dział: artykuły

Rozmowa z dr Michaliną Wisłocką

Darek Zaborek
dodano: 2013.07.22
Jak pacjentki mówiły o seksie w latach 50.?

- Oj tam, o seksie... Nawet o pochwie czy o członku się nie mówiło, bo to wszystko było świństwo. Pytałam po lekarsku, co ją boli i gdzie.


Dr Michalina Wisłocka (1921-2005), autorka książki: „Sztuka kochania. W dwadzieścia lat później”, jak mędrzec dostrzega ludzkie potrzeby i proponuje skuteczne rozwiązania. We wszystkich publikacjach Wisłockiej motywem przewodnim jest miłość. Rozmowę przeprowadził Darek Zaborek.

Czy afirmacja seksu może mieć negatywną stronę?

Afirmacja? Wody mi się, przepraszam, nalało za kołnierz. Mam buteleczkę ze smoczkiem, żebym się mogła napić, no i się oblałam.

Więcej czasu spędza Pani teraz w łóżku?

Wyłącznie! To jak z tym wężem. "Czy wąż ma ogon, tatusiu?". "Wyłącznie ogon". To ja też mam wyłącznie łóżko. Czasem posiedzę w fotelu, ale niewiele.

Gosposia przyjdzie, zrobi swoje i pójdzie.

Ale w łóżku piszę, czytam, pracuję. Mam gotowe trzy książki, jedna z nich "Na połów gwiazd". To wzięte z Makuszyńskiego, gdy usiłował złowić gwiazdy w wodzie. Co wyciągnął sieć, tylko trawa, a gwiazd nie ma (śmiech). I ja miałam w życiu piękne trzy gwiazdy, które mi przeleciały przez oczka sieci. Były to prace naukowe, które ktoś inny w końcu zrobił, nie byłam chytra.

Jakie tematy miały te gwiazdy?

Na przykład wpływ elektrostymulacji na śródmózgowie, wskutek czego regulowały się zaburzenia hormonalne. Miałam cieniutką elektrodkę z prądem i przykładałam do szyjki macicy, a nerwy dawały sygnały do mózgu. Leczyłam pacjentkę, która przerwała ciążę, mając 14 lat. Straciła miesiączkę i obraz komórek cytologicznych w jej pochwie był jak u babci, nie mogła zachodzić w ciążę. Po miesiącu elektrostymulacji dostała miesiączki. Gdy po kilku miesiącach pokazała mi się, była mężatką w ciąży, leczenie było pierwszorzędne. Pewnego dnia przyszła 18-letnia dziewczyna. Gdy tylko jej dotknęłam tą platynową elektrodą, zesztywniała jak trup. Ledwo pogotowie doprowadziło ją do życia.

Co na nią tak podziałało?

Raz nie wiem na ile milionów zdarza się człowiek uczulony na elektryczność. Tknąć go tylko i już go nie ma. Tak się przeraziłam zapaścią tej dziewczyny, że dałam spokój elektryzowaniu. Pomyślałam: a niech tak w domu podczas prywatnej praktyki któraś mi kipnie? Ten zabieg nie był ogólnie przyjęty i jeszcze poszłabym siedzieć. Temat upadł, a wyniki były świetne.

Jak Pani na to wpadła?

U nas i na świecie nikt tego nie robił, a we Francji leczyli nosy przy przywracaniu węchu. Skoro można nos, dlaczego nie spróbować tam, pomyślałam.

Po studiach przez pięć lat, od poniedziałku do piątku, jeździłam z Warszawy do Białegostoku, pracowałam tam w szpitalu położniczym u profesora Stefana Soszki, zaczęłam doktorat. Profesor to był genialny facet. Żałuję bardzo, że mi się urwało.

Z jakiego powodu?

Wisłocki wpadł na pomysł, żeby się rozwieść. Dzieci miały wtedy około dziesięciu lat, zrzekłam się asystentury w Białymstoku i wróciłam do Warszawy. Profesor mnie ochrzanił, bo lubił asystentów, z których coś mogło wyrosnąć. I w tym miejscu zaczęło się Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa. Założyłam je w Warszawie w 1957 roku, razem z wiceministrem zdrowia profesorem Bohdanem Bednarskim i kolegami. Pojawiła się szansa, żeby wrócić do Białegostoku, gdy moja córka miała spędzić trzy lata w sanatorium na węzłową gruźlicę. Myślę sobie, trzy lata to znów się w Białymstoku zagnieżdżę.

Czym się Pani wtedy zajęła?

Zdarzyła się nam pacjentka bez jajników. Profesor Soszka uznał, że należy przeszczepić jej jajniki zmarłego noworodka. Myślę, że próbował tego jako pierwszy na świecie. Wszczepiał jej, a ja miałam uciechę, robiłam badania cytologiczne i patrzyłam, co się dzieje w mózgu i całym układzie hormonalnym. Dziać zaczęło się szybko: najpierw były plamienia, potem miesiączkowanie, na komórkach było widać, jak wszystko pięknie idzie, były owulacje, myślę: będzie miała dziecko czy co? Potem owulacje się skończyły, znikły jajeczka, miesiączki i wszystko zaczęło się cofać. Oznaczało to wessanie przeszczepu.

Jeszcze z rzęsistkami były brewerie- zawsze leczyli maścią tranową. A ja miałam pomysły ekstra: pod mikroskopem położyłam tej maści tranowej na rzęsistkach i patrzę, co tam się będzie działo. Żarły, aż im się brzuchy trzęsły (śmiech). Dobre lekarstwo na rzęsistki, jak im tak smakuje. Tak samo było z maścią sulfadiazolową - nic. Natomiast zdychały po sypkim sulfadiazolu.

Zaczęłam przygotowywać pracę na temat rzęsistków i przekwitu, ale jak mieć szczęście, to takie jak ja. W sanatorium wśród dzieci zapanowała polinukleoza, zaraźliwe świństwo, więc wszystkie, które były nieprątkujące, w tym moją córkę, wysłali do domu. No i znów musiałam wrócić do Warszawy. Drugi raz mi się nie udało, profesor strasznie na mnie warczał. Ale w Warszawie, w Świadomym Macierzyństwie, zaczęłam robić badania hormonalne u kobiet.

Najpierw Towarzystwo nosiło nazwę Boya-Żeleńskiego?

Uwielbiałam Boya, uważałam, że był geniuszem, jeśli chodzi o wprowadzanie antykoncepcji. Potem profesor Bednarski uznał, że lepiej, jeśli się będzie nazywało Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa, bo tak samo nazywało się angielskie, które było super. Potem przyszła z Komitetu Centralnego taka podkuchenna, pani Musiałowa, i wymyśliła, żeby się nazywało Towarzystwo Planowania Rodziny, i tak przechrzcili. Ostatnia nazwa - Towarzystwo Rozwoju Rodziny - którą wymyśliła pani Musiałowa z profesorem Kozakiewiczem, to już było najmądrzejsze! Wie pan, rozwijać to się mogą kwiatki na polu. Nie wiedziała, co to jest antykoncepcja, i uznała, że rozwój rodziny to takie fajne socjalistyczne określenie, w którym nic się nie mieści.

Mieliśmy przychodnię na placu Trzech Krzyży 16, a w niej kilku profesorów warszawskich szpitali. Budziło to opory jak cholera! Awantury prasowe były straszne.
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 2)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12013.07.24, 11:00

meg
Uwielbiam ja!
# 22013.11.08, 20:10

Marta
Hmm. . ciekawe, nie wiedziałam, że pani Wisłocka żyła w trójkącie. Po książce nie można tego wywnioskowac - myslalam raczej że jest za monogamią. no ale cóż

podobne artykuły

Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 
Pierwsze nietypowe orgazmy
Głosem zdławionym przez rozkosz spytałam, czy wie, co mi robi. W odpowiedzi wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie kochaliśmy się całą noc...
 

najnowsze artykuły

Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?
Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 









zobacz też

”Voca i Karo o seksie gadajo”: Like a virgin

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter