dział: kochanek / kochanka

1+2, czyli rachunek poliamoryczny

Voca Ilnicka
dodano: 2015.02.17
Gdy pierwszy raz usłyszałam o poliamorii - zdębiałam. Odezwały się wszelkie moje wdrukowane stereotypy i uprzedzenia. A potem w poliamorii żyłam i przeżyłam. I było (że tak kolokwialnie to nazwę, to wybaczcie, ale naprawdę:) zajebiście!

milosny-560.jpg

Był rok 2012 a ja właśnie przeczytałam książkę "Puszczalscy z zasadami". Najpierw jednak urobiła mnie Starhawk, autorka poliamorycznej sielanki w klimatach MadMaxowych o jakże ezoterycznym tytule: "Piąty święty żywioł". A więc pomieszanie z poplątaniem. Do tego warsztaty radykalnego wybaczania, anielskie karty, industrialna muzyka, tango argentyńskie, chłopak, który powiedział: OK, możemy negocjować i...


I spotkałam Go. Pana Nr 2. Pana: "Monogamia mnie nie interesuje".


Trafił tym zdaniem prosto do mojego serca, do mojego umysłu, do głębi mego jestestwa. A jego język dość szybko trafił w moje usta. To było to. Jeśli nawet nie miłość od pierwszego wejrzenia, to namiętność, dla jakiej wypowiadano wojny i rujnowano całe królestwa. Od samego początku wiedział, że mam chłopaka, długoletniego partnera, którego kocham. Czy to dla niego była przeszkoda? A skąd, to był duży plus! Wszak monogamia go nie interesowała. A co na to mój długoletni partner: "luz, idź się zabawić, przecież się umówiliśmy".

No dobrze, może nie ze wszystkim było tak luźno, bo nasze negocjacje dotyczące tego, co mogę robić z Panem-Monogamia-mnie-nie-interesuje, były długie, gorące i wielce szczegółowe. W tym czasie zdążyłam już dla Pana-Monogamia (tak sobie nazwę go krótko a przewrotnie) stracić głowę, zdrowy rozsądek, złamać tysiąc zasad nie-do-złamania i tak dalej, i tym podobnie. Słowem: zakochałam się na zabój. Latałam więc piętnaście centymetrów nad ziemią i doświadczałam stanu permanentnego wypełnienia miłością i seksualną przyjemnością.


I czułam się jak ostatnia ździra.


Naprawdę.


Czy oszukiwałam któregoś z mężczyzn? Czy nie trzymałam się wynegocjowanych zasad? Czy któregoś zaniedbywałam? Nie. Nic podobnego. Po prostu doznałam tego stanu (tak to sobie wyobrażam), którego doznają osoby homoseksualne, gdy zakochują się w osobie tej samej płci, żyjąc w heteromatriksie. Życia w próżni, w której nie tylko nikt mnie nie rozumie, ale także i wytyka palcami. Bo miałam dwóch chłopaków. Nie chciałam z tego robić sekretu, nie robiłam nic złego, po prostu kochałam. Kochałam ich obu.


Moja mama kręciła głową w niedowierzaniu. Przyjaciele taktownie nie zadawali zbyt wielu pytań. Za to ja wciąż dzwoniłam do moich nielicznych (słownie: dwóch) poli-znajomych, żeby zasięgnąć rady, języka, dostać chociaż odrobinę zrozumienia w tym świecie, w którym obcy mi ludzi patrzyli na mnie ze zgorszeniem lub politowaniem (puszczalska, kurwa, wstrętna femme fatale itp), a koleżanki nabierały wody w usta.


Tak na serio to nikt mnie nie zliczował. To ja miałam tendencje do linczowania się sama. Bo: puszczalska, zdzira, femme fatale... - zmiana wzorców myślenia to była żmudna praca.


W tej całej sytuacji najbardziej doskwierało mi zawieszenie w próżni. Brak kulturowych wzorców. Nie było żadnych seriali, filmów, znanych powieści ani lektur szkolnych, w których bohaterowie żyli tak, jak ja z dwoma mężczyznami (Izoldę pomijam). Poruszałam się więc po omacku, znając jedną powieść (wspomniana Starhawk) oraz jeden podręcznik ("Puszczalskich"). Tak naprawdę żyłam w świecie, w którym modele związków takich jak mój, były równie częste, co wygrana w totka. W którym o tym, co się dzieje w moim życiu, bardzo rzadko miałam okazję porozmawiać z kimkolwiek trzecim, a jeszcze rzadziej z kimś, kto wiedział, o czym mówię z doświadczenia.


Połączenie próżni, ludzkiego niezrozumienia oraz - w największej mierze - moich własnych wdrukowanych osądów na temat monogamii, puszczalstwa, jedynej miłości, małżeństwa, seksu i całej reszty - było jak tornado, które zabierało wszystko, co znam i kazało budować na zgliszczach. Można powiedzieć, że dzięki poliamorii zostałam (przymusowo) oczyszczona z wielkiej ilości kulturowego nalotu - tego wszystkiego, co dotyczyło miłości, zakochania, seksualnej przyjemności, ranienia innych. To oczyszczenie jednak nie było łagodne i komfortowe. Porwana przez tornado trafiłam pod wodospad (Niagarę!), który bynajmniej nie był ożywczy i łagodny. Nie! Hektolitry wody waliły, jak młot, a ja ani nie trzymałam równowagi, ani nie nadążałam z wypluwaniem wody z ust. Ślizgałam się na mokrych skałach i raz po raz podtapiałam się lub do krwi obijałam kolana.


Żyłam w miłosnym amoku i "kulturowej pralni". Z takim jakby sekretem, chociaż wszyscy wiedzieli. Jak żyję, z kim żyję. Pamiętam, jak pewnego dnia obwieściłam to na FB, żeby właśnie nie było niedomówień. Niestety, nie dało się ustawić statusu "w związku z dwoma najcudowniejszymi mężczyznami z Wrocławia". FB opcji poliamorycznej nie przewidywał. Niektórzy gratulowali odwagi, inni queerowego podejścia do życia. Było pięknie, ale sądzę, że gdyby nie to "nagłe zakochanie, którego nie było w planie", nie miałabym siły stawiać czoła polskiej monogamicznej rzeczywistości.


Co przeżyłam? Piękną miłość. "Pralnię", która nauczyła mnie bardzo wiele o miłości i związkach. Chyba najwięcej. Totalnie fascynujący okres duchowego wzrostu. Seksualne spełnienie. Życiowe spełnienie. Będąc w poliamorii, nauczyłam się też bardzo dużo na temat miłości i lęku. Każdego dnia konfrontowałam się z lękiem. Mam też wrażenie, że gdyby nie te wszystkie techniki odpuszczania, którymi się wtedy fascynowałam (EFT, radykalne, itp), z lęku uciekłabym z tamtej miłosnej konstelacji. Bo mimo tego, że miłość mnie uskrzydlała, a seks dopieszczał, to lęk (czy to ma sens?; czy ja ich nie ranię?; co ja im robię?; czy jestem ździrą?; czy krzywdzę całą naszą trójkę?), poczucie winy, poczucie niestosowności tego, co się dzieje i mnóstwo innych niełatwych uczuć, rozkładało mnie na łopatki. Tak więc nie konflikty z partnerami czy potencjalna zazdrość były mi solą w oku. Nie. To własne emocje i ciągłe mierzenie się z kulturą monogamii rozkładało mnie na łopatki.


No i jeszcze wszechogarniająca radość i ekstremalna seksualna przyjemność - no bo czy można być tak szczęśliwym? Czy można brać z życia aż tyle przyjemności? Czy to w ogóle wypada? Bo poliamoria pokazała mi również to: radość i miłość w takiej dawce, jakiej nie doświadczyłam wcześniej.


I sama nie wiem, co było trudniejsze: poradzenie sobie z lękiem, czy właśnie z poczuciem szczęścia.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 5)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12015.02.17, 18:26

babe
Ciekawe. A jak skończyła się ta historia, o ile się skończyła? Kochacie się dalej?
# 22015.02.18, 07:59

fiutomanka
No a jak to się skończyło?
W moich fantazjach takie klimaty są bardzo OK, ale boję się, że rzeczywistość nie dorasta do fantazji. Boję się, że to się może jakoś żenująco kończyć.
# 32015.02.18, 15:59

Biały Kruk
Fiutomanko, tak z perspektywy osoby żyjącej w mniej lub bardziej poliamorycznych relacjach od ładnych paru lat - niektóre związki po prostu się kończą. Czasami kończą się zdrowo i z klasą, czasami boleśnie, czasami żenująco, a po niektórych rozstaniach składamy się z powrotem w całość przez kilka lat. Życie jest bardzo różnorodne, życie w poliamorii też.

Tak naprawdę nie chodzi tu o poliamorię, tylko o to, kim ty jesteś i co wnosisz do swoich relacji.

Ja jestem bardzo niepoukładany wewnętrznie i zwykle wnoszę chaos, a moje związki to krótkodystansowce - i obojętne, czy mam jednego partnera, czy dwóch, czy trzech jednocześnie, albo czy mój partner ma tylko mnie, czy jeszcze kogoś, moje związki po prostu są chaotyczne i krótkie, bo na razie tylko takie umiem stworzyć.

No dobra, przyznam, że poliamoria mi ułatwia życie, bo z jednym partnerem byłem aż trzy lata, a teraz się rozstaliśmy i utrzymujemy kontakt, i pewnie jeszcze z tego coś będzie - może przyjaźń, może FwB. . . Ale on jest długodystansowy i bardzo poukładany, i wniósł to do naszej relacji. Tylko że nijak nie wytrzymałby ze mną, gdybym miał być jego jedynym partnerem.

Jeżeli myślisz o poliamorii, przede wszystkim pomyśl, jakie rodzaje związków umiesz tworzyć. I pomyśl, że byłabyś w dwóch jednocześnie. . . albo miała partnera, który byłby w dwóch jednocześnie. Pomyśl, czy takie zdublowanie lub rozłożenie energii związkowej byłoby dla Ciebie ok. I zaryzykuj. . . lub nie.

I nie bój się rozstań :)

----
Voko, świetna historia, dziękuję, że postanowiłaś się nią podzielić :) Przykro mi tylko, że było Ci w tej poliamorii tak samotnie w świecie. Rzeczywiście w naszej kulturze wciąż brakuje punktów odniesienia i ludzi, którzy pomogliby Ci przebić się przez własne uprzedzenia, którymi się biczowałaś.
# 42015.02.18, 19:10

Voca
@Kruku - dzięki. :) To, co miało być puszczone, puściłam. Jest OK. Teraz już mi nie przeszkadza. :) Świat wokół we mnie się zmienił, teraz tyle osób tak żyje, mam je na wyciągnięcie ręki. :D
# 52015.02.18, 22:30

eWua
Ja w poli związkach byłam 2 razy w życiu: najpierw przez rok, a drugi raz przez pół. W chwili krytycznej polizwiązek liczył w sumie 6 osób: moich dwóch chłopaków, moja dziewczyna, dziewczyna mojej dziewczyny i dziewczyna mojego chłopaka. To był hardkor :D
W tej drugiej sytuacji miałam chłopaka, dziewczynę, a moja dziewczyna miała jeszcze chłopaka.
I tak: miłosny amok to dobre określenie.
A że się skończyło? Jej wiele związków się kończy. A po jakimś czasie zaczynają nowe.
Z moim obecnym partnerem marzymy o wspólnej dziewczynie, która byłaby naszym uzupełnieniem. Ewentualnie mogą być dwie. Jednak nie szukamy na siłę, dlatego to długo trwa ;)

podobne artykuły

PoliCO?!
Miłość i relacje z wieloma partnerami. Niemoralne. Nieprzyzwoite. Bezwstydne. Brak norm. Czy aby na pewno?
 
Piąty święty żywioł
Madrone to nazwa drzewa a także imię głównej bohaterki – młodej uzdrowicielki z San Francisco. Jest rok 2048, Madrone ma 28 lat i cierpi po śmierci swojego kochanka, który zmarł w czasie epidemii. Mieszka z kochanką swojej babki, sędziwą, ponad 90-letnią Mayą, która całe lata wcześniej stworzyła szczęśliwą polirodzinę.
 
Recenzja książki Poliamoria Deborah Anapol
Na prawie 400 stronach autorka - poliamorystka i trenerka relacji - stara się stworzyć całościowy obraz zjawiska, jakim jest poliamoria, czyli jawne wchodzenie w więcej niż jeden związek na raz. Książka jest dość ciekawym materiałem, zapisem mentalności i poglądów jednej z czołowych postaci ruchu poliamorycznego. Kiedy czytamy ją jako dokument - wiele zyskuje. Możemy w niej zobaczyć charakterystyczne cechy tego ruchu, dowiedzieć się, dlaczego ludzie wybierają poli-związki, jak to uzasadniają i jak im się w nich żyje.
 
O poliamorii - wielomiłość
Czy nasze życie nie byłoby lepsze, bardziej spełnione, gdyby zamiast monogamii spróbować poliamorii, czyli związków z wieloma osobami jednocześnie? Mówi o tym niedawno wydana w Polsce książka ”Puszczalscy z zasadami”
 
Biamoria... ?
Biseksualizm - podwójna szansa na randkę w sobotnią noc?

Singlem być - piękna rzecz, gdy można robić co się chce. Jeszcze piękniejsza - gdy nie trzeba się ograniczać co do wyboru płci. Jak to mówią: „żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Sielanka? Być może, gdy nie szuka się nic poza przygodną znajomością.
 

najnowsze artykuły

Czy chcesz, żeby on kojfnął w łóżku? „Zapładniacze” bez recepty, „reproduktorki” bez antykoncepcji – róbcie dzieci za wszelką cenę!
seksualność kobiet » mówię: nie!
Czy chcesz, żeby on kojfnął w łóżku? „Zapładniacze” bez recepty, „reproduktorki” bez antykoncepcji – róbcie dzieci za wszelką cenę!
komentarze (1)
Zaburzenia erekcji są aż nazbyt często oznaką poważniejszych schorzeń, o czym się zapomina, traktując także mężczyzn przedmiotowo.
 
Pigułka po - ostatnie chwile, aby ją kupić bez recepty. Tylko do 22 lipca 2017
seksualność kobiet » wiadomości
Pigułka po - ostatnie chwile, aby ją kupić bez recepty. Tylko do 22 lipca 2017
Dziś i jutro ostatnie dwa dni pigułki po. Od niedzieli będzie ona dostępna tylko na receptę. Życzymy, abyście trafiali i trafiały do życzliwych lekarzy ”bez sumienia”. :P
 
Jak dopieścić partnera? Powiedz mu, że uwielbiasz...
seksualność kobiet » artykuły
Jak dopieścić partnera? Powiedz mu, że uwielbiasz...
komentarze (1)
Co to za człowiek? Jakie są jego fantazje? Jakie są jego marzenia? Co lubi w łóżku? Czego chce doświadczyć? Czy ujawnił Ci swoje tajemnice?
 
Cycki w porno i cycki w tramwajach, czyli moje życie bez stanika
seksualność kobiet » moje ciało
Cycki w porno i cycki w tramwajach, czyli moje życie bez stanika
komentarze (3)
Moje życie bez stanika jest takie samo, jak ze stanikiem, tylko, ku własnemu zdziwieniu, mogę teraz swobodniej oddychać.
 
Dlaczego Twoja dziewczyna zmienia się w jędzę?
seksualność kobiet » artykuły
Dlaczego Twoja dziewczyna zmienia się w jędzę?
komentarze (3)
Heteroseksualni mężczyźni powinni sobie zadać pytanie: „czy chcę mieć za żonę Boginię czy jędzę?”
Bo fizjologia nie przewiduje dla kobiet stanów pośrednich.
 






zobacz też

”Podryw na nauczyciela”, czyli seks, który nie uzdrawia

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter