komentowany artykuł:

(Nie) o ”Wilgotnych miejscach”
(Nie) o ”Wilgotnych miejscach”
Już pierwszy kadr filmu poprzez swoją przewrotność wprowadza doskonale w atmosferę filmu, która o poważnych rzeczach mówi w sposób zabawny, poruszając żywo reagującą widownię.
czytaj komentowany artykuł »
 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 2) / 2

# 12014.05.24, 01:04

Róża
Rany, mogłyście ostrzec, że to taka psychodela. Obejrzałam za Waszą namową i czuję się trochę "zgwałcona". I wcale nie chodzi mi o cokolwiek związanego z seksem, bo w tym kontekście Helen nie robi ani nie mówi niczego co byłoby mi jakoś bardzo obce, albo szokujące. Chodzi mi o warstwę emocjonalną filmu. Z waszych opisów wywnioskowałam, że stosunek Helen do jej ciała i seksualności jest osią tego obrazu. A tymczasem okazuje się, że motywem przewodnim jest relacja bohaterki z rodzicami. Ta relacja nie jest tłem dla przejawów seksualności Helen, jak można by wnioskować z tytułu. I czuję się "zgwałcona" oglądaniem bardziej i mniej subtelnych form przemocy, znęcania się, bezmyślności, zadawania cierpienia w wykonaniu rodziców Helen. Oglądanie przemocy też jest jej doświadczaniem, a wolałabym nie być narażana na tego typu doświadczenia.
Postawiłabym tezę, że po filmie nie dyskutowano o seksie nie dlatego że to jest tabu (która z nas nie robiła testu warzyw, albo nie zna własnego smaku?), tylko dlatego, że bardziej palącym problemem są tutaj trudne relacje rodzinne. Przepraszam, ale dla mnie dużo bardziej szokujące od wymieniania się tamponami z przyjaciółką czy wizyty w burdelu jest samookaleczenie się głównej bohaterki, żeby zostać dłużej w szpitalu, żeby dzięki temu rodzice się spotkali. Przecież tutaj, na naszych oczach rozgrywa się ogromny dramat. To przerażające, jak daleko ta dziewczyna się posunęła, żeby "naprawić" relację rodziców. I w tym kontekście mówienie o seksie schodzi absolutnie na dalszy plan.
# 22014.06.06, 17:15

kino-nie-maniak
Mnie jakoś nie przekonuje germański sposób na powrót do higieny średniowiecza - co do tej deski klozetowej. Nie widzę niczego pozytywnego w "niemytym" seksie. Pewnie, że feromony są lepsze od jakichkolwiek zapachów perfum, ale to nie ma nic w związku z byciem higienicznym. Prawie zawsze od nas samych zależy, jak postrzegają nas ludzie - jeden powie, że chce się kochać namiętnie z kobietą, a drugi, że chce się pier****ć z k***ą - i czy będzie się to czymś różnić? - Nie, będą przecież robić to samo, ale siła przekazu tych dwóch zdań, jakże inną buduje atmosferę. Film z przekazem jest czymś więcej niż "sztuką dla sztuki". W opisie "wilgotnych miejsc" jakoś tego nie widzę. A jeśli chodzi o pornosy, to też mogą mieć klasę lub nie. Ja w większości nie lubię wulgaryzmów - brak umiejętności wysławiania się, to nie to samo co przekazywanie emocji. A co do samych filmów, to już wolę jak diabeł gwałci Rosemary w "Dziecku R. " niż to.











zobacz też

„Waginatyzm” instalacja Iwony Demko

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter