dział: artykuły

Staropolskie rozwody

Andrzej Krajewski
dodano: 2010.09.28
Przybysza z Anglii, który zwiedzał w drugiej połowie XVIII wieku kraj nad Wisłą, zaszokowało, że Polki mogą samodzielnie przeprowadzać rozwód, zachowując majątek.

Udowodnienie zdrady małżeńskiej jest uznawane za prawną przyczynę rozwodu, ale w zasadzie wystarczy nie więcej niż niezgodność charakteru, niechęć czy znużenie” – pisał Nathaniel William Wraxall we „Wspomnieniach z Polski”.


Polki i impotencja


Przybysza z Anglii, który zwiedzał w drugiej połowie XVIII wieku kraj nad Wisłą, zaszokowało, że Polki mogą samodzielnie przeprowadzać rozwód, zachowując majątek. Mieszkankom Anglii taka swoboda zacznie się śnić dopiero sto lat później. Nic więc dziwnego, że skonfundowany Wraxall zapisał: „Wprost boję się mówić o tym, co widziałem i wiem na ten temat, tak nieprawdopodobnie to wygląda”. 

Być może miał na myśli sprawę Anny Potockiej, która rozwiodła się z mężem Antonim Tarłą, ponieważ okazał się impotentem. O tym wydarzeniu plotkowano na salonach stolicy za sprawą anonimowego poematu, który ze szczegółami opisywał ich intymne pożycie, a raczej jego brak. Co więcej, o autorstwo paszkwilu, jak „u pana Tarła brakło tarła”, można podejrzewać samą małżonkę porzuconego, bo nie do takich brewerii urażone Polki bywały zdolne.

Kobiety w Rzeczypospolitej (ściślej mówiąc, szlachcianki i mieszczki) mogły sobie pozwolić na znacznie więcej niż obywatelki innych krajów, a to za sprawą przywilejów, które dziś określilibyśmy jako małżeński pakiet socjalny, wówczas zaś nosił nazwę intercyzy. Już w XVI wieku ta podpisywana przed ślubem umowa zawierała wykaz tego, co panna młoda wnosiła do związku w posagu otrzymanym od rodziców. Posag pozostawał własnością kobiety i bez jej pisemnej zgody mąż nie mógł z niego uszczknąć nawet grosza. 

Stąd tak głośnym echem w całej Rzeczypospolitej odbiła się afera sprokurowana przez Jana Mikołaja Radziwiłła, który w 1705 roku tuż po ślubie z Dorotą Przebendowską podstępem podsunął jej do podpisania dokument przekazujący mu prawo do posagu. Chciał tym sposobem zdobyć sumy potrzebne na spłatę olbrzymich długów. Jednak teść, podskarbi wielki koronny Jan Jerzy Przebendowski, przejrzał jego zamiary i ostrzegł córkę. Ta wkrótce przeprowadziła rozwód z powodu oszustwa męża oraz faktu, że uchylał się od wypłaty małżonce… pensji.

Żonie pensja się należy

Rzecz ta zabrzmi dla współczesnych mężczyzn zatrważająco, ale wtedy było to normą: każdy Sarmata w intercyzie zobowiązywał się do wypłacania żonie poborów. Dokument określał roczną kwotę, którą zazwyczaj przekazywano w dwóch transzach: 6 stycznia, w święto Trzech Króli, oraz 24 czerwca, na św. Jana. Co więcej, pan młody podpisywał też wykaz osobistej biżuterii i klejnotów przyszłej żony. Ich również nie miał prawa tknąć bez zgody zainteresowanej. W kolejnym aneksie określano zaś wysokość wiana, czyli ustalano, jaka część majątku męża przypadnie małżonce, jeśli go przeżyje. Tradycja nakazywała, by wiano było trzy razy większe od posagu i obejmowało dwór lub zamek, gdzie wdowa mogłaby zamieszkać. 

Również w razie separacji lub rozwodu ta posiadłość stawała się własnością kobiety. Mąż mógł zająć majątek połowicy po jej śmierci, jeśli posiadali potomstwo. Inaczej posag wracał do rodziców lub, jeśli ci już nie żyli, rozdzielano go pomiędzy krewnych żony. Wyposażone w taki pakiet socjalny kobiety nie musiały się więc obawiać o swój los, gdy chciały zerwać nieudany związek.

„Rozwód nie był rzeczą obcą społeczeństwu szlacheckiemu” – pisze Jan Bystroń w „Dziejach obyczajów w dawnej Polsce”. O pierwszych rozstaniach stało się głośno w XVI wieku, gdy do Rzeczypospolitej dotarły wpływy reformacji i pozycja Kościoła katolickiego została mocno zachwiana. Ale potem zdarzały się nieczęsto, budząc sporą sensację. Jednak już w połowie XVII wieku poeta Wacław Potocki narzekał w „Moraliach”, że jest rzadkością, „jeśli bez rozwodu Stadło (rodzina) ze sobą dożyje”. 

Sporo w tym przesady, choć w tamtym okresie pojawiły się pierwsze panie potrafiące zakończyć z hukiem nieudane związki i jeszcze się tym szczycić. Jedna z nich, Anna Stanisławska, w spisanym wierszem pamiętniku przedstawiła, jak jej ojciec, wojewoda kijowski Michał Stanisławski, po ponownym ożenku pozbył się z domu jedynaczki, swatając ją w 1668 roku z synem kasztelana krakowskiego Janem Kazimierzem Warszyckim. Ich noc poślubna okazała się katastrofą. Wedle relacji panny młodej mąż zajmował się ścieraniem kurzu z okna i łapaniem much. 

Potem było jeszcze gorzej. W ataku furii zdarzało mu się dusić żonę i grozić jej nożem. Wyraźnie cierpiący na zaburzenia umysłowe Warszycki szybko zamienił związek w koszmar. A do tego jeszcze teściowie chcieli ubezwłasnowolnić Stanisławską, by zagarnąć posag. Sytuację Anny pogorszyła też rychła śmierć ojca, na którego pomoc liczyła.

Jednak w maju 1669 roku młodej dziewczynie udało się wyjechać z podkrakowskich posiadłości Warszyckich i dotrzeć do Warszawy, gdzie właśnie zbierała się szlachta na sejm elekcyjny. Tam o pomoc poprosiła macochę Annę Potocką oraz dalekiego krewnego, hetmana Jana Sobieskiego. Dzięki nim otrzymała gościnę w jednym z klasztorów i sporządziła pismo rozwodowe. Jako przyczynę wniesienia pozwu podała, że do ślubu zmusił ją ojciec. 

Załamany Watykan

Jednak Warszyccy nie chcieli pozwolić, by tak cenna zdobycz im się wymknęła. Podczas rozprawy przed sądem biskupim w Warszawie przekonali sędziego, by zażądał aż 12 świadków mogących potwierdzić zeznania Stanisławskiej. Dzięki obrotności Sobieskiego świadkowie się znaleźli, choć decydujące znaczenie miało oświadczenie macochy potwierdzające opowieści pasierbicy. I w końcu sędziowie „zaczym już mię uwolnili i przez dekret rozłączyli” – opisywała z radością Stanisławska.

Skłonność Polek do zrywania nieudanych związków spędzała sen z powiek Watykanowi. Rozprawy o unieważnienie małżeństw, nazywane wówczas rozwodami, toczyły się przed sądami biskupimi, bowiem państwo kwestie małżeńskie pozostawiało w gestii poszczególnych Kościołów. A skoro większość Polaków czuła się katolikami, to ich rozstania okazywały się kluczowym problemem dla biskupów. 

Z jednej strony musieli słuchać Stolicy Apostolskiej uznającej małżeństwo za nierozerwalny sakrament, z drugiej zaś utrzymywać dobre relacje z rodakami, którzy zwykle potrafili przekonująco uzasadniać, że dany związek powinno się uznać za nieważny.„Pan Dobrodziej doskonale wiesz, iż Ojciec św. ma uszy do słuchania, a Jego Ministerium ma ręce do brania” – radziła, jak rozpocząć sprawę rozwodową, doświadczona Katarzyna Kossakowska w liście do Stanisława Szczęsnego Potockiego. 

Argumenty finansowe czyniły cuda, i to tak wielkie, że w 1741 roku papież Benedykt XIV w specjalnej bulli „Matrimonii perpetuum indissolubilemque” potępił polskich biskupów i arcybiskupów za niecne praktyki łatwych rozwodów, grożąc, że odbierze im uprawnienia do wydawania orzeczeń w sprawach małżeńskich. Ostatecznie osiągnięto kompromis i z nakazu papieża ustanowiono urząd defensora zobowiązanego do obrony podczas procesu związku małżeńskiego i w razie unieważnienia wnoszącego apelację do Watykanu.

Według ustaleń Iwony Kuleszy-Woronieckiej, autorki książki „Rozwody w rodzinach magnackich w Polsce XVI-XVIII wieku”, normą stało się wówczas rozpoczynanie przygotowań do rozwodu od sowitych podarków dla defensora. W efekcie wszystko zostało po staremu, zaś warszawskie salony mogły się ekscytować wyczynami hrabianki Honoraty Stempkowskiej, żony Marcina Jerzego Lubomirskiego, która na wieść o tym, że mąż zdradza ją ze śpiewaczką operową Weroniką Bellerową, sama związała się z rosyjskim generałem Michałem Potiomkinem. Romans ten nie trwał długo, a po jego zakończeniu w 1781 roku to Stempkowska wszczęła 
sprawę rozwodową.

Sąd kościelny długo się upierał, że nie ma powodu do zakończenia małżeństwa, i kobieta dopiero po trzech latach doprowadziła sprawę do końca. Wówczas błyskawicznie poślubiła dawnego adoratora, Teofila Wojciecha Załuskiego. Lecz i ten związek okazał się nieudany, bo Stempkowska gustowała w rosyjskich generałach i nowego męża zdradzała z głównodowodzącym wojsk rosyjskich w Polsce, generałem Ottonem Henrykiem Igelströmem. Sam Załuski nie wyszedł na tym najgorzej, bo generał bardzo go polubił i nieustannie protegował męża kochanki na dworze cesarzowej Katarzyny.

Trójkąt ten trwał ponad 10 lat, zanim w 1797 roku małżonkowie postanowili się rozstać. Wspólnie sporządzili na piśmie umowę, w której podzielili się opieką nad dziećmi i majątkiem, a pan Załuski w ramach rekompensaty za korzystanie z dóbr ziemskich żony zgodził się jej wypłacić jednorazowo 35 tys. zł. Na koniec zobowiązali się, że przed sądem będą używać jedynie argumentów umożliwiających korzystny dla nich wyrok. Rozwód dostali, a kilka lat potem Honorata Stempkowska poślubiła gen. Igelströma.

„Rozpusta miasta Warszawy do tego stopnia przyszła, że w mieście tym (śmiało powiedzieć można) dziesięć razy więcej rozwodów było niżeli w Polsce i Litwie całej. Nawet już w zwyczaju między możniejszymi przy pisaniu ślubnych intercyz weszło, ażeby się która strona rozwodzić chciała, to drugiej pewną summę płacić obowiązana była” – pisał poeta Franciszek Karpiński o latach 80. XVIII wieku.

Badająca tamte czasy Iwona Kulesza-Woroniecka zauważa: „Niezwykle rzadko odnajdujemy w pamiętnikach komentarze świadczące o tym, że rozwód wywołał publiczne zgorszenie czy też osobę rozwodzącą się opinia publiczna w jakiś szczególny sposób potępiała”. Status rozwódki nie zamykał dostępu na salony. Kościół zaś po cichu szedł na rękę stronom chcącym zerwać sakramentalny związek. Gorzej, jeśli kobieta upierała się, że małżeństwo trwać musi.

Żona go porzuciła

Taka opresja dotknęła największego warchoła tamtych czasów, Karola Stanisława Radziwiłła, znanego pod przezwiskiem Panie Kochanku. Książę tak potrafił zajść innym za skórę awanturami i napadami na sąsiadów, że podczas konfederacji generalnej, jaka zawiązała się na Litwie po śmierci króla Augusta III Sasa, szlachta ogłosiła Panie Kochanku wrogiem ojczyzny, po czym skazano go na banicję i konfiskatę majątku. 

Zaopiekował się nim ambasador rosyjski Nikołaj Repin, dzięki któremu Radziwiłł odzyskał majątek i stał się bezkarny. Bali się go więc wszyscy poza żoną. Teresa Karolina z Rzewuskich znała swoje prawa i umiała je egzekwować. Wprawdzie na co dzień mieszkała w Warszawie, ale gdy latem 1765 roku Radziwiłł nie wypłacił jej pensji, natychmiast ruszyła w drogę do Nieświeża. Sławny pieniacz uprzedzony o przybyciu małżonki umknął z zamku i schował się w klasztorze Franciszkanów.

Od tego momentu ruszył wojna o przestrzeganie intercyzy. Księżna domagała się 48 tys. złotych polskich rocznie, a gdy ich nie dostawała, z pomocą służby siłą zajmowała dobra ziemskie męża i egzekwowała należne kwoty. Kiedy zaś brała kredyt, weksle wypisywała na konto Radziwiłła. Po latach prześladowań Panie Kochanku w 1782 roku wszczął sprawę rozwodową, pisząc w pozwie, że żona go porzuciła, zadłużyła, a ponadto nie może mieć dzieci. 

„Księżna dała odpowiedź, że była zmuszona zaciągać długi, gdyż nie miała pieniędzy na życie, a z Karolem nadal pragnie w zgodzie prowadzić szczęśliwy żywot małżeński” – opisuje Iwona Kulesza-Woroniecka. Ponadto widząc, że w Warszawie rozwód może dojść do skutku, poprosiła ambasadora Austrii Benedikta de Cachéego, by wyjednał u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zgodę na przeniesienie rozprawy do Galicji pod jurysdykcję austriacką. Tam proces ciągnął się kolejne lata, aż w październiku 1789 roku Radziwiłł zaproponował ugodę. 

Teresa Karolina dała mu rozwód za odszkodowanie o astronomicznej wówczas wysokości miliona złotych. Panie Kochanku niedługo cieszył się wolnością. Zmarł kilka miesięcy później, zaś Rzewuska ponownie wyszła za mąż. Kiedy więc, drogi wyborco płci męskiej, politycy oferują powrót do staropolskich obyczajów, bacz, jakie w rzeczywistości atrakcje ci proponują. Zwłaszcza w kwestiach pożycia małżeńskiego.


Źródło: Newsweek

 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

Jak mam pragnąć męża, który o mnie nie dba? Frustracja kontra rodzina
Pamiętam naszą pierwszą noc. Kochaliśmy się osiem godzin. Potem nieraz o tym myślałam. Dlaczego facet potrafi najpierw kochać cię osiem godzin, kłaść ci głowę na brzuchu, pieścić twoje piersi, robić ci dobrze ustami przez godzinę, a potem to wszystko mija.
 
Niecodzienne przygotowania do małżeństwa
Chcesz się wzruszyć? Zobacz, jak ta para jednego dnia ”podróżuje w czasie”, żeby zobaczyć, jakimi partnerami będą dla siebie za długie lata...
 
Rozwód to tylko formalność?
Rozwód to tylko formalność. Tak naprawdę rozstaliście się już 5 lat temu, tylko wtedy nie umieliście stawić temu czoła. Dzisiaj on mieszka z nową dziewczyną, a Ty już masz narzeczonego. Tylko nadal nie jesteście rozwiedzeni.
 
Seks jest dziki, seks jest zły, seks ma bardzo długie kły, czyli moje przekonania o seksualności...
Kiedyś rozmawiałam z kobietą, która powiedziała, że nigdy nie chodziła sama do kina. Dlaczego? Bo miała przekonanie, że do kina można chodzić tylko z chłopakiem i kiedy kobieta idzie do kina sama, to jest po prostu jej porażka. Jej deklaracja mnie nie zdziwiła, mimo że sama przez całe lata bywałam w kinie sama. Wtedy już wiedziałam, jak ogromny wpływ na nasze życie mają przekonania. Co ciekawe – najbardziej wpływają na nas te przekonania, z których nie zdajemy sobie sprawy.
 
Magia miłosna i małżeńska w kulturze ludowej
Celem uprawiania magii miłosnej było zdobycie sympatii chłopaka, którym była zainteresowana dana dziewczyna. Kobiety chciały za pomocą takich środków uzyskać powodzenie u mężczyzn lub zdobyć miłość tego jedynego. Do najpopularniejszych środków ułatwiających zdobycie swojej miłości należały różne zioła, które podawano do picia, wąchania lub noszono przy sobie.
 

najnowsze artykuły

Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
seksualność kobiet » wiadomości
Kurs samoświadomości seksualnej: Spotkania Rogatego Boga i Potrójnej Bogini
komentarze (1)
Wraz z Wiosną we Wrocławiu rozpoczyna się już piąta edycja popularnego cyklu spotkań-warsztatów dla mężczyzn i kobiet.
 
Jak mam pragnąć męża, który o mnie nie dba? Frustracja kontra rodzina
seksualność kobiet » seks
Jak mam pragnąć męża, który o mnie nie dba? Frustracja kontra rodzina
Pamiętam naszą pierwszą noc. Kochaliśmy się osiem godzin. Potem nieraz o tym myślałam. Dlaczego facet potrafi najpierw kochać cię osiem godzin, kłaść ci głowę na brzuchu, pieścić twoje piersi, robić ci dobrze ustami przez godzinę, a potem to wszystko mija.
 
O komunikacji w seksie. Voca w radiu RAM
seksualność kobiet » seks
O komunikacji w seksie. Voca w radiu RAM
Jak skomunikować się z partnerem czy partnerką w seksie i w związku? Jak udzielać sobie informacji zwrotnej? Jak mówić o swoich uczuciach i fantazjach? O tym właśnie rozmawiamy w Misji na Marsa w Radiu RAM. Przepytają mnie Marcin Furmański i Krzysztof Janoś. Dziękuję za wspólną podróż!
 
Bądź bardziej kobieca, ukryj swój okres!
seksualność kobiet » miesiączka
Bądź bardziej kobieca, ukryj swój okres!
Babeczki, bądźcie bardziej kobiece, schowajcie swój okres - mówi nam kultura. Mówi to ustami osób każdej płci. Co świetnie widać na filmiku Skit Box ”I got tha flow”. Ale kobiety z tego wideo chcą być sobą, nie stosować się do norm społecznych za wszelką cenę i - właśnie - nie ukrywać swojej kobiecości.
 
Czułość i seks – czego tak naprawdę pragniesz?
seksualność kobiet » seks
Czułość i seks – czego tak naprawdę pragniesz?
komentarze (1)
Pod rozległym pojęciem seksu mieści się też niedostrzeżona jako odrębny impuls potrzeba bycia obejmowanym, otaczanym troską innej osoby, niańczonym i zapewnianym o miłości nie dlatego, że przyniosło się do domu pensję czy upiekło placek, ale po prostu dlatego, że się istnieje.
 








zobacz też

„Waginatyzm” instalacja Iwony Demko

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter