dział: kochanek / kochanka

Trójkąt

Weronika
dodano: 2012.02.09
Ten temat przeplatał się w naszym związku już od dłuższego czasu. I nawet teraz, po fakcie, kiedy skoczyłam na głęboką wodę, za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal. Być może zrozumienie jego pragnień przerasta moje możliwości, być może mężczyźni są bardziej skomplikowani niż nam się wydaje? Jednak wiem jedno, on o moich pragnieniach wie więcej niż ja sama...

Z propozycją trójkąta z innym mężczyzną wyszedł on. Było to jakiś czas temu, już wtedy byliśmy razem od trzech lat. Nigdy nie wysyłałam mu żadnych takich sygnałów, więc z początku myślałam że to podstęp, trick, który ma mnie wprowadzić na poczucie winy, wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, co pociągnie za sobą potrzebę odwzajemnienia tego, co on dał mi. Przyznaję, poczułam się dziwnie, odniosłam wrażenie, jakby czegoś mu brakowało, jakby przestało mu na mnie zależeć. Sporo czasu zajęło mi oswojenie się z tą myślą. Samo oswojenie, bo o realizacji pomysłu nawet nie śmiałam myśleć.


A jednak zaintrygował mnie. Kiedy pierwsze wrażenie, to emocjonalne, opadło, pojawiły się myśli, rozważania i pytania. Ciekawiło mnie jego podejście, przecież nie co dzień spotyka się facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu, widzieć ich razem i przyłączyć się w odpowiednim momencie. Czułam się zmieszana, z jednej strony zaskoczona i zaciekawiona, z drugiej przerażona i zdeprymowana.


Rozmawiał o tym chętnie, więc często poruszałam temat. Za każdym razem pojawiały się te same pytania, wszystkie nakierowane na próbę zrozumienia jego zachowań. Na próżno. Krążyłam tylko wokół tematu a on odpowiadał, szczerze, widziałam to. W pewnym momencie w związku szczerość po prostu się widzi. Naprawdę tego chciał, ten błysk w oku, radość, niemalże euforia kiedy pytałam, jak to ma wyglądać. Wiedział dokładnie czego chce, co więcej, choć wtedy jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy, wiedział też, czego chcę ja. Opisywał całość ze szczegółami a ja się nakręcałam, z każdym tygodniem coraz bardziej.


Zdecydowałam się niecałe pół roku temu, po wielu przemyśleniach, rozważaniach za i przeciw pewnego październikowego wieczoru powiedziałam "tak". Spodziewałam się euforii, podniecenia, nawet gniewu z jego strony. Ostatecznie do końca nie byłam pewna jego zamiarów, mimo kilku lat związku, wydawało mi się że znamy się na wskroś. Jednak on zareagował spokojnie, ucieszył się na swój elegancki sposób. Zapytał czy jestem pewna, później zapytał o to jeszcze kilka razy, dodatkowo podkreślając, żebym pozwoliła sobie na odrobinę egoizmu, żebym puściła wodze, żebym skupiła się na sobie i w niczym się nie ograniczała, żebym mu zaufała.


Wybór padł na jego przyjaciela, Piotra. Do końca nie byłam pewna, czy to ja go wybrałam, miałam wrażenie że moje poznanie z Piotrem, który rzecz jasna jeszcze o niczym nie wiedział, było jedynie formalnością, że to Tomasz doskonale wiedział o tym jak bardzo spodoba mi się Piotr. I owszem, spodobał mi się.


Piotr, choć to dość banalne, był szarookim brunetem. Podobał się wielu kobietom i przyznam szczerze, był bardziej atrakcyjny od Tomka. Co mnie jednak nie dziwiło, bowiem Tomasz często wspominał. że sensem takiej zabawy jest dobór atrakcyjniejszego pana niż on sam.


Wszystko wydarzyło się pod koniec października, jakieś dwa tygodnie po mojej decyzji. Tomek dokładnie wszystko zaplanował. Zasugerował eleganckie stroje. Poinstruował Piotra na co może sobie pozwolić, instrukcja była krótka, na wszystko w granicach normy, poza seksem analnym. Piotr przygotował kolację.


Kiedy przyjechał po mnie, serce podeszło mi do gardła. Jechaliśmy do mieszkania Piotra, rozmawiając jak gdyby nigdy nic. Piotr wydawał się jeszcze bardziej przerażony niż ja. Dla całej naszej trójki było to pierwsze takie doświadczenie, ale tylko Tomasz zachowywał stoicki niemalże spokój, sprawiał wrażenie smakosza delektującego się wykwintną potrawą, skupiającego się na wszystkich jej walorach, w każdej sekundzie jedzenia. Z tej perspektywy ja miałam być daniem głównym...


Na kolację był pstrąg zapiekany w maśle, do tego czerwone, półsłodkie wino i trochę serów. Dookoła porozstawiali świece, stłumione światło płomieni, nastrojowa muzyka, odrobina wina i podniecenie tradycyjnie złożyły się na głęboki, intymny nastrój.


Siedzieliśmy we trójkę przy okrągłym, drewnianym stole, Tomasz zajadał się pstrągiem, jadł dużo, bez nerwów, powoli. Jego opanowanie jednocześnie imponowało mi i przerażało, nie tylko mnie zresztą, Piotr również zauważył specyficzne podejście Tomasza. Jednak kilka lampek wina rozluźniło i nas. Przeszliśmy na kanapę, usiadłam obok Piotra, Tomasz siadł nieco dalej. Wywiązała się miła rozmowa, zupełnie odbiegająca od tematu spotkania. To mnie rozluźniło jeszcze bardziej. Strach i napięcie opadły. Zostało podniecenie i ciekawość. Piotr pocałował mnie, namiętnie, tylko w usta, po czym nieśmiało wsunął mi język głębiej. Miał tam kolczyk, który bardzo przypadł mi do gustu. Poczułam jego dłoń na udzie, druga dłoń delikatnie drapała mój kark. Przyciągnęłam go do siebie, jednocześnie rozpinając jego koszulę. On również zaczął mnie rozbierać, delikatnie, bez pośpiechu, cały czas całując.


Miał wspaniałe, umięśnione ciało, był bardzo zadbany, nie było się do czego przyczepić. Rozebrał mnie pewnie, ale bez pośpiechu. Tomasz cały czas na wszystko patrzył, przyglądał się jak jego kolega pieści jego kobietę. Myśl o tym podniecała mnie do granic możliwości. Chciałam tego, dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo tego chciałam.


Piotr wziął mnie na ręce, przeniósł z kanapy na łóżko, nagą, jedynie w stylowych kabaretkach. On też był nagi, czułam jego ciepłe, umięśnione ciało, czułam jak ociera się o mnie, jak pieści mnie centymetr po centymetrze. W końcu wszedł we mnie, zignorował leżące obok prezerwatywy, wszedł bez zabezpieczenia. Spodobało mi się to, przez chwilę tylko poczułam niepewność co do reakcji Tomasza. Jednak jemu również się to spodobało.


Piotr był czuły, namiętny i zdecydowany. Tomasz również przyłączył się po chwili. Zajęli się mną obaj, doskonale się zgrali. Potrafili się mną podzielić, nie było nieporozumień, nie było natarczywości ze strony Piotra, obaj podeszli do tego bardzo dojrzale.


Cała nasza trójka świetnie odnalazła się w trójkącie. To czego bałam się na początku, zepsucia relacji z Tomaszem, ewentualnych uczuć wobec Piotra i wreszcie złego podejścia obu panów, okazało się nieuzasadnione. Ta noc i kilka jej powtórek zaliczam do najintensywniejszych doznań erotycznych jak dotąd. Bazując na własnych doświadczeniach, polecam takie urozmaicenia dla zażyłych par pewnych swojego uczucia.


Trójkąty bardzo umocniły nasz związek pod katem emocjonalnym, pokazały nam, że w odpowiednim towarzystwie i nastroju możemy pozwolić sobie na więcej swobody, jednocześnie nie tracąc na uczuciowości naszego związku. Wiele zależy od podejścia wszystkich osób biorących w tym udział. Należy unikać narwanych charakterów i osób, które chcą się tylko zabawić. Zdecydowanie nadają się do tego panowie empatyczni, czujący potrzeby swoich partnerek i posiadający podobne potrzeby wobec samych siebie. Zabawa jest bez wątpienia godna spróbowania i mimo początkowego strachu i niepewności, z całą stanowczością polecam.


Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo jako ostatni. 


Zobacz też: Poprawność polityczną zostaw za drzwiami sypialni, czyli zabawa w uległość i dominację

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 44)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12012.02.09, 22:02

malena89
Aż mnie ciarki z podniecenia przeszły ;)
# 22012.02.10, 14:49

kama
Tekst ukazał się jako ostatni! Nic dodać, nic ująć:) To, co najlepsze zostało na koniec:) Traifł u mnie na podatny grunt;)
# 32012.02.10, 22:45

Vega
A ja z całą stanowczością odradzam, jeśli związek jest rzeczywiście poważny, dojrzały i zależy nam na nim i na partnerze / partnerce. Z psychologicznego punktu widzenia to bardzo niebezpieczne, nie jesteśmy w stanie ocenić odleglejszych, bolesnych skutków psychicznych takich "zabaw". Bardzo prawdopodobne jest jednak powstanie uczucia zazdrości, zranienia, poczucia winy i krzywdy. Jeżeli kochamy się, szanujemy i wiążemy ze sobą nawzajem swoją przyszłość, może nawet do końca życia, nie ryzykujmy rozpadem więzi. Ja nigdy nie zrobiłabym tego swojemu Partnerowi Życiowemu i nigdy nie zgodziłabym się na układ inny niż 1+1. Ale oczywiście decyzję każdy podejmuje samodzielnie i ponosi jej skutki.
# 42012.02.10, 23:14

toni
Nie sądzisz że planując ze swoim partnerem resztę życia, jednocześnie ufasz jemu i on ufa Tobie w takim stopniu że nie ma mowy o naruszeniu więzi? Myślę że zaprzeczasz troszkę sama sobie. Z jednej strony twierdzisz że ryzykuje się zerwaniem więzi, z drugiej popierasz to trwałością więzi na całe życie. Myślę że to co ma się rozpaść i tak się rozpadnie, to co ma przetrwać, przetrwa. Myślę też że ten temat Cię interesuje, w końcu weszłaś tu, przeczytałaś artykuł ;) Wydaje mi się że jesteś bardzo przywiązana do swojego partnera, jednak gdzieś tam w głębi chciałabyś doświadczyć czegoś skrajnego, oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, mimo to utrata i zerwanie więzi jest dla Ciebie niedopuszczalne, to oczywiście zrozumiałe. Wniosek, bardzo zależy Ci na swoim partnerze, bardzo chcesz wszystko kontrolować i to z Ciebie gdzieś tam wychodzi. :) Być może za daleko posuwam się w swoich wnioskach ale jakoś tak, czytając Twój komentarz, odebrałam go jako swego rodzaju zasłonę dymną, pierwsze 3/4 a na końcu sedno, rozpad, utrata kontroli, lęk i ciekawość. Pamiętaj że jeżeli dwoje dorosłych ludzi podejmuje taką decyzję, wiedzą na co się porywają, nie są dziećmi, co więcej, w tym artykule to Pan proponował taką zabawę Pani. Sam chciał. Mi artykuł sie podobał, szczególnie podejście całej trójki. Ostrożne i z dystansem, bez pośpiechu. Myślę że z odpowiednimi ludźmi można pozwolić sobie na bardzo wiele, nic przy tym nie tracąc.
# 52012.02.10, 23:15

Voca
To ciekawe, jak w naszej kulturze źle postrzega się seksualne eksperymenty. Właśnie czytam książkę o poliamorii, bardzo interesująca rzecz, nagle dowiadujemy się, że "jedyna słuszna monogamia", "ostoja kultury i rodziny", to model, który może komuś pasować i komuś nie pasować, i wcale nie trzeba rujnować sobie życia, eksperymentując miłość, związki, seks itp z innymi. A nawet więcej - może to życie bardzo wzbogacić, związki umocnić, dać wiele przyjemności i satysfkacji, a zero problemów.

To oczywiście wersja idealna, ale też możliwa! Dlaczego więc z góry zakładamy, że układ 2+1 przyniesie dramat życiowy, skoro może przynieść także oświecenie?:)

Coraz więcej znajomych mi mądrych kobiet podważa zasadność monogamii, seksualnej wierności tylko jednej osobie, i są ze swoimi wyborami szczęśliwe, zadowolone i usatysfakcjonowane. Może to jest właśnie droga, którą wiele z nas chce i może pójść?

Weronika spełniła swoją fantazję i póki co nie wygląda na przerażoną. Ale być może jeśli wiele osób jej powie, jak wielki bład zrobiła, to się w końcu przerazi, wpadnie w poczucie winy itd.
# 62012.02.11, 00:20

Vega
Toni, rzeczywiście za daleko posunęłaś się w swoich wnioskach co do mnie. Tak, weszłam tu, przeczytałam artykuł. Myślałam, że to opowiadanie, fantazaja, fikcja literacka.
Dla mnie naruszeniem więzi byłoby wprowadzenie trzeciej osoby. Dla mnie to zdrada. Dla MNIE. Piszę o sobie, ze swojego punktu widzenia, to oczywiste. Ale znam też relacje osób, które po czasie żałowały podobnych eksperymentów (długoletnie związki się rozpadły, bo pojawiła się z jednej strony zazdrość o partnera / partnerkę i świadomość, że chce się jednak związku "na wyłączność", ale drugiej stronie tak się spodobało, że chciała kontynuować), i wypowiedzi psychologów / seksuologów na ten temat (nie przytoczę teraz nazwisk). Nasza psychika jest bardzo złożona, nie przewidzimy wszystkich swoich uczuć i reakcji.

Voca, nie wiem, czy to był przytyk do mnie, ale odpowiem. Znów o sobie. Nie postrzegam źle seksualnych eksperymentów. Nikogo w swojej wypowiedzi nie oceniłam. Jesteśmy dorośli i sami podejmujemy odpowiedzialne decyzje. W moim związku dopuszczam eksperymentowanie tylko we dwoje. Jest to świadomy wybór wynikający z mojej znajomości siebie, moich potrzeb i tego, jak postrzegam związek, miłość i wierność dwojga bliskich sobie ludzi. Tyle ode mnie.
# 72012.02.11, 08:46

ona
A ja ugryzę temat z drugiej strony i podążając za myślą Voci powiem, że gotowość na seks w większym gronie niż klasyczne 1+1 i umiejętność funkcjonowania potem w związku wymaga czegość, co nasza monogamiczna kultura z nas wypiera. W czym problem? W tym, że chcemy się wyzwolić spod jarzma narzuconej moralności, wyzwalamy się, ale po czasie wraca to w większości przypadków jak bumerang. To dlatego związki się rozpadają. Faktem jest, że to tylko jeden z wielu powodów, dla którego związek może się rozpaść i z perspektywy czasu brak wyłączności czy wierności może na to wpłynąć i stać się jednym z czynników, ale nie musi. Ja osobiście przyjęłam inny model - w związkach nie nastawionych na całe życie razem (co nie znaczy, że niepoważnych) - trójkąty bardzo chętnie. Mam na koncie takie doświadczenia, nie raz i nie dwa razy. W związku typu ten-jedyny/ta-jedyna i do śmierci - wolę nie ryzykować. Oczywiście, że związek może się rozpaść i tak, ale gdybym nawet namówiła na to mojego mało otwartego partnera, to nie chciałabym sobie dokładać dodatkowych powodów. Posłużę się dziwnym porównaniem - jazda samochodem. Ktoś woli nie zapinać pasów, bo jak ma mieć wypadek, to będzie go miał, zresztą pas niczego przecież nie gwarantuje. A ktoś woli pas zapiąć, bo nie zaszkodzi, a może akurat w krytycznej sytuacji pomoże. Żadna z tych dwóch osób nie myśli o wypadku, nie prognozuje tego, wsiadając za kierownicę. Nasza kultura narzuca jednak pewne normy i schematy, pewne rzeczy są naturalne i "normalne", inne są odstępstwami. Odstępstwa nadal są rzadkie, są tabu, więc skąd ma się wziąć umiejętność organizowania sobie życia z takim wyborem? Po co ludzie idą w trójkąty, w swing? Dla zwykłego urozmaicenia, z ciekawości, z chęci odmiany. Próbując nowej potrawy nie wiemy przecież, czy wyjdzie nam na dobre, może się okazać, że stanie się naszą ulubioną, a może wywołać ostrą reakcję alergiczną;) I w tym zgadzam się z Vegą.
# 82012.02.11, 11:48

kama
@Vega- piszesz, że taki układ byłby dla Ciebie zdradą, masz oczywiście prawo tak myśleć. Ja natomiast uważam, że zdradą jest wszystko to co nie jest prawdziwą czystą relacją wypływającą z nas i naszego charakteru i dotyczy to wszystkich sfer życia. W każdej zdradzie występuje osoba nieświadoma czyli strona zdradzana, a w omawianym układzie takiej osoby nie ma. Wszyscy od początku, do końca są świadomymi partnerami owego tercetu:) Zresztą kto powiedział, że takie poliamoryczne związki to musi być 2 + 1, a nie na ten przykład 1 + 1 + 1, lub 2 + 2 ;)
# 92012.02.11, 15:34

toni
Zgadzam się z kamą. Przecież jeżeli ludzie od początku racjonalnie ustalają pewne zasady, jak w przypadku tego artykułu, brak seksu analnego, brak więzi emocjonalnej z tym trzecim panem/panią to sami wiedzą na co się porywają. Jeżeli natomiast dorosłe osoby świadomie wchodzą w taki układ, to oznacza że cała trójka tego chce, całą trójkę to w jakiś sposób pociąga, być może Weronika potrzebowała odmiany, być może podobało jej się to że jej partner patrzy, jemu najwyraźniej też się to podobało, przecież to on wyszedł z propozycją. Myślę że w takim przypadku, kiedy wszystko jest oczywiste, nie ma mowy o zdradzie, która przecież polega na odrzuceniu pewnych z góry przyjętych wartości w związku. Jeżeli partnerzy godzą się na taki układ to może z perspektywy kultury i społeczeństwa jest to niemoralne ale w ich własnym świecie, jaki przecież każda para ma, jest to zgodne z ich pragnieniami, potrzebami itp. To wcale nie musi oznaczać potrzeby odmiany, nudy i zniechęcenia, jeżeli takie uczucia pojawiają się w związku to po co taki związek kontynuować? W przypadku Weroniki, wyraźnie widać że taki układ podoba się obu stronom. W tym przypadku ta para może sobie pozwolić na taki eksperyment bez konsekwencji. Jeżeli jedno z nich by się zmuszało dla przyjemności tego drugiego pewnie było by tak jak mówicie, krzywda, żal i rozpad związku, jednak jeśli sytuacja jest oczywista i żadne z nich nie łamie wcześniej przyjętych zasad, nie widzę przeszkód. Co ciekawe w takim układzie kochających się osób, to nie jest seks bez miłości, tu nadal jest bardzo silna więź emocjonalna, miłość i uczucie dwojga kochających się ludzi, to nadal jest bliskość pełna namiętności i intymności a dodatkowe uczucia, o ile układ jest czysty i żadne nie zmusza się dla drugiego, nasilają doznania odczuwane podczas takiej zabawy. :) Co do monogamicznej kultury, myślę że monogamia w przypadku takich zabaw to zbyt dużo powiedziane. Nie mówimy tutaj o życiu z dwiema osobami na raz, nie mówimy o małżeństwie czy miłości, mówimy o seksie grupowym z udziałem par. Wydaje mi się że trwałość związku zależy od dopasowania obu partnerów na różnych sferach i bynajmniej mam tu na myśli słuchanie podobnej muzyki czy też wspólne hobby, choć to oczywiście miłe. Chodzi mi o sposób postrzegania siebie, partnera i świata. Dla mnie to właśnie to mentalne dopasowanie odpowiada za trwałość związku. Jeżeli jedno chce czegoś innego niż drugie to oboje cierpią. Jeżeli oboje mają podobny punkt widzenia to to czy pozwalają sobie na tak śmiałe i daleko idące kroki czy też ograniczają się do eksperymentów jedynie ze swoim udziałem nie ma znaczenia bo oboje czuja się spełnieni a jednocześnie pewni w swoim uczuciu do tej drugiej osoby. . Myślę że w obu przypadkach wszelkie niedopasowania i próby maskowania czy też dostosowania się do osoby, którą darzymy uczuciem są daremne, zwłaszcza w przypadku mężczyzn. Panowie mają większy problem niż my z opanowaniem własnych popędów. Są mniej powściągliwi i bardziej uparci, nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, bardziej "prymitywni" w sferze seksualnej. Ich parcie na nowe doznania jest bez wątpienia silniejsze, jednocześnie również czują i pragną więzi emocjonalnej, my za to większy nacisk kładziemy na więź emocjonalną, rzadziej dajemy upust naszej chuci, jednak również mamy fantazje i marzenia. Właśnie dlatego odpowiednie dobranie się już na początku związku jest tak ważne. Ja sama jestem zwolenniczką poznania potencjalnego partnera zanim się zaangażuję. Mimo że chłopak lub dziewczyna pociągają mnie fizycznie, stawiam na racjonalizm w doborze partnerów, miłość i związek z taką osobą wydają mi się znacznie przyjemniejsze. Kiedy rozumie się tą drugą osobę w związku nie ma tzw "spiny", wiemy na czym stoimy. Moim zdaniem to odpowiednia mieszanka wspólnych cech stanowi o trwałości związku, a nie ograniczanie własnych pragnień. Koniec końców nie jesteśmy zwierzętami, potrafimy kontrolować nasze popędy, zarówno panowie jak i panie. Jeżeli kontrolujemy siebie, jednocześnie mamy wspólne pragnienia i potrafimy ustalić pewne zasady, niezmienne i trwałe to uważam że można stworzyć naprawdę stabilny i szczęśliwy związek, którego nei trzeba będzie pilnować, ratować, naprawiać sklejać i zamartwiać się nocami jak rozwiązać jakiś problem. Wszystko jest w nas. :)
# 102012.02.11, 15:35

konewka
kilka lat temu bawiłam się dobrze w trójkącie, zaproponował go mężczyzna z którym byłam wtedy w takim bardzo luźnym, otwartym związku opartym na seksie i spełnianiu swoich fantazji. Dobrze to wspominam ale chyba tylko dlatego że z A. ani jego przyjacielem P. oprócz przyjaźni, emocji, szacunku do siebie nie łączyło mnie nic więcej, serce mi nie pikało na jego widok ;) W tej chwili, z partnerem z którym jestem (i którego kocham) nie wyobrażam sobie takiego scenariusza. Bałabym się ze naruszy to równowagę między nami - jka każda para mamy problemy - dokładanie do tego możliwej zazdrości, wyrzutów i zalu (które mogłyby sie pojawić) byłoby igraniem z losem ;)
# 112012.02.11, 18:54

Nat
Życiowo rzecz ujmując, trójkąt jest najmniej stabilnym układem. Nawet w sytuacjach przyjacielskich, kiedy przyjaźnimy się w trójkę, zdarza się zmienność koalicji 2 versus 1. Więź z każdym człowiekiem jest przecież inna, a w układzie trójkątnym sporo energii trzeba stracić na dookreślenie, z kim akurat w tym momencie jest bardziej po drodze. Dlatego trójkąt nie byłby dla mnie dobrą opcją. Prędzej czworokąt. Przytoczę żart, który zgrabniej brzmi po angielsku, ale bot nie przepuszcza: (w knajpie) - chcą podzielić rachunek na troje i wydaje im się, że jest okej, a i tak jedno z nich zgarnęło najwięcej żarcia. - byłem kiedyś w trójkącie i, uwierz, przydarzyło mi się dokładnie to samo.
# 122012.02.11, 22:45

V
A Tristan, Izolda i król Marek lepiej się mieli w trójkącie. :)
# 132012.02.11, 22:55

Nat
Voca, nie zapominaj o mieczu Tristana ;) w sumie - wychodzi czwórka!
# 142012.02.12, 11:20

Gunia
Ja nigdy nie mogłam przetrawić Tristana i Izoldy, to było dla mnie zbyt chore, całe to umieranie z miłości, chyba jednak średniowieczni mieli inną mentalność niż my. A czy mieli się świetnie, to głęboko w to wątpię.
# 152012.02.12, 17:45

Gunia
Poniższe nie znaczy, że jestem przeciwna tego typu układom, po prostu to jest wyjątkowo tragiczny przykład.
# 162012.02.13, 20:06

V
A ja sobie bardzo cenię ten średniowieczny romans i jestem niewypowiedzialnie wdzięczna światu, że jedna z najbardziej zanych historii miłosnych, to historia trójkąta. Czytałam Dzieje Tristana i Izoldy wiele razy. Po prostu to do mnie trafia. Co prawda polska szkoła zrobiła z tej historii popłuczyny, ale zawsze można się oderwać od szkoły. :)

A już najbardziej ujmujące było w tej historii to, że Tristan i król Marek darzyli się gorącym uczuciem. Szkoda, że nie była to historia rodziny poli, no ale trudno, nie można mieć wszystkiego, i tak byli bliscy ideału, sypiając we trójkę w jednym łóżku. Bo miłość to nie Wenus łaskawa, ale lwica na pustyni krwawa, Tygrys niemiłosierna nad błędnym człowiekiem na Kaukazie szalonym karmiła ją mlekiem. . .
# 172012.02.13, 20:08

V
A tak w ogóle to gorąco Wam polecam książkę "Puszczalscy z zasadami", która ukaże się już 22 lutego w Czarnej Owcy. :D
# 182012.02.13, 20:17

XY
Zawsze mnie to fascynuje, jak łatwo rezygnuje się z prezerwatywy, wszyscy są tacy pewni. . . Zadbany partner przecież nie może niczym nas zarazić!
# 192012.02.13, 20:26

Gunia
@Voca: Chyba patrzymy na bardzo różne aspekty historii, mnie ich wielką miłość zupełnie przysłoniły jej tragiczne konsekwencje. Może to zboczenie zawodowe, ale miłość (lub sex) co pali i niszczy, jest dla mnie chorobą.
# 202012.02.13, 20:28

Sabo
W podtytule portalu widnieje "feministyczny", a w tekście takie cuda: "facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu", "ja miałam być daniem głównym", "potrafili się mną podzielić". Uprzedmiotowienie kobiety. Szacunku dla siebie i względem siebie nawzajem w zdrowym związku autorka tekstu i jej partner muszą się jeszcze trochę pouczyć. "Empatia"? O czym ta pani pisze? "Dla zażyłych par pewnych swojego uczucia"? Przeczytajcie artykuł jeszcze raz. Mnóstwo w tych słowach niepewności i strachu, braku wzajemnego zrozumienia. "Za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal", "za każdym razem pojawiały się te same pytania, wszystkie nakierowane na próbę zrozumienia jego zachowań. Na próżno", "ostatecznie do końca nie byłam pewna jego zamiarów, mimo kilku lat związku". . . Tekst wygląda na próbę autorki uporania się z własnymi rozterkami. "Zabawa" - faktycznie trafne określenie. Z dojrzałością nie ma to nic wspólnego. Smutne.
# 212012.02.13, 20:38

Gunia
@Sabo: Akurat w seksie nadmierna poprawność polityczna to prawdziwy party killer. Feministyczny, nie znaczy, że trzymamy kolana nerwowo zaciśnięte i każemy facetom płaszczyć się aby móc choć spojrzeć na te cuda, to jest matka Polka. Wyzwolenie to także pozwolenie sobie na więcej w seksie, bohaterka historii najwyraźniej była zachwycona sytuacją, więc nigdzie się nie sprzeniewierzyła szacunkowi do siebie. To już mniej szacuknu dla siebie mam ja, która od sześciu lat nie potrafi powiedzieć mężowi, że to co robimy w łóżku to straszne nudy ;-)
# 222012.02.13, 21:10

rosa
@Sabo: wiesz, po przeczytaniu tego artykulu tez mialam mieszane uczucia. Mieszane, bo skomentowalam tu juz lepsza "perelke" mowiaca o tym, ze te dzisiejsze dziewuchy to nawet inicjuja seks, poza tym mamy dzisiaj wzor kobiety pewnej siebie i samczej, co spowoduje oczywiscie zaglade. Jednoczesnie to przezycie danej bohaterki, ktora najwyrazniej lubi zamienic sie w materac, ale to jej porno. Nie takie fantazje sie juz miewalo;)

Chociaz ostatnio dreczy mnie rzeczywiscie powaznie pytanie: gdzie feministka ma postawic granice? jakich kryteriow sie trzymac, by byc pozniej zadowolona z siebie?
# 232012.02.13, 21:28

Gunia
@rosa: A propos szanowania się, to uważam, że jego tradycyjne rozumienie nie zgadza się z wyzwoleniem kobiet. Mnie "szanowanie się" zawsze kojarzyło się z ograniczeniem i zniewoleniem, już jako mała dziewczynka słyszałam ciągle, że szanująca się panienka nie odda kopniaka koledze w szkole, nie przeklnie, nie złości się o "byle co", potem było już tylko gorzej. Aby "się szanować" musiałabym zostać prawdziwą damą z dawnych dobrych czasów, która miała tak ograniczoną możliwość manewru, że to czy była szanowana w 99% zależało od czynników zewnętrznych (urodzenia, i tego czy mężczyźni, pod których była opieką zechcieli ją szanować, czy nie). Otóż szanując się nie mogę zrobić prawie nic z tego, na co ja mam ochote i co mnie się podoba, a wyłącznie to, co podoba się innym. Pod tym zwględem bycie "materacem" jest dla mnie tylko maleńkim obniżeniem statusu :-(

Do tego mój małżonek ma taki sam pogląd na sprawy i tak mnie "szanuje" w łóżku, że czasem naprawdę mam ochotę się "zeszmacić". Ale jakbyśmy już mieli mieć trójkąt i on by z tym drugim umówił się na 0 analu, to niech już lepiej zostanie tak jak jest. . .
# 242012.02.13, 21:57

V
@Rosa - "gdzie feministka ma postawic granice? jakich kryteriow sie trzymac, by byc pozniej zadowolona z siebie?" - a co to za pytanie. Dla mnie przypomina ono: "gdzie (prawdziwa) lesbijka/kobieta ma postawić granice"?

Halo! Jesteśmy po pierwsze sobą, ideologia - nie ważne czy feministyczna, czy nie - jest absolutnie wtórna i nigdy nie sugerowałabym ludziom, a już szczególnie feministom :), że swoje decyzje czy emocje podporządkowywały jedynemu słusznemu porządkowi.

A co ze stwierdzeniem, że ile jest kobiet - tyle feminizmów? - Dla mnie to chyba podstawa feminizmu.

Feminizmy są różne, począwszy od różnych fal historycznych, poprzez różne kultury itp. Wszędzie jednak chodzi o to, żeby kobieta (czy szerzej: człowiek) była podmiotem, a nie przedmiotem. Wkładając się w ramy ideologii, w szufladkę "prawdziwej feministki", stajesz się przemiotem, nie podmiotem.

Jestem feministką i mogę wszystko. Sama ustalam własne granice według mojego osądu, rozsądku, sumienia, poczucia właściwości - jakkolwiek to nazwać, chodzi po prostu o to, że zachowuje się zgodnie ze sobą, nie robię niczego, czego nie chcę, robię to, co chcę. Nie mam absolutnie żadnego problemu z ideologią. I nie uważam, że trójkąt, chęć bycia zerżniętą, poniżoną, upokorzoną - w ramach relacji seksualnej - jakoś od feminizmu odstaje. W łóżku nie ma czegoś takiego jak poprawność polityczna. No, chyba że nie lubicie, jak Wasi partnerzy/partnerki mówią do Was: ty kurwo, ty suko, ty zdziro - ale mnóstwo kobiet to lubi! Czy mają z tego zrezygnować tylko dlatego, że są feministkami? :)
# 252012.02.13, 22:23

M
"W podtytule portalu widnieje "feministyczny", a w tekście takie cuda: "facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu", "ja miałam być daniem głównym", "potrafili się mną podzielić". Uprzedmiotowienie kobiety. Szacunku dla siebie i względem siebie nawzajem w zdrowym związku autorka tekstu i jej partner muszą się jeszcze trochę pouczyć. "

No i wniosek z tego taki, że kobieta z "poprawności tradycyjnej" powinna wpaść w "poprawność feministyczną", więc z ograniczeń nakładanych przez społeczeństwo powinna sobie sama na siebie nałożyć okowy cnoty i nie prosić "kochanie, rzuć mnie na łóżko i weź mnie jak tylko będziesz miał ochotę", bo to "nie wypada", bo jest feministką? Bzdura.
# 262012.02.13, 22:28

V
@Rosa - Specjalnie dla Ciebie dodałam jeden link pod tekstem. :)

@Sabo - A mi się wydaje, że feministka nie będzie marudzić ani oceniać innej kobiety, ani też naprawadzać ją na "dobrą drogę", gdy ta opowiada o swoich doświadczeniach seksualnych.

Seksualność jest oderwana od jakiejkolwiek ideologii, a jeśli nie jest - jest źle. Nie możemy oceniać naszych seksualnych pragnień w tych samych kategoriach, w których oceniamy programy antyprzemocowe. Własne łóżko to nie miejsce do uprawiania polityki równościowej, tylko do uprawiania satysfakcjonującego seksu!

Proponuję Ci, żebyś sięgnęła np. po książki feministki Nancy Friday, która z szacunkiem i bez oceniania odnosi się do kobiecych fantazji seksualnych i różnorodnych zachowań.

Ja nie mam zamiaru cenzurować tekstów, zmieniać języka, którym kobiety piszą, bo ja chcę na tym portalu pokazywać różnorodność kobiecych pragnień i doświadczeń i sposóbów mówienia o tym. Nie wszystkie jesteśmy feministkami, ja jestem, dlatego też o tę różnorodność dbam jeszcze bardziej. Tu nie ma jedynego schematu "prawdziwej kobiety", "prawdziwej lesbijki", czy "prawdziwej feministki". I nie będzie.

Jestem szalenie wdzięczna autorce, że podzieliła się swoim doświadczeniem! Bardzo się cieszę, że ten tekst się tu pojawił. Można się czepiać wielu rzeczy (niekoniecznie w tym tekście, w ogóle w życiu lub na tym portalu), ja uważam, że warto docenić plusy i przymknąć oko - jeśli w ogóle są jakieś minusy. Żadna z nas nie jest chodzącym ideałem, nasze życie, nasz seks i nasze artykuły nie muszą być absolutnie prefekcyjne. O wiele bardziej cenimy sobie naszą waginistyczno-feministyczną autentyczność, dajemy sobie prawo do pomyłek, błądzenia i bardzo nam z tym dobrze!

I na koniec - wybaczcie - ale nie mogę się postrzymać: czy feministka, która lubi w łóżku słyszeć "ty kurwo, ty suko" - jest gorszą feministką? :P
# 272012.02.13, 22:44

V
XY - a co do prezerwatywy, też mnie to uderzyło, gdy czytałam tekst po raz pierwszy.
# 282012.02.13, 22:44

kama
@Rosa-moim zdaniem "materac" bardziej przypomina żona, gdy jej mąż egzekwuje od niej obowiązek małżeński, udająca orgazm, żeby mieć ten niesatysfakcjonujący akt jak najszybciej za sobą! Jest uprzedmiotowiona, bierna i służy swojemu mężowi jak materac. Takich kobiet wśród nas jest całkiem sporo.
Co do szacunku, to najważniejsze, żebyśmy go czuły przede wszystkim same do siebie! Jeśli ostre pieprzenie choćby z całą drużyną piłkarską nie podkopuje mojego poczucia własnej wartości to jest ok :)
Jedynym słabym punktem jak dla mnie jest faktycznie brak gumki;)
# 292012.02.13, 22:59

Sabo
V: "I na koniec - wybaczcie - ale nie mogę się postrzymać: czy feministka, która lubi w łóżku słyszeć "ty kurwo, ty suko" - jest gorszą feministką? :P".
Faktycznie, to bardzo zdrowe dać się upodlić. Szczyt wyzwolenia! Żenujące.
# 302012.02.13, 23:28

kama
@Sabo- jeśli szacunek jest w związku na porządku dziennym, to odrobina "poniżenia" podczas seksu na pewno nie zaszkodzi, zwłaszcza, jeśli gwarantuje to obopólną satyfakcję;)
# 312012.02.14, 01:34

rosa
@V: Artykul juz czytalam. Podkresle jeszcze raz, ze nie mam nic do doswiadczen autorki. Rownie dobrze ktos moglby sie przyczepic do moich. Autorka lubi pasywna role (o to chodzilo mi z tym "materacem"), ma swietne orgazmy, ja jej najwyzej pogratuluje. Osobiscie marzylam o zostaniu kochanka Pierwszego Sekretarza Polnocnej Korei:) Jak pisalam, kazdemu jego porno i nie chcialabym byc za to skrytykowana.
Moje pytanie postawilam dlatego, bo jestem dusza gawedziarska i lubie sie dzielic wszystkimi fajnymi doswiadczeniami, a seksualne byly jednymi z najfajniejszych;) To, ze koscielnie nastawiona frakcja nie bedzie zachwycona, moglam zalozyc z gory. Zabolala mnie natomiast reakcja kilku osob, ktorych zdanie bardzo sobie cenie. "Ty, feministka, chcesz sie przespac z gosciem, ktory traktuje cie jak kolejne mieso do zaliczenia? W takim razie jestes zwykla dziwka"- uslyszalam i zaczelam sie zastanawiac, czy w tej opinii nie bylo ziarnka prawdy. Gdy mam ochote, zazwyczaj ja realizuje. Moja kolekcjonerska pasja i ustalanie zasad do kazdego przydadku jest troche meczace, poza tym wydaje mi sie troche niebezpieczne.
@Sebo: nie moge sie powstrzymac i doleje oliwy do ognia. Sa feministki tkwiace w niezdrowych zwiazkach. Sa zachwyceni feminizmem faceci, obmacujacy na imprezach kolezanki po pijanemu, o czym swojego czasu pisala Anna Zawadzka. Znalazloby sie tez troche udajacych orgazmy. Albo w ogole wrogich seksualnosci. Zawsze moga sie spotkac z wyrzutem takim, jak ja powyzej. Ze swoja postawa wspieraja patriarchat. Szczerze? Nie wiem czy slusznie. Szukam i bladze:)
# 322012.02.14, 01:37

rosa
A tak ogolnie to dyskusja nam idzie wspaniale, i to nawet bez trolli:)
# 332012.02.14, 01:44

toni
@Sabo - w tekście nie ma mowy o upodleniu, tekst wyraźnie sugeruje że cała sytuacja odbyła się w atmosferze wzajemnego szacunku, zrozumienia i realizacji wspólnych fantazji, akurat tu te fantazje się uzupełniały, myślę że cała trójka doskonale rozumiała zasady gry. Wracając do upodlenia, mam wrażenie że bardzo uogólniasz. Równie dobrze możesz powiedzieć że grupka dzieci bawiących się w dom to już rodzina, lub grupka chłopców bawiących się w wojnę to żołnierze, czy nazwać dziewczynkę bawiącą się lalką, matką. Jest różnica między brakiem szacunku jako takiego a jego eliminacją na potrzeby własnych fantazji. Jedno to zabawa, drugie poważny problem. Zawsze uważałam że feminizm służy kobiecej swobodzie wyrażania siebie tak więc dyskryminacja kobiety, która idzie za własnymi pragnieniami, oczywiście w sposób cywilizowany i racjonalny, jest adekwatna do dyskryminacji kobiet przed nadejściem feminizmu. Przecież o to w tym właśnie chodzi, żeby zyskać swobodę wyrażania siebie, kobiety radykalnie zaznaczające swój feminizm korzystają z tej właśnie swobody na rzecz zła z którym walczyły. Stają się takie same jak mężczyźni ubezwłasnowolniający kobiety. Nie można popadać ze skrajności w skrajność. Radykalne autoograniczanie własnych potrzeb, pragnień, zachowań przez kobiety na rzecz ideologi feministycznej to niszczenie tejże ideologi. :)
# 342012.02.14, 09:23

V
""Ty, feministka, chcesz sie przespac z gosciem, ktory traktuje cie jak kolejne mieso do zaliczenia? W takim razie jestes zwykla dziwka"" - O mamusiu, nie ma jak to "autorytety", które powiedzą Ci, kim naprawdę jesteś. :( Smutne. . .

# 352012.02.14, 10:04

Gunia
Długo w nocy myślałam o tym szanowaniu się i doszłam do znośnej dla mnie definicji, którą chcę się z wami podzielić. Otóż, szanująca się kobieta sięga po wszystko co najlepsze i ze wzgardą depcze wszsytko, co nie jest dla niej dość dobre ;-) Według tej definicji każda sama ustala granice. To moim zdaniem najlepszy układ. I wyklucza to wstrętne ocenianie, bo przy takim rozumieniu szanowania się, ciężko jakimś życzliwym, porządnym panienkom z zewnątrz stwierdzić, że ktoś się nie szanuje.
# 362012.02.14, 18:12

fiutomanka
Bardzo ciekawy temat.

Co do szanowania się - krótka piłka: Gdy mężczyzna marzy, albo i opisuje swoje zabawy z dwiema kobietami, to się nie nazywa, że robi za materac i że te kobiety go poniżają.

Trochę jedynie dręczy mnie kwestia prezerwatywy. Kobieta była tak uległa, że nie zażądała użycia prezerwatyw. Czy to wchodzi jeszcze w zakres "uległości/poniżania się z wyboru", które jest po prostu praktyką umilającą seks?Czy może to już poniżenie niezdrowe?

Też jestem ciekawa takiej rzeczy - czy partner bohaterki nie chciał później czegoś w zamian? Ja się zawsze obawiam sytuacji niesymetrycznych: Żeby nie było to wpuszczenie w poczucie obowiązku odwzajemnienia.
# 372012.02.17, 07:44

Rafał
też mi sie to marzy ale zdaje sobie sprawe że jak trójkąt to zaraz bede chciał cos jeszcze wiec dziękuje -ALE NIE!!!!
# 382012.02.17, 11:55

fiutomanka
Rafał, w jakim sensie coś jeszcze?
# 392012.02.17, 11:58

Gunia
@Rafał: Znam to, kiedyś mieszkałam w maleńkiej klitce w 3 osoby i nieczego mi nie brakowało, potem przeprowadziłam się do 60-metrowego mieszkania w dwie, ale chciałam więcej, teraz mieszkam w 1 50-metrowym domu z średnio dużym ogrodem, ale jeśli mi się urodzą dzieci to chcę mieć dom cn. 3 00 metrów i z dwa hektary ogrodu. Kurcze, było mi się nie ruszać z tamtej klity! Laboga, już za późno! Ale ty masz jeszcze szansę, zostań tam gdzie jesteś, bo to się nigdy nie kończy ;-)
# 402013.02.25, 01:08

Tomek
Czesc Laski !

Kiedy chodzilem do liceum na lekcje pt przysposobienie do zycia w rodzinie, przyszla pani seksuolog. Lekcja byla bardzo ciekawa i wiele informacji z niej wzniesionych mi pomoglo zrozumiec dziewczyny,przyjmujac pewne o was prawdy jak aksjomat w matematyce.
Kazda z was jest inna i czym sie kazda z was kieruje to moga to byc tylko przypuszczenia. Jedna drugiej sie dziwi dlaczego tak postapila. Moze chormony , moze szuka takiego podobnego taty, moze uczucia itp. Same siebie nie zanacie . Ja przekonalem swoja zone do kochanka. Nie ma miedzy nami zazdrosci a jest zaufanie. Uwazamy ze zazdrosc jest choroba psychiczna. Wiecej przez nia jest tragedii niz pozytku i seks jest ciekawszy bo wiecej mozliwosci a ja mam atrakcyjna zone i ona tez to czuje.
Stosunek przez gumke uwaza ze jest to lizanie cukierka przez szybe i dlatego zabezpiecza sie ona. Sa rozne gusta. Jedna lubi byc ponizana druga nie. Ale pracujac w tzw budzetowce widze od czasu do czasu jak w tzw babincu dziewczny dyskretnie same sie ponizaja. Tomek
# 412013.02.25, 17:26

de99ial
Trójkąt. . . To bardzo ciekawy temat. Myślałem o nim sporo i pomimo propozycji nie zdecydowałem się (ja miałem być trzecim w czyimś związku).

Jedyna sytuacja, w której wyobrażam sobie takie uczestnictwo, to taka, w której obu osobom ufam właściwie nieskończenie i one sobie także. Innymi słowy - to fajna rzecz dla ludzi, którzy są sobie bliscy w każdym kierunku. W innych przypadkach to częściej szkodzi niż pomaga i lepiej nie ryzykować wartościową relacją. A bezwartościowych nie powinno być.

Pozdrawiam
de99ial
# 422013.02.25, 19:29

V
A ja myślę, że coś takiego można zrobić po prostu z ciekawości i dla przyjemności. I to wcale nie musi być tak, że ma zaszkodzić albo pomóc. To są nasze filtry: seks jako coś niebezpiecznego, jakaś kreatywna lub niszcząca siła. To nie seks niszczy lub buduje, to nasze niewypowiedziane lub nieuświadomione oczekiwania, pomysły, że coś ma być lekiem na całe zło lub czymś tam innym. Seks to tylko seks. Tłumione emocje, dziwne intrygi, manipulacja - to może zaszkodzić, ale dlaczego seks sam w sobie? Równie dobrze można powiedzieć, że jak się trzy osoby jednocześnie umyją jednym mydłem albo wykąpią w jednym basenie to coś. . . No właśnie nie. Naiwnie zakładam, że o ile intencje będą czyste, i we wszystkich będzie na to całkowita zgoda na każdym poziomie - to nie ma co wypatrywać katastrofy. Inną rzeczą jest to, że mamy przekonania o seksie, że jest on niebezpieczny, że może ranić itd. Że mamy przekonania o trójkątach, że donikąd nie prowadzą, że to krzywda. Jeśli mamy takie przekonania, to najpewniej one się potwierdzą - pójdzie znanym scenariuszem. Ale nie każdy ma takie przekonania, takie nastawienie, nie każdy seksem chce manipulować itd. Niektórzy po prostu chcą kochać i/lub odczuwać przyjemność.
# 432013.03.21, 21:03

Mara
Bardzo zgadzam się tutaj z ostatnią wypowiedzią Voki (swoją drogą, mam Cię odmieniać przez "c" czy "k"?). Ostatnimi czasy miałam sporo rozmów z partnerem na temat "trójkąta szwedzkiego" (kobieta + 2 panów). Ku mojemu zaskoczeniu, jego reakcja była bardzo gwałtowna i negatywna. Kiedy udało nam się już, względnie, spokojnie porozmawiać dowiedziałam się, że jego zdaniem mężczyźni uczestniczący z czymś takim musieliby być biseksualni, bo przecież trochę jednak będą się dotykać i będą razem nago. Tak, poczułam się nieco zdumiona tym punktem widzenia, może ktoś czuje się z nim tożsamy i wytłumaczy mi skąd ten pomysł?
Kilkukrotnie próbowałam jeszcze przeprowadzić merytoryczną rozmowę na ten temat, ale okazało się to w przeciągu pół roku całkowicie niewykonalne.


Dla mnie, obawiam się, niemal naturalny jest moment, kiedy między przyaciółmi dochodzi do takiego momentu bliskości, że chce się pogłębiać tę relację i kochać. Co więcej, zdarzały mi się wspólne aktywności z moim partnerem i jego przyjacielem, kiedy było tak blisko i przyjemnie, że wspólny seks wydawał się tak naturalną kontynuacją takiego miłego popołudnia, że jej brak powodował smutek i ból odrzucenia. I to wcale nie musi znaczyć, że teraz we troje już jesteśmy w związku, choć, oczywiście, może. To po prostu pozbawione wstydu odbieranie i dawanie przyjemności, tak jak się chce, z kim się chce i kiedy się chce. Jednocześnie wiem, że trójkąt z kimś dla mnie obcym byłby dla mnie zupełnie nie do przyjęcia. Musi być tu choć trochę zaufania.

Być może, zbyt wiele czasu spędziłam na pozbywaniu się kulturowych uwarunkowań, przekonań i pomysłów na to co jest normalne. Nie znaczy to jednak, że pozbyłam się ich zupełnie, jeśli to wogóle możliwe. Nie mniej nie potrafię już wyobrazić sobie życia w okowach takigo wstydu i strachu przed przekroczeniem granicy. Jednocześnie odczuwam szczery smutek, kiedy patrzę na kogoś kto szamoce się tak we własnej niepewności.

Mam jeszcze sporo przemyśleń na ten temat, ale często czuję się szczerze zaskoczona oceniającymi i agresywnymi wypowiedziami na temat trójkątów. Bardzo cieszę się, że pojawił się tekst, który tak lekko i bez krytyki dotyka tego tematu. Jednocześnie, nie pokazuje takiego wydarzenia jak tandetne erotyki.
# 442013.03.21, 21:41

V
Np. Chuck Spezzano w książce "Miłość nie rani" pisze o tym, że trójkąty (nie mówię, że seksualne, ale tych nikt z tego równania nie wyklucza) biorą się z przekonania, że nie możemy dostać wszystkiego w jednym związku. Myślę, że warto się nad takim postawieniem sprawy zastanowić. Uwaga - nikogo tym nie przekonuję, że coś jest złe albo czegoś nie należy robić. Róbta, co chceta - jak mówił Jurek Owsiak - ja dodam: ale ze świadomością, co i dlaczego robisz. :)

Poniżej cytat:

TRÓJKĄTY BIORĄ SIĘ Z PRZEKONANIA, ŻE NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO W JEDNYM ZWIĄZKU

Wszystkich nas ograniczają przekonania, że nie można mieć wszystkiego w jednym związku. Słyszymy, że musimy dorosnąć, że nie może istnieć bajkowy świat, w którym wszyscy są szczęśliwi i mają wszystko, czego pragną. Przekonanie, że nie można mieć wszystkiego, bierze się z głębszego przekonania jeszcze z dzieciństwa, że nie możemy być jednocześnie tak samo kochani przez matkę i przez ojca. Dlatego wierzymy, że nie można mieć wszystkiego w jednym związku. Przekonanie, że oboje rodzice nie mogą nas kochać jednakowo, wskazuje na brak równowagi w rodzinach, w których się urodziliśmy, oraz brak więzi, jakiemu wszyscy musieliśmy stawić czoło
w dzieciństwie. Oczywiście nasi rodzice też musieli się z tym zmierzyć, kiedy byli dziećmi. Zwykle byliśmy mocno związani z jednym rodzicem, a oddaleni od drugiego. Nie umieliśmy określić, gdzie przebiega granica między nami a rodzicem, z którym byliśmy związani. Jednocześnie od drugiego rodzica byliśmy niezależni lub nie czuliśmy z nim więzi. Czasem zdarza się jednak, że byliśmy blisko z obojgiem rodziców, a od współmałżonka się alienujemy. Taka nierównowaga w naszej rodzinie rodzi nierównowagę w innych sferach. Na przykład kariera zawodowa może rozwijać się o wiele lepiej niż związek lub możesz odnieść sukces w związku, ale nie w życiu zawodowym. Gotowość, by w związku dać z siebie wszystko, pozwoliłaby ci również otrzymać wszystko. Możemy wprowadzić równowagę w te pierwotne związki i przekonać się, że możemy cieszyć się miłością zarówno ojca, jak i matki.

podobne artykuły

Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 
Pierwsze nietypowe orgazmy
Głosem zdławionym przez rozkosz spytałam, czy wie, co mi robi. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie kochaliśmy się całą noc...
 

najnowsze artykuły

Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
komentarze (1)
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 









zobacz też

„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter