dział: literatura

Kobiecość mimo wszystko

Voca Ilnicka
dodano: 2014.10.03
„Mam na imię Ania” to książka, którą przeczytałam jednym tchem, mimo że historia życia Anny Grodzkiej nie była mi nieznana. Ale i tak nie mogłam oderwać się od kolejnych stron opisujących wrażliwą, czułą, kochającą bohaterkę, która przez ponad 50 lat zmagała się z twardą rzeczywistością, aby zrealizować swoje marzenie – o byciu sobą.


Mam na imię Ania - wciągająca, kolorowa opowieść o życiu niezwykłej kobiety
Książka wciągająca, ciekawa i optymistyczna, chociaż są w niej fragmenty, przy których czułam rozdzierający ból. Dziś Anna Grodzka jest znaną parlamentarzystką, ale przez lata Ani nie było. Była tylko szmaciana lalka, pudełko kobiecych skarbów zamkniętych w szafie i ból; brak zrozumienia, odrzucenie, kpiny, ból, marzenia, złudzenia, próby... A jednak książka zaczyna się od stwierdzenia „miałam dobre życie”.

Historia Ani to dość typowa-nietypowa historia osoby transpłciowej. Chwileczkę, napisałam „typowa”? Ależ... dla ilu z nas jakakolwiek historia osoby trans jest typowa? Ta opowieść to wejście w zupełnie inny, nieznany świat, do którego nikt nie ma dostępu... Świat, którego nikt nie potrafi sobie nawet wyobrazić, bo chociaż taki zwykły, jest to też świat straszny. Narratorka opisuje go jako pozbawiony powietrza - wszystko jest w nim tak jak na co dzień: ludzie, sprzęty, kwiaty, słońce. Z tą różnicą, że nie można w nim oddychać...


Historia jest typowa o tyle, że bohaterka „popełniła” wiele typowych błędów, które popełnia większość osób trans. M.in. myślała, że jest zboczeńcem, dziwadłem, ostatecznie: osobą chorą, którą trzeba leczyć. Sądziła, że ze swojej „przypadłości” jest w stanie „wyleczyć się” siłą woli i perfekcyjnym odgrywaniem roli mężczyzny. Sądziła, że „wyleczy ją miłość” i nawet przed ukochaną osobą ukrywała prawdę o swoim transseksualizmie. Stop. Nie, nie ukrywała prawdy o transseksualizmie – jako osoba transpłciowa została zdiagnozowana dopiero wtedy, gdy jej rodzinne i zawodowe życie było w rozkwicie. Doświadczając na każdym kroku odrzucenia, nauczyła się grać kogoś, kim nigdy nie była – mężczyznę.


Jest to też historia zakończona powodzeniem. Spisana przez kogoś, kto mimo wszystko umiał docenić piękno życia. Nietypowa także ze względu na kilka niespodziewanych zwrotów akcji, których nie wymyśliłby najbardziej nawet kreatywny scenarzysta.


Autobiografia Grodzkiej to również opowieść o upragnionej kobiecości. O tym, że liczy się kobiecość sama w sobie. Już nie ważne, czy piękna i młoda, czy olśniewająca i atrakcyjna, ale sam fakt, że kobieca – daje wielką radość i ulgę. W dzisiejszym świecie, w którym dziewczęta i kobiety marzą o nieskazitelnej urodzie, kobieta, która marzy o tym, żeby być nawet nieładną sobą, ale sobą – jest wyjątkiem. Mam wrażenie, że właśnie ten wątek na nowo ustawia naszą kobiecość w stosunku do kanonów urody. Pojawia się możliwość odpuszczenia. Odpuszczenia sobie bycia idealną. Najlepszą. Najpiękniejszą. Najseksowniejszą.


Jest też mowa o ekspresji zewnętrznej kobiecości, o tej, którą można wyrazić strojem, makijażem, dodatkami. Bohaterka pisze, że przestała „wierzyć w sexy ciuszki”. Jak nastolatka czy młoda kobieta – szukała swojego stylu, przegryzała się przez kobiecość genderowo-modową, zderzając się ze stereotypami i marzeniami.


Poruszona jest tu też sprawa ważnego składnika seksualności – płci, która zazwyczaj jest dla nas przezroczysta, bo oczywista. A jednak tak istotna. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy – jeśli płeć biologiczna odpowiada odczuwalnej. Ale jeśli coś nie pasuje, okazuje się, że płeć determinuje całe życie i jest ogromnie istotnym aspektem szczęścia i zadowolenia. Bądź braku szczęścia i braku zadowolenia.


„Ludzie oczekują od nas określonych postaw i zachowań (…). Inaczej traktujemy dzieci, a inaczej dorosłych, inaczej szefa w pracy, inaczej podwładnego, inaczej przyjaciela, inaczej kolegę (…). Buntowalibyśmy się, bylibyśmy zniesmaczeni lub zdziwieni, jeśli ktoś traktowałby nas jak dziecko. Szef nie życzyłby sobie być traktowany jak podwładny, a przyjaciel jak zwykły kolega (…). A co, gdy tak jest codziennie? W każdej sytuacji życiowej?”


Mam na imię Ania to w końcu też pierwsza świetna polska książka o transseksualości, jednocześnie pokazująca życie transseksualistki, wyjaśniająca, czym w istocie jest transpłciowość, pokazująca zawiązki polskiego „środowiska” osób trans i kilka trans-historii jako tło do historii głównej bohaterki. Taki trochę dokument. Zdjęcie z 2007 roku, kiedy to Anna Grodzka korygowała dokumenty, a środowisko osób trans podejmowało pierwsze decyzje o tym, aby zaistnieć.


Dwie rzeczy ujęły mnie w tej historii. Po pierwsze to, że bohaterka – po wielu upadkach i wzlotach, próbach i błędach – szła ścieżką serca i nie wyrzekła się siebie, chociaż dojście do momentu, w którym mogła opowiedzieć tę historię i podpisać książkę jako „Anna Grodzka” wiele, wiele ją kosztowało. Wymagało to ogromnej odwagi i postawienia wszystkiego na jedną kartę. Po drugie to, że Ania nie odpuściła marzenia o kobiecości i – chociaż pozornie „nie miała za dobrych warunków, żeby być kobietą” - wydarła tę kobiecość rzeczywistości, walczyła o nią jak lwica, już od dziecka, chociaż cały świat, włącznie z jej najbliższymi – matką, żoną, przyjaciółmi – był zazwyczaj przeciw.


Jeśli chcesz spojrzeć na kobiecość i jej przejawy z nieco innej strony, sięgnij po tę książkę. Odnajdziesz w niej wizerunek kobiety, która całą swoją kobiecość musiała zbudować od podstaw. To dobry punkt wyjścia, aby pomyśleć o własnej kobiecości. 

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 3)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12014.10.05, 01:10

AwaS
Świetna, mądra kobieta. Wspaniały człowiek. Zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie od pierwszego wejrzenia i pierwszego zdania kilka lat temu i od tamtej pory robi coraz lepsze za każdym razem, z każdą wypowiedzią. Podziwiam. To jedna z takich osób, z którą od razu chciałabym się zaprzyjaźnić. Odbieram ją jako bardzo spójną, szczerą, ciepłą istotę. Niech się jej szczęści!
# 22014.10.05, 05:22

Magi Mras
Najpiękniejsza kobieta -osoba jaką w życiu poznałam ! Dziekuję
# 32014.10.05, 05:27

maja
To dziwne . . . coś łączy nas na jednej lini a drugie coś obok nas , to niezwykłe Aniu . . . Powiedziałam ci to wczoraj przez telefon . Wszystko jest dziwne . Jesteś najcudowniejszym darem od życia jaki dostałam . Dziękuję

podobne artykuły

Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
30 stycznia 2017 we Wrocławiu rozpoczyna się już czwarta edycja popularnego cyklu spotkań-warsztatów dla kobiet i mężczyzn.
 
Obsesyjnie malowałam kobiece ciało
W tym amoku zorientowałam się, że najbardziej w ciele kobiety pociąga mnie wagina. Od tej pory stała się główną bohaterką moich obrazów. Instynktownie ukazywałam ją w ostrych, intensywnych barwach.
 
Moja wielka radość z seksu – bez genderowych stereotypów
Nie jestem typową kobietą. Ale czy istnieje ktoś taki jak „typowa kobieta”? Uważam, że nie. Każda z nas jest inna, i to jest piękne - lecz to społeczeństwo i kultura narzuca nam wzorce. Z których - tak naprawdę - wcale nie musimy korzystać, ani się do nich dopasowywać. Szkoda, że odkryłam to dopiero teraz, w wieku 21 lat.
 
Jak długo otwiera się Twoje (drugie) serce?
Chłopcu prezentowano ostry miecz, który ciął wszystko. Ten mieczy był też symbolem penisa. Razem z mieczem chłopiec dostawał zagadkę: Jak włożyć ten miecz do róży, tak aby nie zadrasnąć ani jednego płatka?
 
Uzdrawianie doświadczenia miesiączki i przygotowanie córek
Wiele kobiet, jak te, o których czytałaś w tym rozdziale rozdziale, uzdrowiło bolesne doświadczenie związane z menstruacją i zaczęto odzyskiwać należne nam dziedzictwo: cielesną i menstruacyjną mądrość. Czyniąc to, kobieta przekazuje następnemu pokoleniu bardziej pozytywny obraz ciała i lepszy kontakt z cielesnością. W ten sposób uwalnia siebie i inne kobiety od patriarchalnej degradacji kobiecości i zwiększa szansę uzdrowienia kobiecych cyklów.
 

najnowsze artykuły

Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
seksualność kobiet » opowiadania
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 









zobacz też

”Voca i Karo o seksie gadajo”: Czy można żyć bez masturbacji?

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter