dział: aborcja

Aborcja bez bólu

Mary
dodano: 2014.03.31
W 20. tygod­niu zakończyłam ciążę bez bólu, pod narkozą, w Holandii, w jed­nej z klinik pole­canych Polkom na stronie Women on Waves. Dziękuję człowiekowi, który na pewnym forum pole­cił tę klinikę.

Ale po kolei. Mam nieco ponad 30 lat, jestem matką dwójki zdrowych dzieci i nigdy wcześniej nie robiłam badań pre­na­tal­nych, zgod­nie z powszech­nym a nieprawdzi­wym przeko­naniem, że „jestem jeszcze młoda”. Istot­nie, sza­cow­ane na pod­stawie mojego wieku ryzyko chorób u dziecka wynosi:

1 : 610 (tri­so­mia 21 – zespół Downa),

1 : 7198 (tri­so­mia 18 – zespół Edwardsa),

1 : 16944 (tri­so­mia 13 – zespół Pataua).

W 13. tygod­niu ciąży, za namową przy­jaciółki, prze­chodzę jed­nak badanie pre­na­talne (USG), które wykazuje u dziecka przezier­ność karkową NT = 4 mm (norma do 2,5 mm). Ryzyko wzrasta do:

1 : 20,

1 : 320,

1 : 1568.

Pytam o naj­gorszy sce­nar­iusz. Lekarz: — To jeszcze nic nie znaczy. Dopóki nie udowod­nimy choroby, uzna­jemy dziecko za zdrowe. W tym samym dniu pobier­ają mi krew do testu PAPP-​A. W 14. tygod­niu ciąży dzwonią z wynikami PAPP-​Y. Ryzyko wzrasta do:

1 : 4,

1 : 248,

1 : 145.

Pro­ponują amniop­unkcję, którą wykonują w 16. tygod­niu ciąży. Nie boli, jak pobranie krwi, ryzyko kom­p­likacji to 0,5 % (1 na 200 kobiet może poronić).

Lekarz: — Czekajmy na wyniki amniop­unkcji. Dopóki nie udowod­nimy choroby, uzna­jemy dziecko za zdrowe.

W 19. tygod­niu ciąży, po ponad 3 tygod­ni­ach od amniop­unkcji, dzwoni gene­tyk z wynikami:

– Są niepraw­idłowe. Wrod­zona i nieuleczalna choroba gene­ty­czna, nieza­leżna od wieku matki. Wysokie ryzyko zgonu w łonie matki lub tuż po nar­o­dz­i­nach. Jaka jest decyzja co do losów ciąży?

– Terminacja.

– Przed przy­jaz­dem po wyniki proszę zro­bić USG. Umo­ty­wowanie ter­mi­nacji może zależeć od wyników USG.

USG wykazuje więcej wad. Dostaję pismo „Decyzja doty­cząca dal­szego prze­biegu ciąży należy do pac­jen­tki” zgod­nie z ustawą „O planowa­niu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunk­ach dopuszczal­ności prz­ery­wa­nia ciąży (Dz. U. z 1993 roku).

Zaczy­nam wyś­cig z cza­sem, ciążę usunąć można tylko do 22. tygod­nia. A tym­cza­sem w Polsce:

– cza­sem szpi­tal przyjmie pac­jen­tkę przed 22. tygod­niem i wykona zabieg pod narkozą,

– często szpi­tale odmaw­iają i odsyłają pac­jen­tkę do innego szpitala,

– często pozorują bada­nia byle 22. tydzień minął i nie dało się już usunąć ciąży,

– komisja lekarska debatuje czy są przesłanki czy nie do ter­mi­nacji (nawet przy ciężkiej wadzie genetycznej),

– jeśli już przyjmą pac­jen­tkę, często nie zapew­ni­ają narkozy ani środ­ków prze­ci­w­bólowych, dziecko roni się np. do ubikacji, po czym łyżeczkują „na żywca”, cier­pi­e­nie matki i dziecka może trwać kilka­dziesiąt godzin, ale zdaniem lekarzy tak jest bez­pieczniej dla zdrowia (czy­jego?!) niż pod narkozą,

– leży się w sali z matkami rodzą­cymi zdrowe dzieci.

Pytam lekarzy, czy ich szpi­tal wykona zabieg. Nie wiadomo. Nie mogą robić ter­mi­nacji za całą Pol­skę. Mam pytać w swoim mieś­cie. Pytam – nie wiadomo, kiedyś tak, teraz nie, musieliby się naradzić. Oświad­czam im, że w Internecie znalazłam klinikę w Holandii. Słyszę: — Tylko proszę się z nimi nie kon­tak­tować mailowo, może Pani zostać namierzona.

Chcę im zostawić adres tej kliniki, dla innych pac­jen­tek. Nie mogą przyjąć – zostal­iby oskarżeni o pośrednictwo…

Tego samego wiec­zoru wchodzę na stronę www holen­der­skiej kliniki, dostępną w 7 językach, w tym po pol­sku. Wypeł­niam i wysyłam for­mu­larz „Na wiz­ytę za pośred­nictwem inter­netu”. Naza­jutrz rano dostaję odpowiedź – mam być w klin­ice 48 godzin później, rano.

Tanich lotów już nie ma. W przed­dzień zabiegu, po połud­niu, wsi­adamy z mężem w auto. Po północy jesteśmy w Niem­czech, śpimy w motelu, 30 euro za pokój, recepcja pusta, ale wstukuje się kod i wchodzi do pokoju. O 5 rano wyruszamy dalej, w klin­ice jesteśmy rano.

Znam języki obce, więc na miejscu komu­nikuję się bez przeszkód. Ale wszys­tkie for­mu­la­rze do wypełnienia i broszury infor­ma­cyjne i tak są po pol­sku. Nie wyma­gają tłu­maczenia doku­men­tów medy­cznych, które mam ze sobą (po pol­sku). Roz­maw­iam z lekarką, badanie USG – 20. tydzień. Roz­maw­iam z pielęg­niarką. Ostat­nie moje pytanie, przy którym płaczę, to: — Czy dziecko będzie cierpieć? – Nie, zasypia razem z Panią w narkozie i już się nie wybudza.

Dostaję broszurę z opisem całego zabiegu po pol­sku. Zabieg jest dwue­tapowy: w połud­nie zabieg przy­go­towaw­czy (1. narkoza), tabletki na wywołanie skur­czy (mnie bolało jak przy okre­sie), wieczór — łyżeczkowanie (2. narkoza). Klinikę opuszczam naza­jutrz rano z kom­pletem for­mu­la­rzy do wypełnienia i odesła­nia im po wiz­y­cie kon­trol­nej u mojego ginekologa w kraju.

Holen­drzy są zwycza­jnie ludzcy. Ale przy pełnych hipokryzji Polakach (lekarzach, poli­tykach i księżach) wydają się nad­ludzcy, jak UFO, jak wyższa cywiliza­cja. Wszyscy znają mniej lub bardziej 3 języki obce (ang, niem, fr), pra­cown­ice kliniki mają między 40 a 60 lat, nie far­bują siwych włosów i nie chodzą w szpilkach, bo po pracy zap­inają sztormiak i wracają do domu row­erem. Ponieważ z mężem tracimy chcianą ciążę, jesteśmy małżeńst­wem i przy­jechal­iśmy z daleka, pozwalają nam zostać razem w osob­nym pokoju aż do ostate­cznego zabiegu, co jest wyjątkiem od reguły (inni mają wyz­nac­zoną 1 godz­inę na wiz­ytę). Dopiero na noc mąż jedzie do jed­nego z hosteli, który również znalazł na stronie www kliniki.

Przed zabiegiem czuję smutek, osamot­nie­nie (polscy lekarze niby czekali na wyniki, ale gdy je dostali, nabrali wody w usta), strach. Po zabiegu? Oczy­wiś­cie, jest żal za dzieck­iem. Ale z powodu 2-​miesięcznej para­noi (od 13. do 20. tygod­nia ciąży), przez którą musi­ałam prze­jść w kraju, prze­waża ulga (że zdążyłam, że nie cier­pi­ałam ja, dziecko i mąż, że nadal jestem zdrowa, że żyję) i NIEN­AW­IŚĆ DO TEGO PODŁEGO KRAJU, w którym, pow­tarzam za forami inter­ne­towymi, prawo do god­nego życia mają zgod­nie z kon­sty­tucją tylko mężczyźni i zygoty, w którym zezwala się kobiecie na abor­cję, ale karze ludzi, którzy mogą jej w tym human­i­tarnie pomóc (Jak więc mamy te abor­cje wykony­wać? Samodziel­nie? Drutem?), w którym kul­tura narzuca nam inter­pre­towanie każdej abor­cji jako zabi­cia człowieka (co ma prowadzić do depresji), a nie jako prawa do decy­dowa­nia o włas­nym życiu i ciele. W którym, zami­ast narkozy, czekają nas kilkudziesię­cio­godzinne tor­tury fizy­czne, a potem wieczne – psy­chiczne (twarzy włas­nego dziecka w mus­zli kloze­towej nie da się zapom­nieć), bo, zdaniem lekarzy, poli­tyków i księży (!!!) tak jest bez­pieczniej i bardziej etycznie.”
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 4)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12014.03.31, 19:44

eM
Mary,
buziaki i przytulenia :-*
jak byłam nastolatką, marzyłam, że morze w tym kraju coś drgnie, coś się zmieni, że choćby w takiej sytuacji jak Twoja na spokojnie będzie można skorzystać z drakońskich ale jednak jakiś praw. Nadzieję straciłam jak jechałam z koleżanką na Słowację, a inną odbierałam po 22 z gabinetu ginekologicznego - jedna decyzji lekarskiej nie miała, inna miała, ale nie miałyśmy siły jeździć po innych województwach, zwłaszcza, że ot tak ciągle urlopów by jej nikt nie dał (próbowałyśmy w 6 szpitalach). Kilkanaście lat mojego życia poświęciłam na to, by poza nauka, pracą, własnym życiem wyszarpnąć jeszcze trochę na działalność, na aktywizm, na rozmowy z ludźmi i ukazywanie pewnych spraw. Najczęściej kosztem wolnego czasu (jakiego wolnego czasu. . . . ). Opadłam z sił i wiary w rozumowe rozwiązania, teraz szlifuję kolejne języki i uczę się jak szalona różnych rzeczy, przygotowuję się do życia w innych miejscach - tam gdzie kobieta nie jest ciągle podejrzana. Może się coś zmieni, ale ja na razie muszę zatroszczyć się bardziej o siebie, mam tylko nadzieję, że stanie jeszcze w tym kraju dość kobiet i mężczyzn, którzy też czują potrzeby zmian.

:-*
eM
# 22015.03.01, 12:33

kasia
nie powinnaś usuwać dziecka. Powinnaś jej urodzić!
# 32015.03.05, 22:35

AwaS
Mary, bardzo dziękuję Ci za ten tekst! Wszystkiego najlepszego!
------------------------

@ Kasia (# 2): Ty powinnaś zająć się własnym życiem, trochę edukacji też nie zaszkodzi.
# 42016.01.03, 11:56

mary 2
Mary, b dobry artykul i b dobra decyzja wspolna, jak chory kraj to uciekać tam, gdzie nas szanują i to, co jest w dokumentacjach medycznych!. a ci nasi lekarze, sami kiedyś w większości przeprowadzali tyle aborcji,ze nam się w glowach nie miesci, szczególnie ci, którzy teraz sa tak bardzo na "nie", wiem to również od ginekologa z kraju, ktora się nie zgadza z tym, jak Ty, ja i wiele innych osob. B dużo mi opowiedziała, oj dużo, o tym jak i co się dzialo w tym temacie, wiec dużo cennych informacji padlo z wiarygodnego zrodla, z tej tzw "kliki". pozdrawiam

podobne artykuły

Seksualne problemy z perspektywy ustawień. Część 2
Wszystko dzieje się po coś. Moje dziecko urodziłam za pomocą sztucznej oksytocyny, przeszłam to, rozumiem to - mówi Anna Brzozowska, terapeutka ustawień rodzinnych. - Czy od tego wzrosłam i spotkałam się z ważnymi tematami? Tak. Czy mogłam mieć inny poród? Nie.
 
Seksualne problemy dużego kalibru
Seksualność a duchowość... Przyznam, że kiedy w 2010 roku wystartowałam portal Seksualność Kobiet, to starałam się go trzymać w nurcie klasycznej edukacji, kultury i pewnych faktów „potwierdzonych naukowo”.
 
Aborcja była moją najlepszą życiową decyzją
Ciąża nie była wynikiem gwałtu, nie była zagrożona. Ale czuję, że zagrażała mi. Wiem, że moje życie by się całkowicie rozsypało, ja bym się rozsypała, wszystko, o co tak długo walczyłam, też by się rozsypało. W tamtym okresie byłabym naprawdę złą, nieradzącą sobie z dzieckiem i prawdopodobnie niekochającą matką z depresją.
 
Moja ciąża to moja sprawa i żaden chłop nie będzie mi nic kazał
Nie widziałam nigdy w tamtej poczekalni kobiet, których ciąża była wynikiem „rozrywkowego” stylu życia.
 
Natalia Przybysz o aborcji
Chciałabym, żeby kobiety przemówiły swoim głosem. Żeby zaczęły mówić o tym doświadczeniu. Tak jak w latach 60. przemówiły Amerykanki. A potem w latach 70. Francuzki. To doświadczenie istnieje, jest częścią kobiecego życia. To indywidualna sprawa i każda kobieta powinna móc zadecydować o tym sama – czy chce urodzić, czy nie. A to, jak do tego potem podchodzimy, czy to był problem, czy nie, to też nasza sprawa – jakie ceremonie będziemy chciały odprawiać, by sobie z tym poradzić. To nie sprawa mężczyzn w rządzie i w Kościele.
 

najnowsze artykuły

Asertywność w łóżku. O granicach i (nie)przystojnych propozycjach
seksualność kobiet » wiadomości
Asertywność w łóżku. O granicach i (nie)przystojnych propozycjach
Gdy jesteś na randce i ktoś Ci wkłada ręce w spodnie, a Ty NIE chcesz, to jednak godzisz się na to, bo jesteś na randce?
Jeśli raz godzisz się z daną osobą na seks, to jest to zgoda ”na zawsze”?
Czy lubisz, gdy druga strona sama DOMYŚLA SIĘ, czego Ty chcesz?:)
Jak mówić TAK i NIE i jak przedkładać oferty w seksie, tak aby wyrazić siebie, swoje potrzeby i fantazje i uzyskać PEŁNĄ SATYSFAKCJĘ? :)
 
Kurs Akceptacji Ciała. 5-tyg. podróż do serca samoakceptacji
seksualność kobiet » wiadomości
Kurs Akceptacji Ciała. 5-tyg. podróż do serca samoakceptacji
Chcesz się poczuć dobrze w swoim ciele? Rozgościć się w sobie i cieszyć się sobą? Nabrać większej pewności siebie w życiu i sypialni? Zapisz się na Kurs Akceptacji Ciała – to 5-tygodniowa przygoda pełna miłości.
 
Oddajemy krew Ziemi
seksualność kobiet » miesiączka
Oddajemy krew Ziemi
Ja podlewam nią kwiaty. Przyjaciółka zostawią ją w miejscach mocy. Jeszcze inna wylewa wraz z wodą po prostu przed domem. W ten sposób księżycowa krew wraca do Ziemi. Wiem, że jest nas coraz więcej, coraz więcej kobiet uczestniczy w tym niekończącym się rytuale.
 
Seksualne problemy z perspektywy ustawień. Część 2
seksualność kobiet » problemy
Seksualne problemy z perspektywy ustawień. Część 2
Wszystko dzieje się po coś. Moje dziecko urodziłam za pomocą sztucznej oksytocyny, przeszłam to, rozumiem to - mówi Anna Brzozowska, terapeutka ustawień rodzinnych. - Czy od tego wzrosłam i spotkałam się z ważnymi tematami? Tak. Czy mogłam mieć inny poród? Nie.
 
Jeden prosty sposób na zaakceptowanie swojego ciała
seksualność kobiet » moje ciało
Jeden prosty sposób na zaakceptowanie swojego ciała
A właściwie tej jego części, za którą... hym... nie przepadasz.:) Robiłam i dla mnie zdziałał cuda! :)
 











zobacz też

„Jak nakręcić porno: praktyczny poradnik filmowania seksu” - zbiórka społecznościowa

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter