mnie pomysł wibratora typu rabbit, z dwiema wibrującymi końcówkami. Przecież to jest właśnie to, co tak niezawodnie sprawdzało się przy stosunkach – jednoczesna penetracja pochwy i stymulacja łechtaczki. Rzecz bardzo niewygodna przy masturbacji ręcznej, zważywszy na fakt, że potrzebowałam w takim wypadku osłonięcia łechtaczki bielizną (bezpośredni dotyk był zbyt drażniący i na dłuższą metę nie działał). „Króliczek” miał szansę sobie poradzić. I rzeczywiście – kiedy moje cudeńko dotarło (takie śliczne było!) już pierwsza próba zakończyła się cudownym orgazmem. Bez „harówki”.


Pamiętam doskonale to uczucie absolutnego zachwytu – samym orgazmem, faktem, że mogę go sobie zapewnić sama, nie potrzebuję do tego koniecznie mężczyzny ani nie muszę się umęczyć, nie ryzykuję, że podniecenie po drodze się ulotni. Ale był jeszcze jeden powód zachwytu – że tak dobrze wiedziałam, czego szukam, czego moje ciało potrzebuje. To nie był przypadkowy wybór modelu wibratora i nie był też przypadkowy wybór sposobu jego użycia. Sięgnęłam po to, co doskonale znałam z seksu z mężczyzną, przenosząc to po prostu na nową sytuację. Nawet powtarzam ruchy, jakie wykonuję podczas stosunku, bo okazuje się, że nie o samą stymulację zewnętrzną chodzi, ale i o mój własny ruch. Teraz mogę dalej eksperymentować, odkrywać, co jeszcze potrafi zdziałać "króliczek", jaka stymulacja jest przyjemna i skuteczna. Uczę się jego i uczę się siebie z nim. Podejrzewam jednak, że gdyby nie ta pewność, czego potrzebuję, początkom przygody z wibratorem towarzyszyłoby znacznie mniej entuzjazmu.


Przyszło mi do głowy, że to jest taka moja odwrotna droga. Wiele kobiet najpierw uczy się masturbacji, dzięki której wiedzą potem, czego potrzebują w seksie z partnerem czy partnerką. A jednocześnie seks z kimś jest dalszym ciągiem drogi, dalszym odkrywaniem – partnera i siebie samej z nim. Ja najpierw uczyłam się siebie z partnerem, dzięki czemu dowiedziałam się, czego potrzebuję w masturbacji. A teraz mogę dalej siebie w niej odkrywać. Myślę, że ważniejsze od kolejności jest to, by mieć taki czas, kiedy można swobodnie i we własnym tempie poznawać swoje ciało, swoje reakcje, eksperymentować – to jest najlepszym fundamentem. Można to robić samemu, można z kimś, nie musi to być masturbacja. W większości przypadków zapewne łatwiej o sprzyjające warunki, gdy młoda dziewczyna jest sama ze sobą niż z partnerem, którego dopiero poznaje. Ale u mnie akurat wyszło – odwrotnie. Jak wiele rzeczy w moim życiu. Ale to już inna opowieść...


Artykuł ukazał się w ramach gorącego konkursuTy też weź udział w konkursie i wygraj ekskluzywny gadżet erotyczny! Zabawa trwa do 13 lipca 2014.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 6)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12014.07.07, 07:55

Marta
Ah! Jak cudownie jest czytać zachwyt kobiety nas samą sobą i przyjemnością, którą może sobie dać. : * Każda droga, aby do tego dojść, jest dobra!
# 22014.07.17, 23:21

facet
A ja wcale nie jestem zachwycony. Trochę smutno się czyta że dziewczyna próbuje nauczyć się masturbować. . .
Wolałbym żeby kobiety zamiast wibratorów brały sobie mężczyzn. Orgazm ten sam, a jeszcze dodatkowo facet uszczęśliwiony.
# 32014.07.18, 08:39

Voca
@Facet - to płacz, rozdzieraj szaty i zgrzytaj zębami, bo dziewczyna się masturbuje. Tylko nie mów, że wszystkim smutno, bo jej wesoło.
# 42014.07.21, 09:33

Vladimir
A mnie podnieca widok masturbującej się kobiety. Wielokrotnie namawiałem żonę aby robiła to przy mnie :)
# 52014.07.25, 09:20

Gość
Masturbacja jest fizycznym zaspokojeniem i niczym więcej. Seks z prostytutką, z samym sobą czy przygodnie spotkaną kobietą po pijaku. Wszystko to onanizm. Bez emocjonalnej więzi to i pies kota wychrobota. Z kochaną kobietą na zasadzie dawać a nie tylko brać, to inna bajka, ale coraz mniej ludzi wie co to miłość.
# 62014.07.25, 22:42

V
@Gościu - bla bla bla. Masturbacja może być kosmiczną podróżą po odcieniach ekstazy, może być medytacją, może być czystą miłością. Może, o ile ktoś jest w stanie do tego dojść. Jak nie umie, to niewiele będzie wiedział o masturbacji. :)

podobne artykuły

Orgazmiczna joga. Polecam :)
Orgazmiczna joga. Czy jakieś zajęcia mogą się lepiej nazywać? Do końca nie wiem, co to jest, ale idę bez zastanowienia. Na miejscu okazuje się, że to był strzał w dziesiątkę, bo dawno już nie bawiłam się tak dobrze, jak na orgazmicznej jodze!
 
To słowo na M
Nie, nie chodzi o ”M jak miłość”. Chodzi o tę rzekomo brzydką czynność, która z miłością może mieć mało wspólnego. Tak, M jak Masturbacja. Zwana inaczej autoerotyzmem, onanizmem czy samogwałtem (swoją drogą, czy to słowo nie insynuuje, że jest to gwałt, czyli coś wymuszonego?). Naznaczona taką ilością przesądów, tabu i niedopowiedzeń, że może lepiej zostawić ten temat i iść do domu?
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Pierwsze nietypowe orgazmy
Głosem zdławionym przez rozkosz spytałam, czy wie, co mi robi. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie kochaliśmy się całą noc...
 

najnowsze artykuły

Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
seksualność kobiet » wiadomości
Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
Wraz z Wiosną we Wrocławiu rozpoczyna się już piąta edycja popularnego cyklu spotkań-warsztatów dla mężczyzn i kobiet.
 
Jak mam pragnąć męża, który o mnie nie dba? Frustracja kontra rodzina
seksualność kobiet » seks
Jak mam pragnąć męża, który o mnie nie dba? Frustracja kontra rodzina
Pamiętam naszą pierwszą noc. Kochaliśmy się osiem godzin. Potem nieraz o tym myślałam. Dlaczego facet potrafi najpierw kochać cię osiem godzin, kłaść ci głowę na brzuchu, pieścić twoje piersi, robić ci dobrze ustami przez godzinę, a potem to wszystko mija.
 
O komunikacji w seksie. Voca w radiu RAM
seksualność kobiet » seks
O komunikacji w seksie. Voca w radiu RAM
Jak skomunikować się z partnerem czy partnerką w seksie i w związku? Jak udzielać sobie informacji zwrotnej? Jak mówić o swoich uczuciach i fantazjach? O tym właśnie rozmawiamy w Misji na Marsa w Radiu RAM. Przepytają mnie Marcin Furmański i Krzysztof Janoś. Dziękuję za wspólną podróż!
 
Bądź bardziej kobieca, ukryj swój okres!
seksualność kobiet » miesiączka
Bądź bardziej kobieca, ukryj swój okres!
Babeczki, bądźcie bardziej kobiece, schowajcie swój okres - mówi nam kultura. Mówi to ustami osób każdej płci. Co świetnie widać na filmiku Skit Box ”I got tha flow”. Ale kobiety z tego wideo chcą być sobą, nie stosować się do norm społecznych za wszelką cenę i - właśnie - nie ukrywać swojej kobiecości.
 
Czułość i seks – czego tak naprawdę pragniesz?
seksualność kobiet » seks
Czułość i seks – czego tak naprawdę pragniesz?
Pod rozległym pojęciem seksu mieści się też niedostrzeżona jako odrębny impuls potrzeba bycia obejmowanym, otaczanym troską innej osoby, niańczonym i zapewnianym o miłości nie dlatego, że przyniosło się do domu pensję czy upiekło placek, ale po prostu dlatego, że się istnieje.
 








zobacz też

”Voca i Karo o seksie gadajo”: Like a virgin

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter