komentowany artykuł:

Z  przekleństwa  w  błogosławieństwo
Z przekleństwa w błogosławieństwo
Niełatwo być dziewczynką. Tym bardziej, jeśli się ma potrzebę bycia dziewczynką idealną. Wspaniałą wnuczką, kochaną siostrą, przodującą uczennicą, oddaną przyjaciółką i przysparzającą powodów do dumy córką. Prawie mi się to udało. No właśnie, prawie… Bo wypełniając te wszystkie funkcje, nosiłam w sobie przekleństwo. Przeklinałam samą siebie.
czytaj komentowany artykuł »
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 1) / 1

# 12016.12.30, 16:45

lupus
Zawsze, kiedy czytam o seksualności i jej wpływie na nią naszego wychowania i kultury, nasuwa mi się jedno pytanie: Jak rozwój i sposób traktowania przez społeczność tej sfery życia powinien wyglądać? Kiedy jesteśmy dziećmi, ta sfera jest dla nas daleka, mimo że każde z nas zastanawiało się nieraz, co takiego złego jest w tych „tajnych” miejscach ciała dorosłych? Co oni tak skrzętnie ukrywają. Już dzieci zauważają, że coś jest nie tak, że one mogą być nagie w różnych sytuacjach codziennej pielęgnacji chociażby, a dorośli nie pokazują się im i ukrywają swoje narządy płciowe. Wychowuje się nas w poczuciu zła płynącego z posiadania penisa i waginy. Rodzice unikają „ciężkich” tematów. Lekcje wychowania do życia w rodzinie, czy jak je tam nazwano, są zazwyczaj farsą. Lekcje biologii traktują temat instrumentalnie i nic nie wnoszą tak naprawdę poza „schematem ideowym” urządzenia do sikania i rozrodu. Musimy odkrywać ten świat erotyki sami, popełniając błędy i jeszcze w dodatku pod presja ułomnej w tym zakresie kultury tabu. Zastanawiam się ilu ludzi ucierpiało w skutek patologicznego podejścia do seksualności w naszym wychowaniu. Ilu niezaspokojonych seksualnie frustratów i zboczeńców przez to stworzyliśmy, jako społeczeństwo? Ilu ludzi żyje po prostu nie będąc świadomymi potencjału przyjemności, rozkoszy, możliwości budowania głębokich relacji z partnerem, traktujących seks i partnerów przedmiotowo, praktycznie wyłącznie, jako obiekt zaspokojenia popędu. Zmusza się naszą seksualność do zejścia do podziemia, odbiera się prawo do życia w tej sferze, narzuca zazwyczaj absurdalne zasady i zakazy.
Nasi rodzice, możliwe, że jeszcze bardziej zmanipulowani niż my, bo żyli przecież w czasach, gdzie „nie było mowy nawet o całowaniu”, nie mieli szans przekazać nam wiedzy o tym jak żyć, jak okazywać czułość, jak zaspokajać pragnienia bliskości i potrzeby seksualne. Czy my będziemy lepszymi nauczycielami? Żyjemy w innych czasach, mniej pruderyjnych i ociekających seksualnością z reklam, filmów … Przeskoczyliśmy w druga skrajność, kiedy nie ma tabu a jest za to „wszystko na wierzchu”. Tyle, że to wszystko to znowu tylko i wyłącznie powierzchowność, niewiele mówiąca o tym jak żyć, jak kochać się, jak czerpać i dawać, spełniać się i dawać spełnienie, dopełnienie.
I tak rodzą się kolejne pokolenia nieszczęśliwych ludzi… wypełniających sobie lukę po wydartej przez kulturę seksualności różnymi rodzajami erzacu – takie filmowe „weź pigułkę, weź pigułkę”, która to pigułka zamienia popęd w parcie do władzy czy sukcesu, za to dotykać się wolno tylko w rękawiczkach…
Szczęśliwi Ci, którzy odkryli swoją cipkę czy penisa… Mimo upadków i wzlotów, … warto. Teraz trzeba wymyślić jak tę wiedze przekazać naszym dzieciom, tak by zachować kompromis między tym, czego chcemy je nauczyć a tym, co akceptuje a czego nie nasze prostackie społeczeństwo…











zobacz też

„Kobiety mnie przyjęły” - ceremonia pierwszej miesiączki

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter