dział: kochanek / kochanka

Trójkąt

Weronika
dodano: 2012.02.09
Ten temat przeplatał się w naszym związku już od dłuższego czasu. I nawet teraz, po fakcie, kiedy skoczyłam na głęboką wodę, za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal. Być może zrozumienie jego pragnień przerasta moje możliwości, być może mężczyźni są bardziej skomplikowani niż nam się wydaje? Jednak wiem jedno, on o moich pragnieniach wie więcej niż ja sama...

Z propozycją trójkąta z innym mężczyzną wyszedł on. Było to jakiś czas temu, już wtedy byliśmy razem od trzech lat. Nigdy nie wysyłałam mu żadnych takich sygnałów, więc z początku myślałam że to podstęp, trick, który ma mnie wprowadzić na poczucie winy, wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, co pociągnie za sobą potrzebę odwzajemnienia tego, co on dał mi. Przyznaję, poczułam się dziwnie, odniosłam wrażenie, jakby czegoś mu brakowało, jakby przestało mu na mnie zależeć. Sporo czasu zajęło mi oswojenie się z tą myślą. Samo oswojenie, bo o realizacji pomysłu nawet nie śmiałam myśleć.


A jednak zaintrygował mnie. Kiedy pierwsze wrażenie, to emocjonalne, opadło, pojawiły się myśli, rozważania i pytania. Ciekawiło mnie jego podejście, przecież nie co dzień spotyka się facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu, widzieć ich razem i przyłączyć się w odpowiednim momencie. Czułam się zmieszana, z jednej strony zaskoczona i zaciekawiona, z drugiej przerażona i zdeprymowana.


Rozmawiał o tym chętnie, więc często poruszałam temat. Za każdym razem pojawiały się te same pytania, wszystkie nakierowane na próbę zrozumienia jego zachowań. Na próżno. Krążyłam tylko wokół tematu a on odpowiadał, szczerze, widziałam to. W pewnym momencie w związku szczerość po prostu się widzi. Naprawdę tego chciał, ten błysk w oku, radość, niemalże euforia kiedy pytałam, jak to ma wyglądać. Wiedział dokładnie czego chce, co więcej, choć wtedy jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy, wiedział też, czego chcę ja. Opisywał całość ze szczegółami a ja się nakręcałam, z każdym tygodniem coraz bardziej.


Zdecydowałam się niecałe pół roku temu, po wielu przemyśleniach, rozważaniach za i przeciw pewnego październikowego wieczoru powiedziałam "tak". Spodziewałam się euforii, podniecenia, nawet gniewu z jego strony. Ostatecznie do końca nie byłam pewna jego zamiarów, mimo kilku lat związku, wydawało mi się że znamy się na wskroś. Jednak on zareagował spokojnie, ucieszył się na swój elegancki sposób. Zapytał czy jestem pewna, później zapytał o to jeszcze kilka razy, dodatkowo podkreślając, żebym pozwoliła sobie na odrobinę egoizmu, żebym puściła wodze, żebym skupiła się na sobie i w niczym się nie ograniczała, żebym mu zaufała.


Wybór padł na jego przyjaciela, Piotra. Do końca nie byłam pewna, czy to ja go wybrałam, miałam wrażenie że moje poznanie z Piotrem, który rzecz jasna jeszcze o niczym nie wiedział, było jedynie formalnością, że to Tomasz doskonale wiedział o tym jak bardzo spodoba mi się Piotr. I owszem, spodobał mi się.


Piotr, choć to dość banalne, był szarookim brunetem. Podobał się wielu kobietom i przyznam szczerze, był bardziej atrakcyjny od Tomka. Co mnie jednak nie dziwiło, bowiem Tomasz często wspominał. że sensem takiej zabawy jest dobór atrakcyjniejszego pana niż on sam.


Wszystko wydarzyło się pod koniec października, jakieś dwa tygodnie po mojej decyzji. Tomek dokładnie wszystko zaplanował. Zasugerował eleganckie stroje. Poinstruował Piotra na co może sobie pozwolić, instrukcja była krótka, na wszystko w granicach normy, poza seksem analnym. Piotr przygotował kolację.


Kiedy przyjechał po mnie, serce podeszło mi do gardła. Jechaliśmy do mieszkania Piotra, rozmawiając jak gdyby nigdy nic. Piotr wydawał się jeszcze bardziej przerażony niż ja. Dla całej naszej trójki było to pierwsze takie doświadczenie, ale tylko Tomasz zachowywał stoicki niemalże spokój, sprawiał wrażenie smakosza delektującego się wykwintną potrawą, skupiającego się na wszystkich jej walorach, w każdej sekundzie jedzenia. Z tej perspektywy ja miałam być daniem głównym...


Na kolację był pstrąg zapiekany w maśle, do tego czerwone, półsłodkie wino i trochę serów. Dookoła porozstawiali świece, stłumione światło płomieni, nastrojowa muzyka, odrobina wina i podniecenie tradycyjnie złożyły się na głęboki, intymny nastrój.


Siedzieliśmy we trójkę przy okrągłym, drewnianym stole, Tomasz zajadał się pstrągiem, jadł dużo, bez nerwów, powoli. Jego opanowanie jednocześnie imponowało mi i przerażało, nie tylko mnie zresztą, Piotr również zauważył specyficzne podejście Tomasza. Jednak kilka lampek wina rozluźniło i nas. Przeszliśmy na kanapę, usiadłam obok Piotra, Tomasz siadł nieco dalej. Wywiązała się miła rozmowa, zupełnie odbiegająca od tematu spotkania. To mnie rozluźniło jeszcze bardziej. Strach i napięcie opadły. Zostało podniecenie i ciekawość. Piotr pocałował mnie, namiętnie, tylko w usta, po czym nieśmiało wsunął mi język głębiej. Miał tam kolczyk, który bardzo przypadł mi do gustu. Poczułam jego dłoń na udzie, druga dłoń delikatnie drapała mój kark. Przyciągnęłam go do siebie, jednocześnie rozpinając jego koszulę. On również zaczął mnie rozbierać, delikatnie, bez pośpiechu, cały czas całując.


Miał wspaniałe, umięśnione ciało, był bardzo zadbany, nie było się do czego przyczepić. Rozebrał mnie pewnie, ale bez pośpiechu. Tomasz cały czas na wszystko patrzył, przyglądał się jak jego kolega pieści jego kobietę. Myśl o tym podniecała mnie do granic możliwości. Chciałam tego, dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo tego chciałam.


Piotr wziął mnie na ręce, przeniósł z kanapy na łóżko, nagą, jedynie w stylowych kabaretkach. On też był nagi, czułam jego ciepłe, umięśnione ciało, czułam jak ociera się o mnie, jak pieści mnie centymetr po centymetrze. W końcu wszedł we mnie, zignorował leżące obok prezerwatywy, wszedł bez zabezpieczenia. Spodobało mi się to, przez chwilę tylko poczułam niepewność co do reakcji Tomasza. Jednak jemu również się to spodobało.


Piotr był czuły, namiętny i zdecydowany. Tomasz również przyłączył się po chwili. Zajęli się mną obaj, doskonale się zgrali. Potrafili się mną podzielić, nie było nieporozumień, nie było natarczywości ze strony Piotra, obaj podeszli do tego bardzo dojrzale.


Cała nasza trójka świetnie odnalazła się w trójkącie. To czego bałam się na początku, zepsucia relacji z Tomaszem, ewentualnych uczuć wobec Piotra i wreszcie złego podejścia obu panów, okazało się nieuzasadnione. Ta noc i kilka jej powtórek zaliczam do najintensywniejszych doznań erotycznych jak dotąd. Bazując na własnych doświadczeniach, polecam takie urozmaicenia dla zażyłych par pewnych swojego uczucia.


Trójkąty bardzo umocniły nasz związek pod katem emocjonalnym, pokazały nam, że w odpowiednim towarzystwie i nastroju możemy pozwolić sobie na więcej swobody, jednocześnie nie tracąc na uczuciowości naszego związku. Wiele zależy od podejścia wszystkich osób biorących w tym udział. Należy unikać narwanych charakterów i osób, które chcą się tylko zabawić. Zdecydowanie nadają się do tego panowie empatyczni, czujący potrzeby swoich partnerek i posiadający podobne potrzeby wobec samych siebie. Zabawa jest bez wątpienia godna spróbowania i mimo początkowego strachu i niepewności, z całą stanowczością polecam.


Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo jako ostatni. 


Zobacz też: Poprawność polityczną zostaw za drzwiami sypialni, czyli zabawa w uległość i dominację

 

komentuj























autor:

komentarze (20 - 44)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 442013.03.21, 21:41

V
Np. Chuck Spezzano w książce "Miłość nie rani" pisze o tym, że trójkąty (nie mówię, że seksualne, ale tych nikt z tego równania nie wyklucza) biorą się z przekonania, że nie możemy dostać wszystkiego w jednym związku. Myślę, że warto się nad takim postawieniem sprawy zastanowić. Uwaga - nikogo tym nie przekonuję, że coś jest złe albo czegoś nie należy robić. Róbta, co chceta - jak mówił Jurek Owsiak - ja dodam: ale ze świadomością, co i dlaczego robisz. :)

Poniżej cytat:

TRÓJKĄTY BIORĄ SIĘ Z PRZEKONANIA, ŻE NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO W JEDNYM ZWIĄZKU

Wszystkich nas ograniczają przekonania, że nie można mieć wszystkiego w jednym związku. Słyszymy, że musimy dorosnąć, że nie może istnieć bajkowy świat, w którym wszyscy są szczęśliwi i mają wszystko, czego pragną. Przekonanie, że nie można mieć wszystkiego, bierze się z głębszego przekonania jeszcze z dzieciństwa, że nie możemy być jednocześnie tak samo kochani przez matkę i przez ojca. Dlatego wierzymy, że nie można mieć wszystkiego w jednym związku. Przekonanie, że oboje rodzice nie mogą nas kochać jednakowo, wskazuje na brak równowagi w rodzinach, w których się urodziliśmy, oraz brak więzi, jakiemu wszyscy musieliśmy stawić czoło
w dzieciństwie. Oczywiście nasi rodzice też musieli się z tym zmierzyć, kiedy byli dziećmi. Zwykle byliśmy mocno związani z jednym rodzicem, a oddaleni od drugiego. Nie umieliśmy określić, gdzie przebiega granica między nami a rodzicem, z którym byliśmy związani. Jednocześnie od drugiego rodzica byliśmy niezależni lub nie czuliśmy z nim więzi. Czasem zdarza się jednak, że byliśmy blisko z obojgiem rodziców, a od współmałżonka się alienujemy. Taka nierównowaga w naszej rodzinie rodzi nierównowagę w innych sferach. Na przykład kariera zawodowa może rozwijać się o wiele lepiej niż związek lub możesz odnieść sukces w związku, ale nie w życiu zawodowym. Gotowość, by w związku dać z siebie wszystko, pozwoliłaby ci również otrzymać wszystko. Możemy wprowadzić równowagę w te pierwotne związki i przekonać się, że możemy cieszyć się miłością zarówno ojca, jak i matki.
# 432013.03.21, 21:03

Mara
Bardzo zgadzam się tutaj z ostatnią wypowiedzią Voki (swoją drogą, mam Cię odmieniać przez "c" czy "k"?). Ostatnimi czasy miałam sporo rozmów z partnerem na temat "trójkąta szwedzkiego" (kobieta + 2 panów). Ku mojemu zaskoczeniu, jego reakcja była bardzo gwałtowna i negatywna. Kiedy udało nam się już, względnie, spokojnie porozmawiać dowiedziałam się, że jego zdaniem mężczyźni uczestniczący z czymś takim musieliby być biseksualni, bo przecież trochę jednak będą się dotykać i będą razem nago. Tak, poczułam się nieco zdumiona tym punktem widzenia, może ktoś czuje się z nim tożsamy i wytłumaczy mi skąd ten pomysł?
Kilkukrotnie próbowałam jeszcze przeprowadzić merytoryczną rozmowę na ten temat, ale okazało się to w przeciągu pół roku całkowicie niewykonalne.


Dla mnie, obawiam się, niemal naturalny jest moment, kiedy między przyaciółmi dochodzi do takiego momentu bliskości, że chce się pogłębiać tę relację i kochać. Co więcej, zdarzały mi się wspólne aktywności z moim partnerem i jego przyjacielem, kiedy było tak blisko i przyjemnie, że wspólny seks wydawał się tak naturalną kontynuacją takiego miłego popołudnia, że jej brak powodował smutek i ból odrzucenia. I to wcale nie musi znaczyć, że teraz we troje już jesteśmy w związku, choć, oczywiście, może. To po prostu pozbawione wstydu odbieranie i dawanie przyjemności, tak jak się chce, z kim się chce i kiedy się chce. Jednocześnie wiem, że trójkąt z kimś dla mnie obcym byłby dla mnie zupełnie nie do przyjęcia. Musi być tu choć trochę zaufania.

Być może, zbyt wiele czasu spędziłam na pozbywaniu się kulturowych uwarunkowań, przekonań i pomysłów na to co jest normalne. Nie znaczy to jednak, że pozbyłam się ich zupełnie, jeśli to wogóle możliwe. Nie mniej nie potrafię już wyobrazić sobie życia w okowach takigo wstydu i strachu przed przekroczeniem granicy. Jednocześnie odczuwam szczery smutek, kiedy patrzę na kogoś kto szamoce się tak we własnej niepewności.

Mam jeszcze sporo przemyśleń na ten temat, ale często czuję się szczerze zaskoczona oceniającymi i agresywnymi wypowiedziami na temat trójkątów. Bardzo cieszę się, że pojawił się tekst, który tak lekko i bez krytyki dotyka tego tematu. Jednocześnie, nie pokazuje takiego wydarzenia jak tandetne erotyki.
# 422013.02.25, 19:29

V
A ja myślę, że coś takiego można zrobić po prostu z ciekawości i dla przyjemności. I to wcale nie musi być tak, że ma zaszkodzić albo pomóc. To są nasze filtry: seks jako coś niebezpiecznego, jakaś kreatywna lub niszcząca siła. To nie seks niszczy lub buduje, to nasze niewypowiedziane lub nieuświadomione oczekiwania, pomysły, że coś ma być lekiem na całe zło lub czymś tam innym. Seks to tylko seks. Tłumione emocje, dziwne intrygi, manipulacja - to może zaszkodzić, ale dlaczego seks sam w sobie? Równie dobrze można powiedzieć, że jak się trzy osoby jednocześnie umyją jednym mydłem albo wykąpią w jednym basenie to coś. . . No właśnie nie. Naiwnie zakładam, że o ile intencje będą czyste, i we wszystkich będzie na to całkowita zgoda na każdym poziomie - to nie ma co wypatrywać katastrofy. Inną rzeczą jest to, że mamy przekonania o seksie, że jest on niebezpieczny, że może ranić itd. Że mamy przekonania o trójkątach, że donikąd nie prowadzą, że to krzywda. Jeśli mamy takie przekonania, to najpewniej one się potwierdzą - pójdzie znanym scenariuszem. Ale nie każdy ma takie przekonania, takie nastawienie, nie każdy seksem chce manipulować itd. Niektórzy po prostu chcą kochać i/lub odczuwać przyjemność.
# 412013.02.25, 17:26

de99ial
Trójkąt. . . To bardzo ciekawy temat. Myślałem o nim sporo i pomimo propozycji nie zdecydowałem się (ja miałem być trzecim w czyimś związku).

Jedyna sytuacja, w której wyobrażam sobie takie uczestnictwo, to taka, w której obu osobom ufam właściwie nieskończenie i one sobie także. Innymi słowy - to fajna rzecz dla ludzi, którzy są sobie bliscy w każdym kierunku. W innych przypadkach to częściej szkodzi niż pomaga i lepiej nie ryzykować wartościową relacją. A bezwartościowych nie powinno być.

Pozdrawiam
de99ial
# 402013.02.25, 01:08

Tomek
Czesc Laski !

Kiedy chodzilem do liceum na lekcje pt przysposobienie do zycia w rodzinie, przyszla pani seksuolog. Lekcja byla bardzo ciekawa i wiele informacji z niej wzniesionych mi pomoglo zrozumiec dziewczyny,przyjmujac pewne o was prawdy jak aksjomat w matematyce.
Kazda z was jest inna i czym sie kazda z was kieruje to moga to byc tylko przypuszczenia. Jedna drugiej sie dziwi dlaczego tak postapila. Moze chormony , moze szuka takiego podobnego taty, moze uczucia itp. Same siebie nie zanacie . Ja przekonalem swoja zone do kochanka. Nie ma miedzy nami zazdrosci a jest zaufanie. Uwazamy ze zazdrosc jest choroba psychiczna. Wiecej przez nia jest tragedii niz pozytku i seks jest ciekawszy bo wiecej mozliwosci a ja mam atrakcyjna zone i ona tez to czuje.
Stosunek przez gumke uwaza ze jest to lizanie cukierka przez szybe i dlatego zabezpiecza sie ona. Sa rozne gusta. Jedna lubi byc ponizana druga nie. Ale pracujac w tzw budzetowce widze od czasu do czasu jak w tzw babincu dziewczny dyskretnie same sie ponizaja. Tomek
# 392012.02.17, 11:58

Gunia
@Rafał: Znam to, kiedyś mieszkałam w maleńkiej klitce w 3 osoby i nieczego mi nie brakowało, potem przeprowadziłam się do 60-metrowego mieszkania w dwie, ale chciałam więcej, teraz mieszkam w 1 50-metrowym domu z średnio dużym ogrodem, ale jeśli mi się urodzą dzieci to chcę mieć dom cn. 3 00 metrów i z dwa hektary ogrodu. Kurcze, było mi się nie ruszać z tamtej klity! Laboga, już za późno! Ale ty masz jeszcze szansę, zostań tam gdzie jesteś, bo to się nigdy nie kończy ;-)
# 382012.02.17, 11:55

fiutomanka
Rafał, w jakim sensie coś jeszcze?
# 372012.02.17, 07:44

Rafał
też mi sie to marzy ale zdaje sobie sprawe że jak trójkąt to zaraz bede chciał cos jeszcze wiec dziękuje -ALE NIE!!!!
# 362012.02.14, 18:12

fiutomanka
Bardzo ciekawy temat.

Co do szanowania się - krótka piłka: Gdy mężczyzna marzy, albo i opisuje swoje zabawy z dwiema kobietami, to się nie nazywa, że robi za materac i że te kobiety go poniżają.

Trochę jedynie dręczy mnie kwestia prezerwatywy. Kobieta była tak uległa, że nie zażądała użycia prezerwatyw. Czy to wchodzi jeszcze w zakres "uległości/poniżania się z wyboru", które jest po prostu praktyką umilającą seks?Czy może to już poniżenie niezdrowe?

Też jestem ciekawa takiej rzeczy - czy partner bohaterki nie chciał później czegoś w zamian? Ja się zawsze obawiam sytuacji niesymetrycznych: Żeby nie było to wpuszczenie w poczucie obowiązku odwzajemnienia.
# 352012.02.14, 10:04

Gunia
Długo w nocy myślałam o tym szanowaniu się i doszłam do znośnej dla mnie definicji, którą chcę się z wami podzielić. Otóż, szanująca się kobieta sięga po wszystko co najlepsze i ze wzgardą depcze wszsytko, co nie jest dla niej dość dobre ;-) Według tej definicji każda sama ustala granice. To moim zdaniem najlepszy układ. I wyklucza to wstrętne ocenianie, bo przy takim rozumieniu szanowania się, ciężko jakimś życzliwym, porządnym panienkom z zewnątrz stwierdzić, że ktoś się nie szanuje.
# 342012.02.14, 09:23

V
""Ty, feministka, chcesz sie przespac z gosciem, ktory traktuje cie jak kolejne mieso do zaliczenia? W takim razie jestes zwykla dziwka"" - O mamusiu, nie ma jak to "autorytety", które powiedzą Ci, kim naprawdę jesteś. :( Smutne. . .

# 332012.02.14, 01:44

toni
@Sabo - w tekście nie ma mowy o upodleniu, tekst wyraźnie sugeruje że cała sytuacja odbyła się w atmosferze wzajemnego szacunku, zrozumienia i realizacji wspólnych fantazji, akurat tu te fantazje się uzupełniały, myślę że cała trójka doskonale rozumiała zasady gry. Wracając do upodlenia, mam wrażenie że bardzo uogólniasz. Równie dobrze możesz powiedzieć że grupka dzieci bawiących się w dom to już rodzina, lub grupka chłopców bawiących się w wojnę to żołnierze, czy nazwać dziewczynkę bawiącą się lalką, matką. Jest różnica między brakiem szacunku jako takiego a jego eliminacją na potrzeby własnych fantazji. Jedno to zabawa, drugie poważny problem. Zawsze uważałam że feminizm służy kobiecej swobodzie wyrażania siebie tak więc dyskryminacja kobiety, która idzie za własnymi pragnieniami, oczywiście w sposób cywilizowany i racjonalny, jest adekwatna do dyskryminacji kobiet przed nadejściem feminizmu. Przecież o to w tym właśnie chodzi, żeby zyskać swobodę wyrażania siebie, kobiety radykalnie zaznaczające swój feminizm korzystają z tej właśnie swobody na rzecz zła z którym walczyły. Stają się takie same jak mężczyźni ubezwłasnowolniający kobiety. Nie można popadać ze skrajności w skrajność. Radykalne autoograniczanie własnych potrzeb, pragnień, zachowań przez kobiety na rzecz ideologi feministycznej to niszczenie tejże ideologi. :)
# 322012.02.14, 01:37

rosa
A tak ogolnie to dyskusja nam idzie wspaniale, i to nawet bez trolli:)
# 312012.02.14, 01:34

rosa
@V: Artykul juz czytalam. Podkresle jeszcze raz, ze nie mam nic do doswiadczen autorki. Rownie dobrze ktos moglby sie przyczepic do moich. Autorka lubi pasywna role (o to chodzilo mi z tym "materacem"), ma swietne orgazmy, ja jej najwyzej pogratuluje. Osobiscie marzylam o zostaniu kochanka Pierwszego Sekretarza Polnocnej Korei:) Jak pisalam, kazdemu jego porno i nie chcialabym byc za to skrytykowana.
Moje pytanie postawilam dlatego, bo jestem dusza gawedziarska i lubie sie dzielic wszystkimi fajnymi doswiadczeniami, a seksualne byly jednymi z najfajniejszych;) To, ze koscielnie nastawiona frakcja nie bedzie zachwycona, moglam zalozyc z gory. Zabolala mnie natomiast reakcja kilku osob, ktorych zdanie bardzo sobie cenie. "Ty, feministka, chcesz sie przespac z gosciem, ktory traktuje cie jak kolejne mieso do zaliczenia? W takim razie jestes zwykla dziwka"- uslyszalam i zaczelam sie zastanawiac, czy w tej opinii nie bylo ziarnka prawdy. Gdy mam ochote, zazwyczaj ja realizuje. Moja kolekcjonerska pasja i ustalanie zasad do kazdego przydadku jest troche meczace, poza tym wydaje mi sie troche niebezpieczne.
@Sebo: nie moge sie powstrzymac i doleje oliwy do ognia. Sa feministki tkwiace w niezdrowych zwiazkach. Sa zachwyceni feminizmem faceci, obmacujacy na imprezach kolezanki po pijanemu, o czym swojego czasu pisala Anna Zawadzka. Znalazloby sie tez troche udajacych orgazmy. Albo w ogole wrogich seksualnosci. Zawsze moga sie spotkac z wyrzutem takim, jak ja powyzej. Ze swoja postawa wspieraja patriarchat. Szczerze? Nie wiem czy slusznie. Szukam i bladze:)
# 302012.02.13, 23:28

kama
@Sabo- jeśli szacunek jest w związku na porządku dziennym, to odrobina "poniżenia" podczas seksu na pewno nie zaszkodzi, zwłaszcza, jeśli gwarantuje to obopólną satyfakcję;)
# 292012.02.13, 22:59

Sabo
V: "I na koniec - wybaczcie - ale nie mogę się postrzymać: czy feministka, która lubi w łóżku słyszeć "ty kurwo, ty suko" - jest gorszą feministką? :P".
Faktycznie, to bardzo zdrowe dać się upodlić. Szczyt wyzwolenia! Żenujące.
# 282012.02.13, 22:44

kama
@Rosa-moim zdaniem "materac" bardziej przypomina żona, gdy jej mąż egzekwuje od niej obowiązek małżeński, udająca orgazm, żeby mieć ten niesatysfakcjonujący akt jak najszybciej za sobą! Jest uprzedmiotowiona, bierna i służy swojemu mężowi jak materac. Takich kobiet wśród nas jest całkiem sporo.
Co do szacunku, to najważniejsze, żebyśmy go czuły przede wszystkim same do siebie! Jeśli ostre pieprzenie choćby z całą drużyną piłkarską nie podkopuje mojego poczucia własnej wartości to jest ok :)
Jedynym słabym punktem jak dla mnie jest faktycznie brak gumki;)
# 272012.02.13, 22:44

V
XY - a co do prezerwatywy, też mnie to uderzyło, gdy czytałam tekst po raz pierwszy.
# 262012.02.13, 22:28

V
@Rosa - Specjalnie dla Ciebie dodałam jeden link pod tekstem. :)

@Sabo - A mi się wydaje, że feministka nie będzie marudzić ani oceniać innej kobiety, ani też naprawadzać ją na "dobrą drogę", gdy ta opowiada o swoich doświadczeniach seksualnych.

Seksualność jest oderwana od jakiejkolwiek ideologii, a jeśli nie jest - jest źle. Nie możemy oceniać naszych seksualnych pragnień w tych samych kategoriach, w których oceniamy programy antyprzemocowe. Własne łóżko to nie miejsce do uprawiania polityki równościowej, tylko do uprawiania satysfakcjonującego seksu!

Proponuję Ci, żebyś sięgnęła np. po książki feministki Nancy Friday, która z szacunkiem i bez oceniania odnosi się do kobiecych fantazji seksualnych i różnorodnych zachowań.

Ja nie mam zamiaru cenzurować tekstów, zmieniać języka, którym kobiety piszą, bo ja chcę na tym portalu pokazywać różnorodność kobiecych pragnień i doświadczeń i sposóbów mówienia o tym. Nie wszystkie jesteśmy feministkami, ja jestem, dlatego też o tę różnorodność dbam jeszcze bardziej. Tu nie ma jedynego schematu "prawdziwej kobiety", "prawdziwej lesbijki", czy "prawdziwej feministki". I nie będzie.

Jestem szalenie wdzięczna autorce, że podzieliła się swoim doświadczeniem! Bardzo się cieszę, że ten tekst się tu pojawił. Można się czepiać wielu rzeczy (niekoniecznie w tym tekście, w ogóle w życiu lub na tym portalu), ja uważam, że warto docenić plusy i przymknąć oko - jeśli w ogóle są jakieś minusy. Żadna z nas nie jest chodzącym ideałem, nasze życie, nasz seks i nasze artykuły nie muszą być absolutnie prefekcyjne. O wiele bardziej cenimy sobie naszą waginistyczno-feministyczną autentyczność, dajemy sobie prawo do pomyłek, błądzenia i bardzo nam z tym dobrze!

I na koniec - wybaczcie - ale nie mogę się postrzymać: czy feministka, która lubi w łóżku słyszeć "ty kurwo, ty suko" - jest gorszą feministką? :P
# 252012.02.13, 22:23

M
"W podtytule portalu widnieje "feministyczny", a w tekście takie cuda: "facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu", "ja miałam być daniem głównym", "potrafili się mną podzielić". Uprzedmiotowienie kobiety. Szacunku dla siebie i względem siebie nawzajem w zdrowym związku autorka tekstu i jej partner muszą się jeszcze trochę pouczyć. "

No i wniosek z tego taki, że kobieta z "poprawności tradycyjnej" powinna wpaść w "poprawność feministyczną", więc z ograniczeń nakładanych przez społeczeństwo powinna sobie sama na siebie nałożyć okowy cnoty i nie prosić "kochanie, rzuć mnie na łóżko i weź mnie jak tylko będziesz miał ochotę", bo to "nie wypada", bo jest feministką? Bzdura.
# 242012.02.13, 21:57

V
@Rosa - "gdzie feministka ma postawic granice? jakich kryteriow sie trzymac, by byc pozniej zadowolona z siebie?" - a co to za pytanie. Dla mnie przypomina ono: "gdzie (prawdziwa) lesbijka/kobieta ma postawić granice"?

Halo! Jesteśmy po pierwsze sobą, ideologia - nie ważne czy feministyczna, czy nie - jest absolutnie wtórna i nigdy nie sugerowałabym ludziom, a już szczególnie feministom :), że swoje decyzje czy emocje podporządkowywały jedynemu słusznemu porządkowi.

A co ze stwierdzeniem, że ile jest kobiet - tyle feminizmów? - Dla mnie to chyba podstawa feminizmu.

Feminizmy są różne, począwszy od różnych fal historycznych, poprzez różne kultury itp. Wszędzie jednak chodzi o to, żeby kobieta (czy szerzej: człowiek) była podmiotem, a nie przedmiotem. Wkładając się w ramy ideologii, w szufladkę "prawdziwej feministki", stajesz się przemiotem, nie podmiotem.

Jestem feministką i mogę wszystko. Sama ustalam własne granice według mojego osądu, rozsądku, sumienia, poczucia właściwości - jakkolwiek to nazwać, chodzi po prostu o to, że zachowuje się zgodnie ze sobą, nie robię niczego, czego nie chcę, robię to, co chcę. Nie mam absolutnie żadnego problemu z ideologią. I nie uważam, że trójkąt, chęć bycia zerżniętą, poniżoną, upokorzoną - w ramach relacji seksualnej - jakoś od feminizmu odstaje. W łóżku nie ma czegoś takiego jak poprawność polityczna. No, chyba że nie lubicie, jak Wasi partnerzy/partnerki mówią do Was: ty kurwo, ty suko, ty zdziro - ale mnóstwo kobiet to lubi! Czy mają z tego zrezygnować tylko dlatego, że są feministkami? :)
# 232012.02.13, 21:28

Gunia
@rosa: A propos szanowania się, to uważam, że jego tradycyjne rozumienie nie zgadza się z wyzwoleniem kobiet. Mnie "szanowanie się" zawsze kojarzyło się z ograniczeniem i zniewoleniem, już jako mała dziewczynka słyszałam ciągle, że szanująca się panienka nie odda kopniaka koledze w szkole, nie przeklnie, nie złości się o "byle co", potem było już tylko gorzej. Aby "się szanować" musiałabym zostać prawdziwą damą z dawnych dobrych czasów, która miała tak ograniczoną możliwość manewru, że to czy była szanowana w 99% zależało od czynników zewnętrznych (urodzenia, i tego czy mężczyźni, pod których była opieką zechcieli ją szanować, czy nie). Otóż szanując się nie mogę zrobić prawie nic z tego, na co ja mam ochote i co mnie się podoba, a wyłącznie to, co podoba się innym. Pod tym zwględem bycie "materacem" jest dla mnie tylko maleńkim obniżeniem statusu :-(

Do tego mój małżonek ma taki sam pogląd na sprawy i tak mnie "szanuje" w łóżku, że czasem naprawdę mam ochotę się "zeszmacić". Ale jakbyśmy już mieli mieć trójkąt i on by z tym drugim umówił się na 0 analu, to niech już lepiej zostanie tak jak jest. . .
# 222012.02.13, 21:10

rosa
@Sabo: wiesz, po przeczytaniu tego artykulu tez mialam mieszane uczucia. Mieszane, bo skomentowalam tu juz lepsza "perelke" mowiaca o tym, ze te dzisiejsze dziewuchy to nawet inicjuja seks, poza tym mamy dzisiaj wzor kobiety pewnej siebie i samczej, co spowoduje oczywiscie zaglade. Jednoczesnie to przezycie danej bohaterki, ktora najwyrazniej lubi zamienic sie w materac, ale to jej porno. Nie takie fantazje sie juz miewalo;)

Chociaz ostatnio dreczy mnie rzeczywiscie powaznie pytanie: gdzie feministka ma postawic granice? jakich kryteriow sie trzymac, by byc pozniej zadowolona z siebie?
# 212012.02.13, 20:38

Gunia
@Sabo: Akurat w seksie nadmierna poprawność polityczna to prawdziwy party killer. Feministyczny, nie znaczy, że trzymamy kolana nerwowo zaciśnięte i każemy facetom płaszczyć się aby móc choć spojrzeć na te cuda, to jest matka Polka. Wyzwolenie to także pozwolenie sobie na więcej w seksie, bohaterka historii najwyraźniej była zachwycona sytuacją, więc nigdzie się nie sprzeniewierzyła szacunkowi do siebie. To już mniej szacuknu dla siebie mam ja, która od sześciu lat nie potrafi powiedzieć mężowi, że to co robimy w łóżku to straszne nudy ;-)
# 202012.02.13, 20:28

Sabo
W podtytule portalu widnieje "feministyczny", a w tekście takie cuda: "facetów chcących oddać swoją partnerkę innemu", "ja miałam być daniem głównym", "potrafili się mną podzielić". Uprzedmiotowienie kobiety. Szacunku dla siebie i względem siebie nawzajem w zdrowym związku autorka tekstu i jej partner muszą się jeszcze trochę pouczyć. "Empatia"? O czym ta pani pisze? "Dla zażyłych par pewnych swojego uczucia"? Przeczytajcie artykuł jeszcze raz. Mnóstwo w tych słowach niepewności i strachu, braku wzajemnego zrozumienia. "Za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal", "za każdym razem pojawiały się te same pytania, wszystkie nakierowane na próbę zrozumienia jego zachowań. Na próżno", "ostatecznie do końca nie byłam pewna jego zamiarów, mimo kilku lat związku". . . Tekst wygląda na próbę autorki uporania się z własnymi rozterkami. "Zabawa" - faktycznie trafne określenie. Z dojrzałością nie ma to nic wspólnego. Smutne.

podobne artykuły

Po omacku
Mam dziewiętnaście lat, i jestem świadoma, czym jest seks.

Nie brzmi zbyt rewolucyjnie, prawda?
 
Złość, seks i piękno
Być może namiętny seks jest ostatnią rzeczą, o której myślicie, gdy patrzycie na rozwścieczoną kobietę, ale ja mówię zupełnie serio – myślałam wtedy o seksie.
 
Jak edukować o seksie dzieci? Własne dzieci
Jak rozmawiać z dziećmi o „TYCH” sprawach? Jak edukować własne dzieci o seksualności? Jak najszybciej! :D
 
Ty i ja
Moja pochwa przyjmuje Twojego penisa. Twój penis wchodzi w moją pochwę. Ona jest delikatna i mięciutka. On jest sztywny i twardy. Ona niezwykle elastyczna i gotowa przyjąć gościa. On niesamowicie dostojny i przygotowany do odwiedzin. Przeciwności stworzone do wspólnej radości.
 
Niespodziewane zakończenie dnia
Stała bez ruchu, rozkoszując się tym momentem samotności, kiedy ściana jednostajnego dźwięku zastępowała myśli i wykrawała dla niej fragment rzeczywistości, który należał wyłącznie do niej. Gorące krople zalewały jej oczy, uszy, usta. Masowały głowę, spływając na resztę zmęczonego całym dniem ciała. Delikatnie bombardowały wszystkie zmysły, kojąc i przywracając do życia jednocześnie. Każdego dnia przez cały dzień tęskniła za tym wieczornym rytuałem, za tą jedyną własną chwilą, za momentem samotności, choć nie zawsze było jej dane go doświadczyć.
 

najnowsze artykuły

Zdarzenie
seksualność kobiet » opowiadania
Zdarzenie
Za późno, by się wycofać. To spotkanie będzie jednocześnie przerażająco erotyczne i zwyczajnie przerażające.
 
Bajka o czarodziejce
seksualność kobiet » tożsamości
Bajka o czarodziejce
komentarze (2)
W pewnej wsi żyła sobie dziewczynka, która miała ogromną czarodziejską moc. Ale nie miała o tym zielnego pojęcia. Była przekonana, że jest zwykłą pastereczką i co rano pędziła swoje kozy na łąki. Na łąkach doglądała kóz, zbierała kwiaty i marzyła, patrząc w niebo. Marzyła zawsze o dwóch rzeczach: o miłości i o czarach. A czasem, gdy zapominała, że jedynie marzy, wydawało jej się, że czary dzieją się wokół. Ale gdy już-już ich dosięgała, one nagle pryskały, pozostawiając ją z uczuciem tęsknoty i niedosytu.
 
Po omacku
seksualność kobiet » artykuły
Po omacku
komentarze (3)
Mam dziewiętnaście lat, i jestem świadoma, czym jest seks.

Nie brzmi zbyt rewolucyjnie, prawda?
 
Złość, seks i piękno
seksualność kobiet » artykuły
Złość, seks i piękno
Być może namiętny seks jest ostatnią rzeczą, o której myślicie, gdy patrzycie na rozwścieczoną kobietę, ale ja mówię zupełnie serio – myślałam wtedy o seksie.
 
Wielka Królowa Przyjemności
seksualność kobiet » moje ciało
Wielka Królowa Przyjemności
komentarze (1)
Opowiem Wam bajkę o dziewczynie, która lubiła podróżować na rowerze w pojedynkę. Pewnego razu wybrała się na stukilometrową wycieczkę, z czego połowę przejechała pociągami, a połowę swoim rowerem, który nazywał się Czarna Wdowa.
 






najnowsze komentarze

Voca:
@Kama - niezła ankieta. Który z wodzów rewolucji był twoim ulubionym i dlaczego jest to Lenin?

kama:
@Paulina próbowałam wypełnić proponowaną przez Ciebie ankietę, niestety natrafiam na pytanie 15, na które nie mogę zaznaczyć żadnej (...)

Freja:
Piękne :)

A:
Czytając Twój artykuł czułam się, jakbym czytała trochę o własnych przeżyciach, nawet wiek podobny :). Miło jest wiedzieć, że nie jestem (...)

Paulina:
/ Bardzo proszę o wypełnienie ankiety, jest ona całkowicie anonimowa www. ankietka. (...)

milusia:
Podoba mi się.

A:
Czytając Twój artykuł czułam się, jakbym czytała trochę o własnych przeżyciach, nawet wiek podobny :). Miło jest wiedzieć, że nie jestem (...)

AwaS:
Vesper Smith, może i jesteś "dziewiętnastoletnim człowiekiem", ale na pewno nie "zwykłym", choć bardzo bym chciała, bo to by znaczyło, że (...)

Voca:
@Lena - bardzo mi przykro, że jesteś w takiej sytuacji. / / Jakoś mam takie wrażenie i doświadczenie, że łatwiej być mi samą i czasem (...)

kk:
Uważam, że ten tekst powinien być rozdawany każdemu przyszłemu rodzicowi przez lekarzy, położnych, urzędników zajmujących się procedurami (...)

Lena:
A ja tak z innej beczki. . . / Wiem, że wibrator nie zastąpi faceta, ale w obecnym związku "ta" zabawa jest niedozwolona. / Jesteśmy razem od 2 (...)

Voca:
No właśnie, dlaczego tyle reklam wibratorów?

Mimi:
Dlaczego przy artykule o przemocy tyle reklam wibratorów?

suowa:
Wibrator to coś czego od dawna potrzebowałam i długo przekonywałam się do kupna, ale powiem wam dziewczyny nie zastanawiajcie się ! To jedna z (...)

Ania Frywolnie:
@xnxx - Smakowe żele IntimateOrganis nie mają składników podrażniających okolice odbytu. Ich skład, to: gliceryna (pochodzenia roślinnego), (...)

zobacz też

”Etyczne zdziry” spotkanie wokół książki ”Puszczalscy z zasadami”

Sonda

Koszulkę z takim napisem założę na miasto:
  • Nie jestem cipką. Mam cipkę.
  • Nie ma ruchania bez zaufania
  • Ja nie jestem lesbijką, ale moja dziewczyna jest
  • Prawdziwe kobiety mają waginy
  • Mea vulva, mea maxima vulva
  • Nie dam sobie w cipkę dmuchać
  • Siła cipki!

zobacz wyniki »


warto wiedzieć

seksualnosc-kobiet.pl    indeks tekstów    o nas    varia    redakcja    reklama    banery    kontakt
subskrybuj nasz newsletter
portal waginistyczno-feministyczny