Angielski rzeczownik 'slut' można by z grubsza przetłumaczyć na naszą 'dziwkę', ale to nie będzie do końca wierne. Anglicy mają odpowiednie rzeczowniki na określenie kobiet kupczących swoim ciałem (i nawet na ich klientów). W tym wypadku chodzi raczej o niewybredność w doborze partnerów i ogólną łatwodostępność - i może to dotyczyć także mężczyzn. W piosence 'Otherside' zespołu Red Hot Chili Peppers tak o sobie mówi (a właściwie śpiewa) sam Anthony Kiedis, chłop przecież na schwał.
Zostańmy więc przy 'puszczalskości', bo lepiej oddaje treść i zakres angielskiego 'slut'. I tym właśnie słowem posłużył się konstabl, który na początku roku wystąpił przed studentami i studentkami z pogadanką o tym, jak nie stać się ofiarą przestępstwa. Gwałtu według konstabla najlepiej unikać przez 'nieubieranie się jak puszczalska'. Oczywiście, wtórna wiktymizacja - czyli oskarżanie ofiary przestępstwa - to nie jest nic nowego. Zwłaszcza gdy chodzi o przestępstwa seksualne. 'Czemu się tak ubrała?' - to komentarz, który jest gwarantowany praktycznie po każdym gwałcie, nawet jeśli ofiara ubrałaby się w worek po paszy dla tuczników.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że takimi hasłami rzucają ludzie, których opinii nie musimy traktować serio - anonimowy cham na forum internetowym, mułła z fundamentalistycznego meczetu, prawicowy publicysta w polskiej gazecie. No ale tym razem była to
wypowiedź oficjalnego przedstawiciela kanadyjskiej policji do studentów. W dodatku prawa! Konstabl natychmiast został zmuszony do nieszczerych przeprosin, ale na tym się to nie skończyło. W kwietniu ulicami Toronto 3 tys. osób przeszło w pierwszym Slut Walk - marszu, którego uczestnicy celowo poubierali się maksymalnie wyzywająco i prowokacyjnie. Nie napisałem 'uczestniczki', bo te marsze są otwarte genderowo - jeśli ktoś chce szokować jako puszczalski gej czy puszczalski transwestyta, będzie mile widziany.
Najważniejsze są takie hasła, jak: 'To ubranie, a nie zaproszenie' albo po prostu ' ?Nie ? to znaczy ?nie ?'. Ruch wprawdzie organizują głównie studentki, ale zapraszane są też starsze osoby (najczęściej rodzice studentek). Podczas czerwcowego 'marszu puszczalskich' w Londynie furorę robiły znaczki z napisem 'Puszczalska emerytka' ('Pensioner slut'). Zanim ktoś zacznie się bowiem ślinić, że taki marsz to może być widok cieszący oko seksistowskiego oblecha - nie chodzi o to, żeby to ładnie wyglądało, lecz po prostu o walkę o utrwalenie świadomości, że w przestępstwach natury seksualnej, jak gwałt czy molestowanie, zawsze jest sprawca i ofiara. A jeśli ktoś zadaje pytania o współwinę ofiary, jest po prostu głupim bucem zasługującym na drwinę, a nie na dyskusję.
Amerykańska feministyczna dziennikarka i blogerka Jessica Valenti nazwała Slut Walks 'najbardziej udaną feministyczną akcją ostatnich 20 lat'. Niektórzy - zwłaszcza konserwatyści i osoby sympatyzujące z
feminizmem starej szkoły - uważają wprawdzie, że 'marsze puszczalskich' w ukryty sposób pochwalają uprzedmiotowienie kobiet, ale to teza trudna do obrony. Choćby ze względu na zaproszenie mężczyzn. Od pierwszego Slut Walk w Toronto podobne imprezy odbyły się już w wielu miastach świata. Ciekawe, kiedy w Polsce. Mam nadzieję, że organizatorzy zdążą przed jesienią, bo na takiej imprezie można się przy złej pogodzie zaziębić...