dział: artykuły

Nie pasuję do wzorca: pieszczoty, penetracja, zaliczone

wysłuchała i spisała Voca Ilnicka
dodano: 2016.05.17
Kalina to energiczna blondynka tuż przed trzydziestką. Ma świetną pracę, świetnego mężczyznę, świetne wykształcenie. Uścisk jej ręki jest pewny i mocny, a uśmiech promienny. Opowiada gestykulując, śmiejąc się, czasami płacząc. Rozmawiamy kilka godzin, na spacerze w zieleni. Spotkałyśmy się kilka lat temu na moich warsztatach, teraz widzimy znów, bo zgodziła się na tę rozmowę. Kiedy mówi, że nie pasuje do wzorca „pieszczoty, penetracja, zaliczone” - myślę sobie, że ja też nie pasuję. Tylko powody trochę inne.


para.jpg

Chodź, potrzebuję okładu z młodego mężczyzny


Przeraża mnie ta chwila, kiedy się kochamy i czuję, że teraz „powinna być penetracja”. Ja nie mogę mieć penetracji. Miałam w związku z tym poczucie straszliwego wstydu. Czułam się beznadziejnie, że nie pasuję do tego wzorca: pieszczoty, penetracja, zaliczone.


Dzięki mojemu parterowi widzę, że można inaczej i że to zadaniowe myślenie: seks się równa penetracja – sprawia mi tyle bólu. A przecież nie zawsze musi być wielki orgazm, po którym sąsiedzi pukają w ścianę miotłą. Czasem po prostu jest spokojnie. Przyjemność płynie z różnych stron. Często ją czuję i mówię partnerowi, gdzie i jak może mnie dotykać, żeby dać mi jeszcze więcej. Seks to też bycie razem, poczucie bliskości, intymności, przyjemności z tego, że się dotykamy, że patrzymy sobie w oczy, że jesteśmy uważni, że się całujemy.


Czasami myślałam, żeby zapomnieć o seksie. Ale teraz jestem w związku. Obok jest mężczyzna, którego kocham, który chce mnie kochać i który przywraca mi tę część życia. Jakbym była sama, to najpewniej postanowiłabym o tym zapomnieć, bo to jest problem. Dlaczego mam się z tym problemem zmagać? Seks to kontakt, trzeba wyjść z jaskini samotności. To bywa wyzwanie. Często czuję, że chcę się z nim kochać. Mówię wtedy <śmieje się>: „chodź, potrzebuję okładu z młodego mężczyzny”.


Na pustyni samotności


Miewam problem z odczuwaniem. Zniechęcam się po drodze i jestem przygnębiona. Kochamy się, jest szampańsko i nagle łup! Ląduję gdzieś na zimnej pustyni. I nie mogę się otworzyć. Potrafię się wybić z przyjemności, tak jakbym nie potrafiła dać sobie prawa do niej. Staram się to zauważać. Przyjemność najczęściej jest łechtaczkowa, bo inaczej nie umiem. Ale nastawiam się na to, że życie może mnie jeszcze bardzo zaskoczyć. Jeszcze jestem na etapie bólu i ścisku. Ale mam nadzieję, że w życiu jest trochę więcej smaków i kolorów.


Orgazm jest fajny, ale krótki. A przyjemność, o której mówię, wynika z tego, że mój kochany mężczyzna mnie dotyka, całuje, że jest mi dobrze, z tego, że widzę jego przyjemność. Te stare głosy freudowskiej seksuologii zostawiają ślad w świadomości: że łechtaczkowy orgazm jest niedojrzały.


Zaczynam zwracać większą uwagę na moje ciało i jego potrzeby. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że całe życie – i to jest właściwe słowo – napierdalałam. Jak dzika świnia. Wyjechałam na studia za granicę, sama się utrzymywałam, nie miałam na nic czasu, bo byłam albo w pracy, albo na studiach, albo w bibliotece, albo robiłam wolontariaty, albo się uczyłam języka, albo drugiego języka, albo zbawiałam świat swoją nadaktywnością, a tak naprawdę to była ucieczka przed tym, że nie umiem się pogodzić z różnymi rzeczami.


