komentowany artykuł:

Miłość na jedną noc a wykorzystanie i łzy
Miłość na jedną noc a wykorzystanie i łzy
Ośmieliłam się ostatnio powiedzieć o miłości na jedną noc. Było to u Anki Grzywacz w audycji Tok Fm. Kiedy to mówiłam, byłam pewna, że po prostu dzielę się swoim doświadczeniem, bo zdarzały mi się takie miłości na jedną, dwie albo trzy noce.
czytaj komentowany artykuł »
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 1) / 1

# 12017.01.26, 19:35

Paula Tandas
Zwykle nie zabieram głosu pod artykułami, jestem raczej typem obserwatora.
Tym razem komentarzy brak, więc pozwolę sobie wyrazić własną opinię.
Pierwsze, co mi się nasuwa na mysl po lekturze powyższego tekstu, to
że być może ma on swojego sponsora w postaci producenta prezerwatyw czy
też innych gadżetów łóżkowych.
Idealizacja seksu wydaje mi się mocno przesadzona, a już tym bardziej
przyrównywanie tej, bądź co bądź istotnej sfery aktywności ludzkiej, do
"miłości uniwersalnej", znanej z nauk duchowych (niekoniecznie
z kościelnych ambon), inaczej - miłości bezwarunkowej.
Dopóki człowiek posiada najmniejszy choćby przejaw ego, dopóty
wszelkie jego "miłości" skazane są na niedoskonałość, taką czy inną
interesowność. Nawet Budda, mimo wyrwania się z kręgu doczesnych żądz,
pozostawał, do momentu opuszczenia swej ziemskiej powłoki, nie w pełni
Oświeconym.
Seks może być jedną ze ścieżek wzrostu duchowego (na pewnym jego etapie),
pod warunkiem, że towarzyszy mu niezakłócony, dwukierunkowy przepływ
(mówiąc prościej wymiana) energii pomiędzy uczestnikami aktu.
Seks z udziałem antykoncepcji wyklucza tę możliwość, a z takim mamy
na ogół do czynienia podczas spontanicznych uniesień jednonocnych.
Co nas popycha do takich zachowań? Bynajmniej nie miłość bezwarunkowa.
Na ogół musi "zaiskrzyć",dojść do obupólnej fascynacji,
co najmniej na poziomie cielesnym. Jeśli nie, to musimy raczej
uwzględnić rolę alkoholu, lub podejście czysto interesowne, w tym
najzwyklejszą w świecie wolę zaspokojenia naglącej potrzeby tu i teraz.
Powiedzmy sobie szczerze, prawdziwe fascynacje rzadko komu zdarzają się nagminnie. I na
ogół kilka godzin to za mało, by uzmysłowić sobie, że oto właśnie facet, z którym chcę się kochać.
Częściej mamy do czynienia z podejściem
stricte sportowym. Uprawiam seks, bo lubię. Robię dobrze sobie oraz komuś, i ot cała filozofia.
Może to mieć swoje podłoże psychologiczne- przykre doświadczenia z
dzieciństwa, rozczarowanie związkami czy nieumiejętność ich tworzenia, potrzeba potwierdzania swojej atrakcyjności
wobec różnych partnerów
jak i wynikać z hedonistycznego stylu
życia czy wyrachowania (wykorzystanie partnera seksualnego w określonym celu, np. zemsty, zaliczenia lub zarobkowym).
Drugą stroną medalu są konsekwencje fizyczne. Większa liczba partnerów seksualnych,
to niestety podwyższone ryzyko chorób przenoszonych drogą płciową, które następnie
przekazywane są dalej, często niczego nieświadomemu, kolejnemu kochankowi/kochance.
Inna konsekwencja, to rzecz jasna- wpadka.
i tu tak naprawdę dochodzimy do sedna. Prymarną rolą aktu seksualnego zawsze była i będzie prokreacja.
Nieliczne ssaki, w tym człowiek, odkryły nowe jego funkcje, takie jak rozładowywanie konfliktów w stadzie - u małp,
czy też osiąganie przyjemności fizycznej - u ludzi czy delfinów. Jest to jednak bardziej produkt uboczny aniżeli
nadrzędne znaczenie spółkowania.
Nie chcę bynajmniej odzierać seksu ze wszelkiej romantyczności - stanowić on może dopełnienie pięknego uczucia
pomiędzy dwojgiem ludzi (zakochania, zauroczenia - każdy ma swoje określenie na ten stan). Nie twierdzę, że
jeden partner na całe życie to recepta na udany związek, choć przyznam, że byłby to dla mnie ideał (niektórym
się to udaje). Równocześnie jestem zdania, że świątynia ciała to miejsce, do którego wstęp powinni
mieć tylko nieliczni, ci wyjątkowi, godni całkowitego zaufania i oddania.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie.











zobacz też

„Świadomość seksualna - na co mi to?” - nasz matronat

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter