Kraina Czarów po drugiej stronie lustraJest pewien film, który oglądam każdego roku w okolicach gwiazdki – i tylko wtedy. I nie chodzi bynajmniej o przygody tego, który został sam w domu. To komedia romantyczna, dla której w ramach prywatnego procesu „ukobiecania się” robię wyjątek (na co dzień preferuję inne gatunki) i zasiadam z mamą przed telewizorem. Taki coroczny rytuał. A skoro przed nami trochę wolnego czasu, chciałabym zaproponować wycieczkę w stronę nieco innego kina „familijnego”.