Majtki założyłam już na korytarzu


Pierwszy raz poczułam, że coś jest nie tak, u ginekologa, jak miałam 17 lat. Nigdy się nie dotykałam. Bardzo się bałam swojej waginy, przerażała mnie. Przyszłam do lekarki zrobić cytologię, a ona w krzyk! Że mam się zrelaksować, bo inaczej to ona mnie nie przebada. Jak boli, jak nie ma prawa boleć. Co wymyślam, to ona jest lekarzem i wie. Odwróciła się po wziernik, a ja uciekłam i majtki założyłam już na korytarzu. Tak właśnie potraktowała mnie i moje najdelikatniejsze miejsce.


wulwodynia 560.jpg


Pierwszy raz - wszystko było przygotowane, wino, świece, lubrykant, tabletki (bo też się panicznie bałam ciąży). Mam ukochanego mężczyznę, mam więcej niż 18 lat, jestem zabezpieczona i – nie mogę się kochać! To było przerażające. Wcześniej myślałam, że jak będzie właściwy facet, to się wszystko ułoży. Tak też lekarze mówili. Ale się nie ułożyło. Było ciężko. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Wyjechałam za granicę, on pojechał ze mną, ale w pewnym momencie powiedział mi, że chce mieć normalny seks, a ze mną nie może. To mi złamało serce. I dopiero z moim następnym partnerem postanowiliśmy się przebadać w szpitalu w Anglii.


Wzięta za rękę


Miałam 23 lata, gdy usłyszałam, że mam wulwodynię*. Dopiero wtedy. W Polsce lekarze mówili, że jestem wariatką.


Tam to nie był problem. Powiedziałam, że boli mnie, jak się mnie bada. Wzięli mnie za rękę, dali poduszkę. To było takie ludzkie. Jak tylko zobaczyli, że boli, powiedzieli, że to może być wulwodynia. Co? Jaka dynia? Lekarka potwierdziła, że jest nadwrażliwość, powiedziała, jakie leki mogę brać i co jeszcze robić oprócz brania leków. Dostałam zestaw dilatorów (rozszerzaczy) do ćwiczenia mięśni. Zupełnie za darmo. Jak myślę o tych wszystkich świadczeniach, i o naszym polskim traktowaniu kobiet u ginekologów...


Leczyłam się, ale w pewnym momencie wpadłam w depresję. Rozstałam się z tamtym chłopakiem i przestałam brać leki. I miałam ochotę zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego, jak seks. To był zawsze ogromny problem, bo co jakiś czas poznawałam kogoś i chciałam z nim być. Ale często się okazywało, że oni nie mogą ze mną być, nie potrafią, że chcą mieć normalną kobietę. Myślałam, że już nikogo nie poznam. Ale poznałam mojego partnera. On mnie zaakceptował. Ale nie udajemy, że seksu nie ma. To bardzo pomaga, że jest ta druga osoba, która mnie wspiera. Czasem myślę, że tyle próbowałam, że już nie chcę, że lepiej będzie, jak napiszę książkę albo zrobię jakiś duży projekt i wtedy będę miała co na CV pokazać. Bo przecież nie napiszę w CV, że przeszłam od zasznurowanej cipki do pełnego stosunku.


On i tak cię zostawi


Bardzo się bałam, bo odkąd pamiętam, słyszałam, że „on mnie i tak zostawi”. Tak mówiła babcia: „wyjdź za mąż, bo inaczej on cię zostawi z dzieckiem”. Czułam strach, miałam poczucie, że kobiecość to przekleństwo. Miałam lęk przed ciążą, i świadomość, że ściągalność alimentów jest na poziomie 16%. Dużo moich koleżanek dzieliło te lęki. Obiektywnie rzecz biorąc – nie są to pozytywnie nastrajające fakty. Ale teraz zaczynam widzieć, że dziecko to też błogosławieństwo. Dar. Coś większego niż tylko problem. Że kobiecość to jest coś dużo większego niż tylko to, co mi się kiedyś wydawało. Pewnie dlatego, że tak się tego bałam, miałam koleżanki, które się niedobrze czuły w roli kobiet. Czuły, że kobiecość to jakieś piętno, coś gorszego. Że to niechciana ciąża, niechciane dziecko, ale musisz urodzić, później nikt ci nie pomoże, bo rodziny się często odwracają od swoich córek. Katolicka świętoszkowatość.


Wiwat kobiecość, wiwat wagina!


To jest też trudne na poziomie pojmowania mojej własnej kobiecości. W domu nie było przyjemnej, atrakcyjnej kobiecości, raczej asceza. Surowy katolicyzm. Wręcz pogarda ze strony mojej mamy czy babci wobec makijażu czy ładnego ubierania się. Czasem czuję, że nie wiem, w którą stronę mam się zwrócić, jeśli chodzi o kobiecość. To dla mnie historia ogromnej samotności. Ona się powoli kończy.


Kobiecość zawsze mi się kojarzyła z mamą, która zajmuje się sama domem, z ascezą mojej babci. Z agresywnymi, ograniczającymi, uwłaczającymi mojej kobiecości i temu, co może mi ta kobiecość dać, przekazami. Ja chyba jestem na samym początku drogi. Kobiecość była bólem i cierpieniem, jakbym nie wiedziała tego, że może być wspaniała. Po twoich warsztatach wyszłam z tym <krzyczy, podnosi ręce do góry i śmieje się> „siła cipki!” To było takie fajne. Wracałam do domu z okrzykami: wiwat kobiecość!, wiwat wagina!


Ani oddychać, ani być sobą


Wyczytałam, że wulwodynia i pochwica – u mnie to jest chyba połączenie obydwu – są chyba powiązane z osobowością neurotyczną. Coś w tym jest. To jest też w głowie zaczepione. Jest ból w ciele, daje sygnał do mózgu, a mózg już później za każdym razem reaguje. Dotyk w tych strefach kojarzy mi się z nakłuwaniem nożem. Kiedyś sądziłam, że to jest problem tylko medyczny. I jest, bo to jest fizyczny ból. Ale on wypływa chyba głównie z tego cierpienia psychicznego, emocjonalnego, z różnych nieuświadamianych sobie uczuć: złości, agresji. Czasem, jak czuję nakumulowanie uczuć, to czuję też jak bardzo spięta jest moja cipka.


Teraz już nawet powoli przestaję się wstydzić o tym mówić. Miewam uczucie, że jestem tak ściśnięta, jakbym miała wąską obrączkę założoną na mięśniach mojej pochwy i nie mogła ani oddychać, ani być sobą. To jest poczucie ściśnięcia, które po prostu boli.


Joga, pilates i piołun


Czasem mam taki ból, że biorę tabletkę typu Ibuprom Femina czy Nospa i to pomaga na jakiś czas. Mięśnie się rozluźniają, ale nie jest to idealne rozwiązanie. Staram się ćwiczyć. Chodzić na wszelkiego rodzaju jogi, pilatesy, tam, gdzie skupiasz się na oddechu, rozciągasz ciało, bo to sprawia, że jesteś rozluźniona. To powiązane z poczuciem stresu i napięcia w ciele. Pomaga sauna, gorąca kąpiel, ćwiczenia - a jak się nie da – to leki. Robię nagrzewania z moksy. Nie uwierzyłabym, że to działa. Umysł wychowany na medycynie zachodu wątpi w takie rzeczy. Moksa to pałka z piołunu, medycyna Orientu. Ogrzewanie powoduje rozkurcz i redukcję bólu. Jak mnie bardzo boli, np. przed okresem, bo cierpię na bardzo mocne napięcia przedmiesiączkowe, to dzień później dostaję okres i nic nie boli, po prostu magia. A zazwyczaj to mam 2-3 dni zwijania się z bólu. Kiedy regularnie się nagrzewałam, to łatwiej było mi się rozluźniać i kiedy mój partner mnie masował, byłam w stanie się na tyle zrelaksować, że nawet masaż w środku waginy był przyjemny. Chociaż nie miałam nigdy orgazmu z penetracji, to było to na tyle pozytywne, że ten masaż mógł trwać nie tak jak zazwyczaj 3 minuty, ale dużo dłużej. Wiadomo, jak mi było przyjemnie, to i jemu było przyjemnie.


Na wulwodynię się nie umiera. Po prostu nie ma się seksu, radości i dzieci


Już się z powodu wulwodynii napłakałam. Czasem próbuję to zaakceptować. Ale nie w takim sensie, że „to już tak będzie” - taki moment w życiu też przeszłam. Wtedy brałam leki, chodziłam na leczenie psychologiczne, bo w Anglii jest to refundowane, a w Polsce nie. W końcu na wulwodynię się nie umiera. Po prostu nie ma się seksu, radości i dzieci, bo ciężko mi myśleć o tym, że będę mieć dzieci. W najbliższym czasie jest to raczej niemożliwe.


Miałam taki moment w życiu, że chciałam machnąć na to ręką. Myślałam: nie będę się tym zajmować. Nic nie działa, nie poprawia się, ja się czuję coraz gorzej. To zrezygnuję z tego, zamknę się w sobie i zostanę sama. Ale czułam, że dobrze by było dzielić z kimś życie. Mam poczucie jakiegoś takiego dryfowania: od nadziei do nadziei.


Jest to czasem bardzo ciężkie, bo jestem w związku, myślę bardzo poważnie o moim partnerze i wiem, że moje problemy z bliskością odbijają się też na nim. Jesteśmy szczęśliwi, ale chcielibyśmy mieć też szczęśliwe życie seksualne i dzieci. A w tej chwili dzieci to odległa perspektywa.


Próbowałam: medycynę naturalną, nagrzewania z moksy, terapię krzyżowo-czaszkową, masaże. I za każdym razem miałam poczucie, że może tym razem się uda. Teraz chodzę do fizjoterapeuty, odpukać.


Miłość 2.0: Od zasznurowanej cipki do pełnego stosunku


Mam marzenie, że mamy udane życie seksualne, że seks się udaje. Wiele naszych wspólnych chwil w łóżku kończyło się płaczem. Stresem. Ogromnymi emocjami. Jak to jest możliwe, że idę do sypialni z człowiekiem, którego kocham z wzajemnością, który jest atrakcyjny a tu nagle łzy, cierpienie i poczucie beznadziei? Praca nad projektem Miłość 2.0 wciąż trwa.


Póki jest wulwodynia, nie będę robić in vitro ani rodzić dzieci. Zawsze chciałam mieć dziecko. Chciałabym przeżyć naturalny poród. Czasami myślę, że kobiety w moim wieku już mają dzieci, a ja dopiero odkrywam, że seks to nie tylko ból, ale i przyjemność...


Mam wrażenie, że dopiero teraz zaczynam się rozwijać. Zaczynam dostrzegać różne aspekty kobiecości i seksualności. Seks kojarzył mi się z bólem i agresją, a teraz zaczynam dostrzegać, że jest dobry, pozytywny, że nie musi prowadzić tylko do łez, cierpienia, poczucia, że jestem niepełna. Czułam się niepełna, wybrakowana, nie czułam się kobietą; martwiłam się, że tak naprawdę nie można mnie mieć, bo jestem zasznurowana, nie mogę mieć spełnienia i nie mogę dać spełnienia komuś. Zaczynam nabierać nadziei, że może tak nie jest. Że mogę mieć miłość, związek, potomstwo i to, czego pragnę. Że nie muszę być sama.


Uczę się zaufania do mojego partnera. Mam nadzieję, że uda mi się otworzyć, rozsznurować. Przeżywać głębiej.



Wulwudynia (vulvodynia) to przewlekły ból (podrażnienie zakończeń nerwowych): pieczenie, swędzenie, kłucie – wagina i wulwa bolą podczas stosunku seksualnego, podczas zwykłego mycia się, podczas spaceru. Pomóc mogą: neurolog, fizjoterapeuta, psychoterapeuta i dieta. Wulwodynia jest wyleczalna. Zobacz też: Wulwodynia, ból pochwy – choroba taka jak inne? 




Wysłuchała i spisała:
VI.jpg
Voca Ilnicka, edukatorka seksualna, trenerka, twórczyni serwisu Seksualnosc-Kobiet.pl, popularyzatorka pozytywnego i życzliwego podejścia do cielesności i seksualności; autorka e-booka „Seksualność kobiet” (2010) i współautorka „Weź kąpiel w płatkach róż. Jak polubićmiesiączkę” (2010). Warsztaty dotyczące płci i seksualności prowadzi od roku 2007, a warsztaty tylko dla kobiet od 2011 roku. Prowadzi także zajęcia spotkaniowo-przytulankowe dla wszystkich, kursy samoświadomości seksualnej, sporadycznie rozmaite warsztaty, spotkania i wykłady. Tworzy przestrzeń pełną serdeczności dla seksualności zarówno kobiet, jak i mężczyzn (i pozostałych osób). Na jej kanale You Tube można znaleźć wiele krótkich, bezpruderyjnych filmików ukazujących seksualność jako część życia i doświadczenia kobiet.
Tematykę seksualności zgłębia od lat, ucząc się od kobiet takich, jak: dr Betty Dodson, dr Shakti Mari Malan, Nancy Friday, Catherine Blackledge, Deborah Sundahl, Pema Gitama, Natalia Miłuńska, Luna Mierzewicz, Karo Akabal i wielu innych kobiet i mężczyzn. Uczestniczy w warsztatach i kursach edukacji seksualnej, rozwoju osobistego, edukacji dorosłych, tantry, świętej i świadomej seksualności. Jej wypowiedzi, relacje z jej warsztatów oraz wywiady z nią znaleźć można m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Sensie”, „Polityce”, „Elle”, „Zwierciadle” itp.
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 5)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12016.05.17, 16:12

Paulina
Piękne. Trzymam za Ciebie kciuki:)
# 22016.05.17, 22:03

Ja
Jestem bardzo wdzięczna za poruszenie tego tematu. Dziękuję Ani, że zechciała tak otwarcie opowiedzieć o sobie.
Ania ma dopiero 30 lat. Leczy się, ma kochającego partnera. Duże szanse na powrót do zdrowia. Nawet jeśli zabierze to trochę czasu. Trzymam kciuki za za sukces!

Nie, nie porównuję się. Każdy ma swój los. Trochę podobny do cudzego losu i trochę inny też.
Na tyle podobny, by drugiego zrozumieć.
I na tyle inny, by był mój własny.
# 32016.05.18, 21:54

Ja
Dziękuję za szczere podzielenie się takim kawałkiem. Część z tych doświadczeń jest mi bliska, czytałam z z poruszeniem i aż mnie przeszył dreszcz.
Bardzo mocno trzymam kciuki za siłę i pracę nad sobą na tej ścieżce. Doświadczenia, o jakich piszesz, są wspólne dla wielu kobiet!
dziękuję za otwartość.
# 42016.05.19, 18:37

Lilka
Dziękuje za tę historię i trzymam kciuki za powodzenie. Spełnienia marzeń :)
# 52016.05.20, 00:57

A.
Poraził mnie ten artykuł, ponieważ przez cały czas miałam wrażenie jakbym czytała o sobie. Opis doświadczeń, tego cięcia nożem, choć ja określam to przypalaniem ogniem. Tylko, że ja obecnie jestem bez nikogo, szczęśliwa, że nie muszę cierpieć. Panicznie boję się zbliżeń i właśnie tego myślenia związek=seks. I właśnie poczucie tego osamotnienia, gdzie lekarze patrzą jakbym wymyślała, teksty typu "wszystko zależy od partnera i zaufania" "trzeba się odprężyć" lub rozkładają ręce mówiąc, że tak już mam. Bliskość z mężczyzną kojarzy mi się z bezsensownym cierpieniem, niewartym całego zachodu ponieważ po wszystkim płaczę i ja i druga osoba jest nieszczęśliwa, a to jeszcze bardziej dobija. Czuję się wybrakowana, niepełna. Chciałabym, aby seks w ogóle nie istniał.
Dlatego dziękuję za artykuł, nigdy jeszcze nie zetknęłam się z osobą, która ma podone doświadczenia. I pociesza mnie też fakt, że da się z tego wyjść.
Trzymam kciuki za Kalinę.

podobne artykuły

Jak się zmienia ciało po porodzie?
Słyszałaś Agnieszkę Chylińską u Wojewódzkiego? Rozklapiocha? To chyba jedyny kobiecy głos „z telewizora”, jaki słyszałam na ten temat. I jestem za niego Agnieszce Chylińskiej bardzo wdzięczna. Chociaż wiem, że inne kobiety nie cierpią tego słowa i tego, że powiedziała o swojej waginie w taki bezceremonialny niedelikatny sposób. I że ktoś w ogóle to na głos powiedział – że rozklapiocha. Bo przecież nie zawsze tak jest! Bo przecież ta joni się obkurcza. Wraca do rozmiarów sprzed ciąży.
 
Poród i masturbacja. Zamiast nacięcia krocza
Dwie łyżeczki masła orzechowego? Mąż ssący Twoje sutki? A może Twoja przyjaciółka ssąca Twoje sutki? A może masturbacja? Czy to nie brzmi jak dobra impreza? Taniec, świece, masaże, muzyka, pieszczoty piersi i łechtaczki, głaskanie ciała, głęboki relaksujący oddech, wanna pełna ciepłej wody? A może jeszcze orgazm porodowy, który przenika Twoje ciało?
 
Obsesyjnie malowałam kobiece ciało
W tym amoku zorientowałam się, że najbardziej w ciele kobiety pociąga mnie wagina. Od tej pory stała się główną bohaterką moich obrazów. Instynktownie ukazywałam ją w ostrych, intensywnych barwach.
 
Piękno waginy
Od zawsze zachwycały mnie owalne kształty. Delikatne, opływowe, miękkie. Było w nich coś boskiego i nieskończonego, co kusiło i ciągnęło. Jako młoda dziewczyna skupiłam się głównie na oczach i ustach, gdy dojrzałam olśniło mnie piękno kobiecego ciała... piersi, krągłe biodra, pośladki i ona... wagina.
 
Królewna o Przebudzającej się Joni
Po raz pierwszy usłyszałam o nim od Nathalie, mojej siostrzanej duszy. «Czuję, że to coś dla Ciebie» – napisała i do tej tajemniczej wiadomości dołączyła link. Kliknęłam w wideo, na którym rozmawiały ze sobą dwie kobiety – jedna przesadnie natchnionym głosem zadawała pytania, druga odpowiadała – głosem ściszonym, jakby właśnie wyjawiała jakiś sekret. Nastawiłam uszu, a moja świadomość zaczęła tworzyć tagi: #prastara praktyka taoistyczna, #otwieranie się joni, #delikatność i czułość, #duchowy wymiar seksualności, #spełnienie… W pewnym momencie kobieta ostrożnie wzięła w dłonie przedmiot mocy, o którym była mowa – kamienne jajeczko, które wkłada się do joni… nie! Nie wkłada się – joni sama je zasysa, gdy poczuje, że to odpowiedni moment. A potem dzieje się magia uzdrawiania. Poczułam miłe łaskotanie w podbrzuszu. Ziarno ciekawości i nadziei na nowo zostało zasiane.
 

najnowsze artykuły

Czy chcesz, żeby on kojfnął w łóżku? „Zapładniacze” bez recepty, „reproduktorki” bez antykoncepcji – róbcie dzieci za wszelką cenę!
seksualność kobiet » mówię: nie!
Czy chcesz, żeby on kojfnął w łóżku? „Zapładniacze” bez recepty, „reproduktorki” bez antykoncepcji – róbcie dzieci za wszelką cenę!
komentarze (1)
Zaburzenia erekcji są aż nazbyt często oznaką poważniejszych schorzeń, o czym się zapomina, traktując także mężczyzn przedmiotowo.
 
Pigułka po - ostatnie chwile, aby ją kupić bez recepty. Tylko do 22 lipca 2017
seksualność kobiet » wiadomości
Pigułka po - ostatnie chwile, aby ją kupić bez recepty. Tylko do 22 lipca 2017
Dziś i jutro ostatnie dwa dni pigułki po. Od niedzieli będzie ona dostępna tylko na receptę. Życzymy, abyście trafiali i trafiały do życzliwych lekarzy ”bez sumienia”. :P
 
Jak dopieścić partnera? Powiedz mu, że uwielbiasz...
seksualność kobiet » artykuły
Jak dopieścić partnera? Powiedz mu, że uwielbiasz...
komentarze (1)
Co to za człowiek? Jakie są jego fantazje? Jakie są jego marzenia? Co lubi w łóżku? Czego chce doświadczyć? Czy ujawnił Ci swoje tajemnice?
 
Cycki w porno i cycki w tramwajach, czyli moje życie bez stanika
seksualność kobiet » moje ciało
Cycki w porno i cycki w tramwajach, czyli moje życie bez stanika
komentarze (3)
Moje życie bez stanika jest takie samo, jak ze stanikiem, tylko, ku własnemu zdziwieniu, mogę teraz swobodniej oddychać.
 
Dlaczego Twoja dziewczyna zmienia się w jędzę?
seksualność kobiet » artykuły
Dlaczego Twoja dziewczyna zmienia się w jędzę?
komentarze (3)
Heteroseksualni mężczyźni powinni sobie zadać pytanie: „czy chcę mieć za żonę Boginię czy jędzę?”
Bo fizjologia nie przewiduje dla kobiet stanów pośrednich.
 






zobacz też

”Voca i Karo o seksie gadajo”: Like a virgin

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter