komentowany artykuł:

Dlaczego on nie chce?
Dlaczego on nie chce?
Jesteście parą. Wszystko było dobrze, ale teraz on nie chce. Kochać się z Tobą.
Nie świrujesz. Wiesz, że może być zmęczony. Zapracowany. Myśleć o czymś innym. Nie mieć akurat ochoty. Coś go może boleć. Może mieć jakiś nurtujący go problem. Ważne zadanie w pracy. Chwilowo inne priorytety.
czytaj komentowany artykuł »
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 17) / 17

# 12014.02.03, 10:10

Gwiazdeczka
To bardzo ciekawe spostrzeżenie, macie może jakieś podpowiedzi (oprócz książek), jak taki problem rozwiązać, jeśli nie chce się niszczyć związku i rodziny? Bo ja już przestałam się winić, ale nadal nie wiem, jak to naprawić, bo mam wiele powodów, dla których chcę, bo moje małżeństwo trwało. Posiadanie kochanka jest przyjemnym antidotum na braki, ale nie da się w ten sposób naprawić związku. . .
# 22014.02.03, 12:18

Joanna
Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie małżeństwa z taką osobą, choć byłam kiedyś w podobnym związku. Każdy przypadek jest pewnie inny, ale też każdy na swój sposób traumatyczny.
Wtedy dla mnie jedynym wyjściem było danie sobie nawzajem dużo swobody. Staliśmy się dla siebie czymś w stylu bezpiecznych przystani, chyba bardziej przyjaciółmi niż kochankami. Oczywiście seks i chwile bliskości się przydarzały, ale niezbyt często i niezbyt intensywnie. Może zawsze traktowałam go trochę jak kota, który zawsze chadza własnymi drogami…
# 32014.02.03, 17:35

begonia
u mnie po 3 latach zwiazku zaczely sie takie wlasnie problemy jak w artykule. po 9 mies terapii nic sie nie zmienilo. a ja zdalam sobie spr ze jestem nieszczesliwa. . i odeszlam. . . po 6 latach w sumie.
# 42014.02.05, 11:42

M
Newsletter przyszedł w momencie, w którym bardzo była mi potrzebna rozmowa na ten temat, zapytam zatem tu, z nadzieją, że któraś z Was może była w podobnej sytuacji i będzie w stanie mi pomóc. Związałam się z katolikiem. Wiedziałam, czego można się spodziewać po wierzącym, młodym mężczyźnie, który dotąd (29 lat) nie miał żadnych doświadczeń seksualnych, zostałam jednak pozytywnie zaskoczona, bo oswoliliśmy się ze sobą, a potem już był seks, gorący, radosny, udany, pełen oddania i miłości. I nagle, po roku związku, oświadczył, że taka relacja oddala go od religii, więc z seksem koniec. I tak od miesiąca. . . Czuję się odrzucona, tęsknię za bliskością, boję się go dotykać, żeby nie zostać oskarżoną o "zachęcanie go do łamania zasad". Jestem nieszczęśliwa, on wręcz przeciwnie, bo może teraz przystępować do swoich sakramentów; traktuje podobno sytuację tymczasowo, do ślubu, tymczasem oddalamy się od siebie coraz bardziej i przestaję sobie już wyobrażać życie z nim. . . Jeśli któraś z Was miałaby jakąś radę, co z tym zrobić i jak mu powiedzieć, jak ważna jest dla mnie taka bliskość, podpowiedzcie.
# 52014.02.05, 13:24

Voca
Każda sytuacja jest inna, ale uniwersalne wydaje mi się hasło: Chcę miłości, a nie bólu. Czy w związku dostajesz miłość, czy ból? Musisz wokół niego chodzić, jak wokół zgniłego jaja, żeby "zasłużyć" na miłość? Czy to właśnie o to chodzi, czy o to, żeby się ze sobą łączyć bez względu na okoliczności? I wspierać właśnie w tych trudnych momentach, a nie tylko wtedy, gdy wszystko gra?
# 62014.02.05, 15:17

de99ial
Wkleję to co ostatnio powiedział mi Stwórca:
"- No - sztach - W skrócie, i z tymi co kręcą maniany i z ich ofiarami to sprawa między nimi a mną, ty masz inne zadanie. - pauza - Ale właśnie za to was lubię. I za to jacy jesteście w seksie. O! To jest dopiero niesamowite do jakich wygibasów jesteście zdolni, a w większości tylko po to aby podtrzymać swoje własne wydumane mniemanie o swoich możliwościach - popatrzył na mnie, skrzywił się lekko, gest „ujdzie” - Ty już taki kozak nie jesteś jak myślisz, że jesteś, ale nadrabiasz techniką. O ten fragment ci się spodoba, poprzednim razem był niezły. - sztach - Oszczędzaj siły. Już niedługo spotkasz tę twoją jedyną, fajna z niej bestyjka. - puścił do mnie oko i uśmiechnął się. Wie, że poprzednim razem ten fragment był lepiej skomponowany. Kurde. . . To pozostanie za zawsze między mną a Nim. . . Ech. . . Lubię gościa. - Już? To styknie tych wycieczek osobistych. Przekaz się liczy.
Muzyka.
- Lubię takie pary. - sztach - Czasem to więcej niż pary i nie mam tu na myśli trójkątów czy innych figur geosextryjnych, a rodziny, ale. . . takie figury też się trafiają. - pauza - Dobrze, że tacy ludzie jeszcze są, że rozumieją czym jest celebrowanie życia. . . Kilka porad przy okazji. Pierwsza, seks to nie wszystko. Jest wielu pośród was takich co „dobre jebanie zrobi i za śniadanie” ale na dłuższą metę tak się nie da. Druga, jeśli myślisz, że ze wszystkim jest ok, tylko z seksem nie, to znaczy, że nie jest ok. Jest całkiem daleko od ok. W jednym i drugim przypadku takie osoby są po prostu w toksycznych relacjach. - sztach - Toksycznych czyli zatruwających siebie. Po prostu nie każdy ma być z każdym, dlatego jest takie zróżnicowanie, trzeba szukać i wierzyć, że znajdziesz, a jak znajdziesz, będziesz wiedzieć bez najmniejszych wątpliwości. Bo tak jest. - sztach - No. Styknie. "

;) Wiara przeszkadza, każda, bo ogranicza nasze poznanie. Najważniejsze w życiu to wsłuchać się w szept Stwórcy, który rozbrzmiewa w każdym z nas. Nie słuchać innych, którzy narzucają nam cudze systemy wartości. Twój partner niestety jest ofiarą takiej manipulacji i będzie trudno go z niej wyrwać. Ale jeśli czujesz, że to "ten" to próbuj. Jeśli nie - szkoda Twojego i jego czasu. Serio.

Pozdrawiam :)
de99ial
# 72014.02.05, 21:21

Karo Aquabal
dziękuję Voca za ten tekst – to ważny temat.
Chciałabym coś dodać. Z własnego doświadczenia.
Otóż odkryłam, że jeśli trafiam na mężczyzn, którzy mają lęk przed bliskością, to jest to moja własna strategia na unikanie bliskości.
Czyli – jeśli zakochuję się w mężczyźnie, który boi się bliskości to znaczy że ja sama również boję się bliskości.
Skąd taki pomysł?
Otóż zaczęłam się zastanawiać gdzie są Ci wszyscy faceci, którzy nie boją się bliskości.
I zrozumiałam, że są z kobietami gotowymi na bliskość. Proste.
To niezbyt komfortowa prawda, ale ma swój skarb.
Otóż lokuje problem we właściwym miejscu. We mnie.
I to zmienia wszystko. Bo zaczynamy mieć wpływ na sytuację.
Nie możemy uzdrowić lęku przed bliskością u naszych ukochanych.
Ale możemy uzdrowić do w sobie.
Czego Wam życzę z całego serca.
# 82014.02.07, 13:37

Gwiazdeczka
Karo Aquabal , nie wydaje CI się, że zrzucasz część winy na siebie?

Mój mąż,jak sam mówi, gdy mnie spotkał, wyszedł z wieży, w której zamknął się sam, w której zamknęły go traumy dzieciństwa, może inne partnerki. Wszyscy dookoła mówią mi, jak bardzo się zmienił, otworzył, ile dobrego zrobiłam dla niego, jak bardzo uszczęśliwiłam - to widzę. Mówił, że jestem gwiazdeczką, która zaczęła świecić w okół jego wieży.

Coraz bardziej jednak po tych 10 latach zamyka się na seks, tzn, jak już dojdzie co do czego, jest fajnie, ale jak dla mnie zbyt rzadko - w weekend te 3 razy, w tygodniu z reguły tylko raz :-((((((

Ja nie czuję strachu przed zbliżeniem i nie odnoszę wrażenia wywoływania go. Mam od 5 miesięcy kochanka. Wspaniałego. Niestety na odległość. Kochamy się na skypie - co bywa frustrujące,bo bez dotyku, ale staliśmy się do siebie tak przywiązani, że potrzebujemy tej namiastki obok ciepłych smsów, telefonów. I nie onieśmielam go, nie, nie wywołuję strachu, wręcz przeciwnie, czasem robimy to kilka razy dziennie, dzięki niemu odkryłam swoje ciało jak nigdy przedtem, odkryłam u siebie ejakulację, jestem radosna. Znowu ktoś nazywa mnie gwiazdeczką :-))))) Cóż za przypadek!!!

On ma ten sam problem, co ja - jego dziewczyna nie za często ma ochotę, a przede wszystkim nigdy niczego nie inicjuje, nie wykazuje żadnej inicjatywy, nawet jej nie przychodzi spontanicznie do głowy wziąć go do ust. I jakoś trudno powiedzieć, żeby on wywoływał to u niej, bojąc się zbliżeń, bo akurat zbliżenie i fizyczne i psychiczne to ma we krwi. I ja też

Nie wińmy się. Wpaja się nam ten sposób myślenia, ale nie róbmy sobie krzywdy (dodatkowej)!!!
# 92014.02.08, 14:16

Biały Kruk
Ale dlaczego "winy"? Czy tu w ogóle można mówić o winie? Mnie to nie pasuje, nie lubię łączenia relacji - opartych na miłości - z poczuciem winy.

To, co mówi Karo, jest mi bliskie, bo jestem teraz w takich relacjach emocjonalnych/seksualnych, na jakie sam jestem gotowy. Ktoś, kto potrzebowałby więcej bliskości niż ja obecnie - budziłby we mnie niepokój. Na razie jest nam dobrze, żaden z nas nie czuje, żeby miał problem, nasze potrzeby są kompatybilne.
U Karo też nie widzę, by mówiła o winie, zgaduję, że mówiła raczej o przejmowaniu odpowiedzialności za własne szczęście.

Skąd wzięła się u Ciebie myśl o poczuciu winy?
# 102014.02.10, 13:03

Gwiazdeczka
A choćby dlatego :

"To niezbyt komfortowa prawda, ale ma swój skarb.
Otóż lokuje problem we właściwym miejscu. We mnie. "

Gdy mówi się o problemach, lęku i braku komfortu i dodaje się " Otóż lokuje problem we właściwym miejscu. We mnie. " to brzmi jak poczucie winy. Bo wyraźnie czegoś w związku brakuje, za brak obarczamy się lub kogoś poczuciem odpowiedzialności, a jeśli ten brak doskwiera, czy jest odczuwany jako "brak komfortu" to brzmi to jak wina. . . tak jakoś przykro. . .
# 112014.02.14, 02:34

Biały Kruk
Nadal nie widzę, czemu Tobie to brzmi jak poczucie winy i czemu Ci przykro, więc zapytam - gdzie Ty ulokowałabyś problem? I jak byś to ubrała w słowa, gdyby chodziło o Ciebie, tak żeby było zgodne z tym co czujesz, że jest ok?
# 122014.02.26, 23:26

do M
M, jestem w podobnej sytuacji jak Ty, chociaż pewnie nie będę w stanie Ci pomóc, bo sama nie potrafię się z tym uporać. Uważasz, że religia może być jedną z tych wymówek, wymyślonych w strachu przed zbliżeniem się do siebie?

Od kiedy nie uprawiamy seksu też czuję się odrzucona, też wydaje mi się, że oddalamy się od siebie. Na początku rozmawialiśmy o tym sporo, z mojej inicjatywy, ale to niewiele zmienia, nie wiem, na ile jest ze mną szczery. Ale zdarza nam się zapędzić w pieszczotach, sama czuję się wtedy winna, nie wiem, jak powinnam się zachowywać. Chciałabym go wspierać mimo wszystko w podjętej decyzji, ale inicjowanie kontaktu mi nie pomaga, być może kochamy się tylko dlatego, że namarudziłam wcześniej o tym, że tego potrzebuję. Nie do końca wiem na czym stoję, czego mogę się spodziewać.

Czy u Ciebie coś się zmieniło?
# 132014.03.06, 13:15

do Gwiazdeczka
Gwiazdeczka

"nawet jej nie przychodzi do głowy spontanicznie wziąć go do ust"
A skąd wiesz, czy ta kobieta ma w ogóle ochotę na seks oralny? Może tego nie lubi i nie chce robić? Wkurza mnie takie wymuszanie czegoś na kobietach.
# 142014.03.10, 09:32

Gwiazdeczka
Jak nie lubi, to po prostu mówi, że nie lubi, nie każe się prosić i potem to robi (rzecz osobistego gustu, dobrze, czy źle). Mój mąż też każe się prosić i dla mnie jest to stresujące, wręcz upokarzające - ja staram się dać przyjemność drugiej osobie. Dlatego mój seks z nim ma coraz mniej sensu, a na pewno zaangażowania. . . :-(

Do Biały Kruk - może po prostu mamy inne rozumienie tej samej wypowiedzi, czy uczuć. Może faktycznie problem jest Jego, ulokowany w Niej, nie wiem, można to rozumieć różnie także w zależności od sytuacji. Ja wiem, że lokuję problem w nim. Na pewno nie mam poczucia winy za to, że od zawsze mu się nie chciało żadnego wysiłku zrobić, Staram się z nim rozmawiać, ale jemu rozmowa już nie wychodzi, wychodziła 15 lat temu, gdy ja byłam młodą kobietą i potrzebowałam przewodnika. Może właśnie problemy z przeszłości, nieszczęśliwe dzieciństwo, rozstania z innymi, jakieś frustracje ambicjonalne. Mimo to, jestem tu od blisko 15 lat i robię, co mogę z miłości. Tylko, czy ja całe życie muszę być tą wyrozumiałą, zwłaszcza, jeśli mam zgadywać? Zaczynam tracić siły. Zwłaszcza widząc, że może być inaczej.
# 152015.09.07, 15:32

pływająca
Mam coś wspólnego z problemem.
Znaczy szukam czemu tak się dzieje że on nie chce. Czy to uzależnienie czy to niechęć do seksu czy coś ze mną. A może to, tego się nie spodziewałam i nie wiedziałam ze coś takiego istnieje.
A czy ktoś próbował metodę odsunięcia się???? Żeby ON poczuł "stratę" i brak bliskości. Boję sie tej strategi, bo może być odczytana "odsuwamy się = to nie ma sensu koniec z nami".
Jak można bać się bliskości, że niby będzie się ubezwłasnowolnionym? a nie bać się małżeństwa i dzieci?
Że to taki strach bycia pod pantoflem jeśli za dużo da mi?
Jak przekonać do terapii osobę która uważa to za bzdurę? czy w ogóle ma sens?
# 162015.09.08, 16:39

Voca
@pływająca - Kochana, powodów może być wiele. porozmawiajcie o tym. Przeanalizuj sytuację i posłuchaj, co on mówi. Może niekoniecznie chodzi o to, o co w artykule.

Możesz też spróbować przewrotnej strategii "na seks".

Jeśli powie: nie chce mi się, bo mnie boli głowa, Ty powiedz: to kochajmy się, żeby Cię przestała boleć głowa.
Jeśli powie: nie chce mi się, bo jestem zestresowany, Ty powiedz: to kochajmy się, żebyś się odprężył,
Jeśli powie: jestem zbyt zmęczony, Ty powiedz: to kochajmy się, żeby Ci przybyło energii.

To naprawdę prawda o tym, że seks uśmierza ból i jest dobrym lekarstwem na wiele problemów.

Ale to tylko przewrotna strategia. Jeśli problem jest głębszy, może na nic się nie zdać.

Zastanów się też, jakie uczucia wywołuje w Tobie to jego "niechcenie". Wypisz całą listę.
Jak się czujesz: wściekła, rozgniewana, rozżalona, załamana, smutna i przygaszona, zrozpaczona, zrezygnowana itp?
Twoje emocje pomogą Ci zrozumieć, na czym naprawdę polega ta sytuacja. Być może brak seksu między Wam to symptom, który jest bardzo cenny - pomógł Ci zauważyć jakiś problem i może Ci dać jakieś rozwiązanie. 3mam za Ciebie kciuki.
# 172015.09.12, 20:06

Aneczka
Poczytajcie to co poniżej. Może któraś rada okaże się przydatna:

misiekimisia. blogspot. com/2015/09/jak-poprawic-zycie-seksualne-w-zwiazku. html











zobacz też

„Obrzezanie” kobiet. Klitoridektomia w praktyce, cz. 2.

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter