dział: macierzyństwo

Poronienie

Magda
dodano: 2017.11.04
Gdyby nie te dzieci, nie dowiedziałabym się o sobie tylu rzeczy. O swoim związku. O przyjaciołach. O najstarszym dziecku. O rodzinie. O świecie.
Jestem silną kobietą. Jestem najwłaściwsza mamą dla moich dzieci. Jestem wrażliwym, czułym i troskliwym człowiekiem. Jestem mądra.


matka.jpg

30.10.2017. Pierwsze ślady krwawienia. I cofnięte łzy. Nie będę się nad sobą użalać teraz, bo... Bo śmierć tego dziecka już przeżyłam, i kiedy przychodzi do mnie fala szlochu, to się nią zalewam, i wiem, że to niewypowiedziany żal, smutek, strach i pustka pod sercem... 

A teraz czekałam na oczyszczenie siebie. Na to, aż okaże się, że mój organizm, moje ciało, działa prawidłowo. Dałam sobie prawo, aby nie ingerować w swoje ciało chemicznymi środkami przyspieszającymi usunięcie zmarłego dziecka. Dałam sobie prawo do tego, aby siebie w tym wszystkim potraktować dobrze. W zeszłym roku, kiedy żegnałam się z maleństwem, również myślałam, że biorę tabletki, aby sobie zapewnić zdrowie... Tak, wtedy bardziej psychiczne, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że mogłabym, nie wiadomo ile dni i nocy (a w przypadku oczekiwania, każda chwila ma znaczenie), nosić w sobie umarłe dziecko... Czułam się jak grób.

Teraz wiem, że to moje ciało nie należało do ciąży, ono tą ciążę podtrzymywało dopóki była taka potrzeba. Tam, w mojej macicy nie ma już dziecka, dusza dziecka hula w przestworzach, a ja ani nie jestem grobem, ani nie jestem w grobie. Ja żyję i czekam na cud ponownego oczyszczenia, zgodnie z moim zegarem hormonalnym.

Wiara w to, że to dusza wybiera sobie rodziców i schodzi na ziemię po to, aby przeżyć swoje, a przy okazji ci, co się z nią stykają, mają szanse przeżyć swoje, pomaga mi w życiu podczas drugiego rozstania się z dzieckiem we wczesnej fazie ciąży.

Staram się dzięki temu nie wariować i nie myśleć o tym,  jakie to dziecko by było, co bym z nim robiła, jak by wyglądało... Nie, to dziecko było jakie było. W tym roku mierzyło 9 mm, gilgotało mnie dwa razy, jak motylek swoimi skrzydełkami, i miało na imię Julek/Julka. Zeszłoroczne było większe, dało nam o sobie znać w ostatnim tygodniu października, a odeszło 1 listopada, miało na imię Tymek/Tymka. Kocham je takie, jakimi były fizycznie, i takie jakie były duchowo. Dzięki nim zdarzyło się wiele dobrego.  I dzięki ich przyjściu, i dzięki ich odejściu. 

Po pierwsze i najważniejsze, umocniliśmy nasz związek, z ojcem tych dzieci. Było nam trudno przez to przejść. W zeszłym roku szalałam z bólu, a on trwał przy mnie. Kiedy on upadał, ja trwałam. Byliśmy razem. Nasza intymna relacja nabrała innych barw, byliśmy jeszcze bliżej niż przedtem, choć wydawało się, że bliżej już nie można.

Może ktoś pomyśli, że zwariowałam, ale w tym roku "coś" uratowało dom, w którym mieszkamy, przed pożarem, a potem spowodowało, że zachciało mi się żyć. I jestem wdzięczna obojgu moim dzieciom, za to, że nie pozwoliły mi leżeć ze sobą w grobie, że kopnęły mnie w zadnią część mojego szanownego ciała, aż wyleciałam ponad ziemię i, na szczęście miękko, wylądowałam na jej powierzchni. Dlatego mimo że oczekiwałam na naturalne poronienie, kiedy zachciało mi się kochać z moim fantastycznym mężem (okazał się fantastyczny znów, kiedy wróciłam do żywych), po prostu to zrobiłam, a potem znów, i znów, i znów. Miałam tak długą przerwę, chowając się w depresję i do grobu (powtarzam się, wiem, ale podkreślając to słowo chcę pokazać, jak głęboko się zakopałam za życia), że okazało się, że pragnę męża codziennie. I kiedy tylko byliśmy sami, czułam, że tak, teraz, natychmiast!

Nie mam intencji, aby kogokolwiek namawiać do wejścia na moją drogę, bo każda z nas przechodzi to inaczej. Dowodem na to jest to, co myślałam w zeszłym roku, a co z kolei było ważne teraz.
Jedyne, o co mi chodzi, to, żeby starać sie w tym wszystkim wybierać według siebie, dbać o siebie, dać się w zaufaniu prowadzić sile wyższej, ona wie co dla nas najlepsze.

Wiem, co to znaczy czuć potworny ból po stracie. Wiem, jak to jest wyć z tego bólu i nie mieć już łez, aby opłakiwać śmierć. Wiem, jak to jest obwiniać i siebie, i partnera, i świat. Wiem, jak to jest pragnąć udowodnić partnerowi, że jest się nadal sprawną kochanką, i mimo świeżego poronienia i krwawienia, łamiąc siebie, oddawać się mu z jakimś dzikim zapamiętaniem, nie mówić mu o tym, że jest mi tak cholernie źle... Wiem, z czym wiąże się informowanie innych, którzy też czekali na to maleństwo, o tym, że ... wiecie, o czym... Wiem, jak to jest pić i palić do utraty przytomności, żeby nie czuć, jak bardzo boli. Wiem to.

Wiem też, jak to jest się z tym pogodzić wbrew ludzkiej logice. Wiem, jak to jest nie zatracić się w szaleństwie rozpaczy. Wiem, jak można uczciwie wobec siebie starać się przeżyć wszelkie uczucia, które pojawiają się w związku z sytuacją.
Te dwie formy (a myślę sobie, że jest ich więcej na całym świecie), są w porządku. Są moje. I to ja, moja osoba nadała ich przeżywaniu treść.

Gdyby nie te dzieci, nie dowiedziałabym się o sobie tylu rzeczy. O swoim związku. O przyjaciołach. O najstarszym dziecku. O rodzinie. O świecie.
Jestem silną kobietą. Jestem najwłaściwsza mamą dla moich dzieci. Jestem wrażliwym, czułym i troskliwym człowiekiem. Jestem mądra. 

Moje dzieci zawsze będą w moim sercu, zostały uznane i włączone do systemu rodzinnego. Jednak nie będę już leżała z nimi w grobie.

Będę starała się żyć. Według siebie. Ale żyć. Robić różne rzeczy, nie czekając na to, aż jakieś specjalne warunki zostaną  spełnione, aby te rzeczy robić. Nie będę już czekać.
Dlatego piszę. Czekałam, już wystarczająco długo.

 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

Jak się zmienia ciało po porodzie?
Słyszałaś Agnieszkę Chylińską u Wojewódzkiego? Rozklapiocha? To chyba jedyny kobiecy głos „z telewizora”, jaki słyszałam na ten temat. I jestem za niego Agnieszce Chylińskiej bardzo wdzięczna. Chociaż wiem, że inne kobiety nie cierpią tego słowa i tego, że powiedziała o swojej waginie w taki bezceremonialny niedelikatny sposób. I że ktoś w ogóle to na głos powiedział – że rozklapiocha. Bo przecież nie zawsze tak jest! Bo przecież ta joni się obkurcza. Wraca do rozmiarów sprzed ciąży.
 
Jak wrócić do satysfakcjonującego życia seksualnego po porodzie?
Powrót do satysfakcjonującego życia seksualnego po narodzinach dziecka może być bułką z masłem, ale może również okazać się nie lada wyzwaniem.
 
„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji
Założę się, że gdyby mężczyźni – zamiast ciążowego brzucha – mieli np. status na fejsie typu „Adam jest w ciąży z Basią” (i ciekawe co na to jego żona), to „nielubienie prezerwatyw” nie byłoby tak popularne, a metoda „zdążę wyjąć” przyprawiałaby o palpitacje serca i nieprzespane noce nie tylko „rozhisteryzowane” kobiety. Sądzę też, że szybko okazałoby się, że prawo do aborcji Polsce nagle postrzegane jest jako prawo człowieka, a nie „mordowanie niewiniątek”, bo nagle stałoby się potrzebne mężczyznom.
 
W pracy regularnie spotykam się z Boginiami
Moje klientki są tak samo różne, jak ich porody. Kto wybiera doulę? Często te kobiety, które już rodziły i wiedzą, że towarzystwo i wsparcie naprawdę się przydaje. Czasem do porodu idzie się z myślą, że „dam sobie radę”, „gatunek nie wyginął” itp. Często to słyszę. A potem przychodzi rzeczywistość porodu i okazuje się, że jednak czegoś brakuje, że jednak można było się przygotować, bardziej o siebie zadbać.
 
Usunęłam ciążę
Przerwałam ciążę. I nie mam traumy. A nawet wyrzutów sumienia. Nie jestem nastolatką, ani nikt mnie nie zgwałcił.
 

najnowsze artykuły

Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie
seksualność kobiet » moje ciało
Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie
Wyobraź sobie Polkę, która patrzy w lustro i uśmiecha się do siebie. Ona siebie lubi, naprawdę lubi! Nie kwęka, że wygląda jak zombie, ani nie szuka potwierdzenia swojego piękna na zewnątrz.
 
Kurs Akceptacji Ciała. 5-tyg. podróż do serca samoakceptacji
seksualność kobiet » wiadomości
Kurs Akceptacji Ciała. 5-tyg. podróż do serca samoakceptacji
Chcesz się poczuć dobrze w swoim ciele? Rozgościć się w sobie i cieszyć się sobą? Nabrać większej pewności siebie w życiu i sypialni? Zapisz się na Kurs Akceptacji Ciała – to 5-tygodniowa przygoda pełna miłości.
 
Sekretnik kobiecej waginy. Przeczytaj mój ebook!
seksualność kobiet » artykuły
Sekretnik kobiecej waginy. Przeczytaj mój ebook!
Sekretnik Kobiecej Waginy to zupełnie inny przewodnik po życiu seksualnym dla mężczyzn i kobiet. Nie znajdziesz takiego w sklepach. Studiuję seksualność od jest strony praktycznej i wiem, co Was najczęściej interesuje. O tym piszę. Bez ogródek. Bez owijania w bawełnę. Konkretnie i prosto. I prosto z serca.
 
Poronienie
seksualność kobiet » macierzyństwo
Poronienie
Gdyby nie te dzieci, nie dowiedziałabym się o sobie tylu rzeczy. O swoim związku. O przyjaciołach. O najstarszym dziecku. O rodzinie. O świecie.
Jestem silną kobietą. Jestem najwłaściwsza mamą dla moich dzieci. Jestem wrażliwym, czułym i troskliwym człowiekiem. Jestem mądra.
 
„Świadomość seksualna - na co mi to?” - nasz matronat
seksualność kobiet » wiadomości
„Świadomość seksualna - na co mi to?” - nasz matronat
Dlaczego kwestia świadomości seksualnej wywołuje tyle emocji, a nawet frustracji?
Jak można podnieść poziom własnej świadomości seksualnej?
 











zobacz też

”Sklepy cynamonowe” - Tłuja na śmietniku

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter